środa, 22 listopada 2017

CXXXVI



        — Wszystko w porządku, nic mi nie jest — odszczeknąłem od razu, lekko nerwowo drgając i odsuwając nieco w przeciwnym kierunku. Bliżej temu było do markotnego burknięcia i ta automatyczna, nieprzemyślana reakcja mnie samego chyba najbardziej zaskoczyła.
        Nikt nigdy nie… Martwił się o mnie? Nikt nie pytał, czy jestem ranny albo czy coś mi się stało. A teraz czułem się zdecydowanie nieswojo pod czujnym okiem dziewczyny. Była ode mnie o tyle młodsza, tyle mniej w życiu widziała, a mimo to potrafiła się troszczyć. O wszystkich, o wszystko. Czy tam, w zamknięciu w tej pięknej, marmurowej świątyni, która pławiła się w blasku słońca usytuowana na skale, na nasłonecznionym zboczu tego właśnie uczyli?
        Nie zamierzałem ani o to pytać ani podziękować. Zapewne to drugie właśnie zrobiłaby lwia część ludzi na moim miejscu, ale przez moment praktycznie uważałem, żeby się nie ruszyć, jakby nawet najdrobniejszy ruch powietrza miał zniechęcić ją do mówienia. A na historię kazała mi czekać niekrótko. Na zewnątrz zrobiło się już znacznie spokojniej, wszystko zaczynało być zorganizowane, choć to nie znaczyło, że na dzisiaj czeka mnie już jedynie odpoczynek. Wszyscy brali zmiany na warcie i sam planowałem pojawić się na jednej z nich, pod koniec nocy.
        Jeśli jakaś historia zaczynała się od imienia tego wymoczka, czy mogłaby mieć dobre zakończenie? Gdzieś jednak wewnątrz mnie na myśl, że kapłanka oszukała księcia zrodziła się dziwna euforia. I duma. Oczywiście, nie miałem pojęcia, czy o niego rozkazy chodzi, ale kolejna przerwa w mówieniu nie trwała już tak długo. Oparłem się za plecami na dłoniach, odchylając głowę nieco do tyłu. Dzięki temu nadal mogłem gapić się bezsensownie na przeciwległą ścianę namiotu z przymkniętymi teraz oczami. Z każdym zdaniem powinienem być coraz bardziej pewny, że za jej zachowanie należą się stosowne konsekwencje, ale równocześnie bawiła mnie ta sytuacja, w której Esja sama się postawiła. Bo sprowadziła sobie na głowę bez wątpienia kłopoty. Że mi może oberwać się przez to rykoszetem, na razie nie rozważałem.
        W końcu jednak jej ostatnie, drżące słowa przecięły ciszę, która panowała w namiocie, ale nie na zewnątrz. Ktoś krzyczał coś o ognisku i przygotowaniu potrawki, ktoś beknął i śmiał się. Wewnątrz jednak było cicho. Jakby dziewczyna czekała na słowa, których teraz musiała się obawiać. Że rozkażę jej wrócić do obozu? To było niemożliwe. Byliśmy za daleko, żebym marnował kilkunastu żołnierzy na eskortę. Po mojej twarzy błąkał się uśmiech. Złośliwy.
        — Napytałaś sobie biedy — mruknąłem, przekręcając lekko głowę w jej kierunku.
        Oczywiście część tej opowieści bynajmniej nie była zabawna. Otwarta rozmowa o takich uczuciach sprawiała, że coś gniotło mnie pod powierzchnią skóry i kazało uciekać, schować się za mur, nie pozwolić się przedostać. To ostatecznie sprawiło, że uśmiech spełzł z mojej twarzy. Pochyliłem się do przodu i oparłem ramiona na kolanach. Dlaczego poczułem się nagle o dziesięć lat starszy? Na pewno nie na myśl o tym, że książę teraz urządza pokaz gniewu albo że naprawdę wysyła za nami pogoń.
        — Ale twoje obecne obawy są z całą pewnością bezpodstawne. Nosimy barwy swojego królestwa i jego sztandary, należymy do jednostki wojskowej. Jesteśmy jednak na ziemi niczyjej. Jeśli książę będzie chciał cię odzyskać — zacisnąłem dłoń w pięść na myśl o tym — będzie musiał sam się tutaj pofatygować. Rozkazy wydane przez radę zostają rozkazami prawomocnymi. To ja odeślę cię do stolicy i zrobię to wtedy, kiedy uznam to za stosowne — nacisk na te słowa miał sprawić, że zabrzmią pewnie. Może nawet pocieszająco. Wiedziałem, że dziewczyna nie chce się tam udawać, rozstawać z tym, co już tutaj związała. Z goryczą nawet brałem pod uwagę w tym siebie. Prawda była nieco inna i bardziej okrutna. Kiedy dostanę list z nazwiskiem jej męża, mam wyprawić ją w natychmiastową drogę.
        Eliah mówił mi wcześniej, co prawda, że w związku ze spaleniem większości dokumentów w stolicy zapanował mały chaos. Nie wiadomo było, do kogo Esja ma trafić i jakie nazwisko przybrać. Ostatnio jednak te sprawy się klarowały i list mógł przyjść lada moment; być może nawet, jak tylko dotrzemy do tymczasowego obozu w którym przyjdzie nam się zatrzymać.
        Teraz jednak jeszcze mogłem grać w swoją odrealnioną grę, w której Esja była moją własnością. W której jej los zależał ode mnie i w której mogłem rościć do niej jakiekolwiek prawa. Nigdy wcześniej jednak równocześnie nie czułem podobnej nienawiści do systemu, który rządził naszym państwem.
        — Udała ci się ta intryga. I udało ci się nas oszukać. Ale nie powinnaś tego więcej próbować — dodałem ostrzej, nadal na nią patrząc. Czy cały czas miała na sobie jedynie koszulę nocną czy w chwili mojej nieuwagi pozbyła się jakiejś części ubrania? — Nawet przez wzgląd na twoje zdrowie.
        Podniosłem się powoli, łóżko skrzypnęło obiecująco; w każdej chwili mogło się załamać.
        W tym samym czasie w namiocie bezszelestnie pojawiła się nowa osoba. Dostrzegłem ją kątem oka, jak przemyka się pod połą praktycznie bez dźwięku. Instynkt zadziałał natychmiastowo, bez chwili zwłoki, dokładnie tak, jak powinien. Nie traciłem czasu na zastanawianie się, kim jest ja osoba. Wycelowałem prosto w szyję. Powietrze opuściło gardło zaskoczonej osoby ze świstem, kiedy zaciskałem na nim palce. Coś upadło na podłogę, a powietrze przeszył zduszony, gardłowy dźwięk. To wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Zamrugałem kilkakrotnie, uświadamiając sobie, że to tylko ta dziewczyna, ta służąca. Jej palce bezskutecznie ześlizgiwały się po mojej dłoni, kiedy próbowała się wyszarpać z uścisku.
        Powoli poluzowałem dłoń, pozwalając jej zaczerpnąć świeżego powietrza. Chwiejnie stanęła na własnych nogach, wcześniej o kilka cali podniesiona do góry. Poza tym jednym wcześniej nawet nie wydała z siebie krótkiego dźwięku. Moje oczy smagnęły na dół, ku jej stopom, gdzie leżał niewielkich rozmiarów tobołek.
        — Na litość boską, życie ci niemiłe? — warknąłem, cofając się o krok i rozmasowując swoją dłoń. — Nie zakradaj się tak na przyszłość.
        Mimo całej tej sytuacji, że byłem zły ani wyprowadzony z równowagi. Dziewczyna przeprosiła cicho, kłaniając się. Dłonią masowała swoją szyję, na której być może pojawi się czerwony ślad po moim uścisku. Przez moment się jej przyglądałem – miała poparzone dłonie od pracy na pikniku, pokryte już licznymi bliznami. Nie było to z pewnością zagrażające życiu, tak ocenił medyk tuż po tym, kiedy ją kupiłem, ale z pewnością nie posłuży jej w przyszłym życiu ani znalezieniu męża.
        O ile w ogóle to było priorytetem służącej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/