czwartek, 4 maja 2017

IX

     Zaczął mnie tytułować, to fakt, ale nie było w tym nic, co świadczyłoby o jakimkolwiek szacunku. To dość dziwne, wydawało mi się zawsze, że nie zależy mi na tym, aby otoczenie traktowało mnie jak kogoś wyjątkowego, a teraz, kiedy tak naprawdę pierwszy raz w życiu dostałam to, czego chcę, to kręcę nosem. Owszem, widziałam swoją hipokryzję, ale mimo, iż byłam jej świadoma, nie potrafiłam z nią walczyć. Mężczyzna z taką łatwością podburzał moją złość, której nigdy nie pozwalano mi wyjawiać. W świątyni takie emocje były karygodne, miałyśmy zawsze być oazami spokoju, nikt nas nie nauczył, jak szczerze wyrażać to, co czujemy. Nie oznacza to, że byłyśmy jakimiś ułomnymi masami, niezdolnymi do normalnego funkcjonowania. Po prostu mój świat ograniczał się do rozmów z samymi kobietami i garstką mężczyzn, w większości oddanych służbie bogom. Nigdy się z nikim nie kłóciłam, ani nikt dotkliwie mnie nie skrzywdził. Mogłam więc polegać na tym, co podpowiadało mi ciało, bo nie rozumiałam, co w oczach tutejszych wojskowych było odpowiednim zachowaniem. Widziałam jednak, jak na dłoni, że oficer Tealvash nie był rad ani z moich słów, ani z mojej reakcji. Przez chwilę było mi nawet wstyd, ale chwila ta minęła, gdy on sam podjął temat. 
     Nie siedziałam i nie płakałam przez cały dzień, ale to nie znaczy, że jest mi łatwo. Nie chcę jawnego współczucia, ale sama nie wiem, jak mam sobie z tym radzić. To nawet nie byłoby najgorsze, ale naprawdę nigdy nie czułam się tak skrępowana, jak teraz! Obcy mężczyzna rozporządzał się moim ciałem i myślał, że co? Z radością złożę mu je w dłoniach? Dobrze, przyznaję, że oboje mieliśmy rację, w głowie mogę się do tego przyznać, tylko, że jestem tutaj obca, nie wiem nic, co sam zdążył już zauważyć i po tym, co widziałam w świątyni sama boję się kogokolwiek dotknąć, a co dopiero poddawać się jakimś badaniom! Może, gdyby ze mną ktoś porozmawiał, zamiast mnie stawiać przed faktem dokonanym, byłoby mi o wiele łatwiej? 
     - Rada więc jestem, że daleko mi do zostania twym żołnierzem, panie - wymsknęło mi się, dość gorzko, ale wcale tego nie planowałam. W świątyni też były kary, też była dyscyplina, były nawet rozkazy, ale teraz nie ma już tej świątyni, nie ma czego rozpamiętywać. 
     Wlepiłam wzrok w swoje dłonie. Atmosfera była gęsta i chyba sama do tego doprowadziłam, ale duma i rosnące zdenerwowanie nie pozwalały mi wziąć całej winy na siebie. Mimo to próbowałam się uspokoić, myśleć trzeźwo, ale ten mężczyzna świetnie trafiał słowami tak, że działały niczym policzki. Nie wiem, czy robił to specjalnie, ale nie przyzwyczajona byłam do takich sytuacji. Było to dla mnie kolejną nowością. Nigdy się nie prosiłam o bycie kapłanką! O bycie wybraną, czy świętą! Tylko, że tego nie musiał wiedzieć... jeśli woli widzieć we mnie kogoś, kto jedynie zabiega o względy, to niech tak będzie. Prawdę mówiąc nie mogłam się mu dziwić, moje słowa każdemu pozwoliłyby tak na mnie patrzeć. 
     W tej chwili nie czułam się niczym więcej, jak jedynie problemem i przyznaję, że nie było to przyjemne uczucie. Dalsza kłótnia nic by nie dała, przy czym kontynuowanie jej nie było mi w smak, bo mimo mojej upartości, mężczyzna ten budził we mnie respekt i tego nie mogłam mu odebrać. Ja natomiast, miałam wrażenie, nie budziłam w nim niczego. Było to dziwne, bo podobno ludzie mieli nas traktować, jak same córy boskie, a tym czasem czułam się jak chłystek, który sprawia problemy. Nawet mi w tej chwili na rękę było przejście do tematu napadu, nawet jeśli nie pozwalałam się przez to zabliźnić ranom, które piekły tak, jakbym nadal była tam uwięziona. 
     Podniosłam się z posłania, by rozprostować nogi. Poza tym chodzenie pozwalało mi się uspokoić. Byłam lepiej skupiona na słowach mężczyzny. 
     - Czyli moje słowa na coś się zdały? - zapytałam bardziej samą siebie, niż jego. Była to pierwsza pozytywna informacja od początku naszej rozmowy. Bądź, co bądź zależało mi na tym, aby jakoś pomóc, czułam, że powinnam w ten sposób pomścić swoje siostry, które w przeciwieństwie do mnie nie miały tyle szczęścia. Nie potrafiłam jednak wymyślić nic więcej, a naprawdę chciałam. Tylko jedna rzecz przyszła mi do głowy. 
     - Może warto wspomnieć o kamieniach? Nie wiem, czy będą chcieli je sprzedać, ale takich kryształów nie widuje się na co dzień, z tego co wiem, są bardzo wartościowe - zauważyłam przystając przy jednej ze ścianek namiotu. Bądź, co bądź te łupy były wielkości zaciśniętej, męskiej pięści. Z drugiej strony wątpię, aby chwalili się nimi w jakimś wielkim mieście. - Ech, to raczej nie najlepszy pomysł - westchnęłam, łapiąc się za głowę, po czym podjęłam swoją wędrówkę w tę i z powrotem. Nie potrafiłam przypomnieć sobie niczego, co mogłabym uznać za istotne, co było naprawdę frustrujące. 
     - Nie będę już pana zatrzymywała, bo widzę, że moje towarzystwo do najmilszych nie należy - odezwałam się w końcu, kiedy dotarło do mnie, że faktycznie przetrzymywałam tutaj mężczyznę, jakbym chciała coś powiedzieć, a przecież w głowie miałam całkowitą pustkę. Nie musiałam go widocznie namawiać, bo niedługo potem byłam już sama, wciąż starając się przypomnieć sobie cokolwiek. Niestety jedyne, co mi z tego przyszło, to ból głowy i odgłosy krzyków, na nowo rozbrzmiewających w moich uszach. Właśnie w takim stanie zastała mnie medyczka, która weszła do środka, uprzednio pukając. Miła odmiana. 
     - Witam, zostałam przysłana przez jednego z dowódców - zaczęła, po chwili tłumacząc kim jest, po co tutaj jest, co zamierza zrobić, dlaczego. Generalnie mówiła dużo, a ja jej na to pozwoliłam, podejrzewając, że słyszała już o moich wcześniejszych odmowach i chyba obawiała się, że i tym razem nie będzie inaczej. Nie powiem, abym cieszyła się na to badanie, ale tym razem chciałam mieć to już za sobą, nic więcej. Wolałam długo o tym nie myśleć, po prostu robić co muszę, skupić się na czymś, na czymkolwiek i udowodnić, że nie kłamię. Skąd w ogóle ten pomysł? Nie wiem, czy potrafiłabym kłamać w takiej sprawie, jeśli mam być szczera. 
     - Już po wszystkim - oznajmiła ciemnowłosa kobieta, podnosząc się i zakryła mnie kocem od pasa w górę. Chyba w tej chwili ściągnęła mnie z powrotem na ziemię. Spojrzałam w jej szare oczy, nie wiedząc nawet jaka mina maluje się na mojej własnej twarzy. - Miałaś pani duże szczęście, to prawdziwy cud - powiedziała, tym samym dając mi do zrozumienia, że miała już dowód, iż mówiłam prawdę. Od samego początku widziałam, że patrzy na mnie tak, jak to nam wpajano w świątyni. Widziała we mnie świętość i kolejny raz ukuła mnie hipokryzja, bo to też mnie krępowało. Sama nie wiedziałam już czego chcę. 
     Siedzenie w namiocie nużyło mnie niesamowicie, tym bardziej, że przez większość czasu nie miałam co robić. Pan Eliah przyszedł dwa razy, ale nie były to długie wizyty. Widziałam jednak po nim, że słyszał już o badaniu, poza tym sam się przyznał, mówiąc, że dobrze postąpiłam. Wieczorem nie mogłam się już powstrzymać i jak dziecko musiałam wylać swe żale. 
     - Wasz dowódca mógł ze mną porozmawiać w milszy sposób, to nie byłoby tego całego problemu - zauważyłam, nie kryjąc swojego niezadowolenia. Jeśli zaś chodzi o twarz mężczyzny, to wykrzywiało ją zaskoczenie. 
     - Esjo, lepiej słuchaj Nevan'a. Fakt, nie obchodzi się z tobą, jak z jajkiem, ale wątpię, aby jego intencją było działanie na twoją szkodę - zauważył i muszę przyznać, że nie sposób było się z nim nie zgodzić. - Musisz nam zaufać, bo nawet w wojskowym obozie ludzie są różni i różne pobudki nimi kierują. Lepszy chłodny i szczery dowódca, niż mydlący oczy, fałszywy przyjaciel - powiedział głosem mędrca i podniósł się z krzesła, po czym ruszył do wyjścia. Życzył mi dobrej nocy i tyle go widziałam, aczkolwiek jego słowa jeszcze długo mnie męczyły. Owszem, wiedziałam, że Tealvash był poniekąd moim obrońcą i o wiele lepiej było żyć z nim w zgodzie, ale łatwo było myśleć o tym teraz, niż w chwili, w której mówił tak różne od moich poglądów słowa. 
     - Wielki Arethorze, dopomóż mi w tych ciężkich chwilach - poprosiłam wierząc, że bóg usłyszy me wołania. Modliłam się jeszcze jakiś czas, aż w końcu zasnęłam, opadając z sił. 
     Ta noc jednak nie była najprzyjemniejsza. Znów krzyk, znów skrzek dziurawionego mieczem zwierzchnika, panika, bieganina, wrzaski, śmiechy! Hałas odbierający zdolność logicznego myślenia. Gwałty, śmierć, ból, cierpienie. Moja ucieczka, dłonie oprawcy, tym razem nie puszczały, tym razem było ich więcej, śmiali się, podparli mnie do muru, zdarli szaty, rzucili o ziemię... 
     - Nieeeee! - wrzasnęłam wybudzając się ze snu. Mdłości uderzyły we mnie w jednej chwili, ale nie były na tyle silne, bym musiała wymiotować. Oddychałam jednak ciężko, a na plecach czułam zimny pot. Musiało być późno, bo dookoła nic nie widziałam, ani też niczego nie słyszałam. Chwilę zajęło mi dojście do siebie, ale ostatecznie udało mi się podnieść z posłania i po założeniu peleryny wyjść przed namiot. Powietrze było chłodne, przyjemnie mnie orzeźwiło, a widok żołnierzy dodatkowo uspokoił. 
     - Pani, coś się stało? - zapytał jeden z żołnierzy, zatrzymując mnie dość szybko. Spojrzałam na niego, nie chciałam marnować czasu, nie chciałam zapomnieć tego, co miałam w głowie. 
     - Oficer Nevan Tealvash! Muszę do niego się czym prędzej dostać - oznajmiłam, ale nic nie zrobili, tylko po sobie spojrzeli. - To ważne! - ponagliłam ich i chyba uznali, że nie powinni mnie ignorować. Nie chciałam tracić nawet chwili, więc jak tylko zgodzili się mnie zabrać w odpowiednie miejsce, zaraz ruszyłam szybkim krokiem. Kiedy znaleźliśmy się przed odpowiednim namiotem, jeden z żołnierzy niepewnie zapukał w belkę będącą podporą namiotu. 
     - Oficerze, wybacz za najście, jednakże sprawa jest pilna - powiedział niby głośno, ale ja sama nie wiem, czy bym się obudziła od takich słów. Postąpiłam więc krok do przodu i sama zapukałam, ale już nieco mocniej, chociaż pokracznie, bo rękę dominującą miałam nadal w stelażu. 
     - Muszę z tobą pomówić, proszę wysłuchaj mnie - zawołałam, jednak nie na tyle głośno, żeby wszyscy dookoła usłyszeli. Miałam na uwadze słowa Eliaha, który prosił mnie o ostrożność. Za mało wiem o wojsku, aby nie brać sobie jego słów do serca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/