środa, 21 czerwca 2017

LXIII




     Prychnęłam cicho, w odpowiedzi na słowa oficera. Uznałam, że jak dobry nie byłby mój argument, to on i tak będzie w stanie obrócić go na sposób, jakiego nie miałam na celu uzyskać. Nie mniej jednak nie dołowało mnie to szczególnie, w zasadzie to w ogóle nie mąciło mojego dobrego humoru. Widział więcej świata, niż ja mogę w ogóle zobaczyć, lepiej się od niego uczyć, niż stawać z nim w szranki.
     Uniosłam nieco brwi, kiedy tak nagle zmienił temat i nie myśląc wiele o tym, co dokładnie robię, przybliżyłam kufel do ust. Po pierwszych pięciu łykach chciałam zrobić sobie przerwę, ale widząc, że Nevan jej nie robi, poczułam, że i ja nie mam zamiaru wypadać gorzej. Chciałam jakoś zaistnieć tego dnia, w roli innej, niż słabej, niewinnej kapłanki. Może to śmieszne, ale kwestie picia piwa traktowałam bardzo poważnie, wręcz osobiście. Nawet jeśli po wszystkim zakręciło mi się w głowie i w pierwszej chwili nie wiedziałam kim jestem i jak się tutaj znalazłam, to byłam z siebie dumna. Podołałam! To się liczyło i to wspomnienie właśnie pozostanie odciśnięte w mojej pamięci.
     Nie zdążyłam nawet dojść do siebie, a Tealvash już gdzieś zniknął. Nie zamierzałam go gubić, więc z sercem na dłoni rzuciłam się w tłum mężczyzn większych ode mnie, a nawet niekiedy od samego oficera. Raz ktoś się zamachnął, ale chyba na nikogo konkretnego. Innym razem poczułam, jak ktoś mnie łapie, na moment spanikowałam, ale był to chwyt tak niepewny, że lekkie szarpnięcie mnie uwolniło. Innym razem usłyszałam gwizd, znów czyjeś ramie prawie mnie uderzyło. Schyliłam się i wypadłam zaraz obok Nevana, którego widok w sekundzie mnie uspokoił, przywracając dobry humor.
     - Zdążyliśmy na co? - zapytałam, nie ukrywając zadyszki. Oddychałam ciężko, ale zaraz skupiłam całą swoją uwagę, szczególnie w chwili, w której oficer powiedział coś o punkcie kulminacyjnym. Serce mi biło, jak szalone, ale nasza walka w tłumie nie mogła być tego przyczyną. Może miał w tym nieco udziału alkohol, ale w tej chwili, cała moja głowa zajęta była myśleniem o nieznajomej kobiecie. Pierwszy raz widziałam coś takiego i w tej chwili sama czułam, że nie jest to widok dla mnie. Może właśnie ta świadomość tego, że nie powinno mnie tu być, nie powinnam z tłumem mężczyzn jej oglądać, sprawiała, że czułam się jeszcze bardziej oczarowana. Miałam dreszcze, nogi lekko mi się trzęsły, a wzrok ani na sekundę nie zbaczał z tancerki. Erotyzm. To musiało być to. Uczucie mistyczne, o którym niewiele wiedziałam, a teraz czułam, że jednym tym widokiem odbijam sobie dwadzieścia lat życia w niewiedzy. Lekcja tak wyrazista, intensywna, że mimo, iż stwierdzenie to było podłe i grzeszne, miałam świadomość, że zwierzchnicy z mej świątyni przewracają się w grobach.
     Powinnam się otrząsnąć. Przeprosić, wrócić do kwatery. Powinnam, ale wiedziałam, że nic z tego nie zrobię. Czułam, jak mimowolnie zaciskam pięści i w jednej chwili dotarło do mnie, jakim jestem dzieckiem. Patrząc na falujące ciało drobnej kobiety napłynęły mi łzy do oczu. Cóż za żałosna i nieoczekiwana reakcja. Była magiczna, to jak zaklinała tych mężczyzn było niesamowite. Panowała nad nimi, podczas gdy nam, od dziecka tłumaczono, że mamy być uległe, posłuszne, grzeczne dla naszego przyszłego męża. Ja jednak zazdrościłam nieznajomej tancerce tego, że nikt nie karmił jej takimi bredniami. Miała siłę, używała jej i robiła to w sposób, który bez wątpienia zasługiwał na miano sztuki.
     Nie wiem, ile trwał jej występ, nie wiem nawet, czy Tealvash zwracał się do mnie w tym czasie. Byłam zbyt przejęta widokiem, zawstydzającym, nieodpowiednim, miejscami mocno wulgarnym. Dobrze, że z przodu dosięgały nas smagania wiatru, bo zrobiło się naprawdę gorąco. Kiedy zaś taniec dobiegł końca, potrzebowałam chwili, aby dojść do siebie.
     - Chciałabym tak tańczyć - powiedziałam, nie bardzo panując nad swoimi słowami, jednak wyrzuciłam to z siebie na tyle głośno, że nie mogłam liczyć na to, iż mój towarzysz nie usłyszy. Mimo to zamiast skrępowania, widok jego twarzy przywrócił mi ten śmieszny stan, w którym słowa wyprzedzają myśli, a myśli to zbieranina samych głupot. Jakże przyjemnie było trwać w takim zawieszeniu.
     Stanie prosto nie było wcale takie łatwe, a ciągłe wybuchy śmiechu opuszczały moje usta raz, za razem. Nawet spojrzenie Nevane, chociaż krwiste, jak zawsze, teraz nie było już takie groźne. Cała jego twarz wydawała się łagodniejsza, porównałabym ją do czegoś... znacznie bardziej miękkiego, niż zwykle. To porównanie, chociaż nie opuściło moich ust, rozbawiło mnie na tyle, bym znów zaczęła chichotać.
     - Dziękuję! - zawołałam głośno, przekrzykując tłum. - Nigdy czegoś takiego nie widziałam!
     - Pokażcie cycki, pierdolone cnotki!!! - ktoś obok nas widocznie ledwo trzymał się na nogach, bo słowa z trudem zlewały się w logiczną całość. Odruchowo odsunęłam się nieco, czując z tyłu głowy, że tak należało zrobić. Chyba zobaczył mój wzrok, bo przystanął na moment w swojej wędrówce donikąd. - A ty co? Kolejna zabudowana, jak jaki zakonnik! Psia mać! - splunął na jakiegoś jeszcze innego jegomościa, znajdującego się obok i zniknął w tłumie. Ja natomiast stałam przez moment jak wryta, pierwszy raz bowiem ktoś się do mnie zwrócił w podobny sposób. Nie wiedząc, jak zareagować, zareagowałam tak, jak podpowiadał mi spożyty alkohol - zaśmiałam się.
     - Myślisz, że wziął mnie za...? - miałam dokończyć, bo autentycznie chciałam ponownie użyć przekleństwa, które wcześniej tak podobało mi się w moich ustach. Jednakże tym razem, napotkawszy spojrzenie Tealvasha straciłam odrobinę na pewności siebie. W tym jednym zdaniu. Odchrząknęłam, starając się nie tracić pozytywnego wyrazu twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/