Sam
miałem ochotę się zaśmiać, kiedy zrozumiałem, że pierwsza część mojego niespodziewanego
planu zadziałała. Nie rozważałem nawet, dlaczego to robię. Może traktowałem to
jako rozrywkę i oderwanie się od tej codzienności, która mnie otaczała. Poza
tym ten wieczór był poza jakąkolwiek klasyfikacją i mogliśmy robić to, co tylko
nam się podobało, nie będąc za to osądzani. Tak teraz się czułem. Zadarłem więc
lekko głowę do góry, słysząc krótką wymianę zdań, poprawiłem rękawice, które
ciągle miałem na dłoniach, a płaszcz załopotał na wietrze, kiedy mijałem
ochroniarzy.
Wewnątrz było mniej miejsca niż w
jakimkolwiek innym wojskowym namiocie, ale to dało mi do zrozumienia, że
przestrzeń podzielona jest z pewnością na kilka różnych stref, może nawet
pokojów. Powiodłem spojrzeniem po wszystkim, nie mogąc pozbawić się tego
odruchu. Wszystko wyglądało jednak na w miarę bezpieczne, przez co pozwoliłem
sobie na wyluzowanie spiętych mięśni. Atmosfera, jak i sama obecność tancerki z
pewnością temu sprzyjały.
Kobieta nie była jak wszystkie te,
które spotyka się w obozie i to nie tylko przez wzgląd na swoją urodę. Teraz
miała na sobie nieco skromniejsze ubrania, ale nadal prezentowała się
wyśmienicie. Przez chwilę wlepiałem w nią spojrzenie, ale kiedy sama to
dostrzegła, uznałem ten gest za niestosowny. Ona zaś musiała być do tego
przyzwyczajona, bo nie skomentowała tego ani słowem. W zamian za to zaczęły
padać pytania. A trudniejsza część moich zamiarów właśnie się zaczęła.
Przekonanie dwójki opryszków było w porównaniu z tym zapewne dziecinną zabawą.
Poprowadzono nas nieco w głąb namiotu,
pomiędzy zawieszonymi tu i ówdzie kotarami. Do moich uszu dotarł delikatny
kobiecy śpiew, czysty w tonie. Odwróciłem się energicznie, ale nikt za mną nie
stał. W namiocie znajdowało się więcej kobiet, pewnie wszystkie tancerki, które
wcześniej występowały na scenie.
Znów skupiłem uwagę na tancerce.
Cholera, jej spojrzenie i wystudiowane gesty naprawdę potrafiły kurwesko
odwracać uwagę, zwłaszcza w takim stanie jak mój obecny. Zachowaj zimną krew.
Jesteśmy tu w interesach.
– Znam takich ludzi, pani, aż za dobrze
– odpowiedziałem, sztywno przy tym skinąwszy głową. – Jesteśmy w wojsku, co
drugi żołnierz nie wie, komu w rzeczywistości służy, zwłaszcza w taką noc, jak
ta – dodałem, przechodząc z nogi na nogę. I odrywając spojrzenie od tancerki. –
Usiądźmy, wszystko wytłumaczę.
Kobieta poprowadziła nas w głąb pomieszczenia,
które jak podejrzewałem wcześniej było podzielone na mniejsze pokoje. Wszyscy
mogli usłyszeć naszą rozmowę, ale najprawdopodobniej o to chodziło. W ten
sposób każda z tych dziewczyn była w pewnym stopniu bezpieczna. Odsłoniła
kotarę, za którą znajdował się mały pokoik, obwieszony biżuterią, kolorowymi
wstęgami i oświetlony przyciemnionym światłem. Znajdowało się tu też pokaźnych
rozmiarów lustro. Drobiazgi wyposażenia ginęły w głębokich cieniach.
– Pani… – zacząłem, wcale nie siadając,
kiedy nadarzyła się taka możliwość. – Jak właściwie się można do was zwracać?
–
Ach, gdzie moja uprzejmość? Mówcie mi, proszę, Freya. Usiądź, najświętsza… Choć
wolałabym wiedzieć, jak można do ciebie mówić poza oficjalnym kręgiem –
zmrużyła lekko oczy, spoglądając na kapłankę.
W tym samym momencie ktoś wbiegł do
pokoju, odrzucając w powietrze kotarę i sprawiając, że czerwony materiał
zafalował w powietrzu. Zasłonił mi widok i dopiero po chwili zobaczyłem osobę,
która nam przeszkodziła. To była dziewczyna. Wyglądała na młodszą nawet d Esji.
Co do cholery robiło tu takie dziecko? Freya w przeciwności do mnie wcale nie
wyglądała na zaskoczoną. Uniosła wymalowane perfekcyjnie brwi. Dopiero teraz
zauważyłem, że ona sama byłą zdecydowanie młodsza ode mnie. Może źle oceniłem
jej wiek pod względem występu, w którym prezentowała się z pewnością dojrzale.
Ale nie potrafiłem ocenić poprawnie jej wieku.
– Upss… Ma pani gości! – pisnęła dziewczyna
o rudych, falowanych włosach. – Będę przeszkadzać? Mogę zostać?
–
Wracaj do siebie, nie teraz – ucięła tancerka.
– Ale, ale…
– Nie teraz, dziecko.
Ton jej głosu był ostry, potrafiła być
więc zdeterminowana i być może łatwo wpadała w złość. Ale wydawało mi się, że w
jej oczach dostrzegłem cień troski, ciepłego uczucia. Rudowłosa teatralnie i
przesadnie brzydko skłoniła się w naszą stronę, a później, celowo głośno
stąpając po podłodze, odeszła gdzieś. Kiedy kroki ucichły, Freya znów
skierowała spojrzenie na Esję.
Dopiero kiedy ta się przedstawiła,
poczułem, że to jest moment, żeby mówić i stawiać wymagania. Później przyjdzie
moment, żeby za nie płacić.
– Kapłanka musi nauczyć się paru
rzeczy, a w świątyni od pewnych tematów nie mieli nauczycieli. Zapłacę ci za
stosowne nauki, jeśli przyjmiesz propozycję – z zadziwiającą łatwością
przeszedłem na zwykłe „ty” w stosunku do kobiety. Przyglądała mi się z
niewzruszonym wyrazem twarzy. – To nie żart ani pułapka, nie przysłał nas tu
żaden organ władzy. To raczej… Bardzo prywatna wizyta, którą lepiej utrzymywać
w tajemnicy, w korzyści dla obu stron.
– Domyśliłam się – jej głos był
chłodny. – Ale to, co jest korzyścią dla mnie niekoniecznie leży w waszym
interesie. I na odwrót, rzecz jasna – mówiła rzeczowo, odrzuciła zalotną maskę
tancerki zapewne kiedy się zdecydowała, że ta nie będzie grała tutaj już więcej
roli.
– Spójrz na to jak na okazję. Ile razy
w życiu miałaś szansę uczyć kapłankę? To dziecko, które przed chwilą tutaj
wpadło nie jest tak doskonałym materiałem. Najprawdopodobniej córka wieśniaka,
nieokrzesana, o nieregularnych rysach twarzy, pracowała na roli – rzuciłem,
przechodząc na drugą stronę małego pokoju. Zmrużyłem lekko oczy, całe
rozbawienie zniknęło też z mojej twarzy. – Esja potrzebuje ciebie, a ty jej.
Jak więc będzie?
– Nie ma mowy.
Zacisnąłem usta, mocno zagryzając przy
tym zęby. Nienawidziłem, kiedy ktoś mi odmawiał, a zwłaszcza jeśli był to ktoś
o tak niskiej pozycji, że nawet nie miałem czym otwarcie zagrozić. Założyłem
dłonie na klatce piersiowej i przystanąłem w rogu pokoju. Po jednej ze stron
umieszczony był pewnie podobne pomieszczenie, w którym znajdywały się inne
tancerki.
Uśmiechnąłem się, powoli, złowieszczo.
Choć nie było mi do śmiechu, to taką opcję też przecież przewidziałem. Nie
zakładałem, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
– W takim razie nasza sprawa tutaj jest
załatwiona. Możemy wychodzić, Esjo – rzuciłem do kapłanki, chociaż moje chłodne
spojrzenie zostało zawieszone na Freyi. Uśmiech nie dosięgnął moich oczu, które
pozostały groźne, wręcz złowrogie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz