sobota, 17 czerwca 2017

XLIX

     Szybko zorientowałam się, że w namiocie nie znajduje się sam oficer, ale i tak zbyt późno do mnie to dotarło. W pierwszej chwili chciałam wyjść, czując, jak wzrasta we mnie zażenowanie. Dopiero po kilku kolejnych sekundach, poczułam, że do głosu dochodzą inne emocje, a ich źródłem była nieznana mi kobieta. Urodziwa, zadbana, nie chcę być niemiła, ale nie wyglądała, jak wojowniczki, które już w obozie widywałam. Była bardziej eteryczna, a jednak w całym tym wyrazie prędzej niż do powiewnego materiału, porównałabym ją do czegoś twardego. Tak oto dokonałam analizy nieznanej mi postaci, jakby coś w głowie samo prosiło się o wydanie opinii. A przecież była duża szansa, że nigdy jej już nie spotkam. 
     Pokiwałam głową na jej słowa, chociaż w wydźwięku były to zwroty uznania, to jednak nie poczułam się przyjemnie. Nie podobało mi się to, że tutaj była. Po prostu. Nie chciałam, aby ktoś słyszał moje przeprosiny i byłam na siebie zła, za własne roztargnienie. Kim ona w ogóle była? Czemu chciałam to wiedzieć? Miała piękną suknię, była zadbana, musiała być kimś ważnym, bez dwóch zdań. Może Nevan ma żonę? Podobno ważniejszy wojowie mogą je tutaj zapraszać, słyszałam od Eliaha, a mnie nigdy aż tak nie interesowało życie oficera. Może dlatego nie podobało jej się moje najście, bo bez wątpienia nie wydawała się być z tego powodu zadowolona. 
     Pierwszy odezwał się Tealvash, ale chyba jego gość nie chciał się z nim zgodzić. Miałam ochotę coś powiedzieć, ale język utknął mi w gardle. Poza tym wciąz w uszach miałam to, jak mnie nazwała. Niby "kapłanką" nazywa mnie tutaj większość, ale w jej ustach nie podobało mi sie to najbardziej. Jeszcze długo po tym, jak nas opuściła, nie potrafiłam się otrząsnąć po tym dziwnym spotkaniu. Nie potrafiłam pozbyć się domysłów, kim też może być ta kobieta. 
     Nevan sam nie śpieszył się z przerwaniem ciszy, a uznałam, że to bez wątpienia jego kolej na to, aby coś do mnie powiedzieć. Nie spodziewałam się ckliwego pojednania, bo tak postąpiłby raczej młody chłopak, jednak oficer do takiego grona się nie zaliczał. To już zdążyłam zauważyć i obiecałam sobie, że więcej razy nie będę sobie wmawiać, że jest inaczej. Niezależnie od tego, jakie słowa wyjdą z jego ust pod wpływem chwili. 
     Przetarłam dłonią twarz i sama ruszyłam się z miejsca. Jego słowa nie były ciosem, bo te poglądy powszechnie były mi znane. Zaskoczyło mnie jednak, że wspomniał o wizjach. Wracał teraz do tego, chociaż wtedy w jeziorku nie zamierzał mówić. W każdym razie chciałam naprawić między nami relację i niezależnie od tego, czy w wojsku się zapomina, zamiast przepraszać, to ja chciałam to zrobić po mojemu. Mieć czyste sumienie, a nie udawać, że wśród wojaków wystarczy machnąć ręką i iść przed siebie. Nie lubiłam niedomówień. 
     - To niesprawiedliwe - mruknęłam, zyskując nieco na pewności siebie, kiedy zostaliśmy już sami. Paradoksalnie, najlepiej dogadywałam się z Tealvashem właśnie wtedy, gdy nikt nas ani nie podsłuchiwał, ani nie obserwował. - Jestem gościem pod twoją opieką. Kiedy nie chciałam badań, zostałam do nich zmuszona, a kiedy sama poddaję się karze, przypominasz mi, że tobie nie podlegam... - westchnęłam, nie próbując ukrywać, że ta sytuacja nieco mnie już przerasta. Na moment jednak się zawahałam, co było widać po tym, z jakim skupieniem przygryzam dolną wargę. Musiałam sobie przemyśleć, jak właściwie chciałabym, aby zabrzmiały moje słowa, a dopiero potem przekonać się, że warto byłoby spojrzeć na jego twarz, kiedy będę je wypowiadać. - A co jakbym chciała być członkiem twojego oddziału? Pewnie powiesz, że to niemożliwe, bo niebawem wyślą mnie do Stolicy, ale póki co jestem tutaj. Dzisiaj byłam na wyprawie i podlegałam twoim rozkazom. Widzę, że łatwiej jest ci wydawać rozkazy, niż traktować kogoś, jak gościa. Mi jest łatwiej kogoś słuchać, niż samemu podejmować decyzje. Nie możemy więc przez krótką chwilę poudawać, że jestem częściom twoich ludzi? - nie dbałam o to, jak głupio te słowa mogą brzmieć. Wierzyłam w nie i zdałam sobie sprawę z tego, że wypowiadając każde, coraz energiczniej podrygiwałam nogą. To mogło nieco zdradzać moje podenerwowanie, ale po całym dniu wrażeń nie miałam już siły niczego ukrywać. 
     Teraz przypomniałam sobie, że zapytał jeszcze o wizję. Zastanawiałam się chwilę, czy czekać, aż ponowi temat, czy może samodzielnie do niego przejść. Uznałam, że nie warto owijać w bawełnę, sama tak nazwałam to dziwne przeczucie, ale wizja to bardzo znaczące słowo. Może zbyt ważne, jak na kilka silnych przekonań, jakie dane dziś mi było poczuć. Tak, czy inaczej, słowo się rzekło. Skrzywiłam się i bez pytania przysiadłam na krześle, które znajdowało się najbliżej. 
     - Wizje to raczej zbyt wiele - mruknęłam. Już nie patrzyłam mu w oczy, a mój głos można było porównać do głosu dziecka, które coś przeskrobało, ale skrucha zmusiła go do tego, by się przyznał. - To trochę tak, jak sen na jawie, albo bujanie w obłokach. Tylko, jak bujam w obłokach, to sama decyduję o czym, a tutaj coś narzuciło mi myśl przewodnią. Kiedy jechaliśmy, byłam pewna, że nic nam nie grozi, ale nie zastanawiałam się nawet skąd ta pewność, zapomniałam o tym, tak szybko, jak ucichł ten temat. Ale wtedy w świątyni... czułam ból Lance'a, słyszałam jego krzyk i widziałam śmierć, która po niego sięgała... - wyjaśniłam, czując, że powinnam to zrobić, nawet jeśli nie w tym celu tutaj przyszłam. Prawdę mówiąc sama nie mogłam w to wszystko uwierzyć. - Nie zwariowałam, prawda? - mój głos był cichy i pusty, ale autentycznie bałam się, że zbyt wiele przeżyłam i może to wszystko mnie przerastało. Może widok rzezi, smród palonych ciał, odgłos krzyków... ta mieszanka zniszczyła mnie i przesiąkła dogłębnie. 
     Siedząc tak, spoglądałam na wyjście z namiotu. Z tego wszystkiego powoli zapominałam, że mieliśmy iść jeszcze na jakieś spotkanie. Nie miałam nawet pojęcia czego ono dotyczy, ale obecny temat wydawał mi się na tyle ciężki, że nie warto było go mieszać z innym, jakim było dopytywanie o naradę. Dlatego też siedziałam cicho, czekając na jego słowa, jak na wyrok. Tylko jedno zdanie jeszcze było gotowe opuścić moje usta. 
     - Przepraszam, że wam przerwałam, na przyszłość będę bardziej uważna - mruknęłam, wzdychając ciężko, jakby na moich wątłych barkach spoczywał ciężar całego świata. Miałam wrażenie, że dzisiejszej nocy zasnę, jak kamień, a przecież do pory spania jeszcze nieco brakuje. Dziś rano, kiedy się budziłam, nie mogłam przewidzieć, że ten dzień będzie taki obfity we wrażenia. Chciałam jeszcze po spotkaniu zajrzeć do Lance'a, tylko po to by upewnić się, że jest bezpieczny. Jak to zrobię, to będę mogła odciąć się od tego, co spotkało nas wszystkich w świątyni. Żałowałam jedynie, że teraz każdy będzie to miejsce kojarzył, jak przeklęte, a przecież ja pamiętałam czasy dobrobytu i szczęścia. Może dlatego tak bardzo chciałabym wnieść chociaż odrobinę tych emocji do oddziału Tealvasha? Żeby kult mojego boga nadal kojarzył się dobrze, żeby wiedzieli, że bogowie nad nami czuwali. Naprawdę tego pragnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/