Nigdy wcześniej nie powiedziałabym, że sidło będzie wygodne. Wydawało mi się raczej, że siedzenie w nim okaże się nie lada wyzwaniem, a tym czasem, kształt jak najbardziej mi odpowiadał. Mimo, że cały czas byłam świadoma czyhających w lasach niebezpieczeństw, to zwyczajnie nie chciałam o nich myśleć. Pewnie wszyscy towarzyszący mi mężczyźni uznaliby moje podejście za nieodpowiedzialne. Ba! Nawet jeśli o tym nie powiedziałam na głos, to pewnie większość z nich już wydała taki osąd. Nie mogłam im tego bronić, wiedzieli o świecie więcej, jednakże, jeśli za zakrętem czeka na mnie śmierć, to chcę przynajmniej coś przed nią zobaczyć... by utrata życia była utratą czegoś wartościowego. Możliwe, że mego podejścia nikt nie zrozumie. W końcu urodziłam się z przypisaną mi wartością, z władzą na którą nigdy nie pracowałam, a jednocześnie z ograniczeniami na które nigdy niczym nie zawiniłam. Było to jednak powierzchowne, niczym szata... a ja chciałam wierzyć, że ktoś kiedyś zapyta o człowieka, który ów szatę nosi. O mnie samą, nie o kapłankę, o Esję. Takie drobne marzenie, może dziecinne, ale moje własne. Cenne.
Nauczyłam się już, aby zbyt często i szybko nie okazywać radości. Trzeba wysłuchać wszystkiego do końca, bo to co z pozoru się błyszczy, zaraz możne pokąsać. Dlatego też w chwili, w której Nevan zgodził się na moją naukę, nie drgnęłam nawet o cal. Słuchałam dalej, z każdą chwilą tracąc na uczuciu zadowolenia. Pozostała jakaś niewygodna niezręczność. Sądziłam, że z naszej dwójki, to raczej on nie będzie wiedział, co powiedzieć, więc proszę... tak szybo wszystko się pozmieniało. Mogłam się jedynie domyślać, czemu winna była przerwa w jego wypowiedzi. Chwila zawachania, którą przecież szybko zatuszował.
- To musi być niesamowite miejsce - mruknęłam, tym razem bez cienia entuzjazmu, spoglądając na wodzę, które trzymałam w dłoniach. Stalica... moje nowe życie miało tam na mnie czekać. Czemu tak się niepokoiłam? Powinnam wierzyć, że tam będzie dla mnie najlepiej, a jednak z każdym dniem spędzonym w obozie, obręcz na mojej szyi stawała się coraz ciaśniejsza. Czasami, w chwilach takich, jak ta, miałam nawet wrażenie, że utrudnia mi złapanie oddechu. Kiedy stała się ciężarem? Nie potrafiłam wskazać dokładnego momentu, ale coś mi mówiło, że nie powinnam osiadać w tym pięknym i bogatym mieście, o którym już słyszałam. Nie wiem tylko, czy ten głosik faktycznie był istotny, czy może ja sama wmawiałam sobie coś, kierowana niewygodnymi emocjami.
Uniosłam na niego spojrzenie, dopiero w chwili, w której ponownie zabrał głos. Pokiwałam delikatnie głową, na znak, że rozumiem. W pierwszej chwili nie odpowiedziałam nic, dopiero po sekundzie dotarło do mnie, że mężczyzna byłby gotowy uznać, że to nie podobne do mnie, a na to nie mogłam pozwolić. Nie, żebym wierzyła, że by się zmartwił. po prostu nie chciałam wcale wypadać przy nim, jak zwykła, słaba dziewczyna.
- Jeśli o mnie chodzi, to podróż do świątyni minie nam spokojnie. Tak czuję - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem, uświadamiając sobie, że wcale nie kłamałam. Naprawdę wydawało mi się to być prawdą. W każdym razie nic więcej nie dodawałam, nie próbując wytłumaczyć, że za moją wypowiedzią mogło stać coś więcej. Poza tym temat poniekąd został ucięty przez pojawienie się przy nas jednego z żołnierzy. Wiedziałam, że nazywa się Lance, ale nie miałam przyjemności z nim jeszcze porozmawiać, nie osobiście. Mimo to kojarzyłam go, jako jednego z tych ważniejszych podwładnych Nevana. Nie mogłam mieć pewności, że dobrze układałam pewną hierarchię jego ludzi, ale mi samej było łatwiej się w tym wszystkim odnaleźć, wiedząc, że przynajmniej próbuję wszystko zrozumieć.
Nieco sama się skuliłam, słysząc, jakie powitanie zgotował mężczyźnie Tealvash, ale ani myślałam się wtrącać. To on jest dowódcą, więc w takich chwilach wolałam siedzieć cicho i nie zgrywać nie wiadomo kogo. Tylko ukradkiem spoglądałam na nowo przybyłego, przyznając się przed sobą, że oceniam stan jego nosa. Nie wydawał się być szczególnie krzywy, prawdę mówiąc, ten żołnierz przekonywał mnie do siebie swoim wyglądem. Powiedziałabym nawet, że w porównaniu z innymi wyglądał całkiem przyjacielsko, ale jedynie z budowy twarzy. Oczy błyszczały mu w taki sposób, że człowiek wolał się trzymać na baczności. Jednakże zaśmiał się. Na groźne słowa swojego dowódcy zwyczajnie się zaśmiał, a ja aż rozdziawiłam lekko usta ze zdziwienia, wsłuchując się w ich słowa. Dopiero po chwili zrozumiałam, że Lance ma na myśli mnie i szybko się zreflektowała, nie chcąc wyglądać, jak jakiś odmieniec.
- Mam imię - mruknęłam po chwili, znajdując w sobie pewność siebie. Dotychczas tylko Eliah i Nevan z żołnierzy mówili do mnie po imieniu, w dodatku drugi z wymienionych robił to dość wybiórczo. - Esja - dokończyłam wypowiedź, spoglądając mu w oczy. Był zaskoczony? Sama nie wiem, nie potrafiłam tego wyczuć. Miałam wrażenie, że w jego spojrzeniu czaiło się wiele emocji na raz.
- Lance - odpowiedział płynnie.
- Wiem - rzuciłam szybko, a widząc coś, co odczytałam, jak zdziwienie, zaraz postanowiłam się wytłumaczyć. - Słyszałam, jak się do pana zwracają.
- No proszę, czyli poczyniłaś pani już małe rozeznanie? - zaśmiał się, zrównując z nami konia na dobre. Naprawdę postanowił zostać? Nie miałam nic przeciwko, ale to Nevan mógł mieć potem o niego o to pretensje.
- Esja - poprawiłam go grzecznie, nie do końca wiedząc, jak mam się zachować. Nie czułam sie swobodnie i jak nigdy, cieszyło mnie to, że obok był oficer Tealvash, bo jego znałam na tyle, by lepiej radzić sobie z nowo poznanym towarzyszem. - W życiu słyszałam mało męskich imion, więc te które obiły się o moje uszy, bardzo szybko zapamiętuję - dodałam, przed nami dostrzegając przyjemnie wyglądające jeziorko. Było daleko, ale wzrok mnie nie mamił. Tym bardziej, że od jakiegoś czasu, obok płynął wąski strumyk.
- No tak - ponownie z jego ust wydobył się śmiech. - Jeśli więc zaproponuję ci swoją przyjaźń, to będę twoim pierwszym męskim przyjacielem? - zapytał, a w jego głosie było coś, czego nie zrozumiałam, a jednak poczułam, jak się przez to rumienię. Dość dziwne uczucie. Nie do końca miałam pomysł, jak z tego wybrnąć. Przez moment przygryzałam wargę, aż w końcu uznałam, że cisza jest niewygodna dla całej naszej trójki. Uśmiechnęłam się delikatnie i przepraszająco.
- Przykro mi, ale pierwszymi byli Eliach i oficer Tealvash - odpowiedziałam, ale w życiu bym nie przypuszczała, że na moje słowa parsknie śmiechem. Nie do końca rozumiałam, dlaczego tak zareagował, ale śmiał się w najlepsze. Kiedy przestał, nie spojrzał na mnie, a na swojego dowódcę.
- Gratuluje, oficerze. Nie sądziłem, że przyjaźni się oficer z młodziutkimi kapłankami - rzucił, a ja poczułam się ponownie niezręcznie. Poza tym spodziewałam się, jaką odpowiedź zaraz możemy uzyskać od Nevana i naprawdę nie miałam ochoty, jej teraz słyszeć. Miałam dobry humor, nie chciałam go tracić tylko przez to, że ktoś mi powie, że nie dba o moją osobę. Dlatego też uprzedziłam wypowiedź dowódcy.
- Miałam na myśli tylko siebie - tym razem mój ton głosu bardziej był rzeczowy. - Nikt nie mówił o obustronnej przyjaźni - wyjaśniłam, a w mojej postawie nie było już tyle niepewności, co przy wcześniej wypowiadanych słowach. O dziwo chyba podziałało, bo Lance nie odparował. Przyglądał się mi przez chwilę, z nieco uniesionymi brwiami. Tak oto nastała dziwna cisza, którą ostatecznie i tak przerwał żołnierz, ponownie zwracając się do dowódcy.
- Może przyspieszymy nieco tempo? - kiedy zapytał, wydawało mi się, że już od jakiegoś czasu miał o to prosić. - Jeśli Esja nie radzi sobie w siodle, to chętnie wezmę ją na ten czas przed siebie, a Eliah będzie ciągnął jej konia - zaproponował.
Rzeczywiście, najszybciej się nie przemieszczaliśmy. Może więc pomysł mężczyzny był dobry? Wcale nie chciałam ich spowalniać, a wychodziło na to, że właśnie to robiłam. Dlatego też sama postanowiłam się wciąć w ich rozmowę.
- Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że przyspieszenie jest dobrym pomysłem. Jeśli mam sobie nie poradzić sama w siodle, to mogę z kimś jechać - tym razem podarowałam sobie zgrywanie bohatera. Nie oznaczało to, że żałowałam swojej decyzji. W dalszym ciągu nie chciałam być transportowana na wozie na kosztowności, dlatego też wizja podróży z kimś w jednym siodle była dla mnie o wiele bardziej atrakcyjniejsza.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz