niedziela, 18 czerwca 2017
LI
Nieco drgnęłam na dźwięk tonu Nevana, ale i ulżyło mi znacznie. Dlaczego? Może to głupie, ale założyłam sobie, że kiedy jest na mnie szczególnie zły, to raczej unika rozmowy, kiedy natomiast już tak zły nie jest, to mówi więcej, używając przy tym nieszczególnie przychylnego tonu. Tak, czy inaczej na własne potrzeby rozgryzłam go na tyle, by nie trząść się ze strachu tak często, jak unosił głos. Mimo wszystko pełni swobody byłam daleka, ale wszystko wskazywało na to, że przeprosiny podziałały. W prawdzie wizja, jaką ułożyłam sobie w głowie, w której dziękował i sam przepraszał musiała odejść w niepamięć, ale wolałam go w takim poirytowanym wydaniu, niż w milczącym i posępnym.
Przemilczałam swoją opinię odnośnie sprawiedliwości. Skąd mogłam wiedzieć, że tutaj jej nie znajdę. Miałam wrażenie, że ten mężczyzna często zapominał o tym, jak wyglądało moje życie dotychczas. Na całe szczęście Eliah w tym wszystkim był jak nauczyciel, ale mimo, że z po każdej rozmowie z blondynem wiedziałam więcej, to z kolei każda rozmowa z Tealvashem uświadamiała mi, że i tak wiem wciąż za mało. Błędne koło, ot co.
"Nie można udawać poddanego" - zabawne, ale z całej jego wypowiedzi właśnie to dotknęło mnie najbardziej. Pewnie nie chodziło mu o to, co ja odczułam w tej chwili. Byłam poddana od dnia narodzin, nim jeszcze nauczyłam się wskazywać palcem, już narzucono mi to, co powinnam wybierać. Poza tym w świątyni nie musieliśmy podejmować decyzji, nawet nie chodzi o to, że ktoś robił to za nas. Tam po prostu nie było możliwości do wyboru. Życie było tak ułożone, byś nigdy nie zaprzątała sobie głowy czymś takim, jak decyzje. Domyślam się skąd taki schemat wychowywania, ale nie chciałam o tym mówić z Nevanem. Nie chciałam też źle wypowiadać się o świątynnych prawach, przynajmniej do jutra, kiedy wspomnienia tamtego miejsca z dzisiejszego dnia nieco wypłowieją.
W rezultacie nie odezwałam się nawet słowem, spoglądając jedynie, jak mężczyzna szykuje się do wyjścia. Wyglądał lepiej, niż zwykle i to zaczęło budzić we mnie pewne podejrzenia. Dlaczego tak? Czym właściwie było zebranie na które mieliśmy się stawić? Wiem, że to głupie, ale przyszło mi przez myśl, że może jest tutaj mój narzeczony, może nie powiedzieli mi o tym, że oddają mnie już dziś. Widziałam, jak coś czyta i bardzo chciałam się dowiedzieć co, obawiając się, że może być to właśnie akt odnośnie mojego oddania jednemu ze szlacheckich rodów. Jestem pewna, że w tej chwili, w której zrobiło mi się nieco niedobrze, z twarzy odpłynęły mi wszelkie kolory.
Pokiwałam powoli głową, słysząc jego odpowiedź. Próbowałam wrócić na tory tego tematu, nie przejmować się wizją rychłego wyjazdu. Poza tym jego odpowiedź mnie uspokoiła. Okazała być się lepszą, niż zaprzeczenie, bądź potwierdzenie. Bo ja też, podobnie jak on, nie mogłam być niczego pewna. Dodatkowo uspokoił mnie dobór jego słów, nie istniał nikt, kogo "my" moglibyśmy teraz zapytać. Mimo, że traktował to zapewne, jak jedną z wojskowych misji, to i tak dał mi poczucie wsparcia. Pewnie niespecjalnie, ale wystarczyło to, abym nie czuła się osamotniona z tym, co mi, a może nawet nam, jako całej dzisiejszej kompanii, się przytrafiło.I właśnie wtedy, jak na moje nieszczęście wrócił w moje myśli temat zaręczyn. Zamrugałam gwałtownie, a jednocześnie poczułam wielkie wyrzuty sumienia. Kilka dni temu przypomniałam sobie, że w stolicy jest spis przyrzeczeń, a na nim imię kapłanki, wraz z datą oddania jej do świątyni, a także moim podpisem. Gdyby tylko wysłali wiadomość z mym imieniem z dopiskiem, że w świątyni byłam od pierwszego dnia wiosny, od dnia swoich narodzin, wówczas tajemnica szybko zostałaby rozwikłana. Mimo, że to wiedziałam, nie odezwałam się. Wmawiałam sobie, że to jeszcze nie pora, powiem, kiedy okoliczności będą temu sprzyjały. Poza tym nie muszę o tym pamiętać, prędzej, czy później mój narzeczony sam mnie znajdzie, prawda?
Z rozmyśleń, a może nawet knowań wyrwał mnie głos mężczyzny. Nie przeszkodziłam, to dobrze... powinniśmy iść. Wcale nie chciałam. Pokiwałam jednak głową czym prędzej i podniosłam się z krzesła podchodząc do oficera. Kto nie lubi czekać? Nawet nie udawał, że nie wie kogo tam zastaniemy! Byłam rozbita, ale nie odezwałam się nawet słowem. Ponownie pokiwałam głową, po czym wyszłam wraz z nim, a w chwili, w której ujrzałam lektykę, miałam ochotę wrócić do namiotu. Nevan nimi nie podróżuje! To wynikało z jego postawy, kiedy mnie do jednej podczas spaceru zapakował. Skąd więc ta zmiana? Co było jej przyczyną? Z tego wszystkiego nawet nie zwróciłam uwagi na to, jak zostałam zmierzona wzrokiem. Może nawet żałowałam, że byłam po kąpieli, uczesana, w naprawionej szacie kapłańskiej. Z drugiej strony moje zachowanie było dziecinne, niczym nieuzasadnione. To wielki zaszczyt zostać żoną znamienitego pana. Dlaczego więc głównie przejmowałam się tym, że nigdy nie zobaczę już Eliaha, Lance, a także tego przerażającego Tealvasha? To zbyt szybko... dali mi zakosztować swobody i teraz co? Wywiozą mnie? Nikt mnie nie ostrzegł!
- Proszę? - odezwałam się w końcu, uświadamiając sobie, że Nevan siedzi już w lektyce. Usłyszałam jego głos, zeszłam na ziemię i już miałam mówić, że pójdę pieszo, kiedy to dołożył jeszcze jedną możliwą do wyboru opcję. Nie minęło dziesięć minut, odkąd rozmawialiśmy o trudzie podejmowania decyzji, ale wiedziałam, że teraz przed tym nie ucieknę. Jego uśmiech w niczym nie pomagał, ale z drugiej strony bałam się, że mnie sprawdza, albo co gorsza... to jedna z ostatnich naszych rozmów. Naprawdę mocno zakorzenił się we mnie strach przed byciem wywiezioną stąd w przeciągu najbliższej godziny. - Nie będę się rozpychać - powiedziałam nieśmiało i korzystając z pomocy mężczyzny, który wcześniej mierzył nas wzrokiem, weszłam zająć miejsce.
Kiedy nas unieśli, czułam się nieco dziwnie. Przełknęłam ślinę, obróciłam głowę w stronę mężczyzny i zaskoczyło mnie to, jak blisko ten się znajduje. Było to oczywiste, w końcu wcale nie było tutaj wiele miejsca. Starałam się robić wszystko, aby mu nie przeszkadzać i nie zabierać więcej przestrzeni, niż wypada.
- Mam nadzieję, że nie jestem za ciężka - mruknęłam, czując, że powinnam coś powiedzieć. Pierwszym, co przyszło mi do głowy, był fakt, że pieszo bylibyśmy szybciej na miejscu, a w aktualnych okolicznościach na rękę był mi fakt, że dotarcie zajmie nam dodatkowe minuty.
Zmierzyłam go wzrokiem, bawiąc się przez cały czas kosmykiem długich do pasa włosów. Naprawdę chciałam być cicho, ale zwyczajnie w stresie łatwiej było podjąć rozmowę, niż wytrzymać w milczeniu.
- Bardzo elegancko wyglądasz. Na ostatnie spotkanie tak się nie stroiłeś - zauważyłam, spoglądając na niego w taki sposób, że przez chwilę miałam wrażenie, że można ze mnie czytać, jak z otwartej księgi. Dlatego też odwróciłam spojrzenie, co w jego towarzystwie bardzo często było moim odruchem obronnym. - Możesz mi coś obiecać? - zapytałam wprost, jakby to miało zmienić to, do czego zbliżamy się coraz bardziej. Nie czekałam nawet na jego odpowiedź, zbyt pilno było mi do wypowiedzenia mojej prośby. - Przyrzeknij, że nie pozwolisz mnie wywieźć bez zapowiedzi, że z dnia na dzień nie wpakują mnie na wóz i nie zawiozą do Stolicy. Proszę, obiecaj mi to. Za tą jedną obietnicę gotowa jestem zrobić wszystko, bo oddać nie mogę nic. Obiecaj też - rozpędziłam się już z drugą obietnicą, ale niestety nie panowałam w tej chwili nad językiem. Nawet nieco za bardzo pochyliłam się przy tym w jego stronę, bo zatrzęsłam się niebezpiecznie, ale ostatecznie nic złego się nie wydarzyło. - że ta cała szopka z lektyką, to nie dlatego, że na końcu naszej drogi znajduje się mój narzeczony, którego już znaleźliście i który postanowił się pofatygować osobiście. Nie zrobiłbyś mi tego, prawda? - świdrowałam go swoim jasnym spojrzeniem, wierząc, że jest ono teraz kwintesencją maślanego wzroku. Nawet liczyłam na to, że mnie wyśmieje, pytając, jak mogłam pomyśleć, że mój narzeczony sam by tutaj po mnie przyjechał. Obojętne mi to, mogę być jego prywatnym pośmiewiskiem, jeśli to oznacza, że będę dziś mogła swobodnie zasnąć w moim namiocie, a jutro zacząć naukę jazdy konnej, że odwiedzę Lance'a, porozmawiam z Eliahem i może znajdę z nim samym, właśnie z siedzącym przede mną oficerem wzmiankę dotyczącą tych dziwnych wizji.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/
https://pietno-bogow.blogspot.com/

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz