niedziela, 16 lipca 2017

LXXXV


     Przeprosił. Tego się nie spodziewałam i nawet poczułam się z tym dość źle, bo za spojrzenie raczej nie musiał tego robić. Mało tego, ciągnął temat, tłumaczył się, nie zbył mnie, a to wszystko razem wzięte było dużą porcją nowości. Przy okazji mogłam się czegoś dowiedzieć. Wszyscy w jego rodzinie są posiadaczami takich oczu, ciekawe, czy kiedyś będę miała możliwość spotkać jeszcze jakiegoś ich posiadacza. Taka cecha charakterystyczna wydawała mi się czymś niezwykłym. 
     - Możemy trenować siebie nawzajem, ty mnie w walce, ja ciebie w rozmowie - zaproponowałam chętnie, widząc, że naprawdę się uśmiechnął. Nie okazałam tego w jakim szoku jestem, jak miło mi się zrobiło. Przecież nie musiał tego robić. Poza tym było mi nieco żal jego, jako człowieka, bo ze słów, jakie wypowiedział wywnioskowałam, że jest raczej samotną osobą. Wcześniej uważałam, że sam się o to prosił, ale teraz wydawało mi się, że więcej dostrzegam. Zaczyna się od spojrzenia na które nie miał wpływu, potem trud dowodzenia i ostatecznie ludzie wolą się nie zbliżać. Ja także znalazłam się tutaj przez przypadek i z początku wcale nie byłam zadowolona, kiedy musiałam mieć z nim jakąkolwiek styczność. Nie był to przyjazny i opiekuńczy Eliah, nie dał się polubić od pierwszego wejrzenia, nie starał się szczególnie o to, aby rozmowa się kleiła, ale to on zaproponował mi więcej, niż w całym swoim życiu dostałam. Nie był zły. 
     Uśmiechnęłam się promiennie, nie mogąc się powstrzymać. To był duży postęp, on też nie był już w moich oczach tak surowy i może był to mój błąd, bo w sekundzie pozbawił mnie broni, uśmiechając się przy tym bezczelnie! Sama się prosiłam, cała ta sytuacja mnie rozbawiła, więc nie powstrzymałam chichotu.
     - Zapamiętam, że rozmowa nie wyklucza możliwości ataku - rzuciłam i ruszyłam po miecz, który leżał na piachu. 
     Starałam się. Robiłam, co mogłam, nawet jeśli nie byłam do tego stworzona, a zmęczenie całkiem sprawnie mnie atakowało. Podobało mi się to, każdy błąd, a było ich wiele tylko mnie motywował, sprawiał, że chciałam więcej. Za to satysfakcja z każdego drobnego sukcesu pozwalała zapomnieć o zmęczeniu. Musiałam przyswajać więcej wiadomości, niż zwykle, ale w Nevanie zaszła może jakaś zmiana. Cieszyłam się, że nie spanikowałam, nie przemilczałam tego, co miałam w głowie, tylko wprost mu o tym powiedziałam. Z drugiej strony ja sama do serca wzięłam sobie jego słowa. Kiedy coś mi nie wyszło pozwalałam sobie na słowa niezadowolenia pod własnym adresem, a kiedy coś mi się udało... także się z tym nie kryłam. Wcześniej sądziłam, że jazdy konnej nic nie przebije, a jednak bawiłam się równie dobrze. Może też przez to, że niezależnie od wyrazu twarzy, przy oficerze czułam się bezpiecznie. 
     Nim się obejrzałam było już wyjątkowo późno i pewnie nawet bym tego nie zauważyła, gdyby Tealvash sam nie zaproponował końca. Faktycznie byłam zgrzana, oddychało mi się dość ciężko i nogi nie miały już tyle siły, co na początku. Łapczywie wdychałam kolejne porcje zbawiennego tlenu, patrząc na swojego nauczyciela. Nie wyglądał na tak zmęczonego, jak ja, ale cieszyło mnie, że nie był też w pełni wypoczęty. To niesamowicie pocieszało. 
     - Eliah mnie zawsze budzi - zauważyłam, kiedy po raz kolejny tego dnia wspomniał o wczesnej pobudce. Nie byłam rannym ptaszkiem, tym bardziej, że w świątyni pozwalali nam się wysypiać, bo to polepszało wygląd i zdrowie. - Mogę poprosić strażników, żeby to zrobili, czy lepiej nie? - naprawdę ta kwestia stresowała mnie najbardziej. Zaraz sięgnęłam po pelerynę i wyciągnęłam w jego kierunku dłoń. Chyba nie zrozumiał, więc skinieniem wskazałam na miecz. - Odniosę oba - powiedziałam i nie czekając zabrałam jego i swój miecz. Zabrałam, jak kazał ten, który dostałam na początku, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Był piękny. Prosty, ale mój, więc najcudowniejszy. 
     Kiedy wróciłam, nadal nie mogłam powstrzymać radości, ale nawet nie próbowałam tego robić.
     - Wiesz, że to drugi prezent, jaki dostałam w życiu? - zagadnęłam przyjaźnie, uznając, że przyszedł czas na rozmowę. Nie możemy rozstawać się w ciszy, tym bardziej, że nie żartowałam, kiedy uznałam, że podszkolę go w konwersacji. Nawet jeśli tego nie chciał, to zamierzałam spróbować. Schowałam ostrze pod peleryną, przygotowując się do drogi. - Może jak już będę mężatką, to uda mi się jakoś odwdzięczyć - odpowiedziałam żartobliwe, jednak... nie był to szczególnie lubiany przeze mnie temat. Znów poczułam, że jest mi tutaj lepiej, niż może być w domu mojego przyszłego męża. Może to normalne? Każdy boi się tego, co nieznane, prawda? Taki strach jest zdrowy, bo nie oczekujemy zbyt wiele. Jednakże strach ten też potrafił paraliżować i przy tym spojrzenie Nevana było wiecznie ciepłe i pełne współczucia. 
      Ruszyliśmy do wyjścia. Poprawiłam kosmyk włosów, aby te były jak najbardziej ułożone. Nie chciałam zbierać żadnych podejrzeń, których żadne z nas nie potrzebowało. 
     - Wcześniej wspominałeś, że wszyscy z twojego rodu mają takie oczy, jak ty... - podjęłam temat który naprawdę mnie interesował, ale wcześniej nie było chwili spokoju. Nie wiedziałam też, czy to grzecznie tak się dopytywać, ale ostatecznie on sam mi przecież o tym powiedział. - Czy to oznacza, że... nie wiem, jak o to zapytać... - zrobiłam się czerwona szybciej, niż o tym pomyślałam. Warto było dokończyć, skoro już i tak moja reakcja była szybsza. - Bierzecie ślub jedynie wśród członków rodu, czy jest to jakaś cecha dominująca? - dokończyłam wcześniej męczącą mnie kwestie. - Zdarzył się ktoś o innych tęczówkach? To musiałoby być straszne... pewnie wina zeszłaby na kobietę... - chyba nieco zbyt pochłonęła mnie ta kwestia. - Z drugiej strony zazdroszczę. Widzisz kogoś o takich oczach, jak twoje i już wiadomo, że jesteście rodziną. Moim ojcem mógłby być nawet stojący na warcie przed moim namiotem żołnierz i prawdopodobnie nigdy bym się o tym nie dowiedziała - zakończyłam, połykając gorzką gulę, jaka wiązała się z tymi słowami. Naprawdę mu tego zazdrościłam. Może nawet sama chciałabym mieć takie oczy, a może po prostu bardziej niż wszystko inne chciałam mieć rodzinę i od kilku dni wmawiałam sobie, że odział Tealvasha mógłby mi ją zastąpić.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/