piątek, 17 listopada 2017

CXIX



       ...I naprawdę chciałam wyprowadzić go z błędu. Pragnęłam tego, jak faktu, by miał rację, bo wiedziałam, że pragnienie te nie jest odpowiednie. Nie powinno nigdy zakiełkować w moich myślach, a tym czasem miałam wrażenie, że pnie się w nich już od dawna, osiągało kwiatostan, który nie przeżyje zimy, którą spowita jest stolica, miejsce do którego niebawem się udam. Mimo to pragnęłam znaleźć w sobie siłę, aby przestać kłamać, dlaczego mi pozwalał na te kłamstwa, dlaczego nie prosił o szczerość? Wiedziałam, znałam odpowiedź. Szczerość nie jest w tym wypadku odpowiednia i on, jako oficer wiedział, jakie zachowania nie powinny mieć miejsca. Byłam więc głupia i w którymś momencie zbyt zuchwała się stałam, by nie być problemem. Tego mi nie powie, nie nazwie mnie nim, może z litości. Ostatecznie może wcale nie jestem wyjątkowa, a jedynie pragnę nią być, bo zakosztowałam więcej, niż powinnam. 
       - Tak... masz rację, jak w domu - powiedziałam jedynie i były to ostatnie słowa, jakie opuściły moje usta. Resztę, nawet, gdybym chciała dodać resztę, to powietrze wbiłoby ją z powrotem do gardła. Nagły pęd, galop, w który on sam wprawił konia. Nie był już jednak tak zabawny, jak ten wcześniejszy. Było w nim coś rozpaczliwego, bo nie gnaliśmy już przez las, ku zabawie, ku pokazaniu możliwości. Gnaliśmy do obozu, do ludzi, do ról o których przy nim coraz częściej zapomniałam. Nie powinnam, a bogowie zapewne pomstowali nade mną. Przepraszam... czuję, że muszę to zrobić. Urodziłam się ze znakiem, palącym, ciężkim i okrutnym. Zmuszano mnie, bym go kochała, a innych, by go szanowali. Ostatecznie jednak, ja sama nie potrafiłam go szczerze szanować, a inni może nigdy go przez to nie pokochają. Cóż za beznadziejność, bo poczułam po raz kolejny, jak ciąży mi włąsne przeznaczenie, jak uciążliwa jest obręcz na mojej szyi. Byłam więc tak zmęczona, że galop tylko wytrząsł moje ciało, sprawił, że pośladki piekły żywym ogniem. Widok obozu był zaś karą. No tak, czuję się tutaj jak w domu. Tylko, że czym tak właściwie jest dla mnie dom? 
       Nie powiedziałam nic, w zasadzie ocknęłam się dopiero przed swoim namiotem, gdzie mnie odprowadzono. Z trudem zeszłam z siodła tak, by nie pokazać ubytku w mej sukni. Byłam zmęczona, ale nie senna. W zasadzie czułam, że prędko nie zasnę. Poprosiłam o kąpiel, ale okazało się, że ze względu na ogrom służby, jaki pojechał na wyprawę, przygotowanie jej w moim namiocie będzie kłopotem. Oczywiście kłopot ten bez problemu chcieli zignorować, ale ja nie zamierzałam dokładać im pracy. Byłam już gotowa zrezygnować z wygód, gdy jeden z żołnierzy zaproponował oficerską łaźnię, jako, że i tak przez polowanie mało kto będzie się tam wybierał. 
       - Pani, czy towarzyszyć ci podczas kąpieli? - zapytała mnie służka, kiedy już doprowadzono mnie do odpowiedniego miejsca. Oczywiście odmówiłam, prosząc, by pilnowała, aby nikt nie wszedł. Bardzo mi się t utaj podobało, warunki były lepsze, niż w namiocie i nie przywodziły pamiętnej nocy, kiedy w mojej kwaterze zalęgły sie te przerażające stwory. Basen był duży, nad wodą unosiła się zachęcająca para. Ściągnęłam z siebie wszystko, a w zasadzie wszystko co mogłam. Nie spieszyłam się, zostałam jedynie w złotej obręczy. Ile czasu minęło, odkąd mnie w nią zakuli? Czy poczuję ulgę, gdy mi ją ściągną, gdy zostanę oddana swemu mężowi? Wstrząsnął mną silny dreszcz, przysiadłam  pod ścianką basenu, dłońmi przejeżdżając po tafli wody. 
       Byłam rozkojarzona, niemalże upojona. Może wlaśnie przez to nie dotarły do mnie jakieś głosy z zewnątrz. Przymknęłam oczy, oddychałam powolutku, a kiedy otworzyłam je, bynajmniej spokojna nie byłam. Wyrwał mnie z mojeo błogiego stanu głos, który znałam wyjątkowo dobrze. Co najdziwniejsze był to głos bynajmniej nie dobiegający z daleka.  
       Spojrzałam na Nevana. Mój wzrok ześlizgnął się po jego ciele. Po torsie, który sprawił, że miałam dreszcze i uderzyło mnie uczucie, że chciałabym go dotknąć, poznać jego fakturę. Po zagłębieniu, którego ujście skryte było pod materiałem, po udach. Patrzyłam i dopiero po chwili zrozumiałam, że to działa w dwie strony, że on także patrzy. Patrzy na mnie! Na świętość, na widok, dla mojego męża. 
       Sapnęłam, nie będąc w stanie wydusić z siebie krzyku. Zasłoniłam się skrzyżowanymi ramionami i nie wiedząc, co powinnam zrobić, zaraz się odwróciłam, czując, że z trudem łapię dech. Poliki zapiekły, a serce boleśnie zabiło w piersi. Zrobiło mi się słabo. Co on tu robił, dlaczego tu był. Dlaczego na miłość bogów miał na sobie więcej, niż ja? Dlaczego ja nie mogłam zobaczyć go w całej okazałości? Bo na mą potępioną duszę, przyznaję, że chciałam. Żałowałam niesprawiedliwości, nierównego zawstydzenia. Wiedziałam też, że jest to nieodpowiednie, wstydziłam się i nigdy na głos nie przyznam. Poza tym to, że ja chciałam patrzeć na niego, nie oznaczało, że chciałam być przy tym widziana. 
       - Powinnam zostać ukarana... - wyszeptałam. Zamiast się oburzyć, zamiast piszczeć, pytać co tu robi, jak się tutaj dostał. To jedyne, co miałam w głowie. - Nie wolno mi być widzianą przez mężczyzn, bogowie potępią moją duszę... już jestem potępiona - teraz, siedząc tyłem do niego przetarłam twarz dłońmi. Było mi tak gorąco, wiedziałam, że woda nie jest sprawcą tego faktu. Nim jednak się odezwał, ja sama znów podjęłam to, co przerwane. - Nie mów, że nie, nic nie rozumiesz... nie wiem, jak się tu znalazłeś, dlaczego, ale wiem, że moja reakcja jest zła. Powinnam zacząć krzyczeć, donieść na ciebie. Wówczas w najlepszym wypadku zostałbyś wychłostany, prawda? Wtedy zmyłabym z siebie grzech, w oczach bogów byłabym nadal czysta, ale... bogowie, nie zrobię tego... Nevanie, dlaczego tu jesteś? - byłam spanikowana i bez wątpienia było to słychac. 
       Dyskretnie obejrzałam się przez ramię, nadal stał przodem. Jak mógł? Dlaczego się nie odwrócił? Ja teraz też nie potrafiłam odwrócić już spojrzenia. Złapana w sidła czerwonych oczu. Zastygłam, na całe szczęście nadal pokazując mu jedynie plecy i profil opatulony jasnymi włosami. Nie tak powinna wyglądać ta sytuacja. 
       - Jak możesz na mnie patrzeć? Dlaczego jeszcze nie wyszedłeś? - jęknęłam, oddychając szybko. Wyrzuć go Esjo, zdenerwuj się! Byłam zawstydzona, owszem, ale byłam też... nie wiem, jak to nazwać. Czułam się, jak w transie. - To nie może mieć miejsca, proszę bądź rozsądny i wyjdź, zanim... zanim przyznam się, że sama ciebie nie wyrzucę. Jestem kapłanką, mówiono mi, że nikogo tutaj nie będzie - poliki piekły żywym ogniem, byłam naga, on też. To wszystko nie powinno się mieścić w mojej głowie, skąd więc to szalone uczucie upojenia? - Nie patrz, na litość boską! Mój widok powinien być ci odrażający! A mnie twój! Jeśli moja dusza ma być potępiona, przyjmę męki, ale nie chcę ciągnąć ciebie za sobą, więc odwróć wzrok, jak należy! - sapnęłam, rozglądając się dookoła. Zero ucieczki. - Zwolnię łaźnię, tylko wypuść mnie... - w końcu wyrzuciłam z siebie spanikowana. Co najgorsze, nie bałam się swojej nagości, czegoś tak intymnego, tego, że nawet teraz widzi całe moje plecy, zdobiący je, ciągnący się zawijasami znak, od miejsca pomiędzy łopatkami, aż po same pośladki. Nie, to nie zawstydzenie było problemem. To fakt, że ciepło rozchodziło się po moim ciele, że kusiło, bym została... kusiło tak okrutnie. Piękno grzechu... mówiono o tym, jak mami, jak zachęca. nie rozumiałam, brzydziłam się go i potępiałam ladacznice o których nam mówiono. Tym czasem... sama w głowie miałam widok jego ciała, na uchu wspomnienie jego oddechu, a przed oczami... nie miałam nic. Tylko oczy, w których płonęłam, jak w ogniach piekielnych. Czyż po to przeżyłam najazd na świątynie? Aby przeżywać takie męki będąc wciąż żywą?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/