Sądziłam, że wyrzucam z siebie słowa tak po prostu, nieszczególnie dbając o to, co pomyśli o nich Tealvash, a raczej mając świadomość, że nie przejmie się nimi zbytnio. A jednak myliłam się i na jego reakcję nie musiałam długo czekać. Otworzyłam szerzej oczy, kiedy odepchnął się od balustrady i niczym niepohamowany zaczął wylewać z siebie słowa, z których każde zadziwiało mnie bardziej od poprzedniego. Czy ja powiedziałam, że czegoś potrzebuję? Nie zrozumiałam w pierwszej chwili, ale w miarę słuchania wszystko stawało się jasne. "Najpierw" - czy to było słowem kluczem? Czy mam się spodziewać, że w tej chwili ten niesamowicie groźny oficer, zdecydował mi się pomóc? Tak po prostu? Nawet nie proszony. Naprawdę dobrą chwilę to do mnie nie docierało, kiedy tak starałam się zanotować w głowie każde słowo mężczyzny.
Przekrzywiłam nieco głowę, podobnie, jak i on to zrobił. O jakich drzwiach mówił? W tej chwili wiedziałam chyba jeszcze mniej, niż zwykle. Ale zainteresował mnie. Było jeszcze coś... fascynacja. bez wątpienia, upajałam się jego pomysłami, bo o to ktoś, kogo jeszcze chwilę temu osądzałam o brak istnienia znalazł się przede mną i był gotowy ofiarować mi jakiekolwiek nauki nie mające na celu uczynić ze nie materiału na idealną żoną. To miało być dla mnie, a przynajmniej tak to rozumiałam. W dodatku tym nauczycielem miał być nikt inny, jak Nevan Tealvash, to chyba z tego wszytko było najbardziej szokujące.
Minął mnie w taki sposób, że nie wiedziałam do końca, czy powinnam za nim iść, czy nie. Mimo to moje nogi same ruszyły z miejsca, a kierowane do mnie słowa potwierdziły, że dobrze zrobiłam. Może nawet zawstydził mnie tymi słowami o głębokości kieszeni. Nie oszukujmy się, nie miałam rodziny, nie miałam nawet drugiej szaty na zmianę i przyznaję, że trochę głupio byłoby mi korzystać z jego pieniędzy. Nawet jeśli płacił za piwo, to było to inną sytuacją. Tylko, że po co pieniądze do nauki? Nie rozumiałam, ale nie było kiedy zapytać, bo miałam krótsze nogi od niego i prawie truchtałam, zamiast spokojnie spacerować.
- A jak ma wyglądać? - wymsknęło mi się. I tak nie miałam innych ubrań, poza tym chyba nie wyglądało źle? Co moje ciało ma do rzeczy? W głowie mi się kręciło od natłoku informacji, z których każda była coraz mniej zrozumiała. Jasne było dla mnie tylko to, że nauki Nevana niczym nie będą przypominać tych, jakie miały miejsce w świątyni. Czułam więc zarazem strach, jak i ekscytację. Bałam się głównie tego, że nie podołam, ale nie zamierzałam zapeszać, chciałam poznawać, zawsze chciałam więcej, dalej, wyżej. Dlaczego teraz, kiedy nadarzała się okazja miałabym z tego sama rezygnować? Sam rzucił mi propozycję. W zasadzie... nie pytał mnie o zdanie, może to nawet nie była propozycja, co podjęcie decyzji. Mimo to pozwoliłam mu na to, nie przejmując się tym szczególnie.
Nie wiedziałam nawet gdzie mnie bierze, a widok dwóch, pływających niemalże w swoich wymiocinach żołnierzy nieco mnie zniesmaczył. Byli dość szeroko rozłożeni, ale Nevan mimo upojenia alkoholowego był na tyle trzeźwy, aby pamiętać o mnie, jak i o delikatnych bucikach, jakie w przeciwieństwie do niego nosiłam.
Mimo całej nieufności dotarliśmy na miejsce, a tak przynajmniej to wyglądało. Tylko, że nie wiedziałam do końca co my właściwie tutaj robimy. Rozpoznałam strażników, jakich widziałąm już podczas występu tancerek, ale nim zapytałam o cokolwiek swojego opiekuna, ten już ruszył prosto do dwóch dryblasów. Powstrzymałam jakiś głupi uśmiech, który sunął mi się na usta, czując, że w brzuchu rodzi się też niepokój. To co działo się na moich oczach. Byłam w szoku i widziałam, że Nevan gra, znów był przerażający, ale nie tak bardzo, jak wtedy, gdy naprawdę jest zły. Teraz było to udawane, a świadczyło o tym chociażby to, że nie trzęsły mi się nogi. To całe aktorstwo było na swój sposób zabawny, ale miałam tyle oleju w głowie, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
Wraz z mijającym czasem, więcej stawało się jasne. To była jakaś lekcja? Nie chciałam wypaść źle, naprawdę nie chciałam, żeby się rozmyślił, nie teraz, kiedy dał mi szansę. Poza tym alkohol dodawał pewności siebie. Byłam gotowa na tę zabawę, nie chciałam wcale zostawać w tyle, nawet jeśli na trzeźwo już dawno przepraszałabym tych mężczyzn za zamieszanie. teraz nawet widok zdenerwowanej tancerki mnie nie przestraszył. Uniosłam głowę wyżej, chcąc też poczuć władzę, tak jak ona na swoim występie.
- Dobry wieczór - przywitałam ją, ignorując jej pytanie. - Me imię Esja, jestem kapłanką świątyni Arethora. Domyślam się, że wiesz, cóż to oznacza - uśmiechnęłam się delikatnie, wymownie. Nie wiedziałam nawet, że sprawi mi to taką przyjemność. Nieco zelżała na złości, kiwnęła głową, potwierdzając, że rozumie.
- Czymże zasłużyliśmy sobie na zaszczyt twych odwiedzin, najświętsza? - zapytała, nie rezygnując przy tym z zerkania na Nevana. Widziałam, że jest kobietą inteligentną, a może po prostu mądrą na tyle, by rozmowa z nią była łatwiejsza, niż z osiłkami.
- Widziałam wasz występ, był wspaniały. Bardzo chciałam poznać tak utalentowaną kobietę, musisz mnie pani zrozumieć, w obozie otaczają mnie głównie mężczyźni - wyjaśniłam, stojąc przy tym prosto. Chyba zaskoczyły ją moje słowa.
- Nie sądziłam, że od kapłanki usłyszymy słowa uznania.
- Ja natomiast nie sądziłam, że nie wpuścicie służebnicy boskiej do środka. Mój opiekun, oficer Tealvash próbował nas zapowiedzieć waszej ochronie, ale nie dało im się przemówić do rozsądku - powiedziałam, akcentując co ważniejsze słowa. Kobieta zaraz zrobiła większe oczy i pokiwała ponownie głową.
- Pragnij nam wybaczyć, nieczęsto miewamy tak znamienitych gości, jak kapłanki, bądź oficerzy - wyjaśniła, ale co ważniejsze odsunęła kotarę i zaraz byliśmy w środku. Atmosfera była... ciekawa. Jakby namawiała do odprężenia się, natomiast światło, za sprawą wielu kotar było czerwonawe,, może nieco przytłaczające. Nie mogłam odmówić sobie obejrzenia wszystkiego dookoła. Kobieta zatrzymała spojrzenie na odznaczeniach Tealvasha. Zauważyłam to i nie powstrzymałam delikatnego uśmiechu. - Ty również, panie. Ta para durni nie rozróżni dostojnika, od byle ochlajtusa - zaśmiała się dźwięcznie, aktorsko przyciągając dłoń do ust i wypychając biodro na bok. Patrzyłam na to z niemałym zainteresowaniem. Czy było jej tak wygodniej? Szczerze w to wątpiłam. - Tak, czy inaczej... jak mogę pomóc tak znamienitym gościom? - zapytałam wprost i to nieco zbiło mnie z tropu. Sama nie wiedziałam, co tak właściwie tutaj robimy. Byłam pijana, nie miałam czasu na myślenie. Dostrzegłam lutnię w rogu pomieszczenia. Podeszłam, dotknęłam instrumentu.
- Grywasz pani? - zapytała grzecznie tancerka.
- Głównie na harfie, ale lutnia również nie jest mi obca - odpowiedziałam, nie spoglądając na nią przez moment. Dopiero po chwili odwróciłam się i klasnęłam w dłonie, patrząc znacząco na Nevana.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz