–
O tak – odpowiedziałem od razu, czując na swoim ramieniu nagły niewielki
ciężar, kiedy Esja opierała się o nie, żeby móc lepiej widzieć co działo się na
scenie. Odchrząknąłem cicho, a ten dźwięk zniknął w gąszczu innych. – Mi też
zaschło – przyznałem, uśmiechając się do tego dziwnie. Tak egzotyczne widoki
powodowały, że moje ciało wymykało się spod kontroli. Piwo na pewno też do tego
się przyczyniało. Tłum falował, wrzał, prawie przelewał się przez mały
dziedziniec przed barakami. Wszyscy chcieli lepiej widzieć, a na scenie nawet
nie pojawiła się jeszcze gwiazda wieczoru.
Wtedy też zwróciłem się w stronę Esji,
która najwidoczniej ciągle się rozkręcała w tym towarzsytwie. Zaskoczyły mnie
jej słowa, których wcześniej na próżno byłoby szukać w jej ustach, pokręciłem
lekko głową, zaciskając palce na zimnym, szklanym naczyniu. To z kolei było już
zupełnie puste. Jej reakcja na przekleństwo była z kolei zabawna, więc mogłem
odpuścić sobie w tym wypadku straszące spojrzenie.
Jawna prowokacja zadziałała.
Skierowałem się na nią w stronę, z której przed chwilą przyszliśmy i zgodziłem
się na stawione przez nią warunki. Alkohol powoli sprawiał, że przyjemnie
szumiało mi w głowie, a rzeczywistość zakrzywiała się nieco pod to, co
chciałbym w niej zobaczyć. Twarze kobiet wyładniały, ich rysy zmieniały się
nieco pod wpływem procentów, wyglądały na atrakcyjniejsze niż były w
rzeczywistości. Zapłaciłem za piwo, odbierając trunek wręcz z wdzięcznością.
Normalnie piwo można było zdobyć w obozie w jednej z dwóch karczm, jedynych
drewnianych budynków, jakie tutaj wzniesiono. Zazwyczaj też jednak omijałem to
miejsce szerokim łukiem. Nie pijam, kiedy jestem na służbie. Zabawne więc, że
robię to teraz.
To nie był czas na myślenie o
konsekwencjach działań. Wprawione w ruch smukłe ciała prawie rozebranych kobiet
w ogóle sprawiały, że przestawałem myśleć logicznie. Najwidoczniej te wdzięki,
o których wspomniała kapłanka działały tak samo na każdego, niezależnie od
historii czy charakteru. Natrua robiła tu swoje.
– Dla ciebie? Bo co, jesteś tak
naprawdę mężczyzną? – zapytałem, po czym uniosłem kufel do ust. Chłodny trunek
orzeźwiał podobnie jak lekki wiatr, który wznosił się co jakiś czas. – Czy chcesz
na przyszłość wyciągnąć z tego jakąś naukę? Myślę, że o kobiecych wdziękach
nikt nie nauczy cię więcej niż kusicielki, na które można patrzeć, ale nie
wolno dotykać – dodałem, kiwając głową jakby na potwierdzenie swoich słów.
Zaczynałem się robić chyba odrobinę zbyt otwarty i rozluźniony. A tę stronę
niekoniecznie chciałem pokazywać.
Opcje były dwie. Albo znaleźć miejsce
gdzieś z tyłu, za tłumem na podwyższeniu i dzięki temu widzieć scenę, ale z
daleka. Drugą było przełamanie barier swojej nienaruszalnej przestrzeni
prywatnej, bardzo mocno u mnie cenionej i przepchnięcie się na sam przód. To drugie
zadanie wydawało mi się wręcz niewykonalne i chyba to było głównym powodem
dlaczego się na nie zdecydowałem.
– Dobra, pij szybko, do dna – uderzyłem
szkłem o szkło, głową skiąwszy w stronę, gdzie przedstawienie trwało teraz już
w najlepsze. – Mam dla nas miejscówkę, której nikt inny ci nie załatwi –
dodałem ze swojego rodzaju dumą.
A później jak jakiś głupi młodzik, który
rozum zostawił w domu przysunąłem kufel do ust, za jednym razem wypijając jego
zawartość. Nie od razu poczułęm skutki tego działania. Przez chwilę
zastanawiałem się, gdzie podział się racjonalny, rozsądny Nevan, ale później
spojrzałem na Esję, która chyba starała mi się dorównać, a był to widok tak śmieszny,
że nie mogłem sobie go odpuścić. Mimo tego, że najwidoczniej wcześniej nie piła
alkoholu, zadanie wcale nie szło jej źle. Kiedy skończyła klasnąłem kilka razy
w dłonie.
A później odwróciłem się i wszedłem
ponownie w tłum, z którego dopiero co przed chwilą się uwolniliśmy. Byłem
prawie pewny, że dziewczyna idzie za mną. I miałem nadzieję, że nie zostanie w
tyle na więcej niż dwa kroki, bo gęstniejący z każdym krokiem tłum nie był zbyt
wyrozumiały. Musiałem kilka razy użyć ciężkiego buta oprawionego mocną skórą,
kilka razy łokci i pięści. Mężczyźni wcale nie chcieli się rozstępować, a
chociaż część z nich była dwa razy większa ode mnie, to ja byłem zdecydowanie
zwinniejszy niż więksość. Torowanie sobie ścieżki do pierwszego rzędu było
przedsięwzięciem trudnym, ale równie owocnym. W tym miejscu powietrze było
gęste i nieruchome, wręcz lepkie. Ubranie przylegało mi nieprzyjemnie do pleców
i karku, kiedy znaleźliśmy się w pierwszym rzędzie, zostawiając za sobą dużo
niezadowolonych ludzi. Musiałem mieć tylko nadzieję, że na kapłankę nikt nie
podniesie ręki. Ostatnie, co mi zostało to nadzieja, jak ironicznie że dla mnie
to uczucie nie miało żadnej wartości.
Scena była jedynie o kilka dłoni ponad
powierzchnią placu. Poplamione piwem, zniszczone drewno trzeszczało cicho pod
każdym ruchem, a w tym miejscu lepiej było słychać muzykę. Skoczną, zaskakująco
szybką. Zanim jednak Esja pojawiła się obok mnie, trzy tancerki wygięły się w
nienaturalnie nieludzkich przechyleniach i zastygły w bezruchu. Ich występ się
skończył, nagrodzony głośnym gwizdaniem i brawami.
– Zdążyliśmy – wyrzuciłem z siebie,
starając się złapać oddech.
W tym miejscu to było trudne, ale przed
nami rozciągało się odrobinę przestrzeni, więc dosięgały nas tu od czasu do
czasu języki wiatru. Brzmiało to jak żart, bo tancerki schodziły jedna po
drugiej ze sceny i znikały na jej tyłach, za postawnie zbudowanymi osiłkami. Ci
mężczyźni nie należali do żadnej armii i z pewnością należeli do prywatnej
ochrony dziewcząt.
– To wygląda jak punkt kulminacyjny –
wytłumaczyłem jeszcze, zanim zrobiło się całkiem głośno.
Na stopniach sceny pojawiła się
opleciona w zwiewne materiały kobieta. Była wyjątkowo niska, nie mogła mieć
więcej niż sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, ale roztaczała wokół siebie
władczą aurę seksowności. Westchnąłem cicho. Jej ciało wyglądało jak
wyrzeźbione w marmurze, idealne proporcje, włosy zaplecione z wstążkami i
kwiatami sięgały aż do samych pośladków. Kiedy je rozpuszczała, musiały niemal
dosięgać ziemi.
Robiła wrażenie także tym, że wcale nie
była rozebrana. Jej twarz od była częściowo zasłonięta przez półprzezroczysty
materiał. Wszystko, co robiła, każdy gest i każdy element ubrania był wyliczony
na to, żeby robić wrażenie. Każda odsłonięta część ciała miała sprawiać
konkretną reakcję. I wyglądała jak królowa, choć w nieco wulgarny, prowokujący
sposób.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz