Pochyliłem
się do przodu, żeby mieć w polu widzenia więcej z tego, co działo się za
kamieniem, a później oparłem na nim łokcie i kątem śledziłem Esję, choć ta
wiele się nie poruszała. Nawet nie wstała, a jej pierwsze słowa brzmiały
ponuro. Może nawet bardziej, niż sobie to zaplanowała. Jedynie pokiwałem wolno
głową, bo nie przychodziło mi do głowy nic, żadne słowa pocieszenia, a
zaprzeczanie byłoby ordynarnym fałszem. W stolicy jej swoboda skończy się jak
los skazańca na stryczku. Milczałem długą chwilę, podążając wzrokiem na drugą
stronę rzeki, a później w górę, ku gwiazdom, bo chociaż potok był czymś
niespotykanym tak daleko na pustyni, to drzewa nie rosły tu wcale, więc nie
było w tym krajobrazie nic, na czym mógłbym zawiesić spojrzenie. Niebo za to…
Och, niebo było spektakularne. Szeroki nieboskłon rozciągał się daleko, dalej,
niż gdziekolwiek indziej, nie ograniczony górami ani większymi wzniesieniami.
Ciemna płaszczyzna na której nierówno były upstrzone gwiazdy – a każda z nich
podobno na cześć najświętszych, ludzi i bogów, którzy przyczynili się za sprawą
naszego kraju – zapraszała, by śledzić każdą najmniejszą nawet nowinkę.
Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w
niebo, nie szukając tam nic konkretnego. Nie było sensu, porządku, ładu ani
odpowiedzi, ot, piękny widok, który będzie mi długo towarzyszył. Wyprostowałem
się powoli na kolejne przerwanie przez dziewczynę ciszy.
Swoją drogą, cóż to musiały być na
głupoty z przypisywaniem przez naszych uczonych imion do każdej tej jasnej,
miniaturowej plamki na niebie? Jaki był sens w nadawaniu im ogromnego
znaczenia, jakoby gwiazdy rodziły się wraz z każdą kapłanką, boginią, królem i
jego potomkiem? Czyż nie na te same gwiazdy paczą heretycy, Zakaarianie, którzy
mają odmienną religię? I dlaczego jakiś człowiek miałby móc decydować o
znaczeniu czegoś tak odległego, czegoś, czego nigdy nie dotknie nawet dłonią?
Przeszedłem powoli naokoło kamienia i
osunąłem się na dół, siadając obok blondynki. Prychnąłem cicho, kiedy
wspomniała o kąpieli i odwróciłem głowę w kierunku, z którego przyszedłem.
Miała niezły punkt obserwacyjny. Nie przejmowało mnie to jednak bardziej, niż
powinno, a może nawet skrywało w sobie jakąś zdrożną przyjemność.
— Jesteś pewna, że to nie przez fakt,
że miałaś tutaj całkiem dobry punkt widokowy? — zapytałem, maskując po chwili
rozbawienie. Nie powinno mnie to bawić. A tym bardziej cieszyć. Zdecydowanie nie
powinno mnie to cieszyć! — Gdybym wiedział, że się tu ukrywasz, to pewnie
oszczędziłbym ci takich widoków. Przynajmniej pewne sekrety dotyczące tabu w
świątyni już cię nie dotyczą, a to zawsze przydatna lekcja.
Zaskakująco łatwo przychodziło mi
mówienie o tym. Również oparłem wygodniej głowę o kamień i znowu spojrzałem w
niebo. Czy czułem, że to czas, żeby przejść do trudnych tematów? Do wysłania
jej w niedalekiej przyszłości do stolicy? Jak tylko wysłany oddział wróci z
głównej bazy, z pewnością przyniesie także informację i pierwsze wytyczne
dotyczące kapłanki. Byłem pewny, że nie będą zwlekać ani chwili dłużej po tym,
co tu zastaliśmy, po zrabowanym obozie spalonym do ostatniej deski. Nie chcieli
ryzykować jej życiem i chociaż rozumiałem to z logicznej strony, to nie
chciałem się na to zgodzić. Ale wiedziałem, że Esja jest w niebezpieczeństwie.
I to być może większym, niż podejrzewała. Pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy
że tym, którego powinna się bać jestem ja sam.
Ale to nie był temat na obecną chwilę.
Sam wolałem odciągnąć go w czasie do ostatecznej konieczności. To jeszcze nie
teraz. Nie tego wieczoru, nie jutro.
— Kilka dni temu, kiedy wstałaś z wozu
i poszłaś się przejść pierwszy raz po upadku — dłonią zaznaczyłem nieokreślony
znak w powietrzu, nie spuszczając spojrzenia na dziewczynę — mówiłaś o
popiołach. Wtedy uznałem to za majaczenie w gorączce, ale medyk powiedział, że
to nie gorączka ani jego medykamenty wywołały ten efekt. W takim razie co? —
Zawiesiłem głos, ale nie czekałem na jej odpowiedź. Mogłem podejrzewać, że nie
ma pojęcia, skąd się tu wzięło, a niejasne przesłanki przekazywane w bajkach
dla dzieci nie mogły być żadnym oparciem dla osoby takiej, jak ja. — Powinniśmy
odwiedzić Aelneę późnym wieczorem, kiedy jej mąż uda się na spoczynek.
To była nagła, spontaniczna decyzja.
Nie przemyślałem jej, ale coś wewnątrz popychało mnie do postawienia tego
kroku. Może świadomość, że nie ma już innej, bardziej odpowiedniej drogi, albo
że nie wiem do kogo się z tym problemem zwrócić. Faktycznie, pani Sherr była
osobą śliską i godną wątpliwej ufności, ale nic nie przychodziło mi innego do
głowy. Żadne rozwiązanie, które podałoby nam odpowiedź dosadniej, niż ona.
Świadomość, że muszę prosić ją o przysługę też nie była mi miłą, ale chciałem…
Nie, musiałem znać odpowiedź.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz