Zaletą tego miejsca było to, że patrol widział mnie, gdy tutaj siedziałam, jednakże kiedy ten odejdzie dalej wgłąb obozu, a w jego miejsce przyjdzie następny, istniała duża szansa, że moja obecność nie będzie dla nich czymś oczywistym. Słowem, zyskałam pewną prywatność, która w ostatnich dniach była luksusem na jaki nie mogłam sobie pozwolić. Ostatnio miało to miejsce, gdy Nevan pozwolił mi na samotny spacer, a jak się to skończyło wie każdy w obozie. Zastanawiałam się, czy dowódca miewał myśli, w których obwiniał siebie za pozwolenie mi na taką swobodę. Może, kiedy leżałam nieprzytomna? W końcu potem mój świat w dużej mierze zaczął się sprowadzać do wozu, a dookoła niego znajdował się zawsze ktoś ważniejszy, niż byle żołnierz, którego nie znałam z imienia. Było to przypadkiem, czy może świadomą decyzją? Jeśli tym drugim, to tym bardziej skuliłam się, by odetchnąć pełną piersią. Popatrzeć przed siebie i nie widzieć nic, żadnej ściany wozu, kolumny ludzi, czy materiału namiotu.
Nie czułam, że robię coś złego, by byłam bardzo blisko miejsca w którym powinnam się znajdować. Dlatego nieco przekręcałam znaczenie pojęcia "bezpieczeństwo" i nieco nachalnie przekonywałam samą siebie, że Tealvash nigdy nie kazał mi wprost pozostać w obozie. Poza tym nie ma go tu, a czego oczy nie widzą, to w dupę nie szczypie... jak to posłyszałam od Ithricka. Tym razem nawet dałam sobie spokój z rozmyśleniami, czy to powiedzenie jest językowo poprawne. Poza tym chwilę po moim spostrzeżeniu usłyszałam plusk wody i serce zabiło mi ze strachu, że to barbarzyńcy nas atakują. Już miałam się poderwać, kiedy wyjrzałam zza skały. Z początku nie widziałam kompletnie nic, a potem... serce zabiło mi szybciej, a w gardle zrobiło się sucho. Przełknęłam nieprzyjemną gulę, jaka się w nim zrobiła, widząc plecy i pośladki, które bezbłędnie dopasowałam do ich właściciela. W tej chwili wszystko mówiło mi, że powinnam w najgorszym wypadku się odwrócić. Nawet tego nie zrobiłam, a krew pulsowała mi w skroniach. Miałam świadomość, że moje zachowanie jest niepoprawne, a mimo to... czułam, że ze stresu robi mi się gorąco. Oparłam dłonie o surowy bok skały zza której się wychylałam, póki co próbując zignorować fakt, że to nieodpowiednie by kogoś podglądać, w jakiejkolwiek sytuacji, a co dopiero mężczyznę podczas kąpieli. Ulżyło mi nieco, a raczej memu sumieniu, gdy woda zakryła go do połowy torsu. Kiedy odchylił głowę do tyłu, a krople wody spływały mu po twarzy... nie widziałam tego, ale oczami wyobraźni dorabiałam sobie każdy szczegół.
Byłam oczarowana. Tak po prostu, widokiem, który dla mnie nie powinien być dostępny. Nie widziałam nigdy nagiego mężczyzny. W zasadzie Nevana też całego nie widziałam, ale już tyle, ile udało mi się podejrzeć było dla mnie dawką z jaką nie powinnam mieć styczności. Sądziłam, że będę zawstydzona... dobrze, byłam. Tylko, że przy okazji skłamałabym mówiąc, że mi się to nie podobało. Że drżenie mojego ciała nie było uzależniające. Że chciałabym podejść bliżej, zobaczyć więcej... zagapiłam się nieco, nie licząc czasu, jak wypadało. Na całe szczęście w chwili, w której się odwrócił, miałam na tyle rozsądku, by skryć się za ścianką głazu. Jednocześnie byłam zawiedziona. Pluskanie wody ustało, musiał wyjść, a ja nie zdążyłam zobaczyć tyle, ile bym chciała. Skarciłam siebie za takie podejście. Ten widok nie był dla mnie! Co się ze mną dzieje? Jakim prawem mi się to podoba? Dlaczego nadal czuję dreszcze, a twarz mi się czerwieni?
Zaczęłam się uspokajać. Z pomocą przyszła ciekawość, która doprowadziła mnie na powrót do melancholijnego nastroju. Zainteresowało mnie, czy i mój mąż będzie wywoływał we mnie takie emocje. Wtedy też zdałam sobie sprawę, że może tak się nie stać. Co jeśli... zmarnowałam swoją fascynację na człowieka, który chwilę temu wyszedł z rzeki? Poza tym... znów powróciły wspomnienia z jaskini i okrutna myśl, że gdybym nie była umierająca, nigdy nie poznałaby dotyku jego ust.
Skuliłam się jeszcze mocniej, świadoma bardziej, niż kiedykolwiek tego, jak nie chcę wychodzić za mąż. Bezwiednie uniosłam dłonie do obręczy na szyi, dość boleśnie wsunęłam palce pod metalowe krawędzie, a potem zaczęłam ciągnąć ją na boki. Wierzyłam, że puści, nie przejmowałam się bólem, tym, że zdrapuję sobie naskórek z dłoni. Niech puści, będę wolna.... niech tylko puści.
Podskoczyłam słysząc za plecami JEGO głos i bogowie mi świadkami, w pierwszej chwili bałam się odwrócić, rozważając to, czy ma na sobie jakiekolwiek ubrania. Przyszedł okrzyczeć mnie za to, że go podglądałam? Wiedział już? Oczywiście pierwszym, co zrobiłam było natychmiastowe zabranie dłoni, zawinięcie ich gdzieś między brzuchem, a zgiętymi kolanami.
Nie powiedział nic o swojej kąpieli. Uspokoiłam się nieco, ale nie całkowicie. Tym bardziej, że poruszył temat bezpieczeństwa, a więc przygotowałam się na jakąś karę, może złość, czy rozkaz natychmiastowego powrotu do swojego namiotu. Zamiast tego zapytał o posiłek. Zaskoczyło mnie to na tyle, że odwróciłam się. Był już ubrany. Spojrzałam na niego i zamiast powiedzieć cokolwiek pomachałam jedynie głową na boki, w odpowiedzi. Jego twarz była łagodna, ponownie miało mi się upiec, a to przypomniało mi o języku i zdolnościach mówienia.
- Chciałam... - zaczęłam, uznając po chwili, że nie chcę go dołować swoją wypowiedzią. Może dlatego spróbowałam się uśmiechnąć delikatnie, nie zmieniając jednak swoich planów co do tego, co zamierzam powiedzieć. - skorzystać z poczucia, że jestem wolna, póki jeszcze mam ku temu szanse - odpowiedziałam prosto, nie udając niczego. Wzruszyłam nieładnie ramionami, nie był to zbyt wyszukany gest, ale nie miałam na nie szczególnej siły.
Patrzyłam na niego przez moment, unosząc głowę, bo inaczej byłoby to niemożliwe, po czym odruchowo przesunęłam się, wtulając nieco bardziej w swoją kamienną kryjówkę, po czym poklepałam dłonią miejsce obok siebie.
- Może usiądziesz? - zapytałam szybciej, niż to przemyślałam. Znów się nieco speszyłam. - Oczywiście jeśli masz ochotę, z drugiej strony dopiero co brałeś kąpiel, więc może siedzenie na ziemi nie jest tym o czym marzysz... - zaczęłam snuć już własne domysły, dając mu wybór. Tylko, że sama wcześniej zauważyłam, że nie wspomniał nic o kąpieli. Ostrzegawczo przeszedł mnie dreszcz, na sekundę otworzyłam oczy szczerzej, mając ochotę uderzyć siebie samą. - To przez włosy, widać, że masz mokre włosy, stąd wiem o kąpieli - wyjaśniłam szybko, delikatnie podnosząc głos, ale nie na tyle, aby ktoś w obozie mnie usłyszał. Było już po ptakach. Jęknęłam pod nosem, opierając tył głowy o ścianę skały, tym samym nie patrząc już na niego, tylko przed siebie.
- Gdyby mój narzeczony wiedział, jaką żonę przyjdzie mu mieć, pewnie nie dopraszałby się tak gorliwie o mój rychły przyjazd do stolicy... - westchnęłam, wsuwając odruchowo dłonie we włosy. Nie był to mój ulubiony temat i może właśnie specjalnie karałam siebie, poruszając go przy Nevanie. Ponieważ przy nim szczególnie często zapominałam, że jestem już własnością jakiegoś mężczyzny. Mężczyzny, którego nie znałam i który nie ma nic wspólnego z oficerem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz