Kto by pomyślał, że wraz z jednym księciem, w obozie nagromadzi się taka zbieranina różnych osób. Oczywiście dla mnie nie było to niczym złym, wręcz przeciwnie. Miałam okazję poznać więcej, bo mimo wszystko w obozie na co dzień widziałam głównie wojskową rutynę, coś, czego poza tym miejscem nie będę mogła obserwować. Dlatego też odbierałam dzisiejszy wieczór, jak swoistą szansę na naukę, w bardzo miłym otoczeniu. Piwo było pyszne, piłam je pierwszy raz i miałam o to do siebie autentyczny żal. Żeby przeżyć, aż dwadzieścia lat nie skosztowawszy takiego dobrego napoju. Chyba miejscami zapominałam, że to alkohol, pozwalając sobie na całkiem duże, nawet jak na mnie, roztargnienie.
Zdrowy rozsądek musiał być zbyt duży, by wraz ze mną przeciskać się przez gęsty tłum, bo nic nie było w stanie mnie wybić z dobrego humoru. W dodatku sam Nevan był nadzwyczajnie zadowolony, co tylko potęgowało moje rozbawienie i chęć do uśmiechania się do każdego i wszystkiego. Nie zmąciły tego nawet słowa mężczyzny, które przecież w mojej głowie brzmiały tak niepoprawnie. Wiedziałam, że temat nie jest dla mnie, byłam za młoda, byłam kapłanką, a kwestia handlowania własnym ciałem powinnam mnie zażenować, zawstydzić i na dobre uciszyć. Jednakże jak tu czuć zażenowanie, kiedy wypieki miałam na twarzy, jeszcze zanim mężczyzna się odezwał?
- Nie traktuj mnie protekcjonalnie! - bąknęłam, siląc się na powagę, którą i tak zaraz przyćmił chichot. - Sam mówiłeś, że nie jesteś moim ojcem, jestem dorosła i jak będę chciała rozmawiać o dziwkach, to będę o nich rozmawiać - oznajmiłam pewnym siebie głosem, ale na moment tylko, po skończonej wypowiedzi przysunęłam dłoń do ust. "Dziwkach" - nowe słowo w moich ustach. Słowo niemalże zakazane, którego znaczenia jeszcze niedawno musiałam się domyślać, ale nieco już w tym obozie się osłuchałam, by wiedzieć, co ów termin oznacza. Teraz czułam dziwną, mrowiącą mnie w brzuch ekscytację na myśl, że pozwoliłam sobie na wulgaryzm. W końcu uniosłam wzrok na Nevana, który przez cały czas wypatrywał tego, co działo się na scenie. Na moment jednak obniżył się na tyle, aby być na mojej wysokości. Wybuchnęłam krótkim śmiechem, nie mogąc sobie odmówić dumy z pierwszego, wypowiedzianego wulgaryzmu w życiu. Było to dla mnie naprawdę nielada osiągnięciem, a chociaż winnam się go wstydzić, to mój humor jasno świadczył o tym, że nie zamierzam.
- A czymże są widoki dla kapłanki? - odpowiedziałam na jego złośliwość, pusząc się przy tym całkiem mocno. Wszak swoimi "dziwkami" weszłam chyba w grono, które może śmiało spoglądać tam, gdzie chce, prawda? Czułam, że specjalnie rzuca takimi złośliwościami i mając w sobie jakiś przypływ odwagi, tym razem zamierzałam temu sprostać. - Poza tym, wątpię, aby te tancerki miały coś, czego nie widziałam. W przeciwieństwie do was, mężczyzn, ja ubrana podobnie, mogłabym wyglądać niemalże identycznie - odparłam, uznając, że argument ten będzie idealny. Poza tym, jakby chcąc potwierdzić swoje słowa, podtrzymałam się ramienia oficera i stanęłam na samych czubeczkach palców, nie bacząc na dyskomfort. Wtedy też dane było mi coś przez chwilę zobaczyć. Widok rzeczywiście był hipnotyzujący. Przełknęłam ślinę. Przypominał mi nieco pewien obrzęd w świątyni, ale tam czuło się podniosłość, a tutaj, w całym tym otoczeniu po prostu robiło mi się gorąco, w dość przyjemny sposób.
- Zaschło mi w gardle - zwróciłam się do mężczyzny, widząc, że i on spogląda w miejsce, z którego wcześniej braliśmy piwo. - Chodźmy po więcej, a potem popatrzmy na tancerki - nie wiem czy była to propozycja, ale mimo wszystko rozsądek mi mówił, żeby się od niego nie rozdzielać. Poza tym miło było porozmawiać o wszystkim z kimś znajomym. Po chwili zdałam sobie sprawę, że to ja teraz prowadzę go do lady, a jako, że byłam mniejsza, to nie tak łatwo było mi torować przejście dla naszej dwójki. Sama bym się przecisnęła, ale szybko pozwoliłam Nevanowi siebie wyprzedzić, przy czym pewnie uczepiłam się jego peleryny, która ładnie powiewała, nawet w tak ciasnej przestrzeni. - Ja chcę zamówić, ale ty musisz zapłacić... jedyne złoto jakie mam przy sobie, to obroża na szyi, ale choćbym chciała, to nie mogę jej ściągnąć - wyjaśniłam pospiesznie, a kiedy kobieta z obfitym, naprawdę bardzo obfitym biustem spojrzała na nas, położyłam nasze kufle na ladę i uśmiechnęłam się pięknie.
- Dwa jasne, kufle mamy swoje, wiec obejdzie się bez płukania - oznajmiłam, na co barmanka, jeśli można ją tak nazwać, skinęła głową i z uśmiechem nalała trunku. Nevan ponownie rzucił monetą, a ja zaraz, jak tylko dostaliśmy kufle, stuknęłam w jego i pociągnęłam kilka łyków. Miałam naprawdę dobry humor i teraz, nawet jakbym chciała powrócić pamięcią do tych wszystkich okropnych wspomnień z dzisiejszego dnia, to byłoby to najnormalniej niemożliwe.
- Teraz musimy znaleźć takie miejsce, żebym widziała tancerki - wróciłam do planowania tego, co w tej chwili wydawało mi się być najistotniejsze. Nawet już patrzyłam, gdzie można by się przemknąć, aby zyskać na miejscu, tym bardziej, że mężczyźni byli tak zahipnotyzowani, że nie stanowili wcale trudnej do przejścia przeszkody. Wszyscy patrzyli na atrakcję, jakby od tego zależało ich życie. No i właśnie wtedy spojrzałam na Nevana, przechylając lekko głowę. - A raczej, żebyśmy MY widzieli tancerki. W końcu to na mężczyzn mają działaś kobiece wdzięki, nawet w świątyniach o tym uczą, co z kolei czyni to zbiegowisko widokiem, jak najbardziej dla mnie - uśmiechnęłam się sama do siebie, zadowolona z doskonałej w moim mniemaniu argumentacji. Zaraz jednak uśmiechnęłam się znacznie szerzej i tym razem już do Tealvasha. W tej chwili, mogłabym zaryzykować stwierdzeniem, że chciałabym zostać już tutaj na zawsze. W tym tłumie, bawiąc się, pijąc piwo, śmiejąc się w głos. Nic innego nie było mi potrzebne do szczęścia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz