Szliśmy głębiej, przechodząc między rozwieszonymi podziałkami. Nie było tutaj szczególnie dużo miejsca, ale miało to swój klimat, który przyprawiał mnie może nawet o dreszcze. Miło było w końcu zobaczyć kobietę z krwi i kości, która żyła z innymi kobietami, jednak ich lokum tak bardzo odbiegało od tego, co pamiętałam ze świątyni, że aż miałam sama z siebie śmiać się, że porównuję te dwa miejsca. Nie wiem czemu, ale mimo to na siłę chciałam znaleźć jakieś podobieństwo między mną, a prowadzącą nas tancerką - Freyą, jak niedługo po naszym wejściu się okazało.
- Mów mi Esja - przedstawiłam się szybko, bez krępacji. Sama przecież nie wiedziałam po co tu tak właściwie jesteśmy. Nevan nie raczył mi tego wytłumaczyć i moja ciekawość dosięgała już granic możliwości. Nawet pojawienie się małej dziewczynki nie mogło zmącić, tego, co teraz czułam. Dziwne napięcie tylko się podniosło, ale byłam widocznie jedyną osobą, która je czuła. Dziewczynka przypominała była jednak podobieństwem między tym namiotem, a świątynią. Widocznie też były tutaj panny w różnym wieku.
Powróciłam spojrzeniem na Nevana, który w końcu zaczął mówić i nie wiem, czy nie byłam w tej chwili najbardziej szokowaną osobą w namiocie, a przecież to mnie jego słowa dotyczyły. To był ten plan? Chciał, aby Freya mnie uczyła? Teraz faktycznie przypomniałam sobie, jak mówiłam, że chciałabym tak tańczyć, jednakże w życiu bym nie pomyślała, że oficer postanowi wdrożyć ten plan w życie.
Przez moment czułam się, jakbym była na jakiejś licytacji. Po prostu odbijali argumenty od siebie, a ja nie nadążałam za całą rozmową, robiąc jednak co w mojej mocy, aby jej sens był mi wiadomy. Nie chciałam nikogo zmuszać. Tak sądzę. Do śmiechu też już mi tak nie było, ale chociaż jeszcze chwilę temu sama chciałam powiedzieć do Tealvasha, że to zły pomysł, to w chwili, w której Freya się nie zgodziła, narodziła się we mnie chęć przekonania jej. Taka ludzka przekorność, którą chyba każde z nas w jakimś stopniu w sobie nosi, prawda? Dlatego też zaskoczyło mnie, gdy Nevan tak nagle uciął temat, chciał wychodzić. Zerknęłam na niego i na moment zamarłam. Bo to już nie był aktorski groźny grymas. To była ta przerażająca zapowiedź czegoś, czego nikt przy zdrowych zmysłach nie chce widzieć. Zawahałam się, ale z obawy, że go rozzłoszczę uniosłam się zaraz.
- Wybacz pani, że ciebie nachodziliśmy - powiedziałam cicho, skłoniłam się lekko. Musiała mój stan uznać, za smutek, a tak przynajmniej mi się wydawało, bo nie zdążyliśmy wyjść ze śmiesznego "pokoiku", kiedy uniosła się z siedzenia.
- Zaczekajcie! - warknęła tak, jakby chciała wypluć jeszcze jakiś wulgaryzm, ale powstrzymała się od tego z dużym wysiłkiem. - Pani... czy to prawda, co powiedział oficer? Wiesz w ogóle z czym wiąże się taka nauka? - zagadnęła, a ja stanęłam jak wryta, nie wiedziałam co powiedzieć, ale nie chciałam zbyt długo pokazywać, że nie wiem, co się tak właściwie dzieje.
- Nie wiem z czym się wiąże, ale to nieistotne - odpowiedziałam, na co ona prychnęła dość niegrzecznie.
- W takim razie nie mamy nawet o czym mówić...
- A to dlaczego? Wszystkiego mogę się nauczyć - oznajmiłam z mocą. Teraz do głosu dorwała sie jeszcze ambicja. Uniosła brew i podeszła do nas, a może nawet do mnie.
- Esjo, chyba liczysz się z tym, że takie tańce nie są zajęciem dla kapłanek, prawda? - zapytała wprost. Po raz kolejny tego dnia ktoś mi tłumaczył, co odpowiada kapłanką, a co nie. Miałam tego dość. Alkohol tylko podsycał to uczucie.
- Wybacz, ale nie uważam, aby był podział na to, co dla kapłanek i na to, co dla innych kobiet. Ja też bowiem jestem kobietą i mam prawo decydować o tym, z kim i na czym spędzam wolny czas - powiedziałam z jeszcze większą siłą. Co zabawne, na trzeźwo w życiu bym nie wypuściła z ust takich słów, ale wyszły one na światło, tylko dzięki Tealvashowi. Właściwie miałam wrażenie, że to bardziej jego słowa, niż moje, ale nie przejmowałam się tym. Kobieta cmoknęła, tym razem przeklęła już szpetnie, nie powstrzymując tego i przeniosła spojrzenie Tealvasha.
- To będzie kosztować - zaznaczyła na samym wstępie. - Jeśli ktoś się dowie, że to ja uczyłam czegokolwiek kapłankę, może mi to nie być tak łatwo zapomniane. Nie miej tego za złe, Esjo... ale niejeden fanatyk gotowy byłby ściąć głowę byle tancerce, w jego pojęciu dziwce, za to, że chociażby śmie rozmawiać z boską służebnicą - mruknęła niezbyt przychylnie. Wydawała się wciąż być bardzo rozbita. Chyba przechodziła ostatnią walkę z sobą, po czym ostatecznie podjęła decyzję.
- Pan oficer usiądzie. Lubię najpierw ustalać szczegóły, a dopiero potem cokolwiek zaczynać - oznajmiła, a zaraz pociągnęła mnie za nadgarstek w stronę środka pokoiku. Wszystko wskazywało na to, że póki co tylko Tealvash ma usiąść. Byłam nieco zestresowana. Szczególnie, gdy zostawiła mnie w miejscu i obeszła dookoła.
- Poczucie rytmu pewnie masz, skoro znasz się na muzyce - cmoknęła do siebie, a następnie, bez ostrzeżenia złapała mnie w talii. - Chudzinka z ciebie pani... - zjechała dłońmi nieco niżej. - Na całe szczęście masz biodra... i biust! - w chwili w której po prostu złapała za moje piersi, wrzasnęłam nie kontrolując tego i odruchowo się zakryłam. Kobieta sama była zaskoczona i zaraz zaśmiała się, wracając wzrokiem do Tealvasha, a po chwili usiadła sama. - Wiesz, oficerze... ja mogę próbować, ale nic nie obiecam, jeśli kapłanka nie zapomni, że tańce świątynne, a tańce kusicielek różnią się nieco od siebie - powiedziała w nieco zalotny sposób.
Niespiesznie usiadłam obok Nevana, zastanawiając się, czy popełniłam jakiś błąd. W końcu nie byłam gotowa na takie oględziny, więc moja reakcja była raczej normalna. Inna rzecz, że przy obecności Tealvasha też czułam się w pewnym sensie skrępowana.Poza tym zapamiętałam już w głowie, aby zapytać go, dlaczego właściwie zaczynamy od tańca. Jak to ma się do tego, abym zrozumiała, że bycie symbolem związane jest z władzą? Chciałam wiedzieć, co siedzący obok mnie mężczyzna ma w głowie, ale to zawsze było dla mnie tajemnicą. W dodatku teraz, alkohol wciąż szumiał w głowie, nie poprawiając moich zmysłów analitycznych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz