sobota, 9 grudnia 2017

CLIII



       Słowa Nevana były ciężkie, może nawet zbyt ciężkie, by w obecnej sytuacji taki ton uznać za odpowiedni. Poczułam, jak moje barki opadają w dół pod ich naporem. Mimo to czekałam na kazde słowo. Powstrzymałam w sobie chęć wtrącenia się w to, co mówił. Przypomnienia, jak on mi, że może i faktycznie nie pierwszy raz poruszam ten temat, ale nigdy nie udzielił mi konkretnej odpowiedzi. Zwodził mnie, nie wiem, czy świadomie, czy odruchowo, ale nigdy nie byłam usatysfakcjonowana wiadomością zwrotną. Jego słowa natomiast, tak ciężkie, dały mi nadzieję, że może tym razem będzie inaczej, nie zostawi mnie z niczym. Nigdy nie mogłam jednak przewidzieć tego, co mnie czeka, przygotować się na słowa, jakie niebawem miały zawisnąć w powietrzu. Czy on sam był na nie gotowy? Jeśli tak, to od kiedy?
       Bardzo chciałam odpowiedzieć, dać z siebie cokolwiek, ale nie wiedziałam co mogłoby to być. Spoglądałam na niego już żywiej, może nawet zapominając o tym, co znajduje się dookoła mnie. Emocje zapewne zabarwiły moją twarz, która jeszcze chwilę temu była z nich goła. Tak wiele myśli zaczęło szaleć w mojej głowie, krzyżując się w jednym prostym pytaniu "czy dobrze rozumiem"? Nie chciałam spoglądać na te słowa opacznie, świadoma tego, że będąc sierotą bez nikogo, mogę na siłę szukać większego znaczenia tam, gdzie go nie ma. Mogę mieć skłonności, by szybciej się przywiązywać, by wmawiać sobie, że dba o mnie ktoś, kto wcale tego nie robi z chęci, a z rozkazu. Jednakże nie potrafiłam teraz świadomie widzieć w nim jedynie obowiązkowego żołnierza i to za jego sprawą tak się stało. 
       Z lekkością pociągnął mnie na siodło, a ja nawet nie pisnęłam, będąc w jego dłoniach potulnym manekinem. Musiałam ochłonąć, na spokojnie wszystko przemyśleć. Zostawił mnie i wszedł gdzieś. Czy i on nie radził sobie z sytuacją, do jakiej doprowadziły jego słowa? Ja jednak, jak wielkiego spustoszenia one nie zasiały, poczułam w sobie przyjemne ciepło. Może nawet uśmiechnęłam się sama do siebie, kapłanka pośród gnijących ciał. Owszem, była to chwila w której jeszcze nie dotarło do mnie, iż mój wyjazd, ten który miał spędzać mu sen z powiek był coraz bliżej. Teraz moje myśli krążyły wokół przyjemnej wizji, w której mężczyźnie miałoby na mnie zależeć i może nawet przyjemniejszej, że i mnie zależy na nim i jest to mój własny wybór, a nie kodeks wpojonych w świątyni wartości. 
       Nie rozmawialiśmy już, kiedy wyszedł nawet nie dosiadł konia. Znów naszły mnie obawy, że żałował, a chociaż słowa jego tak żywo rozbrzmiewały w mojej głowie, to z każdą sekundą nie zakrywały już tak dobrze smrodu wszechobecnej śmierci. Oto wydało mi się, że jestem zmęczona, jakbym co najmniej od tygodnia nie spała. Nie skarżyłam się jednak słowem. Chciałam pomóc, pokazać, że potrafię, że też dam radę, jak jego ludzie. Że nie jestem inna, a we mnie płynie ta sama krew, zniosę wszystko, jeśli będzie trzeba. Tylko, że nikt nie dał mi okazji, aby to pokazać. 
       Powróciliśmy do Eliaha i pozostałej części oddziału. Jedno spojrzenie Nevana i już wiedziałam, że moja samowola tutaj się skończyła. Zabawne... człowiek, który powiedział mi najpiękniejsze słowa, jakie w życiu słyszałam, jednocześnie jednym spojrzeniem potrafił uświadomić mi, że nie mam co podejmować z nim dyskusji, dla własnego dobra. Zrozumiałam teraz, że znacznie łatwiej było mi postawić się Eliahowi, czy nawet wyjść z wozu i bez zgody dosiąść konia. Nevan nie potrzebował słów zakazu, a bardzo chciałam móc mu się postawić. Mimo to opuściłam głowę, mając świadomość, że jeszcze długo w jego towarzystwie nie będę potrafiła być panią własnego zachowania. Już na pewno nie po dzisiejszej odpowiedzi, jaką mi udzielił. 
       Kiedy blondyn nakazał dwóm mężczyznom mnie eskortować, posłusznie zsunęłam się z siodła, by zaraz stanąć obok Nevana, który chwilę temu potwierdził rozkaz swojego zastępcy. Podeszłam mężczyzn. Chciałam iść pieszo, chyba to zrozumieli, bo ustawili się w wyczekującej pozycji. Zrobiłam z nimi kilka kroków, po czym odwróciłam się by jeszcze raz spojrzeć na oficera i Eliaha. 
       - Proszę... opiekujcie się sobą nawzajem i nie przemęczajcie siebie zanadto - powiedziałam do nich jeszcze, po czym skinęłam głową i odeszłam z żołnierzami. Spacer nie był lekki, czułam, jak bolą mnie mięśnie, ale nie skrzywiłam się. Dopiero gdy dopadłam swojego wozu, bez prób ukrywania zmęczenia opadłam na posłanie. Poprosiłam Milę, tym samym pokonując własną dumę, aby posłała po Febiasza, by ten dał mi coś na sen. Nie chciałam znów się bać, czy mieć koszmarów. Wypiłam wszystko, udając, że nie widzę, jak na mnie patrzy. Czy to litość? Byłam ostatnią osobą na tej wyprawie, która teraz zasługiwała na to spojrzenie. 
       Pierwsze przebudzenie było dość niechętne. Ktoś przenosił mnie wówczas, ale nie wiedziałam kto, ani też gdzie mnie niesie. Będąc pod działaniem leków, nie próbowałam się rozbudzać, aby odkryć tożsamość ów mężczyzny. Szczytem moich możliwości było odgadnięcie, że przeniesiono mnie z wozu do namiotu. Jak tylko znalazłam się na posłaniu, zwinęłam się i poszłam spać dalej. 
       Druga pobudka była już o wiele bardziej wymuszona przez otoczenie. Mimo to dłoń Mili delikatnie mą szturchała, jakby ta chciała mnie obudzić i bała się tego, że może to zrobić równocześnie. Otworzyłam niechętnie oczy, przeciągając się przy tym. 
       - Wybacz pani - zaczęła od tego, pochylając głowę. Dookoła było ciemno, więc musiał już być wieczór. W moim namiocie paliło się światło pojedynczej świecy. - Nasz obóz jest w zakolu rzeki, z którego pozyskano wodę. Oznacza to możliwość kąpieli - wyjaśniła i faktycznie, teraz zauważyłam, że ktoś musiał nieźle się natrudzić, aby umiejscowić tutaj blaszaną wannę z przyjemnie parującą wodą. 
       - Czy żołnierze już wrócili? - zapytałam dziewczyny, nadal nieco nieprzytomnym głosem. Przez swoje zaspanie nawet nie próbowałam udawać, że nie potrzebuję pomocy z rozebraniem się. Mila bez słowa wszystkim się zajęła, uważając przy śmiesznych opatrunkach, jakich twórcą był Febiasz i które według niego nadal były potrzebne. 
       - Nie wszyscy, pani, ale przeszukiwania już się skończyły, zostawiono w zniszczonym obozie wartowników - pospieszyła z informacjami. Nigdy nie pytałam, jak udało jej się o wszystkim dowiedzieć. Miałam wrażenie, że wie doskonale o co chciałabym zapytać i dokłada wszelkich starań, żeby móc mi odpowiedzieć. 
       Pomogła mi wejść do wanny. Nawet teraz byłam nieco zarumieniona, ale woda była tak kusząca, że nawet o wstydzie zapomniałam. Kierowana odprężeniem przymknęłam oczy, zaraz szybko je otwierając. Mila nie mogła tego na szczęście widzieć. Znów przypomniała mi się wykręcona z bólu twarz martwego żołnierza. Ta myśl z kolei przywiodła obraz Nevana. Wspomnienie jego słów odżyło na nowo. 
       - Milo, co wiesz o małżeństwach? - zapytałam niespodziewanie. Dłoń dziewczyny przestała się poruszać, a tym samym zamarła z mokrym materiałem na moim ramieniu. Zaraz jednak wznowiła swoje zajęcie. 
       - Niewiele pani... tyle, że mówi się o nich słowa piękniejsze, niż te, których faktycznie są warte - skwitowała. Cóż, nie zaskoczyła mnie, ale łudziłam się, że odpowie inaczej. Mimo to chciałam brnąć dalej. 
       - Czy to złe, aby mieć kogoś, kto o ciebie dba? Kto jest rodziną? - do czego brnęłam? Nie potrafiłam zrozumieć tego, co siedzi w mojej głowie. Ten temat, niby luźny, a jednak wbijał się we mnie boleśnie. 
       - Nie pani, to piękne... nie wiem jednak, czy jest to opis małżeństwa. Widziałam jedynie te szlacheckie i zwykle nie był to widok piękny - wypuściła z siebie te słowa z wyczuwalnym namysłem. Tym razem pokiwałam jedynie głową, powoli, jakby analizując jej wypowiedź, a moje dłonie niby mimowolnie, przez przypadek przejechały po metalowej obręczy wokół szyi. Mila nie mogła zauważyć, jaką gafę popełniła. Nie miałam jej tego za złe, właśnie szczerość w niej lubiłam. 
       Umyta czułam się nieco lepiej, może nawet mogłam swój stan porównać do tego, sprzed mojego wypadku. Zasnąć ponownie nie umiałam, chciałam w pierwszej chwili posłać po Febiasza, ale ostatecznie opuściłam swój namiot, uznając, że sama się do niego udam. Tylko, że po drodze nieoczekiwanie zmieniłam kierunek w który zmierzałam, na taki bliżej nieokreślony. Po przespanym dniu miałam siłę, by pochodzić, a kiedy ta się skończyła, znalazłam duży głaz, za którym się schowałam i usiadłam na piasku, przytulając kolana do torsu. Zza skały wystawał mi w prawdzie czubek głowy, ale żaden patrol do mnie nie podszedł. Myślę, że byli świadomi tego gdzie jestem, ale ostatecznie nie robiłam nic złego. Byłam też na tyle blisko, by w razie potrzeby zawołać o pomoc. Ta jednak nie będzie potrzebna, za mną był obóz, a przede mną rzeka, z niej raczej nic się nie wyłoni. 
       Niebo dzisiejszej nocy było piękne. Gwieździste niczym biżuteria pięknych dam. Jakby bogowie rozsiali na niebie wszystkie gwiazdy, jakie tylko mieli. W noce takie jak te, dawno z innymi kapłankami uwielbiałyśmy patrzeć w niebo i marzyć o obrazach, które każda z nas widziała. 
       - W stolicy będzie te same niebo - mruknęłam do siebie, jakby chcąc się pocieszyć. Boleśnie jednak zrozumiałam, że to jedyne z tego, co mam teraz, co dane mi będzie posiadać również tam. Tylko niebo, które przecież dostępne jest dla każdego. Czy to oznacza, że nie mam prawa do niczego? A gdybym mogła prosić o jedną rzecz, jaka ona by była? I właśnie wtedy zauważyłam ją, przecięła sklepienie świata białą smugą. Zwyczaj tak stary, prosty i znany nakazał mi zamknąć oczy. Bałam się wypowiedzieć życzenie, jakby świadoma tego, że los może zrozumieć je opacznie. Wiedząc, że nie wolno decydować mi za niego, wiedząc, że wciąż nic nie rozumiem, powiedziałam w swojej głowie to, co wydawało się odpowiednie "byśmy byli szczęśliwi". Po prostu. Nie miałam wielkich marzeń, ale to bez wątpienia należało do listy pragnień. Szczęście... niczym nieskrępowane. Czy możliwe, że to właśnie czeka za następnym zakrętem? Uśmiechnęłam się sama do siebie, pobłażliwie. Losy każdego z nas były już zapisane, jeśli nie ma w nich szczęścia, to spadająca gwiazda nic nie zmieni. Wiedziałam doskonale, a mimo to nie chciałam rezygnować z możliwości wypowiedzenia życzenia. 
       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/