wtorek, 10 kwietnia 2018

CCXXI



       Bardzo za nim tęskniłam. Nie byłam wcale przyzwyczajona do tego uczucia. W moim życiu nie miałam okazji do tego, aby je poznać. Wszystko co znałam, zawsze było przy mnie, więc przed Nevanem w zasadzie nie wiedziałam jak to jest, gdy odbiorą ci coś, co już miałeś, gdy ktoś zatrzaśnie przed tobą drzwi, które miały być otwarte. W tej chwili nie chciałam też myśleć o tym, że to jedynie początek, że już teraz tęsknota jest nieprzyjemna, więc jaka będzie później? Nieistotne, bo naprawdę chciałam w końcu cieszyć się jego obecnością, mimo, że w obecnej sytuacji nieco obawiałam się reakcji mężczyzny. Wiele razy zaznaczał, że nie jest romantykiem, a ja miałam się z tym pogodzić. Dlatego niczego się po nim nie spodziewałam, wmawiałam sobie, że chcę jedynie aby wiedział, ile dla mnie znaczy, że to mi wystarczy. 
       Pierwszym, co zauważyłam był uśmiech. Nowy. Byłam oczarowana. Pochłaniałam widok jego twarzy, teraz odmłodzonej niesamowicie. Miałam wrażenie, że w jego oczach dane mi było dostrzec coś co dawno minęło. Nie mogłam o tym zapomnieć, ten widok miał mi się wyryć w pamięci, bym mogła do niego wracać. Sądziłam zatem, całkiem trzeźwo, że właśnie dostąpiłam większego zaszczytu, niż się spodziewałam. Już byłam spełniona, już strach ode mnie odszedł, a ja byłam dumna z własnej odwagi, z własnego wyzwania. 
        Zarumieniłam się lekko, kiedy odgarnął mi włosy na plecy, złapał moje ramiona. Mimo to pozwoliłam mu na to, przez moment pozwalając sobie na wodzeni gdzieś wzrokiem bez celu, by poradzić sobie z lekkim zawstydzeniem. Nie trwało to długo, chciałam na niego patrzeć, skrępowanie nie istniało, a jeśli istniało, to na pewno nie miało co konkurować z Nevanem. 
       Przechyliłam lekko głowę, słuchając pierwszych słów ze względnym spokojem. Chciałam zachować jakąś podniosłość, być opanowana, dojrzała być może. Wydawało mi się, że po takiej poważnej deklaracji uczuć byłam zobowiązana zachować pewnego rodzaju klasę. Uśmiech zagościł na mojej twarzy samoistnie, nie spodziewałam się, że to dopiero preludium jego wypowiedzi, nie mogłam się spodziewać. 
       Ulżyło mi na myśl, że Mila będzie bezpieczna. Naprawdę jej ufałam i nie chciałam mówić o tym, jak pomocna się dla mnie stała. Mimo wszystko wydawało mi się, że poruszane przez nas tematy można nazwać typowo kobiecymi i niekoniecznie chciałabym o wszystkich szczegółach mówić Nevanowi. Nie chodziło o to, aby mieć przed nim tajemnice, po prostu oficer niekoniecznie sam chciałby wiedzieć o wszelkich moich rozterkach. Tak mi się przynajmniej wydaje, że nie tylko by go to nużyło, ale może miejscami irytowało. Ta myśl szybko przestała mieć znacznie, a może za wolno? Na pewno za wolno, bo nie zareagowałam od razu. 
       Teraz w zasadzie bałam się, czy dobrze usłyszałam. Patrzyłam na niego, a moje oczy z każdą chwilą otwierały się coraz bardziej, dawno już przekraczając chyba swój dotychczasowy rekord. Kolejnym odruchem było podniesienie dłoni do ust, jakbym chciała powstrzymać krzyk, który przecież nie nastąpił. Nie miało to większego sensu, gdy to do mnie dotarło, opuściłam je... powoli, ostrożnie, nagle nie będąc w stanie znaleźć dla nich miejsca. 
      Przełknęłam ślinę. Serce mi waliło. Oj, jak waliło. Aż klatka piersiowa mi drżała. W uszach pulsowało. 
       Nie wiem kiedy dokładnie to dziwne, niewiadome przerażanie, a może raczej konsternacja zaczęło znikać, a moja twarz powoli wykwitała uśmiechem. Nieśmiałym, niezbyt pospiesznym, a w końcowej fazie znów uniosłam dłonie do twarzy, kładąc je tym razem na gorących polikach. Byłam rozczulona i jeszcze nie umiałam sobie z tym poradzić, teraz wydawało mi się to takie jasne, a jednocześnie nadal nierealne. 
       - Kochasz mnie - powiedziałam cicho. Chciałam się rozkoszować tym uczuciem. Wydawało mi się, że nic o nim nie wiem, w końcu nigdy tego nie doświadczyłam, a w tej chwili? Miałam wrażenie, że doskonale rozumiałam czym jest miłość, że jestem w niej biegła i świadoma tego, z czym właśnie się mierzymy. Zacisnęłam wargi, zwilżyłam je językiem. Kolejny oddech, który miał dostarczyć tlen, bo czułam, że inaczej z ekscytacji byłabym gotowa zaniechać czynności życiowych. 
       Znowu cisza, a tą... tą ostatecznie przerwał mój śmiech. Perlisty, niepoprzedzony niczym, a jednak niewymuszony. Śmiech w którego oprawie runęłam na jego tors, rozchlapując wodę dookoła, zapominając o wszystkim, co miało miejsce. O tym, co mogło mącić mój spokój, nasze szczęście. Kierowana dużą ilością pozytywnych emocji, nie myślałam o tym, że zaczęłam całować jego tors, ramię, zagłębienie szyi. Pozostawiałam słodkie cmoknięcia na skórze mężczyzny, mając wrażenie, że to takie naturalne. Teraz był już mój, jeszcze bardziej, niż wcześniej. Teraz nawet bogowie musieli nam sprzyjać, bo miłość jest zbyt potężna. Być może już od dawna nas łączyła, ale dopiero teraz nazwaliśmy to, co wcześniej obchodziliśmy szerokim łukiem. 
       Ostatecznie wtuliłem mocno twarz w jego szyję, zmrużyłam oczy. 
       - Kochasz mnie... - powtórzyłam, jakbym nadal nie mogła w to uwierzyć. Zaśmiałam się ponownie, prosto w jego szyję, co stłumiło nieco ten dźwięk. Nie mogłam przestać się uśmiechać, nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w takim stanie. W końcu podniosłam się na ramionach, aby oprzeć swoje czoło o jego czoło. - Powiedz jeszcze raz... - poprosiłam, ale nie czekałam w ciszy na to, czy się zdecyduje. Uśmiechnęłam się szerzej. - Kto by pomyślał, oficerze, że oddasz serce takiej bezczelnej kapłance - podjęłam cicho temat. Przestałam już się śmiać, ale dobry humor mnie nie opuszczał. Mimo to mówiłam znacznie ciszej, chociaż wcześniej też nie krzyczałam. Nie musieliśmy kusić losu. 
       - Jestem pierwsza? - zapytałam nagle, leciutko krzywiąc czoło. - Pierwsza, której to powiedziałeś. Niestety nie jestem dzieckiem, na żadne inne pierwszeństwo nie mam szans... - mruknęłam wypuszczając jednocześnie powietrze z płuc. Psuć sobie humoru innymi kobietami nie zamierzałam, więc to nie było dobrą opcją. W zasadzie, co jeśli nie byłam też pierwszą której to powiedział? Ponownie otworzyłam szerzej oczy i niewiele myśląc naparłam na jego wargi swoimi. Tylko je przygniotłam, a potem nie odsuwając się wiele, od razu dodałam. - Nie mów lepiej wcale. Nie chcę psuć sobie chwili - wyjaśniłam, a mówiąc te słowa zahaczyłam kilka razy o jego wargi. Było to takie kuszące.... chciałam więcej i sięgnęłam po więcej. Niepewnie, ale paradoksalnie było w tym wiele zdecydowania. Panowanie nade mną przejęła namiętność, jak wtedy na naszej wspólnej przejażdżce konnej. 
       Uklęknęłam na dnie wanny, między jego nogami, unosząc się bardziej, nie zwracając uwagi na to, że kolana nie są zadowolone z takiej pozycji. Wsparłam się na jego ramionach, smakując każdą chwilę. Aż do momentu, w której od tego wszystkiego nie zakręciło mi się w głowie. Podtrzymał mnie, odsunęłam się nieco, nadal byłam wyżej, ale trzęsłam się nieco na nogach. Nie chciałam zmieniać pozycji.
       - Najważniejsze, że będę ostatnia... - mruknęłam, patrząc w krwiste oczy, tonąc w nich, a na języku już układała się kolejne ważne słowa. Kolejne, których miałam nie żałować, chociaż nie mogłam się spodziewać, że faktycznie są aż tak szczere. - Nie oddam ciebie nikomu, oficerze. Nikomu. Będę walczyć zacieklej, niż twoi żołnierze, jeśli będzie trzeba. Nieważne ile będzie kobiet, masz widzieć tylko mnie, masz myśleć tylko o mnie i tęsknić również jedynie do mnie... - zaborczość. Kolejna nowość. Nie tak piękna, jak miłość, ale czy dbałam o to? Nie kłamałam. Nie mogliśmy mieć... wszystkiego. Musiałam więc walczyć podwójnie o to, o co możemy się upominać. 
       Dopiero po chwili moja mina się wygładziła, a ja delikatnie podrażniłam jego nos swoim nosem. Było dobrze. Teraz wydawało mi się, że burza między nami trwała lata, ale to nieważne. Najważniejsze, że ta została zażegnana. Może powinnam się martwić jedynie tym, że w obliczu jego miłości, nieszczególnie myślałam już o zmarłym dopiero co z mojego polecenia żołnierzu.           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/