wtorek, 21 listopada 2017

CXXIX



       Nevan... był taki, jak w ostatnich dniach. Może normalnie bym się przejęła tym, jak chłodne było powitanie, ale teraz bardzo na rękę było mi szybko zejść mu z oczu. Przygotowanie konia trochę opóźniało moje wydostanie się z obozu, dlatego zamierzałam się za to jak najszybciej zabrać. Uśmiechnęłam się do Eliaha, który wyraził chęć pomocy, ale lepiej będzie, jak sama się tym zajmę. Najlepiej ich unikać, dopóki nie wyjedziemy wystarczająco daleko. Miało pójść gładko, lecz bogowie mi świadkiem, że przeżyłam mały zawał, gdy oficer złapał mnie za ramię. Wydało się! Wie! Książę był u niego! Tyle myśli w ułamku sekundy przewinęło się przez moją głowę i dlatego nieco nieprzytomnie odebrałam prawdziwy sens jego słów. Machnęłam jedynie głową na znak, że rozumiem i odwróciłam się. W stajni dopiero dotarło do mnie, co powiedział. Po co niby mi służąca? Nagle potrzebuję specjalnego traktowania? To kara za to, że z nimi jadę? Może moja obecność nie była mu na rękę. 
       Do momentu, w którym faktycznie wyjechaliśmy nie mogłam przestać się trząść. Sądziłam, że po chwili będzie lepiej, ale z czasem wcale nie było. Każdy odgłos kopyt przyspieszających gdzieś na końcu pochodu brzmiał, jak potencjalny oddział księcia, który ruszył w pogoń za nami. Chyba nigdy tak się nie cieszyłam, jak dziś z tego, że Nevan nie poświęca mi uwagi. To było wielka nagrodą. Dopiero po jakiejś godzinie zdjęłam kaptur z głowy, spróbowałam oddychając pełną piersią. Nic się nie stanie, przecież nie zrobiłam nic złego, prawda? Próbowałam to sobie wmawiać, jakby miało to zmniejszyć moje winy. Sama siebie usprawiedliwiałam, przy okazji prowadząc niezobowiązującą rozmowę z jakimiś wojakami. Byli za mało znaczący, by wiedzieć cokolwiek, a zatem na towarzyszy konwersacji nadawali się perfekcyjnie. 
       Opowiadali o klimacie, jak będzie mi dane zobaczyć. Generalnie uśmiechałam się i potakiwałam, ale nie potrafiłam w całości oddać się rozmowie. Gdzieś tam z tyłu głowy czułam, że nie uda mi się tego zachować w tajemnicy. Koniec końców on się dowie. Zawsze się dowiaduje i co wtedy? Odeśle mnie? Będzie zły? Zawiedziony? Nie wiem, co byłoby gorsze. Chyba każdy możliwy scenariusz wbijał się w moje ciało, jak chłodny sztylet, który nie tylko sprawiał ból, ale uniemożliwiał też logiczne myślenie, swobodne poruszanie się. 
       Znów usłyszałam odgłos kopty, poderwałam głowę i przeszedł mnie chłodny dreszcz. Nie, nie, nie... nie teraz, nie ty. Moje ciało zdawało się krzyczeć ze strachu, gdy Nevan samym spojrzeniem odegnał ode mnie pozostałych żołnierzy. Zawiedli mnie, sądziłam, że będą jakąś tarczą, może ostoją, a tym czasem oni zmyli się, nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Mimo to próbowałam siedzieć prosto, muszę się z nim zmierzyć, udowodnić sobie, że nie żałuję swoich czynów, bo ostatecznie byłam dumna z tego, że wszystko mi się udało. Może nawet chciałam przedstawić swoje zagranie oficerowi, wierząc, że doceni spryt i wykonanie. Jednocześnie jednak czułam, że prędzej dałby mi jakąś karę, o ile od razu by mnie nie spakował i nie odesłał. 
       Z tych szaleńczych myśli wyrwał mnie jego głos. Prosty, formujący się w proste pytanie, które miało moc młota przybijającego gwóźdź do drzewa. Nie byłam w stanie go wyciągnąć, choćbym zapierała się dwoma rękami. Nie było szans na to, bym uniknęła odpowiedzi, prawda? Spojrzałam na niego, chyba nawet zbyt spanikowana, przez to, że dostrzegł bladość na mojej twarz. Nie spałam całą noc, to przez to... własnie. Przez to! Nie musi znac powodu, prawda? Ile czasu będę w stanie go oszukiwać. Poniekąd byłoby to ciekawym wyzwaniem, gdyby nie konsekwencje, które mogą za tym stać. 
       - O co chodzi? - powtórzyłam unosząc brwi, jakby smakując te pytanie, dając mu do zrozumienia, że nie wiem skąd u niego takie słowa. Zaraz jednak zreflektowałam się, nadal unikając jego spojrzenia. Czy to było błędem? Ostatnio między nami pokazał się dystans, oboje mieliśmy tego świadomość, więc mogłam chyba czuć się niezręcznie i unikać jego spojrzenia. Tak to sobie tłumaczyłam. - Służącą? A tak... jest jakaś służąca... - cholerny świat... zapomniałam o tym. I jeszcze klnę! Co ten obóz i ta sytuacja ze mną robiły? Musiałam oddychać, oczyścić umysł. Po kolei... służąca, tak. Mogłam być o to zła. Tylko teraz zrobiłam z siebie ofiarę... podejrzaną ofiarę. Najlepiej będzie to zakryć pretensjami. Kto by pomyślał, że on sam pomoże mi zmienić temat. 
       - Zwyczajnie nie spałam za dobrze - odpowiedziałam na jego pytanie, uznając tutaj temat za zamknięty. Teraz należało szybko przejść do innego tematu. - Z konia jestem zadowolona, ze służącej mniej. Nie potrzebuję opieki, radziłam sobie przez cały czas, skąd ten pomysł, że potrzebuję kogoś? A może chcesz mnie pilnować w ten sposób? - spanikowałam lekko, ponowie, pozwalając by zbyt wiele emocji wymalowało się na mojej twarzy. Czemu rozmowa z nim nie była łatwiejsza? W końcu się zdobyłam, zajrzałam w jego oczy, nie odwróciłam spojrzenia. - Chyba nie podejrzewasz mnie o coś, co trzeba by było kontrolować? Zawsze wiesz o wszystkim, więc na co mi dodatkowa opieka? - och, to zły trop. Nie, nie dam rady. Dłonie znów zaczęły mi się trząść. Mogłam uciec na samym początku, bo niezależnie od starań zachowanie spokoju mi nie wychodzi. 
       Rozejrzałam się dookoła. Nie było sensu by próbować dalej. Zacisnęłam mocniej usta , zatrzymałam konia, Nevan zrobił to niemalże natychmiast po mnie. Zaskoczyło mnie to, sapnęłam. Nie było ratunku, chyba że. Patrzyłam na niego przez chwilę z wyjątkowo spanikowaną miną. 
       - Muszę na stronę. Teraz - sapnęłam, czując, że to jedyny ratunek, na lepszy nie wpadnę. Nawet jeśli powinnam się tym zawstydzić, to przez fakt, iż było to kłamstwem, moja twarz nadal była blada, jak papier. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/