piątek, 7 lipca 2017

LXXIX


     Xander. Już samo imię brzmiało dumnie. Pasowało do niego. Uśmiechnęłam się do chłopaka, chcąc tym samym wyrazić swoją wdzięczność za tak wyczerpującą odpowiedź. Cieszyło mnie to, bo nieco lepiej znałam teraz konia, na którym przyjdzie mi jeździć. Może nawet byliśmy do siebie podobni? Późno nauczono nas życia, jakie teraz mamy wieść, oboje nie pochodziliśmy tak naprawdę stąd... kto wie, może przez to nieco lepiej będzie nam się dogadywać ze sobą? Postanowiłam, że przy następnej okazji dopytam koniuszego o więcej szczegółów. Teraz musiałam się skupić na nauce zakładania naramienników. Starałam się niczego nie przeoczyć, chociaż przyznaję, że dla mnie wcale nie było to takie łatwe. 
     - Trochę... - odpowiedziałam na pytanie oficera, kiedy elementy zbroi znajdowały się już na właściwym miejscu. Nie chciałam mówić, że lekkie, żeby nie wyjść na zbyt pewną siebie, ani nie chciałam też wyjść na słabe dziecko, więc taka odpowiedź chyba była najlepsza. Sądziłam, że teraz należało wejść w tym na konia, ale jak się okazało, miałam to wszystko ściągnąć. Nieco zbiło mnie to z tropu, ale Nevan nie był raczej typem kawalarza, więc jak tylko się do mnie odwrócił, zaraz zaczęłam odpinać wszystkie sprzączki. Nie wiem, czy istotna była tutaj jakaś konkretna kolejność, ale ostatecznie wszystko ściągnęłam, a to chyba najważniejsze. 
     Głównie przez moje skupienie nie mogłam w pełni usłyszeć rozmowy Tealvasha z koniuszym, ale słyszałam jej urywki. Chyba nie była to zbyt tajna wymiana zdań, a ja wolałam dobrze wypełnić swoje zadanie, więc nie traciłam czasu na podsłuchiwanie, skupiając się na ostatnich klamrach. Opłaciło się, bo nim oficer powrócił do mnie wzrokiem, już nie miałam na sobie naramienników. Z kolei mężczyzna trzymał w dłoniach hełm, który z racji braku rogów raczej do niego nie należał. 
     Teraz nawet wytłumaczył skąd te nagłe ściąganie naramienników. Przyznaję, gdzieś tam we mnie odezwał się głos, pytający o to, czy dane nam będzie dotrwać do tych kilkunastu dni, ale nie chciałam teraz o tym myśleć. Jeśli Nevan nie dawał upustu wątpliwością, to ja tym bardziej nie zamierzałam tego robić. Nim jednak palcami złapałam za hełm, mężczyzna przyciszył głos. Nie będę udawać, że wszystko, co powiedział było dla mnie zrozumiałe. Może ogólny sens tak, ale czułam, że musiałabym zadać mu kilka pytań, aby wszystko stało się jasne, jednak na to nie było teraz czasu. 
     Pokiwałam jedynie głową, żeby wiedział, iż nic nie powiem księciu. Z drugiej strony nie wiem, czy ten w ogóle będzie chciał na mnie poświęcać swój cenny czas. W prawdzie mówił o tym wczoraj na wieczerzy, ale co innego się mówi, a co innego się pragnie. W każdym razie nie chciałam zawieść jego zaufania, ciesząc się skrycie, że się na nie zdobył. 
      Ostatecznie nic więcej nie powiedziałam, bo zarówno moją, jak i Tealvasha uwagę przykuło pojawienie się kobiety, która popisała się właśnie kunsztem swojego jeździectwa. Już widząc ją, czułam, że wiem kim jest, a słowa oficera jedynie to podkreśliły. Zerknęłam na Nevana i dotarło do mnie, że i on spogląda na mnie. Ponownie pokiwałam głową, przyjmując to do wiadomości. Miałam zatem już dwie mistrzyni, jedną od tańca, drugą od jazy konnej. Zastanawiałam się, czy to przypadek, czy może Tealvash specjalnie tak to zaplanował? Trudno było mi to rozgryźć, ale z tego wynikało, że walki też będzie mnie uczyła kobieta. Nie do końca wiedziałam, co sądzić o moich przypuszczeniach, ale nie było na to czasu, bo moja mistrzyni podeszła do nas. Skinęła na widok oficera, a potem siłą rzeczy i na mój. 
     - Pani, nazywam się Varra, będę miała przyjemność uczyć ciebie jazdy konnej - miała zadziwiająco przyjemny ton głosu. Nie spodziewałam się tego, bo miała silniejszą i wyższą postawę ode mnie. Jej twarz jednak również nie wydawała się ostra, może przez piegi, jakie pokrywały jej nos? Sama nie wiem.
     - Bardzo mi miło, proszę mów i Esja - również się przedstawiłam, a kiedy kobieta zerknęła na trzymany już przeze mnie hełm, zaraz ubrałam go na głowę. - To jak? Zaczynamy? - znów nie mogłam powstrzymać entuzjazmu. Nauczyciel tak naprawdę nie grał roli, chciałam po prostu już się wszystkiego nauczyć. Widziałam, że nieco moją mistrzynię tym zaskoczyłam, ale chyba pozytywnie, bo skinęła głową. 
     - Jeśli tylko oficer Tealvash pozwoli, możemy wprowadzić Xandera na padok - wskazała zagrodę, która znajdowała się zaraz obok stajni. Teraz zauważyłam, że swojego wierzchowca oddała chłopakowi, który wcześniej przy nas stał. Nevan nie miał widocznie nic przeciwko, a ja za poleceniem Varry podeszłam od łba do swojego wierzchowca. Kobieta pokazała mi jak trzymać wodze przy prowadzeniu. Blisko pyska, a drugą dłonią po prostu je zbierać. Przyznaję, byłam nieco przerażona, ale kiedy koń faktycznie za mną ruszył, nie mogłam ukryć radości, jaka wstąpiła na moją twarz. Kobieta zostawia mnie na moment, aby otworzyć przejście na padok i zaraz obie byłyśmy już w środku. 
     - Oficer wybrał dość wysokiego wierzchowca, ale jestem pewna pani, żeś skoczna i dasz radę - widocznie miała problem z mówieniem do mnie po imieniu, ale uznałam, że z czasem przyjdzie jej to łatwiej. Znalazła się obok, przytrzymała Xander'a i pokazała mi, jak na niego wsiąść. Oczywiście zajęło to nieco czasu, może nawet za długo i byłam już czerwona ze wstydu. W końcu znalazłam się w siodle, a chociaż twarz Nevana, stojącego po drugiej stronie drewnianych barierek niczego nie wyrażała, to w mojej głowie zaśmiewał się na cały głos. Wiem, była to dalece naciągana wizja, ale nic na nią nie mogłam poradzić. 
     - Za dwa dni wskoczę za pierwszym razem - rzuciłam w jego kierunku, jakby w odpowiedzi na zaczepkę, która przecież nigdy nie opuściła jego ust. W każdym razie nie wiem nawet kiedy tak zaczęłam przejmować się opinią tego mężczyzny. Nie umiałam wskazać takiego momentu, ale bardzo mi zależało na tym, aby dobrze wypaść. 
     - Dobrze, teraz ciebie puszczę. Odczekamy chwilę, a jak będziesz gotowa ruszyć, to wykonaj posuwisty ruch bioder w przód, jak podczas... - nagle się zacięła, jakby nieco zmieszała i odchrząknęła. Przechyliłam lekko głowę w bok, czekając aż dokończy. - Po prostu posuwisty ruch bioder w przód, możesz też delikatnie docisnąć łydkę - wyjaśniła, a ja nie dowiedziałam się podczas czego ten ruch jest wykorzystywany. Tak, czy inaczej zrobiłam, co mówiła i faktycznie zaraz ruszyłam z miejsca. Kolejne niesamowite przeżycie. 
     Spojrzałam na Nevana, który stał, jak stał. Nawet po dziecięciu minutach w trakcie których Verra wyjaśniła mi jak sterować koniem. Nie spodziewałam się, że będzie marnował swój wspólny czas, ale Verra w przeciwieństwie do Freyi była o wiele łatwiejsza w rozmowie. Dlatego też jej zaufałam na tyle, aby przy przejeździe stępem obok barierki za którą stał uśmiechnąć się do niego szczerze. 
     - Możesz mnie zostawić, obiecuję, że nie zrobię niczego, za co poszedłbyś przed sąd wojskowy - zażartowałam. - Naprawdę oficerze, będzie dobrze, na pewno masz mnóstwo trudnych spraw do zrobienia - zachęciłam. Chyba się przez chwilę wahał, ale kiedy Verra potwierdziła, że się mną zajmie ostatecznie nas zostawił. 
     Może nawet się rozluźniłam? Nie siedziałam tak sztywno i przestałam myśleć tylko o tym, aby się nie zbłaźnić? Zauważyłam też, że w mojej instruktorce również zaszła zmiana. Może nie tylko na mnie działała obecność oficera? Chyba tak, bo znacznie pewniej zaczęła zwracać się do mnie po imieniu. Coś mi mówi, że połowa tego obozu czuje strach przed Nevanem, ale nie dziwiłam im się. Sama do niedawna zaliczałam się do tego grona, a nawet teraz, w chwilach w których przybierze te swoje przerażające spojrzenie, trzęsą mi się nogi. 
     - Esjo, nie możesz siedzieć tak sztywno, musisz poruszać się wraz z koniem! Pracuj biodrami - upominała mnie kobieta. - To tylko stęp, nie spadniesz - zauważyła. Mimo wszystko Xander był naprawdę pokaźny i wcale mnie nie słuchał za każdym razem. Upadek z niego nie zapowiadał się przyjaźnie. - Przepraszam! - krzyknęła, a nim zdążyłam zapytać za co, podbiegła, wrzasnęła, strzeliła w powietrzu batem, jaki trzymała w dłoni, a zwierze na którym siedziałam prychnęło, skoczyło na bok, spłoszyło się i oczywiście zrzuciło mnie z siodła. Poczułam jak spadam, jak uderzam pośladkami o piaszczyste podłoże, a potem opada na nie pozostała część mojego ciała. Kobieta do mnie podbiegła, ja zachłysnęłam się powietrzem. Patrzyłam na nią chwilę, najpierw nieprzytomnie, potem z szokiem, a ona podała mi dłoń. 
     - Dlaczego go spłoszyłaś? - odezwałam się, jak tylko byłam do tego zdolna. Bylam nieco przestraszona, ale przyjęłam jej pomoc. Widziałam skruszenie na jej twarzy. 
     - Wybacz, ale mój ojciec powtarzał, że nie nauczysz się jeździć, jeśli nie nauczysz się spadać i podnosić - wyjaśniła. Chwilę byłam w szoku. - Wszystko w porządku? - zapytała kobieta. Wydaje mi się, że była w wieku Nevana. 
     - Chyba tak- odpowiedziałam zszokowana tym, że nie kłamię. - Bolą mnie pośladki, ale poza tym chyba wszystko w porządku - dodałam, zdobywając się na szczerość. 
     - Myślę, że będą sine - zaśmiała się. Widocznie jej ulżyło, gdy jasnym stało się, że nic mi nie jest. - Ale na całe szczęście oficer tego nie zauważy i mnie nie ukarze - puściła mi oko, a ja chyba nieco zaczerwieniłam się na twarzy. Mimo to nie zamierzałam na nią skarżyć. Mało tego, ku własnemu zdziwieniu na propozycję kontynuowania zgodziłam się bez wahania. Teraz perspektywa upadku aż tak mnie nie przerażała, a w nagrodę kobieta pokazała mi jak kłusować. W nagrodę... anglezowanie z obitymi pośladkami nie było najprzyjemniejsze, ale Verra śmiała się, że to mnie zmobilizuje do złapania wspólnego rytmu z Xanderem. 
     Sama nie wiem kiedy minął czas nauki, a za barierkami zauważyłam Nevana. Nawet nie mogłam powiedzieć, kiedy tam się pojawił. Całkowicie zignorowałam istnienie otoczenia. Akurat szłam stępem i nie mogłam w sobie stłamsić chęci pokazania się z dobrej strony, szczególnie po porannej walce z zajęciem miejsca w siodle. Podczas jazdy całkowicie zapomniałam o chorobie wywołanej wczorajszym piciem. 
     - Popatrz! - Zawołałam do mężczyzny. Niekoniecznie spodobało sie to mojemu rumakowi, bo ten zaraz prychnął i nieco uskoczył, ale już nawet nie pisnęłam, jak to robiłam na początku poznawania jego humorów. Po prostu zrobiłam wszystko to, co mówiła Verra i wprawiłam Xandera w kłus, w którym był o wiele spokojniejszy, niż w stępie. Moja nauczycielka tłumaczyła to tym, że jest porywisty i szybsze tempo bardziej mu odpowiada. Uznała, że dopiero nauczywszy się galopu będę mogła się z nim całkowicie dogadać, ale na to miałam jeszcze czas. Tak czy inaczej, anglezując dumnie, skupiając się jak nigdy na tym, aby nie machać rekami wraz z całym swoim ciałem, pokłusowałam wzdłuż barierek, aż do tej, gdzie stał oficer. - Widzisz? Kłusuję - powiadomiłam, jakby sam nie zauważył. Niestety nie mogłam ukryć swojego entuzjazmu, a jego kamienna twarz nawet po części go nie stłamsiła. 
     Zatrzymałam się, kiedy usłyszałam taką komendę i schodząc z konia mało się nie wywaliłam, bo tego nie ćwiczyłyśmy. To tyle, jeśli chodzi o dobre wrażenie. Kobieta przywołała jakiegoś stajennego, a ten szybko przeskoczył przez barierki i zabrał od niej moje wodze. 
     Obie podeszłyśmy do Nevana, ja nieco szybciej, żwawiej, pełna energii. Ona spokojniej, ważąc każdy ruch, świadoma, że staje przed oficerem. Może i ja powinnam bardziej nad sobą panować w jego towarzystwie? Dziś nie potrafiłabym chyba. 
     - Panienka Esja szybko się uczy i chętnie ćwiczy. Uważam, że świetnie się dziś sprawdziła - pochwaliła mnie, a ja sama nie kryłam zadowolenia. Miło było usłyszeć takie słowa o sobie. Kolejny komplement, nie byłam do nich przyzwyczajona, a nagle wyłapuję je dzień po dniu. Zaskakujące ile pewności siebie mogą dodać takie słowa. 
     - Na następną wyprawę jadę już bez liny przy siodle - uśmiechnęłam się do mężczyzny, nawet się nie zastanawiając nad tym, czy następna wyprawa będzie miała miejsce. Miałam naprawdę dobry humor, nie chciałam niczym go sobie psuć. - Będę mogła wieczorem odwiedzić Lanca? Chcę mu opowiedzieć o tym, że się uczę - zapytałam, przechodząc całkiem zgrabnie między barierkami. Dopiero teraz ściągnęłam też hełm z głowy, czując na całkowicie odsłoniętej twarzy przyjemny podmuch wiatru. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/