Nie
potrafiłem tego wytłumaczyć, ale nawet w tej chwili, pełnej stężonej
niezręczności, prywatności i intymności wręcz czułem się, jakbym czegoś ją
uczył. Być może przeszyła mnie świadomość, że w świątyni życie mogło wyglądać
zupełnie inaczej od tego, które prowadzą ludzie poza jej murami. Teraz pomimo
całej warstwy dziwacznego nieporozumienia sięgnąłem głęboko do pokładów
cierpliwości, zanim odepchnąłem ją od siebie. Dotyk jej chłodnych dłoni
sprawiał, że pod warstwą mojej skóry kumulowało się niezrozumiałe uczucie,
pragnienie niemożliwe do opisania. To wszystko trwało zaledwie urwany moment. W
mojej głowie uformowało się wspomnienie czegoś nierealnego. Na granicy snu i
jawy.
Nie odsunąłem się o krok, ona sama odskoczyła.
Przeskoczył między nami mały odpowiednik błyskawicy, a później wszystko
natychmiastowo wróciło do normalności. Poprawiłem pojedyncze kosmyki włosów,
które opadły mi na czoło. Zmęczone mięśnie nadal paliły mnie przyjemnym bólem,
choć teraz ból ten uśmierzony był tym dziwnym zjawiskiem, które zaczęło się
parę chwil temu. Najwyraźniej teraz też już miało się skończyć. Przyjąłem to z
ulgą.
Ona zaczęłam znów mówić, a to z kolei
pozwoliło mi opaść w miękką ignorancję i chwilę ciszy. Nie musiałem otwierać
ust, a Esja nawet chyba na to nie czekała. Miałem wrażenie, że ten poniekąd
słowotok nie jest zbyt naturalny. Nie taki, jaki zaobserwowałem już u niej
wcześniej.
Wzrokiem śledziłem zagięcia w namiocie,
starając się skupić myśli na czymś innym niż rozbierająca się za moimi plecami
dziewczyna. Odwróciłem się powoli. Prawdę powiedziawszy, łatwiej by mi było,
gdyby kapłanka okazała się szkaradną paskudą, która pod ubraniem skrywa
bezkształtne ciało, niż… Niż to, jaka naprawdę była. Natura wyposażyła ją
jednak szczodrze w zgrabne ciało. Oparłem dłonie na biodrach, starając się
przestać oceniać jej sylwetkę.
— W takim razie przynajmniej rozłożę ci
na ziemi dodatkowy pled — zdecydowałem, nie zamierzając się z nią kłócić. —
Będzie ci trochę wygodniej. Poza tym… — zmarszczyłem brwi, zatrzymując się w
pół kroku w swojej krótkiej wędrówce w stronę łóżka. No, i jak tu powiedzieć
świętej ponoć kapłance o tym, że raczej nie jest jedyną, która wtargnęła do
tego namiotu bez wyraźnego zaproszenia? W końcu odrzuciłem myśl, żeby w ogóle o
tym rozmawiać. — Nieważne. Kładź się, zanim zastanie nas tu świt. Jutro dzień
wcale nie będzie ani trochę łatwiejszy niż dzisiaj — rzuciłem chłodno, lekko i
natarczywie spychając ją otwartą dłonią z materaca mojego łóżka. Miałem
nieodparte wrażenie, że dawka dobroci dla jednej osoby już dawno się we mnie
wyczerpała.
Na szczęście najwidoczniej kapłanka
wzięła swoje słowa do siebie i położyła się na przygotowanym przeze mnie
miejscu. Myślałem, że to przyniesie cień ulgi… Niestety, w tym również się
przeliczyłem.
Obecność innej osoby w moim namiocie
sprawiała, że jeżyły mi się włosy na karku i nie potrafiłem spać. Głęboko
zakorzeniona intuicja i przyzwyczajenie raczej do czuwania niż snu w obecności
innych dawały o sobie boleśnie noc. Poza oczywistym względem, którym była
obecność półnagiej kobiety w namiocie dochodził do tego jeszcze fakt, kim ona
jest. I jak wytłumaczyć to komuś, kto mógłby tutaj pojawić się
niezapowiedzianie.
Wyboista noc nie przysłużyła się
zbytnio odpoczynkowi. Rano z letargu, w jaki zapadłem zaraz po świcie wybudził
mnie hałas zbroi, którą ktoś czyścił niedaleko mojego namiotu. Stal stukała
rytmicznie, niczym swoista muzyka. Otworzyłem szeroko oczy, pozostając na
plecach bez najmniejszego ruchu. Przez chwilę nasłuchiwałem. Równy,
systematyczny oddech osoby obok utwierdził mnie w przekonaniu, że wczorajszy
wieczór nie był wytworem mojej głowy. Zaniepokoiło mnie to, równie jak
wszystkie wątpliwości wcześniejszego dnia. Kto stał za atakiem na kapłankę i
dlaczego to wszystko się stało?
Dzisiaj czekało mnie żmudne zajęcie
nasłuchiwania. Zrozumienia nastrojów, jakie panują w obozie w obliczu
wszystkich zdarzeń, jakie miały ostatnio miejsce. Przyjazd księcia, kapłanka,
zbliżająca się wielkimi krokami wojna… Cień podejrzeń rzucony na naszego wroga
za splądrowanie świątyni. To wszystko sprawiało, ze widmo prawdziwego
zniszczenia, spustoszenia wręcz zawisł nade mną niczym omen śmierci wielu,
wielu ludzi. Dobrych żołnierzy. Poniesienia strat, które są w imię „boga”
koniecznością, podobnie jak w imię ludu i władcy, któremu służymy.
Odrzuciłem gruby podszyty futrem koc i
podniosłem się do siedzenia, dłonią podpierając się na twardym materacu za
plecami. Zrezygnowane spojrzenie spoczęło na dziewczynie, która nadal spała
najlepsze, zwinięta na pledzie na ziemi, przykryta cieńszą derką. Może chociaż
ona się wyspała tej nocy, pomyślałem, przeciągając się leniwie. Poranki były
jedyną porą, kiedy można było przyłapać mnie bez gardy, która broniła mnie
przed innymi cały dzień. Teraz jednak nie mogłem pozwolić sobie się rozluźnić.
Wstałem z łóżka i przeszedłem nad Esją.
Miałem na sobie wyjątkowo koszulę – zazwyczaj spałem bez niej, ale przez wzgląd
na specjalne okoliczności… Podszedłem do biurka i wyciągnąłem z jednej z
szuflad kilka listów i papierów, które nadal czekały na uzupełnienie. Służba
zaczyna się jeszcze zanim nawet zdążę się ubrać.
Niespodziewanie jednak na zewnątrz
wybuchło zamieszanie. Odwróciłem się profilem w stronę wyjścia do namiotu i
poczułem, jak pod skórą zbierają mi się złe, paskudne przeczucia.
Zanim praktycznie coś się właściwie
stało, w kilku susach znalazłem się klęcząc obok Esji.
— Wstawaj — syknąłem, łapiąc ją za
ramię i szarpiąc mało delikatnie. Uniosłem spojrzenie zaledwie o kilka cali. —
Właściwie to nie wstawaj. Przesuń się… Nie w tą stronę, pod łóżko — wycedziłem
znowu, zniżonym tonem głosu. Obróciłem się przez ramię, starając się ocenić
sytuację za namiotem. Ktoś szedł tutaj? Słyszałem podniesione głosy strażników
i mężczyzn, których nie rozpoznawałem. W tym wszystkim przebijał się także
niepokojący, damski głos.
Zanim zdążyłem ocenić, czy Esja w ogóle
jest już przytomna, udało mi się ją wepchnąć pod łóżko. Praktycznie udało się
to w ostatniej sekundzie, bo już niedługo po tym rozległ się głos odsuwanej
kotary. Powoli podniosłem się z kucania w stronę drzwi. Nadal nie zdążyłem
nawet się ubrać.
— Moja pani… — zacząłem, kłaniając się
szybko, po męsku.
Kobieta miała na sobie drogo zdobione
ubranie, w obozie z pewnością wyglądała jak kwiatek w kupie gówna. Choć suknia
stylizowana była nieco na podróżną modę męską, to ilość zdobień, zagnieceń,
fałdek i biżuterii – a przede wszystkim jej – jasno świadczył o tym, że to
osoba, która na co dzień tu nie przebywa. Co więcej; taka, która lubi pokazywać
innym, że jest od nich lepsza. Burza kruczoczarnych, kręconych włosów,
wystylizowana przez najlepszych fryzjerów, opadała jej na ramiona, spływając na
plecy. Nawet czubki butów miała obite szlachetnym metalem.
Pomimo całego splendoru obecności córki
króla, starszej siostry księcia, mnie nie opuszczały złe przeczucia. Właściwie
cała jej postawa zwiastowała problemy. Zmarszczyłem brwi, prostując się
sztywno, a na twarz przybierając wyraz chłodu i obojętności. Niezbyt uprzejmej
obojętności. Kobiecie chyba się nie spodobał.
— Czemu zawdzięczam tę szlachetną
wizytę? — zapytałem prosto, nie zamierzając dać uwikłać się w jakiekolwiek
gierki słowne.
— Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam,
oficerze Tealvash. — Uśmiechnęła się zimno. Jej ton głosu świadczył, że wcale
jej to nie obchodzi. Najwidoczniej nie zamierzała też czekać, aż stosownie się
ubiorę, ale skoro jej to nie przeszkadzało, to mi tym bardziej nie. — Przynoszę
wyrazy pamięci i pozdrowień od twoich pobratymców ze stolicy wraz z wyrazami
zatroskania o twój stan zdrowia i styl życia w obozie. Twój ojciec szczególnie
wyrażał zainteresowanie tym, jaką reputację tworzysz własnemu nazwisku.
Wymusiłem chłodny uśmiech, pochylając po
raz kolejny głowę. Nie odezwałem się jednak ani słowem. Księżniczka przestąpiła
z nogi na nogę, a później rozglądnęła się po pomieszczeniu. Zatrzymała wzrok na
łóżku.
Drgnąłem nerwowo, ale odsunąłem się,
zwalniając kobiecie drogę do mebla; jednego z niewielu w namiocie.
— Widzę, że wszystko trzymasz tutaj pod
kontrolą. Doskonale. Przyszłam odebrać raport osobiście. Chcę wiedzieć wszystko
na temat tej kapłanki, którą podobno tutaj gościcie. Wszystko, co do każdego
szczegółu, który może być istotny — zaznaczyła, z gracją opadając na materac na
łóżku. Opuściłem nieco głowę i wbiłem w kobietę spojrzenie spod byka.
Jakikolwiek miała w tym interes, z pewnością nie był też moim interesem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz