Dookoła było więcej barw, niż w całym swoim życiu widziałam. Kolory tak żywe, tak mieniące się przy każdym ruchu, że miało się ochotę rzucić w ich wir, zakosztować tej soczystości, różności, nowych doznań. Nie bałam się, a przecież to już samo w sobie było zaskakujące. Taki tłum, niemalże gęsty, napierający na nas, zwykle w podobnych sytuacjach byłam przerażona, a teraz miałam ochotę się śmiać. Po prostu. Poza tym widziałam, że i Tealvash był jakiś inny, może też, jak każdy potrzebował się zwyczajnie odstresować, zapomnieć kim jest na co dzień, czego się od niego oczekuje.
Uniosłam brwi, słysząc jak zakończył swoje słowa. Był wulgarny! W taki prosty sposób! A ja? Prychnęłam, chociaż nie powinnam na jego niepochlebne komentarze. Może faktycznie nastrój tego fascynującego miejsca udzielał się i jemu i mnie w równym stopniu. Chociaż... nie mogłam udawać, że nie jest to dla mnie czymś nowym. Nawet jeśli piękno tego zgromadzenia urzekało, to wciąż wiele sytuacji było niezrozumiałymi. Jedna z nich nadeszła z gracją, powiedziałabym, że jej gracja wcale nie była ukryta, a raczej odsłonięta. Patrzyłam na brzuch smukłej dziewczyny, dziwiąc się, że nie wstyd jej tak paradować. Potem z kolei myślałam, że się przesłyszałam. Sądziłam, że ktoś się za nią wstawi, nie wiem obroni ją, ale chyba tylko ja byłam tutaj jedyną zażenowaną i zaskoczona osobą. A jaki był mój szok, gdy na twarzy Nevana zobaczyłam jeszcze uśmieszek, niby było w nim coś złośliwego, ale nie wyglądał, jakby miał się tam rzucić i prawić morały. Wiele jeszcze musiałam się nauczyć o życiu w obozie.
Akurat otrzepywałam delikatnie oblany bucik, kiedy dotarło do mnie jego pytanie. Znów miałam wrażenie, że siedzi mi w głowie, co było nieco przerażające. Nade wszystko nie chciałam jednak, aby utwierdził się w przekonaniu, że takie domysły mogą być prawdziwe. Bo mimo wulgarności, ciągłego zawstydzenia, podobała mi się ta żywość, otwartość... niczym nieograniczona swoboda. Nade wszystko chciałam, aby to miejsce było miejscem dla mnie... nawet jeśli miało to potrwać tylko dzisiejszy wieczór.
Nawet nie zdążyłam się odezwać, a Nevan już gdzieś ruszył, a nim sama drgnęłam, dotarło do mnie, że ciągnie mnie ze sobą. Między tłumem obcych ludzi, cieszących się do siebie bez powodu. Ja też zaczęłam się cieszyć, nie szukając powodu tej radości, po prostu.
Nie wypadliśmy z tłumu, chociaż faktycznie tutaj nie był on aż tak tańczący. Kiedy dotarłam do lady, zapatrzyłam się na ogrom znaków na skórze mężczyzny. Tatuaże. Też taki znak miałam, ale inny. Mój przyszedł sam, nie był wyborem, historią, miłym wspomnieniem. Zastanawiało mnie, co stało za każdym zawijasem zdobiącym jego ciało, ale jeszcze bardziej zainteresowała mnie kobieta, która do nas podeszła, a może ściślej mówiąc, interesowało mnie to, co zamawia Nevan... jasne.
Z lekkim rumieńcem dygnęłam, kiedy dotarło do mnie, że "nie pierwsza lepsza hołota" to właśnie ja. Po chwili uznałam, że dygnięcie było najgłupszą reakcją, ale nie wiedziałam jak zareagować. Zostawałam w tyle, a przecież wcale dużo nie mówili. Nie musieliśmy dużo czekać, Nevan zabrał nasze zamówienia, odeszliśmy kawałek, a potem w moich rękach wylądował kufel. Kątem oka zauważyłam, że mężczyźni dookoła stukają się kuflami, na wieczerzy, której gośćmi byliśmy też tak robili, ale tutaj było to zabawniejsze. Dlatego wyłapując jeszcze ich słowa, ja sama uderzyłam w naczynie trzymane przez oficera.
- Zdrowie! - zawołałam wesoło, nie żałując sobie uśmiechu. A potem, chcąc wtopić się w towarzystwo pociągnęłam kilka głębokich łyków. Prawdę mówiąc jeszcze ani razu nie czułam się tak anonimowo, odkąd znalazłam się w obozie. Chyba na nikim nie robiła tutaj wrażenia moja szata, może dlatego teraz zachowanie żołnierzy z którymi wcześniej miałam styczność nie wydawało się już takie niecodzienne.
Po smaku nie spodziewałam się niczego, może cierpkości, jak przy winie. Smak faktycznie miał w sobie gorycz, ale po pierwszym łyku kolejne były już raczej chętne. Odsunęłam ostatecznie od siebie kufel, mając świadomość, że na mojej twarzy maluje się raczej wyraz zabawnego zaskoczenia.
- To jest dobre! - oznajmiłam mężczyźnie, jakby sam nie wiedział. Po chwili dotarło do mnie, że nad górną wargą mam więcej piany, niż wypada, więc czym prędzej zlizałam ją językiem, nie dbając o zasady dobrego wychowania. Jak się wejdzie między wrony... nie dokończyłam myśli, bo właśnie dotarło do mnie, że nie dalej, jak dwa metry od nas ktoś uderzył z pięści innego żołnierza. Zrobiłam wielkie oczy, gdy jeden upadł na ziemię, a reszta zaczęła ich zachęcać.
- Znajdź sobie własną dziwkę, psi synu! - wrzasnął jeden, ale drugi szybko się pozbierał, gotowy, aby oddać napastnikowi. Więcej nie widziałam, bo Nevan inaczej stanął i zasłonił mi widok. W prawdzie chwilę jeszcze próbowałam stojąc na palcach, wychwycić co zajdzie dalej, ale czerwonooki był zbyt postawny, by mi się to udało. Pociągnęłam kolejną porcję piwa.
- Rozumiem, że mam się nie przejmować bójkami i uprzedmiotawianiem kobiet? - zapytałam wprost Tealvasha, uznając, że rezygnacja z owijania w bawełnę pomoże mi wszystko szybciej rozumieć. Poza tym podobało mi się to. Nie przejmowałam się niczym, było to upajające i nowe, może pierwsze poznanie szybko zamieni się w przedawkowanie tego, co dotychczas było dla mnie niedostępne. - Skąd w ogóle ci ludzie? Przyjechali z księciem? Te kobiety nie wyglądają na wojowniczki, które widziałam... nie chcę być niegrzeczna, ale są znacznie bardziej urodziwe... - dodałam po chwili, ale przyznaję, że nie patrzyłam na jego twarz. Dookoła tyle się działo, że nie chciałam, aby cokolwiek mi umknęło. Musiałam zobaczyć wszystko, zapamiętać każdy szczegół, żeby wspomnienie uczestnictwa w takim zgromadzeniu zostało ze mną na zawsze.
Rozluźnienie, jakie w tej chwili mi towarzyszyło było upajające. Po dzisiejszym dniu w szczególności go potrzebowałam, jak i towarzystwa, które nie przerażało, dlatego takie ludzkie wydanie Nevana wydawało mi się być najlepszym, co mogło dopełnić to otoczenie. Zaśmiałam sie zaraz niekontrolowanie, bo na podwyższeniu ktoś właśnie wykręcał się w bardzo zabawny, nastawiony na komedię sposób. Aż musiałam zasłonić dłonią usta, wtedy też wróciłam spojrzeniem na twarz oficera.
- To miejsce jest bardziej "dla mnie", niż wystawne kolacje i rozmowy o niczym - powiedziałam śmiało, nie tracąc rozbawionych ogników, jakie tańczyły zapewne w moich oczach. Skoro on był wulgarnie szczery, to i ja mogłam sobie pozwolić na nieco więcej, prawda? Nie wiem, czy to zasada, ale teraz nikt mnie nie pilnował i nikt nie patrzył na mnie, jak na najświętszą. Było to niesamowite i nieco przerażające. Teraz jednak dalece odsunęłam od siebie ciemne myśli. Chciałam przez chwilę być po prostu Esją.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz