poniedziałek, 11 grudnia 2017

CLVI



         Pochyliłem się do przodu, żeby mieć w polu widzenia więcej z tego, co działo się za kamieniem, a później oparłem na nim łokcie i kątem śledziłem Esję, choć ta wiele się nie poruszała. Nawet nie wstała, a jej pierwsze słowa brzmiały ponuro. Może nawet bardziej, niż sobie to zaplanowała. Jedynie pokiwałem wolno głową, bo nie przychodziło mi do głowy nic, żadne słowa pocieszenia, a zaprzeczanie byłoby ordynarnym fałszem. W stolicy jej swoboda skończy się jak los skazańca na stryczku. Milczałem długą chwilę, podążając wzrokiem na drugą stronę rzeki, a później w górę, ku gwiazdom, bo chociaż potok był czymś niespotykanym tak daleko na pustyni, to drzewa nie rosły tu wcale, więc nie było w tym krajobrazie nic, na czym mógłbym zawiesić spojrzenie. Niebo za to… Och, niebo było spektakularne. Szeroki nieboskłon rozciągał się daleko, dalej, niż gdziekolwiek indziej, nie ograniczony górami ani większymi wzniesieniami. Ciemna płaszczyzna na której nierówno były upstrzone gwiazdy – a każda z nich podobno na cześć najświętszych, ludzi i bogów, którzy przyczynili się za sprawą naszego kraju – zapraszała, by śledzić każdą najmniejszą nawet nowinkę.
        Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w niebo, nie szukając tam nic konkretnego. Nie było sensu, porządku, ładu ani odpowiedzi, ot, piękny widok, który będzie mi długo towarzyszył. Wyprostowałem się powoli na kolejne przerwanie przez dziewczynę ciszy.
        Swoją drogą, cóż to musiały być na głupoty z przypisywaniem przez naszych uczonych imion do każdej tej jasnej, miniaturowej plamki na niebie? Jaki był sens w nadawaniu im ogromnego znaczenia, jakoby gwiazdy rodziły się wraz z każdą kapłanką, boginią, królem i jego potomkiem? Czyż nie na te same gwiazdy paczą heretycy, Zakaarianie, którzy mają odmienną religię? I dlaczego jakiś człowiek miałby móc decydować o znaczeniu czegoś tak odległego, czegoś, czego nigdy nie dotknie nawet dłonią?
        Przeszedłem powoli naokoło kamienia i osunąłem się na dół, siadając obok blondynki. Prychnąłem cicho, kiedy wspomniała o kąpieli i odwróciłem głowę w kierunku, z którego przyszedłem. Miała niezły punkt obserwacyjny. Nie przejmowało mnie to jednak bardziej, niż powinno, a może nawet skrywało w sobie jakąś zdrożną przyjemność.
        — Jesteś pewna, że to nie przez fakt, że miałaś tutaj całkiem dobry punkt widokowy? — zapytałem, maskując po chwili rozbawienie. Nie powinno mnie to bawić. A tym bardziej cieszyć. Zdecydowanie nie powinno mnie to cieszyć! — Gdybym wiedział, że się tu ukrywasz, to pewnie oszczędziłbym ci takich widoków. Przynajmniej pewne sekrety dotyczące tabu w świątyni już cię nie dotyczą, a to zawsze przydatna lekcja.
        Zaskakująco łatwo przychodziło mi mówienie o tym. Również oparłem wygodniej głowę o kamień i znowu spojrzałem w niebo. Czy czułem, że to czas, żeby przejść do trudnych tematów? Do wysłania jej w niedalekiej przyszłości do stolicy? Jak tylko wysłany oddział wróci z głównej bazy, z pewnością przyniesie także informację i pierwsze wytyczne dotyczące kapłanki. Byłem pewny, że nie będą zwlekać ani chwili dłużej po tym, co tu zastaliśmy, po zrabowanym obozie spalonym do ostatniej deski. Nie chcieli ryzykować jej życiem i chociaż rozumiałem to z logicznej strony, to nie chciałem się na to zgodzić. Ale wiedziałem, że Esja jest w niebezpieczeństwie. I to być może większym, niż podejrzewała. Pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy że tym, którego powinna się bać jestem ja sam.
          Ale to nie był temat na obecną chwilę. Sam wolałem odciągnąć go w czasie do ostatecznej konieczności. To jeszcze nie teraz. Nie tego wieczoru, nie jutro.
        — Kilka dni temu, kiedy wstałaś z wozu i poszłaś się przejść pierwszy raz po upadku — dłonią zaznaczyłem nieokreślony znak w powietrzu, nie spuszczając spojrzenia na dziewczynę — mówiłaś o popiołach. Wtedy uznałem to za majaczenie w gorączce, ale medyk powiedział, że to nie gorączka ani jego medykamenty wywołały ten efekt. W takim razie co? — Zawiesiłem głos, ale nie czekałem na jej odpowiedź. Mogłem podejrzewać, że nie ma pojęcia, skąd się tu wzięło, a niejasne przesłanki przekazywane w bajkach dla dzieci nie mogły być żadnym oparciem dla osoby takiej, jak ja. — Powinniśmy odwiedzić Aelneę późnym wieczorem, kiedy jej mąż uda się na spoczynek.
        To była nagła, spontaniczna decyzja. Nie przemyślałem jej, ale coś wewnątrz popychało mnie do postawienia tego kroku. Może świadomość, że nie ma już innej, bardziej odpowiedniej drogi, albo że nie wiem do kogo się z tym problemem zwrócić. Faktycznie, pani Sherr była osobą śliską i godną wątpliwej ufności, ale nic nie przychodziło mi innego do głowy. Żadne rozwiązanie, które podałoby nam odpowiedź dosadniej, niż ona. Świadomość, że muszę prosić ją o przysługę też nie była mi miłą, ale chciałem… Nie, musiałem znać odpowiedź.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/