czwartek, 7 września 2017

XCIII


       Bez słowa opuściłam jego łóżko, nieszczególnie przejmując się jego zachowaniem. Byłam mu wdzięczna mimo to, bo mnie przygarnął, a wcale nie musiał tego robić. Ułożyłam się na ziemi, która wcale nie była niewygodna i okryłam swoje ciało szczelnie derką, aby zbytnio w nocy nie zmarznąć. Prawdę mówiąc nie wiem, kiedy ostatnio tak szybko zasnęłam. W świątyni zawsze spałyśmy w towarzystwie innych kapłanek, a tutaj każdej nocy byłam samotna. Właśnie dlatego towarzystwo Tealvasha pomogło mi się uporać z koszmarami dzisiejszego dnia. Sen przyszedł szybko i był mocny, pozbawiony jakichkolwiek snów, nastawiony jedynie na regenerację energii. 
       Rano ani myślałam o podnoszeniu się z miejsca. Niby moja świadomość wyczuła jakieś poruszenie, może nawet byłam w stanie skojarzyć, że to najpewniej Nevan, ale ta wiedza nie robiła na mnie żadnego wrażenia. Mruknęłam jedynie coś pod nosem, słysząc strzyknięcie łóżka i zwinęłam się jeszcze bardziej, nie pozwalając na to, aby jakiś hałas mnie rozbudził. Wszystko było więc przecudowne, do chwili, w której nie poczułam, jak coś mną narywa w niezbyt delikatny sposób. Byłam jednak tak zaspana, że z trudem otworzyłam oczy, a jasność podrażniła mnie w nie na tyle, bym nic nie widziała. 
       - Co..? Gdzie..? - zapytałam starając się nadążyć, ale było to dość trudne. Tealvash wprowadził między nas nerwową atmosferę, ale z opóźnieniem to do mnie dotarło, jak i fakt, że zostałam wsunięta pod łóżko, pod którym oddychanie nie należało do najprzyjemniejszych. Generalnie było tu pełno kurzu i kiedy dotarło do mnie, że pajęczyn również tu nie brakuje, jakoś tak zamarłam w bezruchu. Chciałam już uciekać, ale wtedy ktoś wszedł, Usłyszałam to i zrozumiałam, że właściciel namiotu nie chce, abym była zobaczona przez jego gościa. 
       Słyszałam jedynie głosy, ale za to bez trudu wszystko do mnie docierało. Wiem, że podsłuchiwanie nie jest zbyt grzeczne, ale z drugiej strony Nevan miał świadomość, że wszystko słyszę. Chyba to zwalniało mnie z poczucia winy, prawda? 
       Nie wiem, kim była ta kobieta, ale oficer traktował ją z dużym szacunkiem. Poza tym znała jego rodzinę. Musiała być jakimś gościem w obozie, wysoko postawionym gościem. Serce mi biło, jakbym robiła coś złego, ale naprawdę mnie to interesowało. Poza tym... dlaczego zapytała o mnie? Mężczyzna nie odpowiedział z entuzjazmem, jego głos był rzeczowy i jakby wyprany ze zbędnych emocji. Nie wiem czemu mnie to zmartwiło. Słuchałam jednak, jak opowiadał o wszystkim, o tym gdzie mnie znaleźli, jak długo tutaj transportowali, a nawet o tym, jakie badanie mi wykonali i jaki był ich wynik! Poczułam, że mimowolnie się rumienię. Potem wspomniał o wyprawie na którą się z nimi wybrałam i o tym, co tam znaleźliśmy. W zasadzie nie wspomniał jedynie o lekcjach, jakich mi udzielał, a tak, to niczego nie pominął. 
       Może to śmieszne, ale poczułam się, jakbym była jedynie tematem misji wojskowej. Wiem, że to głupie, a on musiał zdawać raporty, bo w końcu sie mną opiekował, ale.. Ech, to takie durne z mojej strony. Coraz częściej lubiłam zapominać o tym, jak tutaj trafiłam, jak i o tym, że ni będę mogła tutaj zostać. Zwyczajnie dobrze mi się tutaj żyło, ale to nie jest moje miejsce. Zostaję tutaj jedynie tymczasowo. 
       - Rozumiem... Mimo to będę chciała się z nią spotkać osobiście - podsumowała wypowiedź mężczyzny, wcześniej pozwalając sobie na nieco przeciągającą się ciszę. Wstała jednak z łóżka, co przyjęłam z ulgą. Czy to oznaczało, że niebawem zamierza wyjść? - Wyślę też raport, potrzebny do tego, by ustalić komu została przyrzeczona. W stolicy wybuchło wielkie poruszenie na wieść o straconych kapłankach. Szlachta wykłóca się o waszą małą Esję, jak o kawałek mięsa. Lepiej żeby szybko trafiła do swojego narzeczonego, nim ktoś spróbuje pozyskać żonę na własną rękę - zadrżałam pod mocą jej chłodnego tonu. Usłyszałam też kroki, musiała kierować się do wyjścia. Poza tym Nevan ją pożegnał, a ja zauważyłam jak wychodzi. W tej samej chwili poczułam jakieś mrowienie na nosie i nie czekając już dłużej, zaczęłam się wiercić, a tym samym wypadłam spod łóżka, pod którym byłam zawinięta w kokon. 
       Poturlałam sie niewygodnie po deskach, lądując gdzieś pod nogami mężczyzny, a potem zerwałam się na równe nogi, podskakując i strzepując z siebie wszystko, co miało czelność się na mnie znaleźć. Byłam tym szczerze zaaferowana przez dobre trzy minuty, próbując zająć się wszystkim na raz, a kiedy spadł ze mnie jakiś pająk i w popłochu szukał ucieczki, ja sama pisnęłam i niewiele myśląc, skoczyłam na łóżko, klękając na nim i śledząc ucieczkę owada. 
       - Dlaczego mi to zrobiłeś? - burknęłam, w końcu unosząc spojrzenie na mężczyznę. Co ważniejsze... teraz też zauważyłam, że nie ma nawet na sobie zbroi i przyznaję, zacięłam się nieco w swojej wypowiedzi, czując jak moja twarz się rozgrzewa. Przyjmował gościa w takim stroju? To normalne? Szybko odwróciłam spojrzenie. - Nie jesteś ubrany - wymsknęło mi się, jakby sam o tym nie wiedział. Musiałam ochłonąć, odetchnąć, aż w końcu nabrałam powietrza do ust. Byłam skołowana i w dalszym ciągu rozespana, a to nie tworzyło dobrej mieszanki. Najchętniej dalej spałabym w najlepsze. 
       - Czemu musiałam się chować? Przecież nic złego nie robiliśmy... kim była ta kobieta? Twoją narzeczoną? Zwracałeś się do niej z większym szacunkiem, niż zwykle - zaczęły się pytania, które pod łóżkiem wypełniły moją głowę. - Po co chce się ze mną spotykać? No i co to znaczy, że ktoś miałby pozyskać żonę na własną rękę? - bardzo dużo pytań się ze mnie wylewało, ale zaaferowanie coraz bardziej mnie opuszczało. 
       Usiadłam nieco wygodniej, przysuwając kolana pod brodę, po czym przykryłam sobie chłodne stopy i objęłam własne nogi. Podczas wypowiedzi tej nieznanej mi kobiety, jedna myśl przebijała się ponad wszystkie inne. Z jednej strony czułam, że powinnam zachować ją dla siebie, ale z drugiej wiedziałam, że nie upilnuję jej w ustach i lepiej wypowiedzieć to tu i teraz, niż potem, poza namiotem, gdzie moje słowa będą narażone na uszy osób nieodpowiednich. Kiedy byłam z Nevanem nie czułam takiego strachu. Sprawił, że już dawno mu zaufałam i wierzyłam, że z jego ręki krzywda mnie nie spotka. 
       - Nie chcę jechać do stolicy - przyznałam cicho, ale szczerze. W tych kilku słowach pełno było niczym niepohamowanej szczerości. Od dawna przecież o tym myślałam, a tajemnicza kobieta dała mi do zrozumienia, że oto zbliża się data mojego wyjazdu. Dlatego już teraz wiedziałam, że tak długo, jak będzie to możliwe, będę przykładała się, aby zapobiec mojego z nią spotkaniu. - Tu jest mi dobrze, skoro każdy szlachcic stracił narzeczoną, czy i mnie nie powinni odebrać, aby zapewnić sprawiedliwość? Mogłabym wtedy wstąpić do wojska i zostać tutaj, w twoim oddziale... - ręką bezwiednie przejechałam po szyi i zacisnęłam palce na obręczy, jaka nań się znajdowała. Ledwo wsunęłam je między skórę, a metal, przez co trudniej było mi oddychać. - Nie chcę też tego nosić, już dość wycierpiałam... nie odsyłaj mnie samej do stolicy - uniosłam w końcu spojrzenie na jego czerwone oczy, które teraz mnie nie przerażały. 
       Wiem, jaki on jest. Zasadniczy, żołnierz z krwi i kości. Nie miał powodów, aby mnie tutaj zostawić, a był tez zobowiązany wypełnić swe rozkazy. Mimo to nie powstrzymałam się przed wypowiedzeniem tej prośby. Jednakże dotarło do mnie, jak okrutna będzie jego odpowiedź, nim sam otworzył usta. Dlatego też zabrałam głos ponownie, wyprzedzając go. 
       - A przynajmniej jeszcze nie teraz... - dopowiedziałam, wierząc, że może to coś zmieni. Żałośnie liczyłam na to, że jakimś cudem będę jeszcze miała prawo wyboru, którego tak naprawdę od pierwszego dnia swoich narodzin nikt mi nie dał. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/