środa, 28 czerwca 2017

LXXIII

     W życiu kapłanki paradoksalnie bardzo rzadko otrzymują komplementy. Kiedy dorastamy zwierzchnicy nas doceniają, łapią za brodę, obracają głowę pod światło, cmokają i wymieniają zalety naszych twarzy, mocne strony, które mogą się podobać. Potem każą chodzić, karcą, gdy krzywo stawiamy stopy i chwalą gdy stawiamy je lekko, prosto, gdy suniemy nad ziemią, zamiast twardo po niej stąpać. Na każde dobre słowo przypada nasza ciężka praca, więc tak rzadko dobre słowa brzmią jak komplementy. Sprowadzane są do roli zapłaty, tracą cały przyjemnie pozytywny wydźwięk. Nigdy więc nie oczekiwałam komplementów, dlatego dobrze czułam się w towarzystwie prostych żołnierzy, którzy nimi nie sypali pod moim adresem. Teraz jednak nieco zmieniła się ta sytuacja i mimo wielkiego podenerwowania wywołanego obecną sytuacją, wyłapałam ze słów Nevana coś, czego pewnie nawet sam w nich nie widział. Komplement. Prosty, niewymuszony i ostatecznie, chociaż dotyczył mnie, to nie kierowany pod moim adresem. Chociaż jeszcze nie do końca wiedziałam do czego dokładnie nadaję się w mniemaniu mężczyzny, to wystarczyła mi myśl, że wierzył we mnie. Takie proste słowa, a naprawdę dodały mi pewności siebie, może nawet wyprostowałam się bardziej, nie chcąc wyglądać, jak ostatnia sierota. 
     Nieco ulżyło mi w chwili, gdy odpowiedział na pytanie Freyi. Chociaż z kolei po miłym komplemencie poczułam ukłucie niezadowolenia. "Bardziej niemożliwe"? Gotowa byłam nawet zaprzeczyć, gdyby nie fakt, że faktycznie o całym kuszeniu niewiele wiedziałam.
      Zasłuchana w ich rozmowę straciłam może nazbyt kontakt z otoczeniem i nim się zorientowałam, tancerka sięgnęła do jednego z zapięć przy stroju, jaki miałam na sobie. Pisnęłam cicho, zauważając, że Tealvash już wychodzi. Odetchnęłam więc zaraz, rozluźniając mięśnie. Chciałam jakoś pomóc, ale szybko zauważyłam, że Freya o wiele lepiej sobie z tym radzi, więc po raz kolejny westchnęłam z rezygnacją. Wydawało mi się, że tancerka nie zwraca na mnie uwagi, zajęta strojem, ale dopiero patrząc na siebie w lustrze, dostrzegałam, że co jakiś czas zerka na moją twarz.
     - To dość dziwna prośba, jak na oficera, nie uważasz? - zagadnęła, ale w tak cichy sposób, że przez moment nie byłam pewna, czy się nie przesłyszałam. Zrozumiałam, że takiego szeptu nikt nie usłyszy, była to więc rozmowa tylko między nami.
     - Dużo znasz oficerów, pani? - nie wiedziałam, jak odpowiedzieć na jej słowa. Czułam, że każda odpowiedź może być obrócona przeciwko nam, zdążyłam już zauważyć, że powinniśmy ten cały plan Nevana utrzymać w ścisłej tajemnicy, a chociaż Freya nam pomaga, to trudno tutaj mówić o zaufaniu. W końcu najważniejsze były pieniądze.
     Usłyszałam jej śmiech, cichy, ale napięcie zdradzały lekko uniesione brwi. Nie spodziewała się tego? Cóż, wstyd przed skąpym ubraniem nie oznaczał, że byłam nieświadomym dzieckiem, które wypapla wszystko, co ślina przyniesie na język.
     - Masz mnie, z bliska nie poznałam żadnego, za wysokie progi, chociaż teraz jest u mnie i oficer i kapłanka, czuję się, jakbym awansowała - zażartowała, ściągając ze mnie całkowicie strój. Nie spieszyła się z przyniesieniem mojej szaty, wiedziała, że czuję się teraz niekomfortowo. - Zastanawia mnie tylko po co to wszystko...
     - Mnie też to zastanawia. Nauczyłam się jednak, że w wojsku nie zawsze wiemy na czym stoimy - odpowiedziałam i sama sięgnęłam po swoją szatę, szybko zarzucając ją na swoje ciało. Jak tylko byłam gotowa ruszyłam w stronę wyjścia. Nie podobało mi się to, jak bardzo pożąda wiedzy ta kobieta, nieco mnie przerażała i nie było już w tym fascynacji, jaką odczuwałam oglądając jej występ. Wiedziałam, że spędzanie z nią czasu nie będzie wcale łatwe, ale jak tylko odsłoniłam kotarę, poczułam się pewniej.
     - Możemy ruszać - powiedziałam do Nevana, po czym odwróciłam się do kobiety, jaka postanowiła nas odprowadzić. - Dziękuję Freyo, śpij dobrze - pożegnałam się i czym prędzej ruszyłam do wyjścia.
     Na zewnątrz przywitał mnie chłodny wiatr, którego zapach nie należał do najprzyjemniejszych. Mimo to poczułam się lepiej, jakaś ręka, która ściskała mój żołądek właśnie powoli puszczała. Przez moment ignorowałam obecność mężczyzny, ale kiedy wróciłam do jakiegoś normalnego stanu, odwróciłam się do niego, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który był tam podczas zabawy, w jakiej braliśmy udział.
     - Muszę iść spać - oznajmiłam, bo czułam, że na jeden wieczór zbyt wiele miałam atrakcji. - Odprowadź mnie do namiotu - poprosiłam, nie pytając jednak o zdanie. Skinął głową i zaraz ruszyliśmy w odpowiednim kierunku, a przynajmniej miałam taką nadzieję, bo to on prowadził. Droga jednak mijała w ciszy, co mi wyjątkowo ni przeszkadzało. Była to lekka cisza, przyjemna, uspokajająca.
     Nim się obejrzałam, byliśmy już w znanym mi otoczeniu namiotów. Dostrzegłam nawet ten, który należał do mnie.
     - Dziękują za dzisiaj - odezwałam się w końcu, z coraz większą trudnością powstrzymując oznaki zmęczenia. Oczy same się zamykały, prosząc o sen. - Nigdy tak dobrze się nie bawiłam - przyznałam szczerze, przystając przed wejściem do namiotu. Widziałam już, że dwóch żołnierzy idzie w tym kierunku, by zająć miejsce przed wejściem do mojej kwatery. - Dobranoc, panie oficerze - dodałam jeszcze i niedługo czekając, odsłoniłam wejście, znikając w środku namiotu.
  
     Następy dzień nie zaczął się tak dobrze, jak poprzedni. Przede wszystkim dlatego, że nie wstałam sama, w zasadzie nie chciałam się podnosić. Marzyło mi się nigdy nie otwierać oczu, ale ktoś coś mówił, szturchał mnie, dotknął czoła. Miałam ochotę go odgonić, ale nawet to wydawało się zbędnym wysiłkiem.
     - Esjo... obudź się - dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że znam ten głos. Niechętnie uniosłam powieki, a przed moimi oczami pojawiła się zmartwiona twarz Eliaha. - Co ci jest? Jest już późno... - mówił przejęty, ale niekoniecznie się tym przejmowałam. Z trudem uniosłam się nieco na rękach.
     - Wody... - poprosiłam, łapiąc się przy tym za głowę. Chciała pęknąć.
     - Posłałem już kogoś z informacją do Nevana. Musimy sprowadzić medyka, żeby ciebie zbadał - dodał blondyn na co skrzywiłam się lekko. Na całe szczęście podał mi kubek z wodą, który wypiłam od razu duszkiem. Poczułam, że jest mi gorąco, więc odkryłam się zaraz. Miałam na sobie ubrania, tylko buty leżały gdzieś po drodze. - Kiedy poczułaś się źle?
     - Nie wiem, teraz... wczoraj było cudownie, najpierw kolacja z księcia, a potem występy, ogień, piwo, tańce, zabawa... - wymieniałam jęcząco, ale dostrzegłam w nim pewną zmianę, może nawet rozbawienie.
     - Wino i piwo mówisz? - czy w jego głosie nagle pojawiła się nutka rozbawienia. - Cóż... a ja wysłałem do Nevana posłańca z wiadomością, że jest z tobą źle. Myślę, że będzie zaskoczony, kiedy okaże się, że nasza kapłanka ma po prostu kaca - teraz już zaśmiał się pod nosem, co niekoniecznie rozumiałam. Jęknęłam jedynie i opadłam na poduszki, wachlując się dłonią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/