Obecność
księżniczki w moim namiocie zdecydowanie nie była mi w smak, ale nawet ja
miałem wystarczającą ilość przyzwoitości, żeby nie okazywać jej niechęci
otwarcie. Uważała się za bogowie wiedzą kogo, a choć w jej krwi podobno płynęła
niebieska krew, to swoim zachowaniem i dokonaniami nie zasługiwała nawet na
kroplę mojego szacunku. Mimo wszystko zrelacjonowałem jej wszystko, co powinna
wiedzieć. Na tyle dokładnie, żeby nie szukała niczego głębiej, z detalami,
które powinny zaspokoić jej ciekawość. Jak przewidziałem; kobieta ta nie
należała do najbardziej przenikliwych w obozie. A praktykę na co dzień zapewniała
mi przecież Aelnea; wąż w ludzkiej skórze, obślizgła i dwulicowa. W porównaniu
z nią księżniczka o burzy czarnych włosów tworzących aureolę wokół jej głowy
nie była nawet minimalnym zagrożeniem.
Kiedy usłyszała tyle, ile najprawdopodobniej
chciała ode mnie usłyszeć, podniosła się z łóżka. Nie zauważyła, że zerknąłem w
tamtym kierunku. Wyszła wraz z chmurą swoich silnych perfum, z aurą władczości
i dostosowania się do najnowszej mody panującej w kraju. Dopiero, kiedy ona i
jej orszak rozwrzeszczanej straży przybocznej umilkł, rozluźniłem się nieco.
I właśnie wtedy spod łóżka wylazł mój
kolejny problem. Odskoczyłem o krok, zerkając w dół na zawinięty rulonik z
kapłanki, kiedy ta starała się uwolnić ze swojej pozycji. Z rosnącym
zaskoczeniem obserwowałem, jak walczy z wyimaginowanym wrogiem – a może był tam
jakiś minimalnych rozmiarów pająk? Wyciągnąłem dłoń, ale zatańczyła w
przestrzeni między mną a łóżkiem, po czym wskoczyła z rozpędem na mebel. Dla
pewności zerknąłem w stronę wyjścia z namiotu, ale te nagłe i szalone dźwięki
na szczęście najwidoczniej nikogo nie zainteresowały.
Za to obserwowanie tego szamańskiego
tańca Esji był całkiem niecodziennym i śmiesznym doświadczeniem. Oczywiście,
gdyby nie fakt, że nie było mi do śmiechu. Powoli podniosłem ramiona i
zaplotłem je na klatce piersiowej okrytej jedynie cienkim materiałem koszuli.
— Oczywiście, że nie. Nie zdążyłem
jeszcze nic założyć od rana. To ty jesteś tu gościem, nie ja; ja jestem u
siebie — przypomniałem, przestępując na drugą nogę i uśmiechając się nieco
złośliwie, jednym kącikiem ust. Zaraz jednak spoważniałem, bo Esja skurczyła
się niczym dziecko czekające na dokuczliwą lekcję.
Zdążyłem się już nauczyć, że jeśli to
robiła, to coś było na rzeczy. Jednocześnie nie przerywała potoku słów, a wyraz
mojej twarzy stężał i zdecydowanie spoważniał. Była w tym momencie niczym
dziecko, które przeciwstawia się woli ojca choć wie, że sprawa została już
zadecydowana, a przeciw i tak zda się na nic. Przypominała mi w tym momencie
skuloną i obrażoną Leilah, której ojciec znów kazał udać się na lekcje zamiast
do ogrodu, w którym mogłaby się bawić aż do wieczora. To porównanie sprawiło,
że moje serce ścisnęło się boleśnie.
Ale nie zamierzałem dać zwieść się
pozorom. Ani tym bardziej zmięknąć pod tonem jej głosu. Nie dała mi jednak odpowiedzieć.
Podszedłem więc do biurka i spojrzałem na papiery, które nadal na nim leżały,
nie ruszone.
—
To niezbyt stosowne, żeby nasza dwójka chodziła tak ubrana w swojej obecności,
zwłascza rano. Ludzie mogliby pomyśleć… Różne rzeczy. Że pozbawiłem cię
świętości albo inne świątynne i przesądne bzdury. A później zaczęliby gadać.
Lepiej, żeby twoja obecność w nocy w moim namiocie została naszą tajemnicą — burknąłem,
po chwili dopiero przenosząc na nią spojrzenie. Kuliła się na łóżku, zaplątana
w moją pościel, w koc podszyty futrem. — Na litość boską, możesz się ubrać? —
rzuciłem, machnąwszy w jej kierunku dłonią. Kiedy siedziała w ten sposób… Było
widać zdecydowanie więcej, niż powinienem i chciałem widzieć.
Dopiero, kiedy wyrzuciłem z głowy
zbędne obrazy koszuli, która odsłaniała zdecydowanie zbyt dużo ud, postanowiłem
znowu na nią zerknąć.
— To nie była moja narzeczona, co to za
niedorzeczny pomysł? Nie mam narzeczonej, jestem oficerem — dodałem, chociaż
ten argument zupełnie nie miał żadnej mocy. Wielu oficerów miało żony, czasami
nawet po kilka. Ale nie czułem konieczności, żeby tłumaczyć się z tej jednej
kwestii przed Esją. — To starsza siostra księcia, córka króla. Przyjechała z
nim do obozu, pewnie chciała sprawdzić sprawę na własną rękę. Nie musisz się
nią przejmować — łypnąłem na nią szybkim spojrzeniem – jeśli to nią się
martwisz.
Łatwiej niż odpowiadać na jej prośbę
było mi to zignorować. A może przede wszystkim wygodniej. Odpowiedź, że to nie
ja decyduję o jej wyjeździe padała już między nami wielokrotnie i miałem
dodatkowo przeczycie, że Esji wcale nie o nią chodziło. Może o coś bardziej
osobistego? O obietnicę taką jak ta kilka dni temu? Że nie pozwolę jej wyjechać
bez uprzedzenia, co się zbliża. Zdecydowanie wygodniej było trzymać się na dystans
od kolejnych słów obietnicy.
Przez dłuższą chwilę zajmowałem się
dokumentami, które zalegały i wymagały moich podpisów i zapoznania się z nimi,
ale w głowie układałem skrupulatny plan prześledzenia tego, co dzieje się w
obozie i co zagraża kapłance. Najłatwiej było zacząć nieco staromodnie: od
przepytania wartowników, którzy mieli stać pod jej namiotem. Dziewczyna na
szczęście zaczęła się naprawdę ubierać, przez co i mi łatwiej było się skupić
na swoim zadaniu. Wizyta rozpieszczonej księżniczki też stała się teraz sprawą
drugoplanową.
W końcu, nie odrywając spojrzenia od
papierów, zwróciłem się do kapłanki, która nadal była wewnątrz namiotu.
— Jesteś gotowa? Czeka cię lekcja z
Freyą, wczoraj podała mi wszystkie swoje warunki. Możesz iść do namiotu
tancerek i do Lance’a, skoro chciałaś go odwiedzić — rzuciłem nieco niedbale,
zapisując kilka kolejnych słów na kartce. Po niedługiej chwili wyczułem jednak,
że Esja nadal nie wyszła. Podniosłem na nią pytające spojrzenie, tym razem
nieco mniej surowe. — O co chodzi? Tam też mam iść z tobą? Czy czekasz na
dalsze rozkazy? Bo jeśli na to drugie, to dzisiaj musisz znaleźć czas na lekcję
jazdy konnej spotkanie z księciem i jego
siostrą. A wieczorem spotykamy się na placu treningowym, jak wczoraj — dodałem,
mrużąc nieco powieki i odkładając pióro. Całą uwagę w tym momencie skupiłem na
blondynce. Starałem się też wyczuć, czy klimat wcześniejszej rozmowy jeszcze
jej nie opuścił.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz