środa, 10 maja 2017

XXIII

          Jak tylko uzyskałam zgodę, zaraz zrobiłam co w mojej mocy, aby odsunąć zasłonki na bok i móc bez problemu oglądać wszystko, co znajdowało się dookoła. Ludzi było... pełno. Nie umiałam znaleźć takiego miejsca, w które mogłabym spojrzeć, aby nikogo tam nie zobaczyć. Ku mojemu zdziwieniu całkiem często natrafiałam na kobiece sylwetki, a wcześniej wydawało mi się, że takowych tutaj nie uświadczę. Oczywiście wiedziałam już, że w obozie jest medyczka, ale jakoś nie zmieniło to mojej wizji. Teraz wszystko stało się jeszcze bardziej fascynujące. Odkrywanie coraz to większej ilości nowości pozwalało mi odciąć się od wspomnień. W tej chwili byłam wdzięczna za wycieczkę, bo to będąc w samotności najczęściej wracałam myślami do tamtego dnia. Teraz natomiast mogłabym nawet zapomnieć kim jestem, bo dane było mi zaznać czegoś tak odmiennego, od mojego dotychczasowego życia. 
     Przyznaję, chociaż będzie to nieco niegrzeczne, że na moment zapomniałam o towarzyszącym mi mężczyźnie. On się nie odzywał, ja również miałam zajęcie, więc jakby odszedł od palankinu, to pewnie bym nawet tego nie zauważyła. Jak tylko to do mnie dotarło, skarciłam siebie w duchu za nieuwagę i dziecięcy brak skupienia. Miałam się pilnować, ale nie było to łatwe w tak barwnym otoczeniu. Znacznie prościej przyszło mi to, kiedy skręciliśmy w boczną uliczkę, a tam było już znacznie mniej fascynujących widoków, chociaż wcale ich nie brakowało. 
     O ile z początku bujanie naprawdę mi przeszkadzało, to teraz nie było już tak istotne. Mimo to był gdzieś we mnie strach, że mężczyźni mnie upuszczą. Widziałam jednak, że nie tylko ja podróżuję w ten sposób, ale z kolei tak, jak się spodziewałam, ten środek transportu przykuwał uwagę mijanych przez nasz żołnierzy, jak i innych ludzi mieszkających w obozie. Nie umknęło mojej uwadze to, że szeptali, spoglądają na mnie zagadkowo. Mogłam się tego spodziewać, nie to było najgorsze, a perspektywa, że czułam, iż między mną, a mijanymi widokami była jakaś bariera, której nie czułabym, gdybym stąpała po ziemi. 
     Zerknęłam na Tealvasha, który widocznie, podobnie jak ja pogrążony był w myślach. Uniosłam nieco brwi ku górze słysząc jego odpowiedź. Nie będę ukrywała, że sprawiła mi ona przyjemność, a sądziłam już, że ten człowiek nigdy nie powie niczego, co w tak prosty sposób połechce moje ego. Nie rozumiałam jednak skąd w nim ta samokrytyka. Zadziwił mnie tą jedną odpowiedzią, mnie nawet chwali, do siebie samego ma pretensje... przy okazji zrozumiałam, że tutaj chyba jest coś, co go gryzie. Jakieś słowa, które padły na spotkaniu, dla mnie wydały się oczywiste, a dla niego niepokojące? W głowie przeanalizowałam cały przebieg narady, ale jako osoba nieznająca się na podobnych zgromadzeniach, miałam wiele teorii i żadnego punktu zaczepienia. Zbyt mało wiedzy, by wysnuwać wnioski. Jeszcze bym go niepotrzebnie zdenerwowała i odbiłoby się to na zadziwiająco spokojnej atmosferze między nami. 
     Szliśmy dalej, a do moich nozdrzy dotarł zapach jedzenia. Nie byłam głodna, ale szybko zapamiętałam gdzie jestem i co kojarzy mi się z tym miejscem. Chciałam zapamiętać rozkład obozu, nie wiem po co, po prostu taka możliwość sprawiała mi wręcz dziecinną przyjemność. Poznanie - ileż może ono dawać przyjemności, wie tylko ten, kto zawsze miał ograniczony dostęp do wiedzy. 
     - Słucham? - tym razem to on wyrwał mnie z rozmyślań, a do mnie dotarło, że zareagowałam w ten sam sposób, co on. Nie planowałam tego i liczyłam, że sam nie zauważy, bo byłby jeszcze gotowy myśleć, że robię sobie nieprzyjemne żarty. Z początku jego pytanie naprawdę mnie zaskoczyło, w dość przyjemny sposób. Myślałam, że nawet nie zwrócił uwagi na te słowa, ale potem przypomniało mi się, dlaczego mimo wszystko jest to mężczyzna, którego podskórnie się lękam. Teraz jednak strach był daleko, liczyłam na przyjemny, w granicach możliwości spacer. - Nie wierzę w hierarchię, status nie powinien decydować o tym, czy kogoś się szanuje, czy nie - powiedziałam cicho, wzdychając przy tym. Nie chciałam kontynuować tego tematu, zwyczajnie był on dla mnie nieprzyjemnym. O wiele bardziej wolałam odpowiedzieć na jego pytanie, bo szczerze zaskoczona byłam tym, że ono w ogóle padło. 
     Teraz jednak było mi nieco głupio, wszak sprawa była iście trywialna. Wydawało mi się to oczywiste, może wziął moje słowa za wypowiedź o głębszym znaczeniu, a ja teraz się skompromituję? Cóż, chyba i tak wykorzystałam limit, jeśli chodzi o słowa uznania z jego strony. Nic mnie nie powstrzymywało od szczerości. 
     - Miałam na myśli to... - zatoczyłam ręką, ale chyba nie do końca mnie zrozumiał. - Palankin - powiedziałam ostatecznie, pozwalając sobie na chwilę przerwy. Nie wiem czy chciał dalszych wyjaśnień, ale ja chciałam nauczyć się z nim rozmawiać, bez strachu. Po prostu, dla własnego dobra. - Liczyłam na to, że będę mogła się przespacerować, jak każda inna osoba w obozie. Jestem kapłanką, mam nieść ludziom światło, a nie wystawać ponad nimi - mój głos był cichy, bo pamiętałam, jaki miał ton głosu, kiedy oznajmił, że nie powinnam podróżować pieszo. Cóż mogę poradzić na to, że odzywał się w sposób, jaki skutecznie zniechęcał do sprzeciwu? - Poza tym mam wrażenie, że spadnę za każdym razem, gdy robimy zakręt. Nie spodziewałam się, że będzie tutaj aż tak wysoko - zdobyłam się na szczerość, nie mając przed tym większych oporów. 
     Dopiero teraz do mnie dotarło, że nie zostawił mnie samej z kimś, kogo nie znam. Może on sam też potrzebował spaceru? Oto również nie zamierzałam pytać. Generalnie uznałam, że nie ma co pytać o nic, o czym on sam wyraźnie nie wspomni. 
     - Powiedziałeś, panie, że nie jestem tutaj więźniem - podchwyciłam, kierowana swoją ciekawością. Temat wydawał mi się całkiem przyjemnym i odpowiednim na spokojną rozmowę. Przynajmniej z mojej perspektywy. Poza tym od kilku chwil z tyłu głowy rozmyślałam o tym, jak to będzie wrócić do zniszczonej świątyni, jak sobie z tym poradzę. Wolałam na razie się tym nie zajmować. - Będę mogła zatem opuszczać swój namiot bez eskorty żołnierzy? - zapytałam w końcu. Byłam wdzięczna za opiekę, cieszyłam się, że przed moim namiotem stale ktoś jest i czuwa, ale teraz, kiedy na wyciągnięcie ręki była swoboda, jakiej nigdy nie znałam, nawet w obliczu katastrofy, perspektywa własnego decydowania o tym, gdzie się wybiorę była niesamowicie kusząca. Nikt tutaj nie zrozumie, jak to jest żyć w jednym miejscu, od urodzenia. Kochałam świątynie, kochałam swoje siostry i kocham Arathora, a fakt, że chcę zobaczyć wszystko, co mnie otacza nie jest grzechem. Od kilku dni pozwalam sobie nawet na myśli, że to bóg właśnie mi sprezentował, kiedy ocalił mnie od zagłady. 
     Palankin zatrzymał się przy jednym z większych namiotów, co było dość ciekawe. Mężczyźni w jednej chwili ustali, kiedy oficer się zatrzymał. Uniosłam brwi, spoglądając na wejście, ale nie ruszyłam się, licząc, że najpierw dostanę odpowiedź na swoje pytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/