sobota, 6 maja 2017

X


        Złapałem się na tym, że staram się podchodzić optymistyczne do tego, co mówiła. Starała się nawet pomóc, odnaleźć sposób, żeby złapać sprawców masakry. Niestety; to, czego nie udało się wywnioskować strategom wojennym i dowódcom setek ludzi nie uda się też jednej dziewczynie, która na dodatek całe życie zamknięta była w świątyni. Z uprzejmości skinąłem tylko głową. Sprawdziwliśmy wszystko, co mieliśmy. Każdy trop, każdą myśl. Nic nie zadziałało. Brakowało ciągle czegoś, czego moglibyśmy się uczepić, jakiegoś fragmentu układanki, który rzuciłby jaśniejsze światło na ten obraz.
        Dziewczyna miała rację. Istniały setki miejsc, w których wolałbym teraz wyjść. Nauczony jednak jej przesadną drażliwością nie potwierdziłem niczym ty słów. Skłoniłem się, jak wypadało to zawsze robić przed kapłankami i opuściłem namiot.
        Po wyjściu natrafiłem na dwóch strażników. Nie stali przy drzwiach, siedzieli na swoich tarczach nieopodal. Zmarszczyłem brwi, ten gest sam wystarczył. A może po prostu wystarczyło, że na mnie spojrzeli. Jak młodziki przyłapane na gorącym uczynku podskoczyli, dopadli swoich pozycji przy wejściu do namiotu.
        – To, że wewnątrz jest ktoś wysoki rangą nie zwalnia was z obowiązków – fuknąłem. Oni zasalutowali. Czuli, że wpadli w kłopoty. – Nawet, jeśli sam król przyszedłby tu z nią rozmawiać i nie padłby wyrażny rozkaz, żebyście odeszli, macie tu stać. Jakby nogi wam wrosły w ziemię.
        Zasalutowali ponownie.
        W powietrzu uniosła się nieprzyjemna woń zgnilizny, przyniesiona z wiatrem z północnej części obozu, gdzie za jego murami składano ciała poległych czekających na spalenie. Skrzywiłem się, po czym szybkim krokiem odszedłem w stronę swojego namiotu. Zostało niewiele czasu, zeby przygotować się na wyprawę, a dzień robił się teraz już wręcz gorący. W tych krainach najcieplej robiło się po południu i temperatura nie ustępowała aż do zmroku. Najgorszy czas, żeby wydawać się na patrol i polowanie. Już wcześniej ubrałem swoją lekką zbroję przystosowaną do jazdy konnej oraz walki w razie potrzeby. Ludzie schodzili mi z drogi, kiedy przemierzałem obóz.

        Po wejściu do Puszczy powietrze robiło się ciężkie, zatęchłe. Rzadko kiedy tu wiał wiatr – korony rosły gęsto, przeplatały się, czasami zostawiając jedynie wąski przesmyk, którym można było dostać się na większą polanę. Konie moje i moich ludzi były niespokojne. Zwierzęta nie lubiły wchodzić do dziczy, jakby przeczuwały, kto w niej mieszka i wiedziały, że należy trzymać się z daleka.
        My, ludzie, nie mieliśmy wyboru. Ani nasze instynkty nie były tak silne, żeby prowokować irracjonalny strach. Lance jechał obok mnie, a za nami jeszcze trzech ludzi. Była też Xia, która zamykała pochód. W mojej Gwardii Honorowej miała najkrótszy staż i pomimo przeszło miesiąca służby nadal była uważana za nową. Nikt nie odzywał się do niej z należnym szacunkiem, ale znosiła to lepiej, niż większość mężczyzn. Samym tym faktem zaskarbiła sobie moje uznanie. O którym, naturalnie, nie będzie miała pojęcia jeszcze długo.
        – Ale gryzą, paskudne bestie – rzucił Lance, krzywiąc się. Nie miał na sobie hełmu.
        Dpiero  wjechaliśmy na teren Puszczy, a małe owady już uznały nas za dobry posiłek. Nie chciało mi się od nich odganiać, więc przyłbicę miałem założoną cały czas.
        Mężczyzna obok klął, odganiał się rękami od nachalnych intruzów.
        Za naszymi plecami prowadzono przyciszoną rozmowę. Nikt nie był do niej zbyt chętny po przekroczeniu progów puszczy, ale sam dobrze wiedziałem, że lepiej jest mówić niż dać się ponieść wyobraźni. Zobaczyć tu coś, czego nie ma. Odchrząknąłem, potrząstnowszy głową.
        – Oficerze, jak to jest więc z tą kapłanką? Czy już wiadomo coś, no...
        – W końcu udało się przeprowadzić badania. Po powrocie skieruję list do stolicy. Musimy się przygotować też na specjalną obradę, na której przedstawimy wszystkie fakty.
        Lance zasępił się na chwilę. Jego zbroja brzęczała, koń parskał. Ten był narowisty, ale pasował do niego.
        – Może zmyślać – skrzywił się.
        Powstrzymałem konia przed dalszym marszem. Ściągnąłem wodz, przez co młody żołnierz musiał reagować szybko, żeby nie wpaść na mnie. Wiedział, że powiedział coś nieodpowiedniego, ale miał zaciety wyraz twarzy, jakby wcale nie chciał cofać swoich słów ani podejrzeń. Zadarł głowę lekko do góry, jego klacz stanęła na suchej gałęzi i ją złapała. Sama przestraszyła sę tego dźwięku, więc zerwała się i uskoczyła w bok.
        Wyrównali się z nami pozostali członkowie eskapady. Szli pieszo, więc zostawiali odrobinę z tyłu. Gdybym sie odwrócił, mógłbym zobaczyć, jak Xia uśmiecha się pod nosem. Ona też nie miała założonego hełmu.
        – Uważaj na język – syknąłem. Lance tylko się wyprostował dumnie w siodle, łapiąc równowagę. Ze wszystkich ludzi to on miał najmniej szacunku do mnie i do wszystkiego właściwie, co go otaczało i co nie wiązało się z religią. Mimo wszystko wiedziałem, ze mogę mu ufać. Był po prostu obudowany skorupą własnego wielkiego ego. – Gyby przyszło ci na myśl mówić takie rzeczy w obecności nieodpowiednich osób, to pewnie nie miałbyś już go w ustach.
        Mężczyzna prychnął. Wznowiliśmy podróż, tym razem Lance podążył moimi śladami i ubrał przyłbicę. Może chciał pokazać, że nie ma ochoty ze mną więcej rozmawiać.
        Gdybym wiedział, co nastąpiło później, cieszyłbym się z jego ignoracji.

        Poderwałem się z posłania bezszelestnie, odrzuciłem gruby koc na bok. Bose stopy nie wydawały żadnego dźwięku na drewnianej posadzce. Nasłuchiwałem, ale po dziewczęcym głosie nie nastąpiło już nic więcej. Przesadzam. Zrobiłem się zbyt nerwowy, to tylko kapłanka. Powoli wypuściłem powietrze z płuc, a razem z nim całe napięcie. Odłożyłem na stół chwycone bez namysłu ostrze do rozdrabniania tuszu w kałamarzu. Niby co mógłbym zrobić zdobionym, naostrzonym patykiem? Ciało działało samo, szukało czegoś, czym mógłbym się bronić.
        Przetarłem twarz. Od dawna już nie zdarzało mi się zachowywać równie nerwowo.
        – Możesz wejść – zawahałem się. Czy straż była z nią? Czy szła sama przez cały obóz? – Jeśli ktoś z tobą jest, niech odejdzie – dodałem w końcu. Mój głos był zmęczony, a wcześniejszy sen nierówny.
        Bolał mnie bark, obojczyk i całe ramię. Moje ciało zakrywała luźna, bawełniana koszula, którą zawsze używałem do snu. Chwyciłem spodnie, które wisiały na oparciu krzesła i wciągnąłem na siebie. Żeby nie było widać siniaków i licznych blizn. Starałem się wyprostować. I pozbierać myśli. Co mogło być tak ważne, żeby budzić mnie w środku nocy i w dodatku domagać się spotkania? Ta kapłanka nie powinna nawet chcieć mnie już widzieć teraz, kiedy wszystko stało się oficjalnie jasne. Była już niemal w rękach państwa.
        – Co też tak ważnego nie może poczekać do świt... – mruknąłem, obracając się przodem do wejścia, ale słowa zostały ucięte jak ostrzem. Zmrużyłem oczy. W namiocie było ciemno, zapaliłem więc lampę oliwną, stojącą na biurku. Dziewczyna chwyciła pióro, nawet nie zastanawiając się nad tym, jak prywatna to jest rzecz, której nie powinno się dotykać.
        Przed moimi oczami powstawał znak. Kilka pierwszych kresek sprawiło, że przejął mnie dreszcz. Znak, który widnieje często na sztandarach naszego wroga, którego znaczenia do tej pory nie udało się nam odkryć. Wszystkie przykre wspomnienia z tego dnia nagle przygasły. Zrobiło mi się zimno, chociaż dzisiejsza noc była wyjątkowo ciepła. Co to miało znaczyć? Poczekałem, aż skończy rysować. Nie było tu jednak mowy o pomyłce.
        Starałem się być sceptyczny. Może zobaczyła go w jakiejś księdze albo pokazał jej któryś z żołnierzy? Może przyszła zapytać, co oznacza?
        – Skąd znasz ten znak? – odsunąłem się o krok. Ton mojego głosu był wręcz karcący. Może to wszytko jakaś sztuczka? Nie, Nevan. Jesteś nerwowy. Jesteś pełen emocji, drżysz. Uspokój się. – Wiesz, co on oznacza? – zapytałem, tym razem zdecydowanie cieplej. Założyłem dłonie na klatce piersiowej i wbiłem spojrzenie w znak.
        Karrad. Znak Karradu. Można go w ogóle znaleźć w księgach? Tylko ludzie na froncie wiedzą, jak on wygląda.

.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/