wtorek, 10 kwietnia 2018

CCXX


        Skarżyć się nie zamierzałem. Nie mogłem mieć tej przyjemności i takiej ugody, bo nie potrafiłbym z nią jednocześnie później się rozstać ani żyć. Dlatego właśnie zbagatelizowałem jej wspomnienie o tym, że cieszę się spokojem na rzecz tego, co chciała mi powiedzieć. Nie mogłem tego wiedzieć, ale czułem, że nie jest to nic ani łatwego, ani przyjemnego. Lekkich wieści nie zapowiada się w tak ciężki sposób ani też nie ukrywa, do czego dziewczyna sama się przed chwilą przyznała. Pożegnałem więc spokój, jakbym żegnał dobrego, starego drucha wiedząc, że w końcu ja i on i tak się odnajdziemy, prędzej czy później i przygotowałem na to, co zamierzała powiedzieć.
        Jej ciepłe dłonie ociekające wodą z mydłem na mojej twarzy, opuszki palców pomiędzy moimi mokrymi nadal włosami i bliskość były kojące. Z zaskakującą łatwością oddałem się temu przyjemnemu dotykowi odkrywając, że jest całkiem inny od tych, którym obdarzało mnie wcześniej wiele kobiet. Nie był nasączony erotyzmem, ale niósł nieporównywalnie większe pokrzepienie od tego, który służył wyłącznie przyjemnościom. Dlatego po prostu przymknąłem oczy i już wiedziałem, że cokolwiek to nie będzie, czegokolwiek teraz nie powie, dla mnie nie będzie to miało większego znaczenia. Chciałem wierzyć w to, że jej dotyk ma taką moc możliwą zapewnić mi jeszcze głębsze poczucie spokoju. Dlatego po prostu czekałem. Czujnie, mimo wszystko, obserwując ją spod ciemnych rzęs i przymkniętych powiek.
        Pocałunek był krótki. Ponownie, nie był tym razem nasączony erotyzmem. Wiedziałem, że wydarzenia ostatnich dni żadnego z nas nie oszczędziły, że ona też przeszła przez swoje emocje, a te musiały zmienić ją w stosunku do tego, kim wcześniej była. Może zmywała z dłoni krew. Może płakała w nocy. A może po prostu patrzyła na płonące zwłoki i żegnała tą część siebie, swojej niewinności i dobroci, która nigdy nie wróci.
        Otworzyłem oczy, kiedy zdecydowała się odsunąć. Bliskość jednak między nami zatarła wszelkie inne granice. Nie było złości i irytacji, nie było pośpiesznie wyplutych z siebie słów, oskarżeń, okrutnych zdań, które dzieliły nas niczym ostry miecz dzieli ciało.
        I faktycznie, kiedy padły kolejne słowa, po prosu przymknąłem ponownie oczy. Nie zamierzałem skupiać się na zrozumieniu swoich emocji, które wiązały się z tym momentem.
        — Mila wie o nas — powtórzyłem cicho, odchylając głowę do tyłu i opierając teraz łokcie o brzegi wanny, unosząc przy tym ramiona.
          Czy to było już zagrożeniem? Bez wątpienia każda kolejna osoba, która wiedziała o naszej relacji nim była i zmysł samozachowawczy podpowiadał, żeby wyeliminować ją tak, jak wyeliminowałbym każdego na jej miejscu. W końcu jednak także doszedłem do innych wniosków. Nie zajęło to długo. Szedłem po nici do kłębka. Jeśli Esja pozwoliła jej żyć, jeśli ufała jej na tyle, że nie przyszła z tą sprawą do mnie od razu, kiedy tylko się dowiedziała – a zakładałem, że nie przybiegła tutaj pełna emocji, kiedy tylko służąca zdradziła jej swój sekret – to i ja powinienem pogodzić się z taką koleją rzeczy. Wierząc, że Esja nie sprowadziłaby na nas zagłady. Szkoda, że nigdy nie byłem silną jednostką, jeśli o wiarę chodziło.
        Kiedy ja zatrzymałem się w chwili, w której Esja wypowiedziała pierwsze słowa, ona mówiła dalej. Ich sens docierał do mnie z opóźnieniem, jakbym nadal miał głowę zanurzoną pod powierzchnią wody. W momencie, w którym jednak wypowiedziała swoje szczere i jakże proste wyznanie, moje spojrzenie stężało, przecięło powietrze od płótna namiotu w kierunku jej oczu i pokonało tę drogę w ułamku sekundy. Badałem jej twarz, jej emocje. Ale była taka szczera, taka realna, prawdziwa i nieukrywana…
        Po długiej chwili milczenia moja twarz rozluźniła się, a na wargach pojawił uśmiech. Był to jeden z tych, który nie był przeznaczony do publicznej prezentacji, który przedstawiał we mnie to, co jeszcze zostało z dziecka, jakim byłem.
        Podniosłem dłoń, najpierw jedną, ale zaraz po niej również drugą i ułożyłem na jej ramionach, odgarniając wcześniej stamtąd włosy.
        — I ja jestem gotowy dla ciebie wiele poświęcić — odezwałem się w końcu, patrząc w jej jasne niczym poranne niebo oczy. Była w nich troska, tak, która była tam od zawsze i hardość, którą udało mi się w tym spojrzeniu umieścić. — Dlatego nie podważę twojej decyzji, tej, która dotyczy służącej i żadnej, którą podejmiesz biorąc na siebie pełną odpowiedzialność. To nie znaczy, że wcześniej ci nie ufałem, albo że teraz moje zaufanie uległo zmianie — zauważyłem, nie ruszając się jednak nawet o cal. Czułem napięcie, które rodziło się wraz z tym postanowieniem, z tą swoistą obietnicą. Niezgoda na jej różne poczynanie to co innego, ale otwarte przyznanie, że nie będę kwestionował jej decyzji? Nie potrafiłem nawet stwierdzić, czy w przyszłości uda mi się wywiązać z tych słów. Nikomu wcześniej nie powierzyłem aż tyle. — I zrobię to, bo również cię kocham. Bo mam do ciebie słabość i bo wiem, że ty też zaczniesz sobie zdawać z tego sprawę.
        To przyszło… Tak łatwo. Niespodziewanie łatwo, a jednak jaką wagę miały te dopiero co wypowiedziane słowa dowiemy się oboje dopiero w przyszłości, która rozciągała się przed nami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/