czwartek, 4 maja 2017

VIII



        Ludzie w wojsku zazwyczaj cechują się prostotą i otwartością w mowie, temat tabu? Zazwyczaj po prostu nie istnieje. Chyba, że mowa o tych, którzy zajmują wysokie stołki i posady dające władzę nad dużą ilością pomniejszych jednostek. To zazwyczaj nie są ludzie prości, poznałem różnicę na własnej skórze. Do której grupy się zaliczałem? Teraz wydawało mi się, że do pierwszej. Chciałem przekazać informację i wyjść. Ale może uświadomiłem sobie, że jednak należę do tej drugiej, bo zbyt zuchwały ton jak na kogoś, kto właśnie przeżył masakrę zatrzymał mnie w skupieniu na twarzy dziewczyny.
          Nie przyszedłem tu prowadzić potyczek słownych i fakt, że ta dziewczyna zamierzała mnie w nie wciągnąć zirytował mnie. Wolałem, kiedy milczała, jeśli nie miała nic mądrego do powiedzenia.
        – Najświętsza... Takie porównanie nie robi na mnie wrażenia. Co chciałaś osiągnąć, porównując mnie do tamtych mężczyzn, doprawdy nie wiem. – Prychnąłem ponuru, daleko mi w obecnej chwili było do wesołości czy chociażby szacunku. Przyzwyczaiłem się, że ludzie robią to, co im rozkażę. Na tym polegało wojsko. Tak funkcjonowało. Na rozkazach, nie na czczej gadaninie. – Wytłumaczę ci jednak jedną rzecz, której jeszcze nie pojęłaś: to nie była groźba. Po prostu nie możesz pozwolić sobie na posiadanie luksusu wyboru. Żaden przyrzeczony - nie ważne kim by był - nie weźmie cię za żonę, jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś cię zgwałcił i nie zostało to sprawdzone. Wybierze sobie inną. Prawo tego nie zabrania.
        Wspomnienie o rzekomym grożeniu już bardziej mnie rozśmieszyło. Z pewnością w świątyni, w swoim promowanym, idylicznym życiu grożono jej codziennie. „Zjedz śniadanie albo wieczorem nie będziesz mogła czytać!” Zabawna, dziecięca perspektywa. Gdyby wiedziała nieco więcej o świecie z pewnością uznałaby to za ostrzeżenie, nie groźbę. Na tym nie skończył się wywód kapłanki. Najwidoczniej miała mi do powiedzenia więcej, niż się tego spodziewałem po ofierze tak wielkiej tragedii. Czułem wcześniej w stosunku do niej odrobinę żalu, że musiała przejść przez to wszystko, ale teraz ta iskra zgasła, bo nie wyglądała w ogóle na osobę, na której to odcisnęło jakiekolwiek piętno. Przechyliłem się lekko do tyłu, zamierzając odejść.
        Ale nie. Najpierw pouczenie na temat bogów i religii.
        Na moich ustach pojawił się uśmiech. Nie był ciepły, nie był nawet przyjazny, raczej krzywy i sarkastyczny. Moje okazanie grama dobroci obróciło się przeciwko mnie. Dlatego właśnie ludzie mają takie, a nie inne wyobrażenie na mój temat. Nie raz słyszałem, że piję krew swoich wrogów po walce, chcąc uczcić wygraną. To było bezpieczniejsze, kiedy się mnie bali. Głupie pomysły nie przychodziły im do głów.
        – Mam na uwadze że jesteś kapłanką, najświętsza – zatrzymałem się na moment, używając oficalnego tytułu zarezerwowanego dla kapłanek. Używałem go, chociaż nie wiadomym jeszcze było, czy ta dziewczyna wciąż jest kapłanką. To było w moich oczach wystarczającym uznaniem jej racji i wiarygodności jej słowa. – Dopiero się tutaj pojawiłaś i rozumiem, że niewiele wiesz na temat wojska i dyscypliny, jaką tutaj utrzymujemy. Jeśli miałbym traktować cię jak jedną z moich podwładnych, zostałabyś wychłostana za niesubordynację i niewypełnienie rozkazu.
        Uświęcone gadanie. Kapłanka, która trafia do wojska. Zwykły przypadek. Dobrze się ukryła; na jej miejscu mogłaby być każda inna dziewczyna. Nie cierpiałem ludzi, którzy wciskali mi swoje poglądy, co więcej, jawnie zarzucali mi, że się mylę, zmuszali do ich zmiany. Może dlatego zawsze trzymałem się z dala od obozowych kapłanów. Od ich gadania rzygać mi się chciało. Nie moim zadaniem jest wyprowadzanie jej z jej własnych przekonań, w które wierzy. Nie moim zadaniem jest wmawianie ludziom swoich poglądów na temat bóstw i religii. Może dlatego tak mnie irytuje, kiedy inni to robią w stosunku do mnie. Brak szacunku. Zmuszanie do zaakceptowania ich punktu widzenia. Jak rozpieszczona kochanka, która nie przyjmuje odmowy coraz to nowszych pomysłów.
        Westchnąłem przeciągle. Ta dziewczyna nadal po tylu latach miała nadzieję, że jej los jest w jej własnych rękach i że może sama decydować o tym, czy wróci do stolicy czy nie. Była własnością w rękach bogów, ale to nie było najgorsze, co się jej przytrafiło. Była też rzeczą w rękach kapłanów, zwierzchników, króla i ludzi uważanych za świętych. Współczułbym jej nawet, gdyby mnie to obchodziło. I tak żyła lepiej niż większość ludzi.
        – Mamy podejrzenie, kto tego nie zrobił – powiedziałem, powoli, przekładając hełm pod drugą pachę. Sam nie potrafiłem sobie powiedzieć, dlaczego udzielam jej odpowiedzi na to pytanie.
        Na zewnątrz robiło się coraz głośniej. Mężczyźni rozmawiali swobodnie, mijając namioty. Nie mieli pojęcia, kto się tutaj znajduje. Kolejna sprawa do załatwienia. Należało przeprowadzić w końcu to badanie i zgłosić sprawę władzom, zanim uznają mnie za zdrajcę narodu. Czułem się jak między młotem a kowadłem, kiedy ta dziewczyna chciała decydować o losie moim i moich ludzi.
        – W lasach żyją dzikie ludy, często napadają na flanki naszego obozu. Nie byłoby tak dużego problemu, gdyby to byli oni, z informacji które udzieliłaś mi wczoraj wynika jednak, że to nie oni stali za napadem – pokręciłem lekko głową, starając się nie zdradzać swojej ekscytacji całą tą sprawą. Nie do końca mi to wyszło, bo wcześniej chłodny i rzeczowy ton głosu zmienił się teraz, kiedy mówiłem o swoich przypuszczeniach. Dziewczynie. Która nie ma ze strategią nic wspólnego. – W każdym razie, nikt jeszcze nie wie.
        Miałem nadzieję, że nie zacznie pytać, dlaczego przemilczałem kwestię Arethora i religii. Nawet z najbliższymi sobie ludźmi, których porównywałem tu do rodziny nie prowadziłem rozmów na taki temat. Co dopiero z kimś zupełnie obcym.
        Byłem pewien, że by mnie nie zrozumiała.

.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/