piątek, 23 czerwca 2017

LXVIII



        Sam miałem ochotę się zaśmiać, kiedy zrozumiałem, że pierwsza część mojego niespodziewanego planu zadziałała. Nie rozważałem nawet, dlaczego to robię. Może traktowałem to jako rozrywkę i oderwanie się od tej codzienności, która mnie otaczała. Poza tym ten wieczór był poza jakąkolwiek klasyfikacją i mogliśmy robić to, co tylko nam się podobało, nie będąc za to osądzani. Tak teraz się czułem. Zadarłem więc lekko głowę do góry, słysząc krótką wymianę zdań, poprawiłem rękawice, które ciągle miałem na dłoniach, a płaszcz załopotał na wietrze, kiedy mijałem ochroniarzy.
        Wewnątrz było mniej miejsca niż w jakimkolwiek innym wojskowym namiocie, ale to dało mi do zrozumienia, że przestrzeń podzielona jest z pewnością na kilka różnych stref, może nawet pokojów. Powiodłem spojrzeniem po wszystkim, nie mogąc pozbawić się tego odruchu. Wszystko wyglądało jednak na w miarę bezpieczne, przez co pozwoliłem sobie na wyluzowanie spiętych mięśni. Atmosfera, jak i sama obecność tancerki z pewnością temu sprzyjały.
        Kobieta nie była jak wszystkie te, które spotyka się w obozie i to nie tylko przez wzgląd na swoją urodę. Teraz miała na sobie nieco skromniejsze ubrania, ale nadal prezentowała się wyśmienicie. Przez chwilę wlepiałem w nią spojrzenie, ale kiedy sama to dostrzegła, uznałem ten gest za niestosowny. Ona zaś musiała być do tego przyzwyczajona, bo nie skomentowała tego ani słowem. W zamian za to zaczęły padać pytania. A trudniejsza część moich zamiarów właśnie się zaczęła. Przekonanie dwójki opryszków było w porównaniu z tym zapewne dziecinną zabawą.
        Poprowadzono nas nieco w głąb namiotu, pomiędzy zawieszonymi tu i ówdzie kotarami. Do moich uszu dotarł delikatny kobiecy śpiew, czysty w tonie. Odwróciłem się energicznie, ale nikt za mną nie stał. W namiocie znajdowało się więcej kobiet, pewnie wszystkie tancerki, które wcześniej występowały na scenie.
        Znów skupiłem uwagę na tancerce. Cholera, jej spojrzenie i wystudiowane gesty naprawdę potrafiły kurwesko odwracać uwagę, zwłaszcza w takim stanie jak mój obecny. Zachowaj zimną krew. Jesteśmy tu w interesach.
        – Znam takich ludzi, pani, aż za dobrze – odpowiedziałem, sztywno przy tym skinąwszy głową. – Jesteśmy w wojsku, co drugi żołnierz nie wie, komu w rzeczywistości służy, zwłaszcza w taką noc, jak ta – dodałem, przechodząc z nogi na nogę. I odrywając spojrzenie od tancerki. – Usiądźmy, wszystko wytłumaczę.
        Kobieta poprowadziła nas w głąb pomieszczenia, które jak podejrzewałem wcześniej było podzielone na mniejsze pokoje. Wszyscy mogli usłyszeć naszą rozmowę, ale najprawdopodobniej o to chodziło. W ten sposób każda z tych dziewczyn była w pewnym stopniu bezpieczna. Odsłoniła kotarę, za którą znajdował się mały pokoik, obwieszony biżuterią, kolorowymi wstęgami i oświetlony przyciemnionym światłem. Znajdowało się tu też pokaźnych rozmiarów lustro. Drobiazgi wyposażenia ginęły w głębokich cieniach.
        – Pani… – zacząłem, wcale nie siadając, kiedy nadarzyła się taka możliwość. – Jak właściwie się można do was zwracać?
       – Ach, gdzie moja uprzejmość? Mówcie mi, proszę, Freya. Usiądź, najświętsza… Choć wolałabym wiedzieć, jak można do ciebie mówić poza oficjalnym kręgiem – zmrużyła lekko oczy, spoglądając na kapłankę.
        W tym samym momencie ktoś wbiegł do pokoju, odrzucając w powietrze kotarę i sprawiając, że czerwony materiał zafalował w powietrzu. Zasłonił mi widok i dopiero po chwili zobaczyłem osobę, która nam przeszkodziła. To była dziewczyna. Wyglądała na młodszą nawet d Esji. Co do cholery robiło tu takie dziecko? Freya w przeciwności do mnie wcale nie wyglądała na zaskoczoną. Uniosła wymalowane perfekcyjnie brwi. Dopiero teraz zauważyłem, że ona sama byłą zdecydowanie młodsza ode mnie. Może źle oceniłem jej wiek pod względem występu, w którym prezentowała się z pewnością dojrzale. Ale nie potrafiłem ocenić poprawnie jej wieku.
        – Upss… Ma pani gości! – pisnęła dziewczyna o rudych, falowanych włosach. – Będę przeszkadzać? Mogę zostać?
        – Wracaj do siebie, nie teraz – ucięła tancerka.
        – Ale, ale…
        – Nie teraz, dziecko.
        Ton jej głosu był ostry, potrafiła być więc zdeterminowana i być może łatwo wpadała w złość. Ale wydawało mi się, że w jej oczach dostrzegłem cień troski, ciepłego uczucia. Rudowłosa teatralnie i przesadnie brzydko skłoniła się w naszą stronę, a później, celowo głośno stąpając po podłodze, odeszła gdzieś. Kiedy kroki ucichły, Freya znów skierowała spojrzenie na Esję.
        Dopiero kiedy ta się przedstawiła, poczułem, że to jest moment, żeby mówić i stawiać wymagania. Później przyjdzie moment, żeby za nie płacić.
        – Kapłanka musi nauczyć się paru rzeczy, a w świątyni od pewnych tematów nie mieli nauczycieli. Zapłacę ci za stosowne nauki, jeśli przyjmiesz propozycję – z zadziwiającą łatwością przeszedłem na zwykłe „ty” w stosunku do kobiety. Przyglądała mi się z niewzruszonym wyrazem twarzy. – To nie żart ani pułapka, nie przysłał nas tu żaden organ władzy. To raczej… Bardzo prywatna wizyta, którą lepiej utrzymywać w tajemnicy, w korzyści dla obu stron.
        – Domyśliłam się – jej głos był chłodny. – Ale to, co jest korzyścią dla mnie niekoniecznie leży w waszym interesie. I na odwrót, rzecz jasna – mówiła rzeczowo, odrzuciła zalotną maskę tancerki zapewne kiedy się zdecydowała, że ta nie będzie grała tutaj już więcej roli.
        – Spójrz na to jak na okazję. Ile razy w życiu miałaś szansę uczyć kapłankę? To dziecko, które przed chwilą tutaj wpadło nie jest tak doskonałym materiałem. Najprawdopodobniej córka wieśniaka, nieokrzesana, o nieregularnych rysach twarzy, pracowała na roli – rzuciłem, przechodząc na drugą stronę małego pokoju. Zmrużyłem lekko oczy, całe rozbawienie zniknęło też z mojej twarzy. – Esja potrzebuje ciebie, a ty jej. Jak więc będzie?
        – Nie ma mowy.
        Zacisnąłem usta, mocno zagryzając przy tym zęby. Nienawidziłem, kiedy ktoś mi odmawiał, a zwłaszcza jeśli był to ktoś o tak niskiej pozycji, że nawet nie miałem czym otwarcie zagrozić. Założyłem dłonie na klatce piersiowej i przystanąłem w rogu pokoju. Po jednej ze stron umieszczony był pewnie podobne pomieszczenie, w którym znajdywały się inne tancerki.
        Uśmiechnąłem się, powoli, złowieszczo. Choć nie było mi do śmiechu, to taką opcję też przecież przewidziałem. Nie zakładałem, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
        – W takim razie nasza sprawa tutaj jest załatwiona. Możemy wychodzić, Esjo – rzuciłem do kapłanki, chociaż moje chłodne spojrzenie zostało zawieszone na Freyi. Uśmiech nie dosięgnął moich oczu, które pozostały groźne, wręcz złowrogie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/