Narzuciłam się? Jak dla mnie nic takiego nie zrobiłam, ale niekoniecznie przejęłam się jego uwagą. Uznałam natomiast, że jego reakcja o dziwo mi się spodobała. Nie rozumiałam, co dokładnie miałoby mi się podobać, ale jednak czułam dziwną satysfakcję i mimo, że teraz on w jakimś stopniu mnie podpuszczał, nie przejęłam się tym, tylko uśmiechnęłam do niego.
- Nie oficerze, planowałam jedynie twoje towarzystwo, więc dobrze się składa, że masz czas na moje - odpowiedziałam swobodnie, a kiedy wyszedł zaraz odwróciłam się do służącej. Wydawała mi się być w szoku. Poderwała się oczywiście, aby mi pomagać. Musiałam jej rozkazać, aby usiadła. Cóż, sądzę, że naprawdę długa droga przed nami.
Ubrałam się po męsku, w leżące przy łóżku ubrania. Kiedy miałam pewność, że dłonie Mili były już suche, poprosiłam o pomoc z gorsetem, aby tym razem był poprawnie zawiązany. W czasie jazdy miałam na sobie pelerynę, więc wszelkich niedopięć nie było widać, teraz natomiast wyszłam ze swojej kwatery bez okrycia i z zadowoleniem zauważyłam, że Nevan nadal na mnie czekał. Jak się okazało namiot dowódcy nie był daleko, ale był też większy od mojego. W ogóle mi to nie przeszkadzało, może nawet cieszyło. W dodatku zerkałam na wszystko, jakby czując przy tym dziwną dumę. No tak, Tealvash był głównodowodzącym. Zastanawiało mnie, jak się z tym czuje, czy towarzyszy mu fascynacja, czy może stres. Chociaż nie wiem, czy ten mężczyzna potrafi odczuwać normalne podenerwowanie.
- Yhm... - skwitowałam, gdy powiedział o jedzeniu. Później byłam już o wiele bardziej rozmowna. Chętnie zadawałam pytania i naprawdę cieszyło mnie to, że Nevan odpowiadał na wszystkie. Nawet jak czegoś nie rozumiałam, nie czułam się źle dopytując. Generalnie rozmowa była swobodna, niezobowiązująca i po całym dniu przejmowania się księciem była nie szukając daleko wytchnieniem.
Mimo głodu już nie myślałam o jedzeniu. To czekało na nas cierpliwie, a ja popijałam wino, które przyniósł jakiś służący. Było dobre, może nawet zbyt dobre. Do niektórych rytuałów w świątyni również się je wykorzystywało, ale miało cierpki smak i chyba miało zniechęcać. Tutaj natomiast dostałam pełny kielich czegoś, co przyjemnie rozgniewało moje podniebienie, zostawiając na języku owocowy posmak. Nie przeszkadzało mi zatem to, że oficer najpewniej o mnie zapomniał. Dotarło do mnie, że lubię obserwować, jak pracuje, głowi się nad czymś, skrobie piórem po pergaminie. Nie wiem ile czasu minęło, gdy zapamiętywałam każdą zmarszczkę na czole, co jakiś czas pojawiającą się, bądź zanikającą, gdy najpewniej przechodził do kolejnej sprawy.
Mój kielich szybko sie opróżnił, co nie zostało przeze mnie pozytywnie odebrane. Było mi gorąco i poluźniłam nieco koszule przy karku, czując, że całe moje ciało jest przyjemnie lekkie. Błogość, to chyba ten stan. Nagle spojrzał na mnie i przyznaję, zaskoczyło mnie to. Nic nie powiedział, ja także. Przyłapana na obserwowaniu go przez cały ten czas nie czułam się źle. W zasadzie nie odwróciłam spojrzenia, czekałam, a po chwili dotarło do mnie, że może jest to niegrzeczne. Nawet to nie pozwoliło mi się speszyć. W ciszy bawiłam się kosmykiem własnych włosów, zawijając go bez powodu na palec i odwijając.
- Nie mów tak - burknęłam, kiedy przerwał ciszę i podszedł w końcu do stołu. Nie podobało mi sie takie podejście. - Chciałam zjeść z tobą, nie z kimś innym. Mogę poczekać, jeśli to cena za twoje towarzystwo. Po prostu... nie wyganiaj mnie tylko dlatego, że nie masz czasu mnie zabawiać rozmową. Wystarczy to, że mogę tutaj posiedzieć - wyjaśniłam, wyrzucając z siebie te słowa z zadziwiającą łatwością. Poczekałam aż usiądzie i sama poprawiłam się by wyglądać poprawniej.
Wzięłam do rąk sztućce. Zabawnie było siedzieć przy stole z Tealvashem, podczas czegoś tak normalnego, jak posiłek. teraz dopiero coś do mnie dotarło.
- Pierwszy raz jemy razem - zaśmiałam się, bo zadziwiająco łatwo było mi teraz się cieszyć. W odbiciu noża zauważyłam, że mam zarumienione poliki. Najpewniej przez wino, ale jakoś się tym nie przejmowałam. W zasadzie o problemach w tej chwili niewiele myślałam. Zwilżyłam jedynie usta i uniosłam na niego spojrzenie. - Smacznego, Nevanie - wyszczerzyłam się radośnie i pozwoliłam sobie na pierwszy kęs, a mój żołądek przypomniał mi o tym, jaka głodna jestem. Przez kilka minut zajęłam się głównie posiłkiem, a kiedy pierwszy głód został pokonany, znów zaczęłam krążyć myslami dookoła tematu rozmowy.
- Jak się czujesz, jako dowódca? Może powinnam teraz stale ciebie tytułować? - znów podjęłam dyskusję, nadal w tym samym luźnym, wykończonym chichotem stylu. - Pewnie tutaj nasze treningi się kończą, może więc wspólne posiłki będą pretekstem, abym mogła pobyć z tobą sam na sam? - zapytałam, niby dając mu chwilę na odpowiedź, ale moje słowa znów zebrały się na języku i nie wytrzymałam, aby ich nie dodać. - Może zawrzemy taką umowę? - wpadłam na ten pomysł całkiem szybko i niewiele myśląc wyciągnęłam przed siebie dłoń.
- Ty i ja i wspólne posiłki, zawsze, jak długo okoliczności na to pozwolą! - zawołałam szczerząc się wesoło. Widząc jego zaskoczenie skinęłam nieco głową w stronę swojej dłoni. - No dalej, uściśnij... inaczej doniosę na kradzież wina! Nie żartuję, oszukałam księcia, lepiej ze mną nie pogrywać... - szczerzyłam się dalej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz