poniedziałek, 8 maja 2017

XVIII



       Z zadziwiającym spokojem znosiłem wszystkie te oskarżycielskie spojrzenia, jakie kierowano w moją stronę. Nikt nie był zadowolony z faktu, że inny dowódca osiągnął większy i bardziej znaczący sukces. Zachowywałbym się dokładnie tak samo, jak oni, gdybym nie był na swoim miejscu. Teraz po prostu wodziłem spojrzeniem po twarzach mężczyzn. Nawet Trathir musiał czuć urazę za to, że nie powiedziałem mu wcześniej. I może złościł się w swój, spokojny, zduszony głęboko w sobie sposób za to, że sądził, że ma moje zaufanie w garści i że nie docenił iskry niezależności, którą rozwijałem w sobie od długiego czasu.
        Udawałem, że nie widzę ich min i nie dołączałem do żadnych rozmów, które prowadzili. W milczeniu czekałem, aż przyprowadzą kapłankę i będzie można zacząć naradę.
        Jedyną oznakę zainteresowania okazałem, kiedy poły namiotu w wejściu rozsunęły się i stanęła w nich blondwłosa kapłanka. Przyjrzałem się jej strojowi. Nie było to nic zbytnio wyszukanego ani niepraktycznego. Kiedy trafi do tego, za kogo wyjdzie za mąż z pewnością będzie nosić bogatsze szaty. Każdy chce pochwalić się awansem społecznym, jaki niesie ze sobą taki mariaż. Oderwałem od niej spojrzenie po chwili, ucinając wszlkie dywagacje myślowe na tematy, które nie dotyczyły obecnej sytuacji. Skryba w tyle namiotu wstał. Podejrzewałem, że to właśnie on poprowadzi naradę.
        Ważnym elementem każdej narady były jednak przepychanki słowne. Dowódcy starali się w ten sposób przejąć dowodzenia nad resztą zebranych, ale to nigdy nie było łatwe. Tym razem jednak mieli inne zadanie. Chcieli skontrolować boską służebnicę, bo to było zdecydowanie bardzo wygodna pozycjia. Zerknąłem w bok, gdzie pojawiła się Esja, blisko mnie, chociaż nie tutaj przgotowano jej miejsce, pewne w obawie, że mam na nią zbyt duży wpływ. Co zamierzała? Z pewnością rozwścieczyła tym zachowaniem co najmniej połowę dowódców. Zadziwiające, jak szybko jej to przyszło. Ja dawałem jej na to zadanie o dziesięć minut więcej.
        Po jej słowach zapanowało napełnione napięciem milczenie. Pierwszy zdecydował się odezwać skryba.
        – Chyba możemy rozpocząć, panowie – zaczął, podniósł do góry pergamin, który trzymał w dłoniach i zaszeleścił pod jego starymi, powyginanymi palcami. – I pani – dodał, zamlaskał, skurczył się nieco. Był stary, a jego chuda sylwetka nie budziła na pierwszy rzut oka żadnego respektu, a jednak nikt się nie sprzeciwił. – Podajcie damie krzesło, nie każcie kapłance stać kiedy sami siedzicie! – znów zamlaskał i zdecydowanie ciszej dodał: – na litość boską...
        Ktoś wstał, przesuną się i podał jej siedzisko. Tym sposobem w jednej części stołu panował większy ścisk, w druga była stosunkowo luźna. Oparłem się wygodniej. I przygotowałem do mówienia, bo wiedziałem, że to najpierw do mnie zwrócona zostanie prośba o wyjaśnienia. Zanim to jednak się stało, po kolei zostali przedstawieni mężczyźni zasiadający przy stole, zaczynając od tego generała, który był głównodowodzącym w obozie, poprzez wszystkich innych, wliczając w tym mnie. Dopiero wtedy zaczęła się narada.
        – Oficerze Tealvash – kontynuował skryba. – Proszę opowiedzieć o okolicznościach znalezienia kapłanek oraz wyjaśnić, dlaczego do tej pory było to trzymane w tajemnicy przed zgromadzoą tu resztą.
        Staruszek usiadł. Ja wstałem. Po kolei opowiadałęm o wszystkim, co zrelacjonowali moi ludzie, o okolicznościach, o tym, czego dowiedziałem się już pierwszego dnia z ust kapłanki. Oficerom ta część nie spodobała się najbardziej; to, że wiedziałem od kilku dni znacznie więcej, niż oni. Wytłumaczyłem też oficjalnie, dlaczego wszytkie operacje były przeprowadzone skrycie przed innymi, chociaż ta część dla wszystkich była oczywista. Badania, dochodzenie prawdy, niechęć wzbudzenia fałszywych nadziei. Inni dowódcy już od dzisiejszego poranka, kiedy ogłoszono to spotkanie wiedzieli, dlaczego wcześniej nie słyszeli na ten temat wcześniej. Jednak to nadal był wyraźny punkt sporny. Ani słowem nie wspomniałem jednak o znaku i śnie, z którym wcześniejszej nocy Esja przyszła do mojego namiotu. Mój głos bił gładki, nie zabarwiony zbędnymi uczuciami i byłem tak rzeczowy, jak tylko było to możliwe. Nie trwało to dłużej niż kilka minut, a pozwolono mi usiąść.
        – Jaki jest raport dotyczący zdrowia pozostałych dwóch kapłanek? – zapytał skryba, jednocześnie notując wszystkie inne informacje, które już zostały powiedziane. Żaden z mężczyzn nie przerywał.
        – Nadal nie odzyskały przytomności. Zajmują się nimi moi najlepsi ludzie.
        Ta informacja wzbudziła szmer w pomieszczeniu. Niezbyt uciążliwy, ale z pewnością dosłyszalny. Przymknąłem oczy, otwierając je zerknąłem na jedynego względnie przyjaźnie nastawionego do mnie członka tych obrad. Trathir przyglądał się dziewczynie uważnie.
        – Proszę o ciszę. Najświętsza, zechciej nam teraz przedstawić swoją wersję wszystkiego, czego doświadczyłaś. Wszystkiego, odkąd spalono świątynię, przywieziono cię do obozu... Aż do teraz – skryba podniósł na nią bystre, czarne oczy. Oczywiście. Inni ucieszyli się z okazji, jaka została im dana, aby poznać prawdę o mnie i o tym, co działo się pod moim dowództwem.

.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/