Machnąłem
jedynie dłonią na sugestię tego, że jej przypuszczenia mogłyby mnie obrazić. Nie
byłem pewny, czy zrozumiała moją intencję, ale szybko przeskoczyła do innego
tematu, a ja nie zamierzałem się z niczego więcej tłumaczyć. Nie byłem nawet
pewny, czy dało się mnie w jakikolwiek sposób obrazić – zdenerwować,
rozwścieczyć owszem, ale zarysować moją dumę? Uważałem to za coś wysoce
nierealnego. A przynajmniej, dopóki rozmawialiśmy o kwestiach rodowych i
rodzinnych. Na inne tematy uznawane powszechnie za prywatne nie chciałbym
pozwolić nikomu się tak łatwo zapuszczać, ja teraz robiła to Esja.
Mogłem oddać jej jedynie to, że robiła
to całkiem naturalnie, zachodziła mnie od strony, od której się jej nie
spodziewałem i wyciągała informacje, o których rzadko rozmawiałem. Na razie nie
mogłem się na to nawet złościć. Agresję zostawiłem sobie na inny czas, kiedy
moje mięśnie nie będą spinały się boleśnie po długich godzinach treningu, a
nogi reagowały powolniej na wydawane im polecenia.
Byłem zmęczony. Dopiero, kiedy się
zatrzymaliśmy zrozumiałem, że moje ciało powoli zaczyna się sprzeciwiać takiemu
traktowaniu. Późne chodzenie spać, nieprzespane noce, całe dnie aktywnej
czynności… Nie pozwalałem sobie na zbyt wiele czasu wolnego. Nie było go
właściwie gdzie upchnąć.
Spiąłem się, kiedy dziewczyna
postanowiła wejść do swojego namiotu, ale natychmiast upomniałem się w duchu.
Zmęczenie musiało sprawić, że wszędzie widziałem niebezpieczeństwo. Na pewno
nic nie grozi jej w obozie. Pełno tutaj żołnierzy… Zakląłem cicho pod nosem,
kiedy przez chwilę po wejściu do wnętrza Esja się nie odezwała. Długie sekundy
minęły, zanim wewnątrz zapaliło się światło. Odetchnąłem, przestępując na drugą
nogę.
To wszystko przez zmęczenie,
pomyślałem, zadzierając spojrzenie na ciemne niebo i na jedyny widoczny na nim
teraz księżyc. Nic z tego dobrego nie wyniknie, jeśli się przepracuję…
Kolejne słowa dziewczyny sprawiły
jednak, że moje mięśnie napięły się, przyjąłem pozycję gotowości do skoku. Z
dłonią na mieczu. Nikogo jednak nie było dookoła. W namiocie, co widziałem przez
małą szparę w kapie, też był widoczny tylko jeden cień, należący do dziewczyny.
— Sprawdzić? Poczekaj — mruknąłem,
postępując krok naprzód.
Nic jednak nie zdążyłem zrobić. Krzyk zaalarmował
moje zmysły i zadziałałem szybciej, niż wydawałoby się to zwykłemu
obserwatorowi możliwe. Długie lata praktyk i intuicja naostrzona niczym krawędź
najlepszego miecza wystarczały, żeby uratować mi życie. I często nie tylko mi.
Wpadłem do wnętrza, nie pytając ani nie ostrzegając, jednym susem pokonując
przestrzeń pomiędzy mną a namiotem, przeskakując kilka schodków praktycznie bez
zatrzymywania się. Zatańczyłem z połą wejściową na wietrze, którą uniósł pęd
mojego skoku.
Wyciągnięty, nagi czarny miecz
błyszczał w mizernym świetle jednej świeczki wyciągnięty w bok, jako
przedłużenie mojego ramienia. Niewprawne oko nie zauważyłoby nawet, kiedy go
dobyłem.
Poczułem uderzenie jeszcze zanim
zdążyłem zauważyć Esję. Wpadła na mnie w pełnym rozpędzie, co nieco wytrąciło
mnie z równowagi, ale mimo wszystko byłem większy i cięższy. Nie udało jej się
wypchnąć mnie z namiotu. Potoczyłem spojrzeniem po wnętrzu czując, jak
adrenalina odpycha zmęczenie. Niebezpieczeństwo zauważyłem od razu. Pełznące,
rozlewające się potwory z wielkimi szczękami, tak nieporadnie poruszające się
po łóżku i tak bardzo niebezpieczne.
— Reagują na dźwięk i na ruch. Są w
stanie wyczuć drgania podłoża i zlokalizować swój cel — rzuciłem przyciszonym tonem.
Czułem pulsowanie krwi w uszach, ale zachowanie zimnej krwi w tej sytuacji
przyszło mi z zaskakującą łatwością. Miękko ugiąłem się na kolanach,
jednocześnie dłonią położoną na ramieniu dziewczyny przyciskając ją w dół i każąc
zrobić to samo. — Nie ruszaj się — dodałem ostro, nawet nie wyczuwając
narastającej paniki w jej głosie. Rozsądna, oziębła część mnie racjonalizowała
drogę ucieczki. Złapałem nadgarstek dziewczyny mocno, tym samym starając się ją
unieruchomić. To okazało się niezbyt łatwym zadaniem.
Potwory nie wydawały żadnego dźwięku.
Były bezszelestne, ale jeśli i my się nie ruszaliśmy, nie wiedziały, gdzie
atakować. Nie miały oczu. Odepchnąłem obrzydzenie ich śliskimi, wijącymi się
ciałami i opuściłem miecz.
Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę –
mentalnie pojąłem całość sprawy – że nie jestem tutaj sam. I że kapłanka jest
na skraju wytrzymałości.
— Możesz zamknąć oczy. Pamiętasz, czego
cię dzisiaj uczyłem? Świadomość otoczenia, spokój, zachowanie rytmu oddechu,
balans i równowaga ciała. Zamknij oczy — powtórzyłem miękko, wręcz opiekuńczo,
ściszonym tonem głosu niemal prosto do jej ucha, jednocześnie zataczając kilka
kroków w stronę wyjścia. Cichych, powolnych kroków w różnych kierunkach, mające
na celu zmylić małe kreatury. Ramieniem i dłonią, którą nie trzymałem swojego
miecza objąłem Esję w talii i uniosłem lekko, tak, że tylko palcami mogła
dotykać podłoża. Była wyjątkowo lekka.
Powoli, krok po kroku, myląc
przeciwników dostaliśmy się do wyjścia, na deski małego podestu. Zniosłem ją ze
schodów i dopiero kiedy się upewniłem, że jest w stanie stać na własnych nogach
na ubitej ziemi bez tracenia równowagi, odsunąłem się. Zmarszczyłem brwi. Nie
jestem pewien, co właściwie to wszystko przed chwilą miało znaczyć, ale łatwo
było zrzucić winę na karb zagrożenia. Poza tym w tym momencie coś innego miało
priorytet.
Dlaczego, do jasnej kurwy, ta pułapka
znalazła się w namiocie kapłanki? I kto za tym stał?
Wsunąłem broń do pochwy, stal
zazgrzytała przyjemnie dla mojego ucha o stal. Dookoła nas, na zewnątrz, nic
się nie zmieniło. Wartownicy nie wrócili. Nie chciałem wierzyć, że to możliwe,
że zostali przekupieni i na razie wolałem nic nie zakładać z góry.
— Odprowadzę cię do jakiegoś
bezpiecznego miejsca, gdzie będziesz mogła spędzić noc. Jutro zajmiemy się
rozwiązaniem tej sprawy — skłamałem sprawnie, przenosząc twarde spojrzenie na
jej twarz. Zamierzałem zacząć zajmować się tym niezwłocznie, już tej nocy. —
Może namiot medyków albo któryś z namiotów księcia będzie gotowy cię przyjąć.
Chodźmy stąd — dodałem, spoglądając na namiot dziewczyny z nieukrywanym
obrzydzeniem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz