Skrzywiłam się lekko, kiedy bez słowa wykonał to, co poleciłam. Owszem, o to mi chodziło, ale w tym wszystkim było coś nie tak. Gdzie ten zadziorny uśmiech, który pokazywał, jak bezwstydnie zdaje sobie sprawę z własnej potęgi. Gdzie te niebezpieczne błyski w oczach? Przeanalizowałam słowa, które powiedziałam. Może nie powinnam była? Może zwyczajnie, będąc ze mną starał się nie myśleć o tym, kim tak naprawdę jestem, może wypierał to ze świadomości, a ja teraz, jeszcze w takiej sytuacji mówię mu o moim znaku. Przez to wszystko chwila w której mnie dotykał była dziwnie ciężka. Na nim coś ciążyło. Nawet nie próbował tego ukrywać. Chociaż jego dłonie przemierzały moje ciało, a ja zawsze od choćby spojrzenia byłam pełna dreszczy, cała zarumieniona, to teraz nie czułam wcale jego dotyku na skórze. Poczułam się, jak polerowana przez kogoś statuetka i to uczucie miało podłoże w czymś, co zatruło myśli mężczyzny.
Chciałabym czytać w myślach. Może wtedy byłoby łatwiej? Jednak z drugiej strony, pewnie nie mogłabym zasnąć mając dostęp do wszystkiego, co czai się pod czarnymi, jak noc włosami. Dobrze zapewne, że nie mówi wszystkiego, to był rozsądne, wiedziałam, że nie robi tego bez powodu, że to dla mnie lepsze. Teraz jednak już nie ciekawość, a coś innego, chęć zabrania połowy ciężaru, udowodnienie, że naprawdę potrafię wiele znieść, że to mnie nie zmiażdży. Naprawdę chciałam być dla niego oparciem. Jakimkolwiek.
Wtedy wyjaśnił.
Miałam wrażenie, że słowa, jakie wypowiedział krzywdziły jego język. Jak miałam to rozumieć? Bolało go coś, miał gdzieś wbitą drzazgę, a ona jątrzyła się, gdy wspomniał o jakiejś kapłance. U mnie w głowie naraz pojawiło się wiele myśli. Złowróżbnych. Tak, jest szlachcicem, opowiadał mi kiedyś o tym, że wszyscy mają czerwone oczy, że to ich znak rozpoznawczy, a takie świadczą o potędze rodu. Czemu więc nigdy na to nie wpadłam, że w tak potężnym rodzie może być jakaś inna kapłanka? Miałam ochotę zapytać, z jakiej jest świątyni, jakiemu bogowi służy. A co jak ją znałam? Co jeśli zmarła w rzezi? Wiele pytań, a moje usta nadal były zamknięte, nie mogłam się odezwać, gdy był w takim stanie.
Skrzywiłam się. Czy on zawsze będzie księgą pełną zagadek? Za każdą zrozumianą łamigłówką, zaraz tuzin następnych. Sam powinien się więc cieszyć, że dostąpi ich taki zaszczyt, ale nie cieszył się. Znałam jego podejście, nie zaskoczyło mnie to, a jednak czułam, że w tym tkwi więcej. Ja sama poczułam się niepewnie. Nigdy nam nie mówiono czym jest horrendalna cena. Prawdę mówiąc nie znałam się na potędze pieniądza, aż tak. Nie mówiono nam za ile zostałyśmy sprzedane. Sama nigdy się nad tym nie zastanawiałam, aż do teraz. Ile to "horrendalnie" i czy to wszystko jest tego warte? Może... wystarczyłaby rozmowa, może wtedy i tak skończyłabym przy swoim przyszłym mężu, ale znałabym go, miast nosić obrożę, nie wiedząc nawet, jak ma na imię. Nie wiem nawet, czy to był małżeństwo aranżowane, czy po prostu transakcja. Bolała mnie ta myśl. Niewiele różniło mnie od błyskotki, którą można kupić i dumnie nosić na piersi.
Wyszedł ze słowa. Opuściłam wzrok, nie patrzyłam, ze wstydu, ale też przytłoczona nagłą atmosferą. Otoczyłam ramionami kolana, jak planowałam to na samym początku. Teraz nic nie stało na przeszkodzie. Słyszałam, jak Nevan się suszy, ubiera. Nie musiałam na niego patrzeć, by wiedzieć, że to co w nim tkwiło, nadal promieniowało. Pewnie chciał sam sobie z tym poradzić i przez to bałam się wyciągnąć do niego ręce, gotowe pomóc ze wszystkim. Z każdym demonem, jaki go dręczy.
Nie podjęłam żadnego działania, które można by było zaliczyć do mycia się. Po prostu siedziałam, patrząc na miejsce, w którym on jeszcze chwilę się znajdował. Na słowa odnośnie choroby nie odpowiedziałam. Znów czułam się, jak na początku, gdy byłam zadaniem. Nie wyczułam żadnej troski w jego głosie, może przez tą szorstkość? Wiem, że nie powinnam o tym myśleć, coś go dręczyło, ale już w kilka sekund zdążył postawić między nami ścianę. Przyszło mu to tak łatwo, odciął mnie. Zwinięta siedziałam w tej wannie, w jego namiocie, naga, przełamująca bariery dla niego. Czułam się jednak tak, jakby to niczego nie zmieniało. Może tylko żałośniejsza była ta chwila. Moja niewiedza i jego problemy.
Cisza trwała długo. Za długo. Kiedyś, dawno, powiedziałam mu, że nauczę go rozmawiać. Teraz natomiast miałam wrażenie, że sama nie potrafię tego robić. Jedynie wyrzucać wiele słów i pytań, ale nie rozmawiać.
Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł do wanny. Dopiero jego głos, zbyt bliski mojego ucha dał mi do zrozumienia, że jest blisko. Nie przeniosłam na niego spojrzenia. Miałam zaciśnięte wargi i powróciłam do roli dziecka. Dałam sobie jeszcze chwilę. Potrafię, tak jak on? Być taka, jaki on był? Wtedy też przyszły do mnie jego słowa... nie, nie wypowiedział ich teraz. Wtedy, gdy po jednym z treningów w obozie zauważyłam, że nie uśmiecha się często. On wspomniał bym robiła to, co czuję, nie próbowała dopasować swoich emocji do rozmówcy. Może miał więcej racji, niż oboje mogliśmy wtedy przewidzieć?
Kącik moich ust lekko drgną, spojrzałam na niego w końcu. Byłam smutna. Och, nie dało się tego nie dostrzec w moich oczach, ale uśmiech na mojej twarzy był równie szczery, co emocje malujące się w tęczówkach.
- Dziękuję - powiedziałam po prostu i przysunęłam się bliżej do krawędzi przy której stał, teraz klęcząc do niej przodem. Naparłam na dzielącą nas ściankę biustem, a dłońmi uchwyciłam się brzegu naczynia.
Patrzyłam na niego jeszcze przez sekundę w ciszy, po czym wyciągnęłam dłoń i dotknęłam jego polika.
- Obiecuję zrobić co w mojej nocy, żebyś po powrocie myślał, że wzięłam sobie twoje słowa do serca i naprawdę się oszczędzałam - powiedziałam niewinnie, acz bezczelnie, gładząc go kciukiem po skórze. Gdyby chciał coś położyć, może jeszcze bezczelniej przyłożyłam mu opuszki palców do ust. - Sam powiedziałeś, że zaczynam kombinować, ale nie martw się, kąpiel to w końcu czas odpoczynku, więc musiałabym zarobić się do nieprzytomności, żeby nie być w stanie ci towarzyszyć - uśmiechnęłam się nadal nieco psotnie, po czym wyciągnęłam drugą rękę i objęłam go za kark, przyciągając. Nie pocałowałam go jednak w usta, tym razem w czoło, między brwiami, to które w przeciągu ostatnich minut wyginało się brzydko od zmarszczek. Trzymałam usta tak przystawione, aż nie poczułam pod nimi gładkiej skóry, a potem pociągnęłam go jeszcze trochę i ignorując zawstydzenie przyłożyłam bok jego twarzy do swojej piersi i objęłam go delikatnie.
- Ani słowa - mruknęłam. - Wiem, demon z ciebie... ale nawet demony mają prawo mięć inne demony - dodałam niezbyt głośno, układając brodę w jego wilgotnych włosach. - Ty jednak masz też mnie, może nieco odbiegłam od założeń świątynnych, ale nadal potrafię nieść światło, tylko... nie bój się z niego czerpać - kontynuowałam, delikatnie go gładząc. Jak dziecko, którym nie był. Być może takie protekcjonalne traktowanie go odrzucało, dlatego nie zmuszałam go dłużej, nie przeciągałam tego. Nie musieliśmy utrzymywać tej patetycznej atmosfery. Wypuściłam go, gdy powiedziałam, co miałam, gdy pokazałam, co może ode mnie otrzymać, jeśli uzna, że chce. Nie namawiałam go do korzystania. Nie lubił opierać się na innych, ale... kiedy wzięłam go z zaskoczenia, mogłam go chociaż przez moment wesprzeć i wiem, że tak silnemu człowiekowi to wystarczy.
- Teraz natomiast, bądź tak łaskaw i podaj mi ręcznik - mruknęłam, a sama sięgnęłam po mydło, by w końcu zacząć się odmywać. Miałam wrażenie, że atmosfera się nieco poprawiła. Czułam, że to moja zasługa, ale nie było idealnie. Mimo to... zerknęłam w dół i zarumieniłam się już normalnie. Jak wcześniej. - Nie musisz mnie tak z bliska pilnować, nawet jeśli pływać nie umiem, w kąpieli się nie utopię - pisnęłam, odwracając się tyłem i szybko wyszorowałam ciało. Potem dopiero spojrzałam przez ramię.
Westchnęłam.
- Zastanów się, czy chcesz porozmawiać o swojej rodzinie. Nie chcę naciskać, ale nie chcę też byś pomyślał, że unikam tematu. Jeśli jednak zechcesz, to wiedz... że mam wiele pytań, ale boję się je zadać - przyznałam, czując, że mam gęsią skórkę. Naprawdę woda zdążyła zrobić się już nieprzyjemnie chłodna, ale była nieco cieplejsza od powietrza, więc wolałam trwać w stygnącej kąpieli, niż się podnosić... a jeśli już o podnoszeniu mowa...
Oficer po prostu wstał. Jeszcze w takiej atmosferze, że nawet nie zdążyłam popatrzeć. Teraz nie było aż tak ciężko. Nie był tym chłodnym potworem, a moim Tealvashem. Ja też nie byłam załamanym maleństwem, a jego Esją. Siłą rzeczy nie spieszyło mi się więc do wyjścia... Przygryzłam dolną wargę. Zerknęłam na koszulę nocną, na materiał, którym powinnam wytrzeć ciało. Zerknęłam na mężczyznę, wiedząc, że w tej chwili doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się w mojej głowie.
- Jeśli poproszę, to nie odwrócisz się, prawda? - zapytałam. Pokiwał głową przecząco i jeśli się nie mylę, w oczach zabłysnęły mu te złowrogie światełka. Okropny. Ja do niego z sercem, a on? Mogłam siedzieć w tej wannie, ale to by go w końcu zdenerwowało bez wątpienia, i wywlekł by mnie z niej pewnie w niezbyt przyjemnej atmosferze. Mogłam czasem się sprzeciwiać, ale bez przesady, w końcu jego cierpliwość się kończyła. Mogłam więc też próbować jakoś się odsłonić, co byłoby wielce upokarzające. Nie zastanawiając się więc długo, zacisnęłam dłonie w pięści i przybrałam prawdopodobnie najbardziej zdetermionowany wyraz twarzy, na jaki zdobyłam się w całym swoim życiu. Podniosłam się więc prosto i z gracją przestąpiłam nogą przez wannę. Stanęłam prosto, sięgnęłam po materiał, ocierając się nim dokładnie, skupiona na tym co robię. Dopiero, gdy założyłam koszulę na nieco niedokładnie osuszone ciało odwróciłam się do niego. Założyłam ręcę pod biustem, jakby chcąc powiedzieć "widzisz? dałam radę", zamiast tego jednak moja mina zaraz zelżała i wyciągnęłam do niego dłoń.
- Położymy się już? - zapytałam spokojnie. Ależ to pytanie... przyjemnie brzmiało w moich ustach.

