Kiedy
tylko pierwszych kilka łyków piwa spłynęło przez gardło niżej, do żołądka,
zmyło natychmiastowo gorzki posmak wina, który pozostawał w moich ustach.
Gdzieś na dalszym planie świadomości zaświeciła się ostrzegająca lampka, która
mówiła, żeby nie pić za dużo. Cóż, kilka kolejnych łyków skutecznie ją
przyćmiło. Jak na razie alkohol jedynie mnie rozluźniał, powoli traciłem też na
czujności i refleksie. Ale moim oczom nie uszła pięść wycelowana w podbródek
innego mężczyzny. Odsunąłem się nieco, oglądając przez ramię na dwóch pijanych
do spodu żołnierzy o ciekawym konflikcie interesów.
Potrząsnąłem głową w odpowiedzi na
pytanie, a później dłonią przetarłem twarz. W powietrzu unosił się dym z
płonących pochodni, kurz, a z daleka dochodził też zapach jedzenia, choć z
pewnością nie tak wytrawnego, jakie podawano nam w namiocie.
– Sądzę, że przeważająca część z nich
to orszak królewski, ale taki przemarsz ludzi przyciąga też kupców, dziwki,
połykaczy ognia i wiele innych dziwaków z wiosek, które mijają. Książę
najwidoczniej tej wesołej zbieraninie nie zabrania dołączać się do jego ludzi –
pokiwałem głową, wypijając kilka kolejnych łyków. To musiała być przycyzna
tego, że w obozie było tyle ludzi.
Dostrzegłem, że oprócz patroli, które
normalnie partolowały obóz znalazły się tu też umundurowane jednostki nie
należące do wojska. To musiała być prywatna gwardia króla, która pilnowała jego
bezpieczeństwa. Mężczyźnio dziwnie skrojonych mundurach stali prosto, choć
tęsknie patrzyli na zabawę, która roztaczała się wokół nich. Powróciłem
spojrzeniem na centrum placyku, gdzie teraz skumulowało się znacznie więcej
osób. Stanąłem nawet na palcach, zeby widzieć nieco więcej ponad tłumem, ale
oprócz faktu, że wirujące pary zniknęły z parkietu nie dostrzegłem niczego
specjalnego.
Prychnąłem i z rozbawieniem pokręciłem
głową. Rozluźnienie się przychodziło zaskakująco łatwo, podobnie jak rozmowa z
kapłanką. Z niewiadomych mi powodów wszyscy wydawali mi się tu równi. Bez
podziałów, bez odznak i rozkazów, przywilejów i obowiązków byliśmy zbieraniną
dokładnie takich samych ludzi.
– Te kobiety zarabiają ciałem, nic
dziwnego, że dbają o nie bardziej niż wojowniczki. Poza tym ładna twarz
pomaga... – uciąłem, patrząc dziwnie na kapłankę w tym krótkim momencie. Nigdy
wcześniej nie zastanawiałem się, jak do kwestii seksu podchodzi się w świątyni.
Ale wyobrażałem sobie, że raczej sztywno, skoro kapłanki... No... Chyba były
dziewicami? – Z resztą nieważne. Myślę że zaraz zobaczymy, dlaczego te
dziewczyny są ładniejsze od wojowniczek.
Esja ciągle się śmiała, a ten śmiech
był na tyle zaraźliwy, że nie dało się przejść obok niego zupełnie obojętnie.
Uśmiech sam wciskał mi się na usta, chociaż teraz atmosfera na placu
zdecydowanie zaczęła się zmieniać. Zrobiło się nieco ciszej, a mężczyźni raczej
szeptali niż krzyczeli, niepodobnie do tego, co działo się wcześniej.
Kilkunastu z nich, stojących najbliżej, tupało rytmicznie w kamienną posadzkę
placu. Rozejrzałem się, jakbym chciał wyczuć zagrożenie, a mięśnie spięły się.
Miałem ze sobą tylko mały nożyk.
Nic z tego, co działo się na przodzie
nie wymagało jednak interwencji miecza. Zorientowałem się, co się tam działo. I
dlaczego wcześniej obwieszone biżuterią kobiety przepychały się przez tłum. Znów
stanąłem na palcach, żeby nieco lepiej widzieć.
Kobiety inne niż mężate damy oficerów,
twarde wojowniczki i dziwki były czymś niespotykanym dla każdego żołnierza. W
tym mnie. Rzadko mieliśmy kontakt z normalną codziennością, a co za tym idzie z
normalnymi kobietami, którym za seks nie trzeba płacić ani nie ryzykuje się
obrazy majestatu i jakiegoś wkurwionego rycerza. Przełknąłem ślinę. Tłum
zawirował. Nagle wydawało mi się, że stał się zdecydowanie męski.
Na scenie pojawiło się kilka kobiet na
raz. Muzyka, która płynęła z instrumentów została prawie całkiem zagłuszona
przez ryk zadowolenia dobrej setki mężczyzn. Ich ciała wyginały się w tym samym
rytmie, jakby zostały związane magiczną liną, która synchronizowała ich ciała.
Oparłem jedną dłoń na biodrze. Tancerki wprowadzały więcej zamieszania w tłumie
niż kurtyzany i nic w tym dziwnego. Nie sprzedawały swojego ciała na seks, a
wszystko, czego mężczyzna nie może dostać od kobiety jest zazwyczaj też
jedynym, czego chce. Każdy więc liczył na to, że tancerki po występie poczują
się samotne i będą szukały towarzystwa. Widziałem kilkanaście takich występów w
swoim życiu i zazwyczaj te marzenia nie stawały się prawdą.
Ruchy były hipnotyzujące. Patrzenie na
krągłe biodra i pośladki, na których opinał się materiał i które nie były w
oczywisty sposób odsłonięte pobudzał wyobraźnię. Silne uda, zgrabne dłonie,
stopy, długie zadbane włosy falujące w przestrzeni. To wszystko na moment
sprawiło, że zapomniałem w jakim towarzystwie jestem.
– Widzisz coś tam w ogóle? – obniżyłem się
na kolanach, żeby wzrostem móc równać się z Esją. Chyba jednak tłum był zbyt
wysoki. – Może to i lepiej, nie wiem czy to widoki dla kapłanki – dorzuciłem złośliwie,
oglądając się przez ramię na coraz mniej zatłoczoną budkę z piwem. Jeszcze
jedno? Głos rozsądku podpowiadał, że to powinien być juś koniec. Ale tańczące
na scenie kobiety sprawiały, że moje pragnienie rosło. Nie tylko na piwo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz