Odprowadziłam go wzrokiem, zastanawiając się, czy zaraz przypadkiem mnie stąd nie wyrzuci i nie rozkaże mu nie przeszkadzać. Okazało się jednak, że byłam w błędzie, jedynie wyjrzał przed namiot, sprawdził coś, ale nie jestem pewna, co dokładnie i z powrotem zamknął wejście. Wówczas dopiero odetchnęłam, ostatecznie wyzbywając się z głowy wizji bycia wywaloną w błoto przed jego kwaterą. To już samo w sobie mnie pocieszało. Niepokojący był jednak fakt, że mój rozmówca nie zachowywał się tak jak zawsze. Owszem, miałam powody, aby się z tego cieszyć, ale jak na dłoni widziałam, że jest zamyślony, a może nawet zmartwiony. Doprowadzenie go do takiego stanu nigdy nie było moim celem, a bez wątpienia byłam tego przyczyną, nawet jeśli nie z własnej winy, a z winy słów, jakie mu powiedziałam.
Kiedy się odezwał, brzmiał na człowieka, który na swoich barkach nosi więcej, niż jest w stanie utrzymać solidne sklepienie. Śmieszne, ale pierwszy raz w jakimś stopniu zrobiło mi się go żal, pewnie przez to, że nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nawet nad tym, jaka ciężka jest praca w wojsku. Wiedziałam, jak żyją kapłanie i na tym się skupiałam, tak mnie wychowano. Potem zostałam przywieziona tutaj i miałam pretensje, że nie zachowują się w sposób, do jakiego byłam przyzwyczajona. Wstyd, właśnie to poczułam. Wstyd i żal, bo wychowano mnie w niewiedzy i właśnie niewiedza była tym, co bolało teraz najmocniej. Patrzyłam, jak ten mężczyzna chodzi, trudzi się, słuchałam jego słów, a sama myślałam tylko o tym, jak wiele mi brakuje, by wiedzieć tyle, ile wie najmniej poinformowana osoba w tym obozie. A jednak teraz, mimo przepaści między nami, to ja powiedziałam coś, co najwyraźniej nie mieściło, albo nie chciało się zmieścić w głowie Tealvasha. Oboje chyba popełnialiśmy ten sam błąd, nie myśląc o tym, że każde z nas wychowało się inaczej.
- Dokładnie tak - niepewnie potwierdziłam jego słowa, spoglądając na jego plecy. Nie zamierzałam go pośpieszać, tym bardziej, że sama nie wiedziałam do końca, co tak właściwie się tutaj działo.
Nie ukrywam, że moje zaskoczenie było naprawdę duże, kiedy tak nagle odwrócił się i do mnie podszedł. No może nie do końca, ja byłam celem, co stół przy którym klęknął. Trochę mnie to krępowało, ale szybko przestałam o tym myśleć, by zacząć się przyglądać jego poczynaniom. Nietrudno było się domyślić, że szuka jakiejś skrytki. Czułam się dziwnie z myślą, że tym samym zamierza mi ją pokazać, ale jego spojrzenie, którym mnie poczęstował, jawnie dało mi do zrozumienia, że to nie żadne wyróżnienie, tylko niemalże zabójcza odpowiedzialność. Przełknęłam ślinę, kiedy podniósł deski, a potem spojrzałam na zawiniątko, które rzucił na stół. Tak, jak nakazał, odwinęłam tkaninę, nie zważając na rozkaz. Jakoś zbyt dużo się działo, abym miała się czymś takim przejmować.
Znaki na materiale i na pergaminie, który sama popisałam były takie same. Jakby tego brakowało, to z miejsca poczułam, jak krew odpłynęła mi z twarzy. Jakbym zaraz miała zwrócić całą zawartość żołądka, niemalże czułam w nosie smród spalenizny, więc poczęłam dyskretnie oddychać przez usta, by nie wyglądało to zbyt dziwnie. Tealvash też nie wyglądał najlepiej, ale przynajmniej usiadł, zamiast chodzić cały czas dookoła. Widziałam, że był zmęczony, chyba nawet bardziej, niż jakby powodem miało być zwyczajne wybudzenie go w środku nocy. Może przed snem robił coś, co wymagało wiele wysiłku? Byłam ciekawa co to było, poza tym ta myśl odwiodła mnie na moment, od kawałka materiału, który mieszał moje wnętrzności w brzuchu.
Pokiwałam jedynie głową, kiedy powiedział, ze to odpowiedź. Nie musiał tego robić, sama wiedziałam już, że moje slowa były istotne. Mogły okazać się najważniejszym tropem, jaki udało się znaleźć. Nie byłam przy tym łatwowierna, poskładałam fakty na tyle, by zrozumieć, co go tak trapi. Nie wie, czy mi ufać... Dostarczyłam jednoznaczny dowód, ale nie mam żadnych świadków, jedynie sen, który równie dobrze mogłam zmyślić. Zdążyłam się już zorientować, że za piękne oczy nikt mi tutaj nie uwierzy.
- Dobrze, nie powiem o tym nikomu - zaczęłam od tego, po czym poskładałam kawałem materiału z powrotem. Naprawdę źle się czułam w obecności tego symbolu, więc tak było mi łatwiej się skupić. Uniosłam spojrzenie na mężczyznę, którego oczy, chociaż czerwone, jak zawsze, teraz nie przerażały mnie tak, jak zwykle.
- Podobno... - skrzywiłam się, chcąc udzielić mu jak najbardziej rzetelnych informacji. Nic pochopnego, czy zabarwionego informacjami. Jeśli faktycznie coś ma ruszyć nas w odpowiednim kierunku, to muszę się do tego przyłożyć. - Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Kiedyś opowiadałam o swoich snach w świątyni. Jakiś czas później kapłani kazali mi je zapisywać i im dostarczać. Nie wiem po co, ani dlaczego - czułam, że nie do końca było to odpowiedzią na jego słowa. Wiedziałam jednak, że takie wyjaśnienie będzie lepsze, niż krótka odpowiedź. - Pierwszy raz jednak czułam, że to może być coś, o czym muszę ci powiedzieć. Sen był bardzo żywy, po przebudzeniu czułam niemalże ból każdego uderzenia, zapach tych mężczyzn, pamiętałam barwy ich głosów, ale przede wszystkim nie mogłam pozbyć się z głowy tego znaku - moja mina na pewno zdradzała moje podenerwowanie. Musiałam sobie dać chwilę, aby pozbierać myśli, zastanowić się, czy coś jeszcze jest istotnego, czy powiedziałam już wszystko.
- Wiem, że to tylko moje słowa, ale mam pewność. Nie proszę o zawierzenie mi, nie podejmuję tutaj decyzji, co już dość dokładnie mi przekazano. Nie mam jednak powodów, by kłamać... nigdy ich nie miałam - pozwoliłam sobie na delikatną aluzję odnośnie tego, że zostałam zmuszona do badań, które tylko potwierdziły moją prawdomówność. - O świecie poza świątynią kapłanki wiedzą naprawdę niewiele. Mamy być idealnymi żonami, więc gdzie nam się pchać do polityki? - czy w moim głosie wyczuwalna była gorycz? Możliwe, ale nie to było tematem mojej rozmowy z mężczyzną i nie chciałam za bardzo odbiegać. - Dlatego też nigdy nie miałam nawet możliwości, aby ten znak poznać... poza tym, dlaczego budziłabym ciebie w środku nocy, jeśli mogłabym poczekać do rana? - zauważyłam, a ton mojego głosu był spokojny, o ile nie zwracać uwagi na widoczne przejęcie całą tą sytuacją. Możliwe, że to przez to zapomniałam o tytułach i zaraz opuściłam głowę, jak tylko to sobie uświadomiłam. - ... pana budzić - poprawiłam się, wlepiając spojrzenie w dłonie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz