Wiedziałam, że odpowie. Niewiele mężczyzn w swoim życiu poznałam, a kiedy już jakiś miał mnie wziąć pod swoje skrzydła, to akurat trafił się wyjątkowo skomplikowany i dalece idący od tego, co chciałabym w nim widzieć. Mimo to, byłam pewna tej jednej, jedynej takiej sytuacji, czułam, że mnie nie zignoruje, może to moje przeczucie, a może sam Arathor dodawał mi pewności? Tak, czy inaczej, nie zawiodłam się. Jedyne co tak naprawdę mnie zdziwiło, to jego dopytywanie. Czy naprawdę aż tak był ciekawy tego, co mną kierowało? Sądziłam, najwyraźniej tym razem mylnie, że nie przywiązuje do moich pobudek żadnej wagi. Kolejne zaskoczenie, na pewno nie ostatnie. Sama musiałam się zastanowić, ale na jego słowa, w których zawarł swoją rolę w "machinie wojny" zaśmiałam się. Krótko i szczerze, bo okoliczności nie pozwalały na nic więcej. Mało tego, sam fakt, że po odwiedzinach u mych sióstr pozwalałam sobie na śmiech powinien mnie boleć, w istocie tak też było.
- Mówisz więc, że jesteś jedynie cegłą - nawet na niego nie spoglądałam, dookoła było o wiele więcej rzeczy, których jeszcze nie znałam. Poza tym wciąż na mogłam przyzwyczaić się do koloru jego oczu. - Jaka jest więc szansa, że trafi mi się ktoś więcej, niż cegła? A jeśli szansa jest niewielka, to po co szukać dalej, skoro mam już w dłoniach, coś na wzór stabilności? - zapytałam, nie powołując się na żadne konkrety. Nie czułam takiej potrzeby i nie potrafiłam tego zrobić. Poza tym mogłam jeszcze wspomnieć o intuicji, ale po co? Nie wiem, czy by zrozumiał, a już na pewno wątpię, że mógłby docenić taką szczerość.
Skrzywiłam lekko nos, odgadując tym samym, że przechodzimy obok kuchni. Posiłki, które dostałam nie były niczym wymyślnym, ale nigdy nie odpychały. Naglę zaczęło mnie zastanawiać, czy starają się dla mnie specjalnie, a może jadam to, co mężowie wysocy rangą? Bądź po prostu jeszcze nie trafiłam na potrawkę o tak cudownym zapachu, jak to, co unosiło się w powietrzu? Możliwości było wiele, a rozmyślanie o nich dawało mi szansę na oczyszczenie umysłu. Twarze dwóch, pozornie martwych kapłanek wciąż czaiły się gdzieś z tyłu głowy, a mnie ten widok po prostu ranił, lepszego określenia nie mogłam na to znaleźć. Pewnie dlatego też byłam wdzięczna Tealvashowi, za to, że dotrzymywał mi towarzystwa i nie nawet raczył rozmową. Nie wiem, czy była ona dla niego przyjemna, czy kłopotliwa, ale ja sama nie narzekałam. Tym bardziej, że pierwszy raz faktycznie czułam, że moje zdanie... zdanie, a nie informacje, może mieć jakieś znaczenie. Przyjemna wizja, napawająca niemalże dumą, a ja chyba smakowałam tego uczucia pierwszy raz od dawna.
Pokiwałam ze spokojem głową, w odpowiedzi na jego słowa. Czy cegiełkę i kartę przetargową dzieli wielka różnica? Nie zapytałam, a bardzo chciałam poznać jego opinię. Obawiałam się jednak, że to, co mógłby mi powiedzieć, mogłoby mi się zwyczajnie nie spodobać. Dość już miałam smutnych rewelacji na dziś.
Każdy kolejny krok dodawał mi jednak pewności siebie. Wolność, której pewnie nikt nie widział w prostym spacerze, dla mnie była czymś niesamowitym. Możliwość zmęczenia się wynikająca jedynie z własnej woli. Chyba nie ma piękniejszego uczucia na świecie, daru większego, niż szansa wyboru w którą stronę skręcić, kiedy skierować swe ciało. Jakże brutalnie na ziemię ściągnął mnie widok muru, który mówił niemalże, śmiał się ze mnie, przypominał, że obóz, nawet jeśli większy od świątyni, to wciąż pozostaje ogrodzony. To nie wolność, to większa klatka.
Zaskoczona przeniosłam na niego wzrok. Powinnam pracować nad tym, aby tak nie odpływać w obłoki, bo jeszcze mnie to straci.
- Proszę? - nie byłam pewna, czy mówił poważnie. Wszystko wskazywało jednak na to, że nie żartował, a ja zaraz zaczęłam snuć w głowie plany, jkabym mogła go oszukać. Przez przypadek napotkałam na jego oczy i dotarło do mnie, jak przenikliwe potrafią one być. Cokolwiek teraz nie powiem, przecież i tak będzie wiedział, że skłamałam. To bez sensu, opuściłam głowę. - Nigdy nie musiałam kłamać, skąd mam wiedzieć, jak to robić? - zapytałam, tym samym zawierając w tych słowach odpowiedź na jego pytanie, rezygnując też z propozycji oszukania go. Cóż innego miałam powiedzieć? Oczekiwał czegoś? Sama nie wiem, ale... zastanawiało mnie tylko jedno - zauważył, że skłamałam?
Dopiero po wypowiedzeniu tych słów, pozwoliłam sobie na odwrócenie od niego spojrzenia. Mój wzrok spoczął teraz na dwóch żołnierzach, nad którymi powiewał już wcześniej zauważony przeze mnie symbol. Znajome twarze, które kiedyś już mi mignęły, pozwoliły mi zrozumieć, że to musi być sztandar Tealvasha, może właśnie stamtąd go kojarzyłam?
- Potrafię zatajać prawdę - stałam do niego tyłem i nie próbowałam tego naprawić. Od tej strony wiał akurat przyjemny wiatr o leśnej nucie, był wprost cudowny. Dodawał świeżości, a także lekkości, z każdym podmuchem, który targał delikatnie włosy, ubrania i ściany namiotów. - W moim mniemaniu to lepsze od kłamstwa, łatwiej zweryfikować błędne informacje, niż brak jakiejkolwiek. Ja natomiast drogi oficerze, nie mam nic poza znamieniem na skórze i garstką tychże informacji. Sam więc rozumiesz, że muszę ich chronić. Los zechciał tak śmiesznie, że oboje jesteśmy więc w posiadaniu cennych danych na temat tego drugiego. Zatem możesz być jedynie jedną z wielu cegieł w monotonnym murze, ale jeśli pod tą cegłą znajduje się tajna wiadomość, nie możesz już mówić, że nic nie różni ciebie od innych - dokończyłam swój wywód i spojrzałam na niego przez ramię, ale sama nie byłam pewna jakie emocje, a właściwie jaki brak emocji maluje się na mojej twarzy. - To taka moja chłodna kalkulacja - wyjaśniłam i znów spojrzałam na żołnierzy i mur. Bez wahania podeszłam do niego wiedząc, że przez cały czas jestem obserwowana. Rozejrzałam się dookoła, dostrzegłam schody i pozwoliłam sobie na pokonanie ich, biorąc dwa stopnie na raz. Widok był tego wart. Takich widoków również życie mi zaoszczędziło.
- Pani, to niebezpieczne - podszedł do mnie jeden z żołnierzy. Tealvash albo się nie śpieszył, albo w ogóle nie zamierzał do mnie dołączyć. Ja natomiast niewiele myśląc podskoczyłam, by zaraz usiąść w wyrwie blanki i spuścić nogi w przepaść.
Spojrzałam na żołnierza, przypominając sobie słowa oficera, który sprawował nade mną pieczę, byłam czegoś ciekawa, czy to zadziała? Sama nie wiem.
- Oficer Tealvash dał mi pozwolenie - powiedziałam pewnie. Żołnierz uniósł brwi, spojrzał na mnie i gdzieś nieco za moimi plecami. Czyli, jak mniemam dowódca do mnie dołączył. Skinął głową, ustąpił i odsunął się, a ja spojrzałam przed siebie, zachwycona widokiem. Teraz żaden mur nie będzie ze mnie igrał. Patrząc na te ziemię czułam, że bliżej jestem bogów, niż byłam kiedykolwiek w życiu.
- Co będzie, jak się obudzą? - zapytałam nagle, niczym grom, bez zapowiedzi i bez analogii do tego, co było niedawno. Nie musiałam dopowiadać, kogo mam na myśli, a przynajmniej tak sądziłam. - Przestanie uważać się je za boskie, więc co z nimi będzie? Bez kłamstw i zatajania prawdy - ostatnie zadałam chyba niepotrzebnie, ale na wszelki wypadek. Chciałam też w ten sposób podkreślić swoją wartość, jako sprzymierzeńca. Nawet jeśli dłonie nieznacznie zaczęły mi drżeć. Potrafiłam wyprać z emocji twarz, ale palce mogły mnie zdradzić, były zwierciadłem zwykłej, dziewczęcej słabości, bo przecież tego siłą rzeczy było we mnie najwięcej. Chociaż bardzo żałowałam, to nie mogłam z chwili na chwilę stać się wojownikiem. Obawiam się, że jest to całkowicie niemożliwe, ale na tym etapie mam jeszcze wiarę w swoje możliwości. Ciekawi mnie tylko, czy wygra wola, czy realia w jakich się wychowałam.
- Mówisz więc, że jesteś jedynie cegłą - nawet na niego nie spoglądałam, dookoła było o wiele więcej rzeczy, których jeszcze nie znałam. Poza tym wciąż na mogłam przyzwyczaić się do koloru jego oczu. - Jaka jest więc szansa, że trafi mi się ktoś więcej, niż cegła? A jeśli szansa jest niewielka, to po co szukać dalej, skoro mam już w dłoniach, coś na wzór stabilności? - zapytałam, nie powołując się na żadne konkrety. Nie czułam takiej potrzeby i nie potrafiłam tego zrobić. Poza tym mogłam jeszcze wspomnieć o intuicji, ale po co? Nie wiem, czy by zrozumiał, a już na pewno wątpię, że mógłby docenić taką szczerość.
Skrzywiłam lekko nos, odgadując tym samym, że przechodzimy obok kuchni. Posiłki, które dostałam nie były niczym wymyślnym, ale nigdy nie odpychały. Naglę zaczęło mnie zastanawiać, czy starają się dla mnie specjalnie, a może jadam to, co mężowie wysocy rangą? Bądź po prostu jeszcze nie trafiłam na potrawkę o tak cudownym zapachu, jak to, co unosiło się w powietrzu? Możliwości było wiele, a rozmyślanie o nich dawało mi szansę na oczyszczenie umysłu. Twarze dwóch, pozornie martwych kapłanek wciąż czaiły się gdzieś z tyłu głowy, a mnie ten widok po prostu ranił, lepszego określenia nie mogłam na to znaleźć. Pewnie dlatego też byłam wdzięczna Tealvashowi, za to, że dotrzymywał mi towarzystwa i nie nawet raczył rozmową. Nie wiem, czy była ona dla niego przyjemna, czy kłopotliwa, ale ja sama nie narzekałam. Tym bardziej, że pierwszy raz faktycznie czułam, że moje zdanie... zdanie, a nie informacje, może mieć jakieś znaczenie. Przyjemna wizja, napawająca niemalże dumą, a ja chyba smakowałam tego uczucia pierwszy raz od dawna.
Pokiwałam ze spokojem głową, w odpowiedzi na jego słowa. Czy cegiełkę i kartę przetargową dzieli wielka różnica? Nie zapytałam, a bardzo chciałam poznać jego opinię. Obawiałam się jednak, że to, co mógłby mi powiedzieć, mogłoby mi się zwyczajnie nie spodobać. Dość już miałam smutnych rewelacji na dziś.
Każdy kolejny krok dodawał mi jednak pewności siebie. Wolność, której pewnie nikt nie widział w prostym spacerze, dla mnie była czymś niesamowitym. Możliwość zmęczenia się wynikająca jedynie z własnej woli. Chyba nie ma piękniejszego uczucia na świecie, daru większego, niż szansa wyboru w którą stronę skręcić, kiedy skierować swe ciało. Jakże brutalnie na ziemię ściągnął mnie widok muru, który mówił niemalże, śmiał się ze mnie, przypominał, że obóz, nawet jeśli większy od świątyni, to wciąż pozostaje ogrodzony. To nie wolność, to większa klatka.
Zaskoczona przeniosłam na niego wzrok. Powinnam pracować nad tym, aby tak nie odpływać w obłoki, bo jeszcze mnie to straci.
- Proszę? - nie byłam pewna, czy mówił poważnie. Wszystko wskazywało jednak na to, że nie żartował, a ja zaraz zaczęłam snuć w głowie plany, jkabym mogła go oszukać. Przez przypadek napotkałam na jego oczy i dotarło do mnie, jak przenikliwe potrafią one być. Cokolwiek teraz nie powiem, przecież i tak będzie wiedział, że skłamałam. To bez sensu, opuściłam głowę. - Nigdy nie musiałam kłamać, skąd mam wiedzieć, jak to robić? - zapytałam, tym samym zawierając w tych słowach odpowiedź na jego pytanie, rezygnując też z propozycji oszukania go. Cóż innego miałam powiedzieć? Oczekiwał czegoś? Sama nie wiem, ale... zastanawiało mnie tylko jedno - zauważył, że skłamałam?
Dopiero po wypowiedzeniu tych słów, pozwoliłam sobie na odwrócenie od niego spojrzenia. Mój wzrok spoczął teraz na dwóch żołnierzach, nad którymi powiewał już wcześniej zauważony przeze mnie symbol. Znajome twarze, które kiedyś już mi mignęły, pozwoliły mi zrozumieć, że to musi być sztandar Tealvasha, może właśnie stamtąd go kojarzyłam?
- Potrafię zatajać prawdę - stałam do niego tyłem i nie próbowałam tego naprawić. Od tej strony wiał akurat przyjemny wiatr o leśnej nucie, był wprost cudowny. Dodawał świeżości, a także lekkości, z każdym podmuchem, który targał delikatnie włosy, ubrania i ściany namiotów. - W moim mniemaniu to lepsze od kłamstwa, łatwiej zweryfikować błędne informacje, niż brak jakiejkolwiek. Ja natomiast drogi oficerze, nie mam nic poza znamieniem na skórze i garstką tychże informacji. Sam więc rozumiesz, że muszę ich chronić. Los zechciał tak śmiesznie, że oboje jesteśmy więc w posiadaniu cennych danych na temat tego drugiego. Zatem możesz być jedynie jedną z wielu cegieł w monotonnym murze, ale jeśli pod tą cegłą znajduje się tajna wiadomość, nie możesz już mówić, że nic nie różni ciebie od innych - dokończyłam swój wywód i spojrzałam na niego przez ramię, ale sama nie byłam pewna jakie emocje, a właściwie jaki brak emocji maluje się na mojej twarzy. - To taka moja chłodna kalkulacja - wyjaśniłam i znów spojrzałam na żołnierzy i mur. Bez wahania podeszłam do niego wiedząc, że przez cały czas jestem obserwowana. Rozejrzałam się dookoła, dostrzegłam schody i pozwoliłam sobie na pokonanie ich, biorąc dwa stopnie na raz. Widok był tego wart. Takich widoków również życie mi zaoszczędziło.
- Pani, to niebezpieczne - podszedł do mnie jeden z żołnierzy. Tealvash albo się nie śpieszył, albo w ogóle nie zamierzał do mnie dołączyć. Ja natomiast niewiele myśląc podskoczyłam, by zaraz usiąść w wyrwie blanki i spuścić nogi w przepaść.
Spojrzałam na żołnierza, przypominając sobie słowa oficera, który sprawował nade mną pieczę, byłam czegoś ciekawa, czy to zadziała? Sama nie wiem.
- Oficer Tealvash dał mi pozwolenie - powiedziałam pewnie. Żołnierz uniósł brwi, spojrzał na mnie i gdzieś nieco za moimi plecami. Czyli, jak mniemam dowódca do mnie dołączył. Skinął głową, ustąpił i odsunął się, a ja spojrzałam przed siebie, zachwycona widokiem. Teraz żaden mur nie będzie ze mnie igrał. Patrząc na te ziemię czułam, że bliżej jestem bogów, niż byłam kiedykolwiek w życiu.
- Co będzie, jak się obudzą? - zapytałam nagle, niczym grom, bez zapowiedzi i bez analogii do tego, co było niedawno. Nie musiałam dopowiadać, kogo mam na myśli, a przynajmniej tak sądziłam. - Przestanie uważać się je za boskie, więc co z nimi będzie? Bez kłamstw i zatajania prawdy - ostatnie zadałam chyba niepotrzebnie, ale na wszelki wypadek. Chciałam też w ten sposób podkreślić swoją wartość, jako sprzymierzeńca. Nawet jeśli dłonie nieznacznie zaczęły mi drżeć. Potrafiłam wyprać z emocji twarz, ale palce mogły mnie zdradzić, były zwierciadłem zwykłej, dziewczęcej słabości, bo przecież tego siłą rzeczy było we mnie najwięcej. Chociaż bardzo żałowałam, to nie mogłam z chwili na chwilę stać się wojownikiem. Obawiam się, że jest to całkowicie niemożliwe, ale na tym etapie mam jeszcze wiarę w swoje możliwości. Ciekawi mnie tylko, czy wygra wola, czy realia w jakich się wychowałam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz