środa, 21 czerwca 2017

LX



        Kiedy tylko pierwszych kilka łyków piwa spłynęło przez gardło niżej, do żołądka, zmyło natychmiastowo gorzki posmak wina, który pozostawał w moich ustach. Gdzieś na dalszym planie świadomości zaświeciła się ostrzegająca lampka, która mówiła, żeby nie pić za dużo. Cóż, kilka kolejnych łyków skutecznie ją przyćmiło. Jak na razie alkohol jedynie mnie rozluźniał, powoli traciłem też na czujności i refleksie. Ale moim oczom nie uszła pięść wycelowana w podbródek innego mężczyzny. Odsunąłem się nieco, oglądając przez ramię na dwóch pijanych do spodu żołnierzy o ciekawym konflikcie interesów.
        Potrząsnąłem głową w odpowiedzi na pytanie, a później dłonią przetarłem twarz. W powietrzu unosił się dym z płonących pochodni, kurz, a z daleka dochodził też zapach jedzenia, choć z pewnością nie tak wytrawnego, jakie podawano nam w namiocie.
        – Sądzę, że przeważająca część z nich to orszak królewski, ale taki przemarsz ludzi przyciąga też kupców, dziwki, połykaczy ognia i wiele innych dziwaków z wiosek, które mijają. Książę najwidoczniej tej wesołej zbieraninie nie zabrania dołączać się do jego ludzi – pokiwałem głową, wypijając kilka kolejnych łyków. To musiała być przycyzna tego, że w obozie było tyle ludzi.
        Dostrzegłem, że oprócz patroli, które normalnie partolowały obóz znalazły się tu też umundurowane jednostki nie należące do wojska. To musiała być prywatna gwardia króla, która pilnowała jego bezpieczeństwa. Mężczyźnio dziwnie skrojonych mundurach stali prosto, choć tęsknie patrzyli na zabawę, która roztaczała się wokół nich. Powróciłem spojrzeniem na centrum placyku, gdzie teraz skumulowało się znacznie więcej osób. Stanąłem nawet na palcach, zeby widzieć nieco więcej ponad tłumem, ale oprócz faktu, że wirujące pary zniknęły z parkietu nie dostrzegłem niczego specjalnego.
        Prychnąłem i z rozbawieniem pokręciłem głową. Rozluźnienie się przychodziło zaskakująco łatwo, podobnie jak rozmowa z kapłanką. Z niewiadomych mi powodów wszyscy wydawali mi się tu równi. Bez podziałów, bez odznak i rozkazów, przywilejów i obowiązków byliśmy zbieraniną dokładnie takich samych ludzi.
        – Te kobiety zarabiają ciałem, nic dziwnego, że dbają o nie bardziej niż wojowniczki. Poza tym ładna twarz pomaga... – uciąłem, patrząc dziwnie na kapłankę w tym krótkim momencie. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się, jak do kwestii seksu podchodzi się w świątyni. Ale wyobrażałem sobie, że raczej sztywno, skoro kapłanki... No... Chyba były dziewicami? – Z resztą nieważne. Myślę że zaraz zobaczymy, dlaczego te dziewczyny są ładniejsze od wojowniczek.
        Esja ciągle się śmiała, a ten śmiech był na tyle zaraźliwy, że nie dało się przejść obok niego zupełnie obojętnie. Uśmiech sam wciskał mi się na usta, chociaż teraz atmosfera na placu zdecydowanie zaczęła się zmieniać. Zrobiło się nieco ciszej, a mężczyźni raczej szeptali niż krzyczeli, niepodobnie do tego, co działo się wcześniej. Kilkunastu z nich, stojących najbliżej, tupało rytmicznie w kamienną posadzkę placu. Rozejrzałem się, jakbym chciał wyczuć zagrożenie, a mięśnie spięły się. Miałem ze sobą tylko mały nożyk.
        Nic z tego, co działo się na przodzie nie wymagało jednak interwencji miecza. Zorientowałem się, co się tam działo. I dlaczego wcześniej obwieszone biżuterią kobiety przepychały się przez tłum. Znów stanąłem na palcach, żeby nieco lepiej widzieć.
        Kobiety inne niż mężate damy oficerów, twarde wojowniczki i dziwki były czymś niespotykanym dla każdego żołnierza. W tym mnie. Rzadko mieliśmy kontakt z normalną codziennością, a co za tym idzie z normalnymi kobietami, którym za seks nie trzeba płacić ani nie ryzykuje się obrazy majestatu i jakiegoś wkurwionego rycerza. Przełknąłem ślinę. Tłum zawirował. Nagle wydawało mi się, że stał się zdecydowanie męski.
        Na scenie pojawiło się kilka kobiet na raz. Muzyka, która płynęła z instrumentów została prawie całkiem zagłuszona przez ryk zadowolenia dobrej setki mężczyzn. Ich ciała wyginały się w tym samym rytmie, jakby zostały związane magiczną liną, która synchronizowała ich ciała. Oparłem jedną dłoń na biodrze. Tancerki wprowadzały więcej zamieszania w tłumie niż kurtyzany i nic w tym dziwnego. Nie sprzedawały swojego ciała na seks, a wszystko, czego mężczyzna nie może dostać od kobiety jest zazwyczaj też jedynym, czego chce. Każdy więc liczył na to, że tancerki po występie poczują się samotne i będą szukały towarzystwa. Widziałem kilkanaście takich występów w swoim życiu i zazwyczaj te marzenia nie stawały się prawdą.
        Ruchy były hipnotyzujące. Patrzenie na krągłe biodra i pośladki, na których opinał się materiał i które nie były w oczywisty sposób odsłonięte pobudzał wyobraźnię. Silne uda, zgrabne dłonie, stopy, długie zadbane włosy falujące w przestrzeni. To wszystko na moment sprawiło, że zapomniałem w jakim towarzystwie jestem.
      – Widzisz coś tam w ogóle? – obniżyłem się na kolanach, żeby wzrostem móc równać się z Esją. Chyba jednak tłum był zbyt wysoki. – Może to i lepiej, nie wiem czy to widoki dla kapłanki – dorzuciłem złośliwie, oglądając się przez ramię na coraz mniej zatłoczoną budkę z piwem. Jeszcze jedno? Głos rozsądku podpowiadał, że to powinien być juś koniec. Ale tańczące na scenie kobiety sprawiały, że moje pragnienie rosło. Nie tylko na piwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/