Teraz do mnie dotarło, że ostatecznie nie kazałam dziewczynie pójść po oficera, a jedynie go powiadomić o moim stanie. Założyłam z góry, że przyjdzie, ale co się stanie, jeśli go nie doczekam? Czy będę zawiedziona? Ma dużo obowiązków, jako głównodowodzący pewnie nie wie w co ręce włożyć. Może się stresuje, a może zwyczajnie nadal jest zły? Powolutku zaczęłam żałować, że moje polecenie nie brzmiało inaczej. Wina była tylko po mojej stronie. Ta dziewczyna i tak zachowywała się w sposób, który świadczył o tym, że nie miała łatwego życia. Mając chwilę na rozmyślania uświadomiłam sobie, że mimo swojego dzisiejszego zachowania cieszę się, że trafiła do mnie. Chyba głównie przez to, że nie potrzebowałam służki, więc w końcu sobie odpocznie. Należało jej się to, zamiast tego... przyjazna dusza zawsze się przyda. W szczególności taka, która nie jest częścią sił zbrojnych.
Drgnęłam, gdy usłyszałam coś na kształt pukania, dobiegającego do mnie zza kotary. Nim jednak się odezwałam, doszedł do mnie jeszcze głos Nevana, a potem był już on w środku. Przyszedł. Miałam zachować spokój, uznałam, że zachowam się jak dojrzała osoba, poproszę by usiadł na brzegu mojego łóżka, bo kiedy tak stal, lekko przygarbiony czułam się wyjątkowo bezbronnie. Nim jednak sama powiedziałam cokolwiek, on przerwał ciszę i usiadł zanim go poprosiłam, zaburzając tym samym mój plan działania. Patrzyłam na niego przez moment, a potem dotarło do mnie, że powinnam coś zrobić.
Po pierwsze podniosłam się do siadu. Już wcześniej zauważyłam, że mam na sobie jedynie dłuższą koszulę. Najpewniej służąca pozbyła mnie ubrań, które leżały obok, złożone starannie. Jakoś tak dziwnie speszył mnie ten fakt, ale nie na tyle, abym dała to po sobie poznać. W końcu nadal szczelnie byłam okryta kocem, nawet gdy usiadłam, przez co siłą rzeczy dystans między nami się zmniejszył.
- Nie chciałam robić problemów już w pierwszy dzień, wybacz - powiedziałam niezbyt głośno, pozwalając, aby włosy posypały mi się na twarz, kiedy schyliłam ją nieco, zawieszając spojrzenie na jego dłoni, którą podparł się o łóżko. Przesunęłam nogi nieco na bok, by miał dla siebie więcej miejsca i żeby było wygodniej. Nie mogłam już uciekać, ani udawać, że nic się nie stało. W zasadzie nie chciałam już mieć tajemnic, bo męczył mnie taki stan rzeczy. Nie jestem urodzonym kłamcą, a w dodatku w przypadku Nevana już w ogóle sobie z tym nie radzę.
- Myślę, że to raczej krótka anegdota, niźli opowieść - zaczęłam niepewnie i nie unosząc głowy zerknęłam na niego. Musiałam wybadać grunt, zobaczyć na czym stoję, jak się do tego zabrać. Czy był zmęczony? Na całe szczęście ogon nie był niczym strasznym. Ani nie był to książę, ani ktoś, kto mógł skrzywdzić naszą wyprawę. Mimo to uważnie prześledziłam jego sylwetkę, szukając oznak jakiś ran, czy innego rodzaju uszczerbków na zdrowiu. Chyba zauważył, że cisza się przeciąga, a ja obłapiam go wzrokiem.
- Sprawdzałam, czy nic ci nie jest - wyrzuciłam z siebie w formie wyjaśnień. - Podobno podążają za nami jacyś ludzie, ale niegroźni. Mimo to wolałam się upewnić - dodałam, czując, że dłużej nie powinnam uciekać od głównego tematu, jaki najpewniej interesował mężczyznę. Zwilżyłam usta. Nieco martwił mnie temat naszego ogona. Czy ci ludzie potrzebowali pomocy? Miałam ochotę zapytać oficera, czy jej im udzieli, ale teraz nie powinnam zaczynać nowej konwersacji. Poza tym, jeśli chciałam, aby nasza relacja wróciła na poprawne tory musiałam powiedzieć mu o wszystkim, chciałam mu powiedzieć, a najbardziej chciałabym, aby Azir nigdy do mnie nie przyszedł, a między mną, a Nevanem nigdy nie pojawił się dystans.
Otworzyłam już usta, ale nic nie powiedziałam. Spojrzałam na jego twarz, na te czerwone oczy i poczułam się, jak winne dziecko. Jęknęłam cicho, zaciskając dłonie na ciepłym kocu.
- W noc przed naszym wyjazdem do mojego namiotu przyszedł książę Azir - zaczęłam, a to zdanie zawisło w powietrzu, jak zły omen. Samo imię monarchy było dla mojego przełyku czymś nieprzyjemnym, jak klucha o wyjątkowo niedobrym, palącym smaku. Brzydziłam się go, moja sympatia do tego człowieka zniknęła i nie chciałam mieć z nim nic do czynienia. On jednak miał czelność udawać, że podczas pamiętnego polowania nic nie zaszło i jeszcze przybył do mnie, kiedy szykowałam się do spania. - Dowiedział się o tym, że wyjeżdżam z tobą i twoimi ludźmi. Zaproponował, a w zasadzie tak jak ma w zwyczaju, oznajmił mi, że mam się tym nie przejmować. Uznał, że z nim i jego orszakiem opuszczę obóz i wrócę do stolicy. Zamiast jechać z wami, miałam następnego dnia wyruszyć z nim. Planował postawić przed moim namiotem służkę, gdyby ktoś planował po mnie przyjść. Dlatego tak wcześnie sama się stawiłam, bo musiałam wyjść od siebie, nim pojawi sie służąca księcia i dlatego straciłam przytomność... - nie wiem w którym momencie ze spokojnego, mój głos zaczął przechodzić w niespokojny, oddech był nierówny, a nade mną znów kontrolę brała panika. Tak oto słowa się wylewały, a ja już nie mogłam ich powstrzymać. Prawda wyszła na jaw. - Tak bardzo się bałam, że to ludzie księcia, że jadą po mnie i mnie od ciebie zabiorą... - schowałam twarz w dłoniach próbując uspokoić oddech. - W prawdzie w swoim namiocie zostawiłam list z podziękowaniami i z odmową, jakobym nie chciała stwarzać księciu problemów, ale wiesz, jaki on jest, jak na mnie patrzył... Nie powiedziałam ci od razu, bo bałam się, że wówczas nie weźmiesz mnie ze sobą, zostawisz samą, kiedy dopiero co los się do mnie uśmiechnął i pozwolono mi wyruszyć z twoim oddziałem. Nie zniosłabym tego, Nevanie... musiałam to zrobić, naprawdę musiałam... - zakończyłam, drżąc nieco.
Chyba w tej chwili zdałam sobie sprawę, jak czuje się przestępca na moment przed wykonaniem wyroku. Chociaż ja nie miałam niebawem stracić życia, to czułam, że w rękach Tealvaha znajduje się topór, który może opuścić w każdej chwili. Nie, nie odetnie mi głowy, ale może odciąć mnie... od wolności, od jego oddziału, od... samego siebie. Te sekundy ciszy ciągnęły się więc w nieskończoność, a ja byłam zawieszona w oczekiwaniu. Z jednej strony bałam się, a z drugiej marzyłam, aby już coś powiedział.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz