Bałam się tego, jak zareaguje, tego co przyniesie moje zachowanie, bo przecież nikt nigdy nie powiedział, że będzie łatwo, że będzie tylko lepiej. Wręcz przeciwnie, to co ma nadejść jeszcze podetnie nam skrzydła, które przecież już teraz nie są wcale rozpostarte. Czas obije jeszcze nasze wykrzywione uczuciem twarze i pokaże na co sami się pisaliśmy. Będzie ciężko, bo szykujemy się na coś, czego być może nasze biedne kości nigdy nie będą w stanie znieść. Tylko to nie jest już teraz. Tak jak mówiła Mila, nie powinniśmy już teraz cierpieć, skoro cierpienie i tak nadejdzie. Przyjdzie na to odpowiedni czas, gdy smutek będzie nieunikniony, a jeśli teraz dało się go odsunąć, to czemu z tego nie skorzystać?
W pierwszej chwili, gdy się odezwał, czułam, jak moje mięśnie się spinają. Dopiero po chwil mogłam odetchnąć, gdy wytłumaczył nieco więcej. Przełknęłam ślinę, nie ważąc się drgnąć o choćby cal. Cała jego postawa wwiercała się w moją głowę z masą wątpliwości. Coś było nie tak. Może nawet nie między nami, a z nim. Patrzyłam na niego badawczo, nie byłam w tym mistrzem, ale on nie odwracał spojrzenia. To było moją domeną, on zawsze świdrował wzrokiem. Niezależnie od tego, jak trudny, czy nieprzyjemny temat poruszał. Więc skąd nagle u niego taki brak pewności?
Nie powiem, aby wydźwięk jego wypowiedzi był szczególnie przyjemny, ale czy spodziewałam się poetyckiej wylewności? Nie. Może byłaby ona miła, może byłaby czymś nowym, ale nie. Nie u niego i akceptowałam taki stan rzeczy. Przynajmniej w końcu na mnie spojrzał. Zamrugałam kilka razy, nie przerywałam mu. Poczułam, jak mnie obejmuje i to wystarczyło by wszelki strach odpłynął ode mnie w dal. Nie było jednak lekko, na to nie mogliśmy sobie pozwolić, bo choć z początku wierzyłam, że atmosfera się ociepli, szybko dotarł do mnie prawdziwy sens jego słów. Więc tak to wyglądało z jego strony? Na swój sposób zabawne, w dość gorzkim sensie. Oboje obawialiśmy się, że to drugie się od nas odwróci? Szkoda tylko, że jednak była tutaj wyraźna granica. Ja nie byłam, jak się okazuje tak szlachetna, a wizja tego, że miałabym mu pozwolić siebie odtrącić nie chciała zagościć w mojej podświadomości. Po prostu nie byłam w stanie pogodzić z taką możliwością.
Nie paliłam się do zaprzeczenia jego słowom. Musiałam to wszystko na spokojnie przemyśleć. Dość już wypowiadanych zbyt rychło zdań. Nie teraz, teraz musiałam ułożyć coś, co było nowe, a wraz z przeżyciami z egzekucji bardzo trudne do uspokojenia.
Wytrzymałam każde jego słowo, a kiedy spojrzał na mnie ponownie, pokiwałam powoli głową, by następnie przyłożyć polik do jego torsu, przymknąć na moment oczy, odetchnąć uspokoić wszystko to, co już od dawna chciało znaleźć ukojenie. Słuchałam bicia jego serca, bo w tym jednym nie różniliśmy się wiele. Oboje byliśmy ludźmi.
- Prawdę mówiąc... wydajesz się pierwszy raz od dawna cieszyć jakimś zalążkiem spokoju, teraz jeszcze trudniej będzie mi go mącić - powiedziałam zgodnie z prawdą, po czym uniosłam się odrobinę, by nosem delikatnie, bez większego celu zatoczyć kilka kółek na jego piersi. Ostatecznie delikatnie złożyłam na niej usta, a potem lekko zarumieniona uniosłam znów na niego spojrzenie jasnych oczu. Woda chlapnęła niezbyt głośno, nie powinnam uciekać. Mimo to wyprostowałam ręce i wychyliłam się z wody, sięgając do jego twarzy. - Najpierw mnie pocałuj. Mam wrażenie, że wieki nie czułam twoich ust - byłam nieco wymagająca, ale nie miałam nic do stracenia. Zrobiłam już tyle, że zawstydzenie schodziło na boczny tor. Męczyła mnie dystans między nami. Potrzebowałam go. Po prostu.
Delikatnie musnęłam jego usta. Raz, potem drugi. Były mokre, czułam na nich delikatny smak mydła, ale nie było to na tyle silne, aby miało mi przeszkadzać. Odsunęłam się w chwili, w której zaczęły mnie boleć plecy, wygięte w niewygodnej pozycji. Wtedy oparłam brodę o jego ramię, patrząc spokojnie w ściankę namiotu, która się za nim znajdowała.
- Mila... wie o nas - wypuściłam z siebie, powoli, bez cienia wielkich emocji. Zwilżyłam wargi, wdychałam zapach jego skóry i mydlin. Opuściłam głowę i wargami przejechałam po jego skórze, po zagłębieniu w szyi. Chciałam ukoić jego emocje, nawet jeśli to co powiedziałam nie miało nim wstrząsnąć, to na pewno były w nim jakiś nerwy, które należało załagodzić. Chciałam po prostu być jego lekarstwem, a nie kolejnym problemem. - Nie mówię jej nic, nie zdradzam za dużo. Wie jednak, gdzie spędzam noce i wie, że mi na tobie zależy, ale nade wszystko... sama chciała, żebym ci powiedziała, chociaż jest świadoma, co może ją za to czekać - ostatnie słowa powiedziałam już nie z taką łatwością.
Coś jeszcze jednak majaczyło się z tyłu mojej głowy. Coś okropnego. Bardzo ciężkiego. Coś do czego nie miałam prawa, bo przecież lubiłam swoją służkę. Nawet jeśli bym jej nie lubiła, to po prostu nie mogłam pozwalać sobie na podobne myśli. Tylko, że moja moralność była niczym, w obliczu innego uczucia. Uniosłam się, musiałam spojrzeć w oczy, które przykładem największej potęgi, jakiej dane mi było doświadczyć. Uniosłam dłoń, z której spadło kilkanaście kropelek i ułożyłam ją na boku jego głowy. Kciukiem gładziłam twardą kość policzkową, nieco szorstką. Zmęczony... wyglądał staro. Za staro.
- Nigdy się od ciebie nie odwrócę, nigdy ciebie nie znienawidzę. Nawet jeśli teraz miałbyś się pozbyć Mili, nawet jeśli kiedyś miałbyś się pozbyć mnie samej. Nigdy ciebie nie znienawidzę - powiedziałam spokojnie i tylko trochę brzydziłam się tego, że nie naciągam prawy. Owszem, rozpaczałabym długo, byłabym wściekła, ale... wybaczyłabym mu. Teraz, kiedy w tych oczach zdawałam się widzieć ogrom krwi, jaką przelał, czułam, że jestem gotowa pławić się w niej razem z nim, a może nawet, przewrotnie uda mi się jakoś go zbawić i jeśli sama przez to skażę swoją duszę na potępienie, to jestem na to gotowa. Dlaczego? - ... bo ciebie kocham - usta mi zadrżały, gdy zrozumiałam, że wypowiedziałam to na głos. Gdy te słowa zawisły w powietrzu, gdy dotarło do mnie, że wiem to nie od dziś, ale nie potrafię podać dnia od którego było to jasne. Nie dało się wątpić w znaczenie tego wyzwania. Czułam całą sobą, ile to znaczy. Dla mnie, może i dla niego.
Zaskoczyło mnie jedynie to, że byłam w stanie się do tego przyznać. Nie oczekiwałam po nim, że odpowie tym samym. Nie o to tutaj chodziło. Chciałam jedynie by wiedział, bo on sam wielkich słów nie lubił, ale czy to było wielkie? Teraz gdy dałam upust, gdy w końcu nazwałam to uczucie, było mi być może lżej. Na pewno lżej. Wiedziałam już na kogo patrzę, wiedziałam co do niego czuję i wszystko nagle z mojej perspektywy wydało się takie klarowne. Nie miotałam się już między nieznanymi emocjami. To był człowiek za którego chciałam umrzeć... i mogłam to robić wiele razy, ile będzie trzeba. Kawałek po kawałku.
Tylko dla niego.

