wtorek, 21 listopada 2017

CXXXI




       Nie zamierzałam czekać, musiałam się uwolnić od działania jego spojrzenie, ukryć, odetchnąć i zaplanować działanie. Dlatego też szybko czmychnęłam za drzewa, a potem za krzaki, a potem za kolejną porcję drzew. Dopiero za konarem wiekowej choinki mogłam się uspokoić. Wsparłam się o niego, łapiąc zachłannie powietrze. Mimowolnie wsunęłam palce we włosy, czując, jak trzęsą mi się nogi. 
       - Nie dam rady, nie dam rady... - mruczałam do siebie, czubkiem buta grzebiąc w ziemi. Chciałam siebie pocieszyć ambitnym rozwiązaniem, ale te nie chciało narodzić się w mojej głowie, mimo najszczerszych chęci. Możliwe, że nieco zbyt długo stałam przy tym drewie, jakby miało mnie ono oświecić, albo chociaż wspomóc. Uznałam, że jest szansa, iż mężczyzna został gdzieś na początku pochodu. Dyskretnie przemknęłam między drzewami, wychylając się zza jednego z nich i na moje nieszczęście, akurat nasze spojrzenia się skrzyżowały. Niewiele myśląc odepchnęłam się od swojego schronienia, udając, że wcale nie badałam terenu, tylko jakoś tak sobie wyszłam. Żeby nieco wzmocnić te wrażenie, szybko podeszłam do Nevana i sprawnie złapałam za wodzę. 
       - Zatem dziękuję za prezent - mruknęłam, podnosząc nogę, aby umiejscowić ją w strzemieniu. - Ty nie zamierzasz się użerać, więc ja powinnam... Po co więc brałeś służkę, skoro jej nie chciałeś? - zapytałam, uznając, że ten temat jest mi o wiele bardziej wygodny, niż poprzedni. Może już o nim zapomniał? 
       Udało mi się wskoczyć na siodło i wygodnie na nim usiąść. Uniosłam głowę, oceniając odległość, jaka dzieliła nas od końca pochodu. Był dość długi, więc wystarczyłaby chwilka kłusem, aby się z nimi zrównać. Tylko, że jakbym teraz zaczęła kłusować, to równie dobrze od razu mogę się spakować i wrócić do obozu. Sądziłam, że oszustwo przyjdzie mi łatwiej, że będę zapierać się rękami i nogami przed wyjawieniem prawdy, a tym czasem z każdym krokiem czułam, jak to wszystko mi ciąży. Nie mogłam przestać nerwowo przygryzać dolnej wargi. Pełno było we mnie takich tików. Już nie potrafiłam usiedzieć. Nie jestem dobra w oszustwach, może moje zdolności są lepsze niż kiedyś, ale przy Tealvashu wydawało mi się, że jestem dzieckiem we mgle. Jakbym nie miałam pojęcia, jak chodzić, a próbowała wmówić mu, że jestem urodzonym tancerzem. 
       Kiedy udało mi się już opanować drżenie rąk, on znów to zrobił! Drążył! Wracał do tego tematu i nie chciał dać mu spokoju. Frustracja przelewała się przez moje ciało, szukała jakiejś szpary przez którą mogłaby uciec. Powinnam się trzymać, zacisnęłam nawet mocniej dłonie na wodzach, jakby to miało jakoś pomóc. Skutek nie był zadowalający i pewnie przez to zgięłam się w przód i jęknęłam z rezygnacją, jakby wołając o pomstę do nieba. 
       - Całe życie byłam blada! - zawołałam niemalże rozpaczliwie, ale nie na tyle głośno, aby ktokolwiek z żołnierzy mógł nas usłyszeć. Wiedziałam, że ten dość emocjonalny wybuch przykuje jego uwagę, że tym samym już będzie wiedział, że coś ukrywam. Miał rację! Z resztą czy on potrafi inaczej? Czy nie mógł chociaż raz być ślepym głupcem? Nie mógł mi czegoś ułatwić, abym to ja była górą, a on tym, który nic nie wie? Wiem... proszę o zbyt wiele i chyba zapomniałam, jakie są nasze rolę w tym wszystkim i kim jest jadący obok mnie mężczyzna. 
       Zerknęłam na niego i to był błąd. Jego spojrzenie złapało mnie w słynne sidła i już nie miałam szans, aby się odwrócić. Broda nieco mi zadrżała, pozwalając wargą rozsunąć się lekko. Gdybym była koniem, najpewniej teraz skuliłabym uszy. Miałam wrażenie, że nawet w ludzkiej postaci jest to zauważalne. Czułam się, jak otwarta księga, a chociaż byłam zakazaną, to czytał ze mnie, jakby miał przed sobą wyborną lekturę. 
       - Będziesz tak wiercił, dopóki nie wyśpiewam ci wszystkiego? Czy kobieta nie może mieć tajemnic? - mruknęłam, chcąc zabrzmieć lekko, ale brzmiałam jak dziecko, które próbuje udawać, że ma jeszcze jakiekolwiek panowanie nad sytuacją. Twarz mi drżała od coraz to nowszych emocji. Tak wiele się ich przewijało, a ja nie wiedziałam, czego się uczepić. W końcu moje ramiona opadły. 
       - Dobrze, faktycznie brak snu to nie wszystko, ale nie skłamałam - zaznaczyłam ostatnimi słowami, jakby ten stan rzeczy miał mnie jakoś przed nim wybielić. A może sama siebie chciałam uratować we własnych oczach? Kapłanki nie powinny oszukiwać, a już na pewno nie robić w konia oficerów i książęta. Znowu pozwoliłam sobie na chwilę ciszy i nawet jeśli nie byłam w sytuacji, w której powinnam stawiać warunki, to czułam, że bez nich się nie obejdzie. 
      - Powiedz... gdybyś musiał mnie za coś ukarać, jaka byłaby najgorsza kara, jaką dla mnie przewidujesz? - zapytałam nagle i wiedziałam, że wydźwięk tych słów nie stawia mnie w najlepszym świetle. Nabrałam dużą porcję powietrza do płuc, a chociaż nic jeszcze nie wiedział, to już czułam, że powinnam się tłumaczyć. - Nie zrobiłam nic złego, po prostu dostosowałam się do jednych rozkazów... nic więcej nie powiem, koniec! - puściłam jedną dłonią wodzę i zakryłam nią sobie oczy. O dziwo ten dość głupi sposób przerwania kontaktu wzrokowego podziałał i poczułam, że jakieś niewidzialne kajdany ze mnie spadają. - Z resztą to mało istotne, przejmuję się niepotrzebnie... jeśli będziesz chciał, opowiem ci o tym podczas nocnego postoju, o ile naprawdę ciebie to interesuje. W końcu w ostatnich dniach nieszczególnie ciekawy byłeś tego, co się ze mną dzieje. Skąd to nagłe zainteresowanie? - zagadnęłam, niby przez chęć zmiany tematu, ale z drugiej strony naprawdę byłam ciekawa. Nie mogłam też ukryć, że wcale mi się to nie podobało, dni które przeżyłam wierząc, że więcej go nie zobaczę... niby widywaliśmy siebie, ale te spotkania zdawały się mnie ranić bardziej, niż cieszyć. Teraz z kolei miałam wrażenie, że tylko ja radowałam się na myśl, iż jestem częścią tej wyprawy, właśnie dlatego bałam się, że mnie odeśle. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/