środa, 21 czerwca 2017

LXII



        – O tak – odpowiedziałem od razu, czując na swoim ramieniu nagły niewielki ciężar, kiedy Esja opierała się o nie, żeby móc lepiej widzieć co działo się na scenie. Odchrząknąłem cicho, a ten dźwięk zniknął w gąszczu innych. – Mi też zaschło – przyznałem, uśmiechając się do tego dziwnie. Tak egzotyczne widoki powodowały, że moje ciało wymykało się spod kontroli. Piwo na pewno też do tego się przyczyniało. Tłum falował, wrzał, prawie przelewał się przez mały dziedziniec przed barakami. Wszyscy chcieli lepiej widzieć, a na scenie nawet nie pojawiła się jeszcze gwiazda wieczoru.
        Wtedy też zwróciłem się w stronę Esji, która najwidoczniej ciągle się rozkręcała w tym towarzsytwie. Zaskoczyły mnie jej słowa, których wcześniej na próżno byłoby szukać w jej ustach, pokręciłem lekko głową, zaciskając palce na zimnym, szklanym naczyniu. To z kolei było już zupełnie puste. Jej reakcja na przekleństwo była z kolei zabawna, więc mogłem odpuścić sobie w tym wypadku straszące spojrzenie.
        Jawna prowokacja zadziałała. Skierowałem się na nią w stronę, z której przed chwilą przyszliśmy i zgodziłem się na stawione przez nią warunki. Alkohol powoli sprawiał, że przyjemnie szumiało mi w głowie, a rzeczywistość zakrzywiała się nieco pod to, co chciałbym w niej zobaczyć. Twarze kobiet wyładniały, ich rysy zmieniały się nieco pod wpływem procentów, wyglądały na atrakcyjniejsze niż były w rzeczywistości. Zapłaciłem za piwo, odbierając trunek wręcz z wdzięcznością. Normalnie piwo można było zdobyć w obozie w jednej z dwóch karczm, jedynych drewnianych budynków, jakie tutaj wzniesiono. Zazwyczaj też jednak omijałem to miejsce szerokim łukiem. Nie pijam, kiedy jestem na służbie. Zabawne więc, że robię to teraz.
        To nie był czas na myślenie o konsekwencjach działań. Wprawione w ruch smukłe ciała prawie rozebranych kobiet w ogóle sprawiały, że przestawałem myśleć logicznie. Najwidoczniej te wdzięki, o których wspomniała kapłanka działały tak samo na każdego, niezależnie od historii czy charakteru. Natrua robiła tu swoje.
        – Dla ciebie? Bo co, jesteś tak naprawdę mężczyzną? – zapytałem, po czym uniosłem kufel do ust. Chłodny trunek orzeźwiał podobnie jak lekki wiatr, który wznosił się co jakiś czas. – Czy chcesz na przyszłość wyciągnąć z tego jakąś naukę? Myślę, że o kobiecych wdziękach nikt nie nauczy cię więcej niż kusicielki, na które można patrzeć, ale nie wolno dotykać – dodałem, kiwając głową jakby na potwierdzenie swoich słów. Zaczynałem się robić chyba odrobinę zbyt otwarty i rozluźniony. A tę stronę niekoniecznie chciałem pokazywać.
        Opcje były dwie. Albo znaleźć miejsce gdzieś z tyłu, za tłumem na podwyższeniu i dzięki temu widzieć scenę, ale z daleka. Drugą było przełamanie barier swojej nienaruszalnej przestrzeni prywatnej, bardzo mocno u mnie cenionej i przepchnięcie się na sam przód. To drugie zadanie wydawało mi się wręcz niewykonalne i chyba to było głównym powodem dlaczego się na nie zdecydowałem.
        – Dobra, pij szybko, do dna – uderzyłem szkłem o szkło, głową skiąwszy w stronę, gdzie przedstawienie trwało teraz już w najlepsze. – Mam dla nas miejscówkę, której nikt inny ci nie załatwi – dodałem ze swojego rodzaju dumą.
       A później jak jakiś głupi młodzik, który rozum zostawił w domu przysunąłem kufel do ust, za jednym razem wypijając jego zawartość. Nie od razu poczułęm skutki tego działania. Przez chwilę zastanawiałem się, gdzie podział się racjonalny, rozsądny Nevan, ale później spojrzałem na Esję, która chyba starała mi się dorównać, a był to widok tak śmieszny, że nie mogłem sobie go odpuścić. Mimo tego, że najwidoczniej wcześniej nie piła alkoholu, zadanie wcale nie szło jej źle. Kiedy skończyła klasnąłem kilka razy w dłonie.
        A później odwróciłem się i wszedłem ponownie w tłum, z którego dopiero co przed chwilą się uwolniliśmy. Byłem prawie pewny, że dziewczyna idzie za mną. I miałem nadzieję, że nie zostanie w tyle na więcej niż dwa kroki, bo gęstniejący z każdym krokiem tłum nie był zbyt wyrozumiały. Musiałem kilka razy użyć ciężkiego buta oprawionego mocną skórą, kilka razy łokci i pięści. Mężczyźni wcale nie chcieli się rozstępować, a chociaż część z nich była dwa razy większa ode mnie, to ja byłem zdecydowanie zwinniejszy niż więksość. Torowanie sobie ścieżki do pierwszego rzędu było przedsięwzięciem trudnym, ale równie owocnym. W tym miejscu powietrze było gęste i nieruchome, wręcz lepkie. Ubranie przylegało mi nieprzyjemnie do pleców i karku, kiedy znaleźliśmy się w pierwszym rzędzie, zostawiając za sobą dużo niezadowolonych ludzi. Musiałem mieć tylko nadzieję, że na kapłankę nikt nie podniesie ręki. Ostatnie, co mi zostało to nadzieja, jak ironicznie że dla mnie to uczucie nie miało żadnej wartości.
        Scena była jedynie o kilka dłoni ponad powierzchnią placu. Poplamione piwem, zniszczone drewno trzeszczało cicho pod każdym ruchem, a w tym miejscu lepiej było słychać muzykę. Skoczną, zaskakująco szybką. Zanim jednak Esja pojawiła się obok mnie, trzy tancerki wygięły się w nienaturalnie nieludzkich przechyleniach i zastygły w bezruchu. Ich występ się skończył, nagrodzony głośnym gwizdaniem i brawami.
        – Zdążyliśmy – wyrzuciłem z siebie, starając się złapać oddech.
        W tym miejscu to było trudne, ale przed nami rozciągało się odrobinę przestrzeni, więc dosięgały nas tu od czasu do czasu języki wiatru. Brzmiało to jak żart, bo tancerki schodziły jedna po drugiej ze sceny i znikały na jej tyłach, za postawnie zbudowanymi osiłkami. Ci mężczyźni nie należali do żadnej armii i z pewnością należeli do prywatnej ochrony dziewcząt.
        – To wygląda jak punkt kulminacyjny – wytłumaczyłem jeszcze, zanim zrobiło się całkiem głośno.
        Na stopniach sceny pojawiła się opleciona w zwiewne materiały kobieta. Była wyjątkowo niska, nie mogła mieć więcej niż sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, ale roztaczała wokół siebie władczą aurę seksowności. Westchnąłem cicho. Jej ciało wyglądało jak wyrzeźbione w marmurze, idealne proporcje, włosy zaplecione z wstążkami i kwiatami sięgały aż do samych pośladków. Kiedy je rozpuszczała, musiały niemal dosięgać ziemi.
        Robiła wrażenie także tym, że wcale nie była rozebrana. Jej twarz od była częściowo zasłonięta przez półprzezroczysty materiał. Wszystko, co robiła, każdy gest i każdy element ubrania był wyliczony na to, żeby robić wrażenie. Każda odsłonięta część ciała miała sprawiać konkretną reakcję. I wyglądała jak królowa, choć w nieco wulgarny, prowokujący sposób.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/