Jego słowa zawisły w powietrzu, opadając na mnie powoli, dociskając każdy milimetr mojego ciała swoim ciężarem. Wiedziałam, że to ze mną zostanie i, że tego właśnie on chce. By te słowa odcisnęły się na mnie, bo nie potrafimy i nie możemy składać sobie obietnic, jakie normalni kobieta i mężczyzna w takiej sytuacji by sobie złożyli... nie mogliśmy ślubować dla bogów, czy ludzi... mogliśmy w taki sposób, takimi słowami obejść zasady i dać sobie namiastkę prawdziwej sprawiedliwości o której mówił. Właśnie dlatego nie przygniotła mnie jego deklaracja, wręcz przeciwnie. Zrobił to, o co już nie wiem kiedy prosiłam... uspokoił mnie. Nie drżąc już, wtuliłam się, nie pamiętając, kiedy ostatnio zasypiałam taka spokojna. Może nigdy. Nigdy w ramionach mężczyzny. Było inaczej, niż sobie wyobrażałam, wygodniej... nie przeszkadzały mi jego dłonie, wręcz przeciwnie. Przymknęłam oczy, a żaden koszmar nie nadszedł. Było ciepło i poczucie, że nie jestem sama. Tak piękne i proste, jak najwspanialsze dziecięce marzenie.
Odzwyczajona od porannych modłów trochę sobie pofolgowałam. Tym bardziej, że nie zasnęliśmy tak wcześnie, jak zazwyczaj mi się zdarza. Było ciepło, przyjemnie i nikt nie przypominał o obowiązku wyjścia z posłania. Spałam więc tak długo, jak tylko miałam ochotę. Do momentu, w którym skrzypnięcie krzesła mnie nie obudziło. W pierwszej chwili nie skojarzyłam nawet skąd to może pochodzić, ale potem, gdy otworzyłam oczy i zobaczyłam jego profil.
Fascynacja. Oglądanie go tak z rana, z takiej perspektywy, przez pryzmat tego, jak wyglądała noc. Zwilżyłam wargi i ani drgnęłam, nie chcąc burzyć tego, co właśnie miało miejsce. Nie chciałam, aby się speszył. Chciałam go takiego oglądać, naturalnego, w swoim własnym świecie. Poza tym... Nie wiedziałabym, jak mam się zachować. Dokładnie... nie tak to sobie wyobrażałam. Mieliśmy obudzić się równocześnie. Jak mogłam się nie zbudzić? Kiedy opuścił pryczę? Zacisnęłam wargi, zbyt wiele myśląc o tak wczesnej porze i przez to z lekkim opóźnieniem dotarło do mnie, że Nevan podniósł się z miejsca. Mimo to nic nie powiedziałam, przez moment chcąc nawet udać, że nadal śpię. Tylko, że nim zdążyłam się na to zdecydować, on już skrzyżował ze mną spojrzenia, więc byłam raczej spalona na tym polu.
"Nie śpisz". Dlaczego poczułam się, jak dziecko przyłapane na gorącym uczynku? Jeszcze to pytanie, które zaraz nastąpiło. Całował mnie i dotykał jeszcze kilka godzin temu, a teraz pogrywał ze mną, bez wątpienia, ukrywając emocje, jak zwykle perfekcyjnie.
Zauważyłam, jak zmiął kartkę w dłoni. Po chwili był już znacznie bliżej, kiedy uklęknął. Na jego pytanie odpowiedziałam jedynie pomachaniem na boki głową, przygryzając odruchowo dolną wargę. Obserwowałam każdy jego ruch, ciekawa co zrobi. Póki co jedynie mówił. Takie to było dla niego naturalne? Przejście do porządku dziennego? No i nadal nie powiedział, że nie powinno mnie tutaj już być. Dlaczego mnie nie obudził? Spokojnie kreślił coś obok... miałam tyle pytań, że w pierwszej chwili zignorowałam całkowicie i zdaję sobie sprawę, że niegrzecznie, jego przekaz.
- Ubrałeś się - powiedziałam tak, jakby Nevan wcale przed chwilą mi niczego nie oznajmił. Jakbym to ja rozpoczęła rozmowę. Skryłam nos pod przykryciem, więc mój głos nie był aż tak donośny. Śmieszne... wczoraj czułam się tak pewnie, a teraz znów nie wiedziałam, co mi wolno, a czego nie. Mimo to, każde wspomnienie jego dotyku było cudowne i nadal, nawet w świetle dnia nie umiałabym skłamać, że żałuję. Nawet wyrzuty sumienia nie doskwierały mi tak, jak mogłam się tego spodziewać. Teraz więc, tak jak on zauważył, że nie śpię, tak też i ja zauważyłam coś, co mi się mogło nie podobać. Po chwili jednak doszłam do wniosku... że wyrzucając mu przywdzianie munduru, mogłam brzmieć jak ktoś, kto otwarcie przyznaje, że wolał jego nagi widok. Otworzyłam w jednej chwili szerzej oczy. - Mogłeś mnie obudzić - dodałam tak szybko, jak szybko się dało, próbując zachować opanowany wyraz twarzy.
Był na tyle blisko, że mogłam czuć jego zapach i zapamiętywać każdą iskrę czającą się w cudownych oczach. Odsłoniłam twarz, uśmiechając się bezwiednie na ten widok. Chciałam dotknąć jego polika, ale nie wiedziałam, czy mogę. Nie wiedziałam ile mogę. O ileż życie byłoby łatwiejsze, gdybyśmy mogli pytać o wszystko otwarcie, bez wstydu. Gdybyśmy spisali jakieś zasady, co nam wolno, a czego nie... kodeks, podręcznik. Pierwszy raz dotknęła mnie myśl, że to niewygodne, iż moim nauczycielem jest właśnie on. Bo to dla niego chciałabym wiedzieć więcej, więc niezręcznie od niego czerpać wiedzę. Gdybym mogła zyskać doświadczenie i nie bać się żadnej emocji, jaka obejmuje moje ciało, przez tego mężczyznę.
W głowie przypomniałam sobie jego słowa. Dobre wiadomości, to jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz. Ile takich poranków przyjdzie nam jeszcze przeżyć? Ile dni dzieliło nas od "to już"? Gdyby się dało zatrzymać czas, żyć pomiędzy dniami. Wiemy jednak oboje, że to niemożliwe i wiedziałam o tym również wczoraj, decydując się na to, co miało między nami miejsce. Zwilżyłam więc wargi i sama przybrałam zdecydowany wyraz twarzy.
- Hmm... właśnie poznałam pierwszy minus sypiania z tobą - mruknęłam, nie odwracając spojrzenia. - Nawet nie zdążyłam wyjść z łóżka, a ty już zdążyłeś mi czegoś zabronić, oficerze. Uznam więc, że to tylko sen i nie dotarł do mnie zakaz - mówiąc to uśmiechnęłam się złośliwie i zakryłam twarz przykryciem, odwracając się do niego tyłem.
Swoją drogą zastanawiało mnie co niby miałabym tutaj robić. Przejażdżka, albo spacer były najlepszym pomysłem. Niby chciałam nieco utrzeć mu nosa, spróbować pożartować, ale z drugiej strony co mogłabym robić? Tylko obóz i rzeka...
- Nie umiem pływać - rzuciłam nagle, kładąc się na plecy. - Gdybym poszła z Milą wystarczająco daleko... byłabym nadal przy rzece, więc byłabym bezpieczna... - wypowiadałam własne myśli na głos. - Wczoraj byłam gotowa wziąć konia i uciekać, znacznie trudniej będzie mnie teraz utrzymać pod kluczem - zauważyłam, zyskując jakąś dziwną pewność siebie tego ranka, kiedy dotarło do mnie, jak dobrze bądź, co bądź zaczął się ten dzień. Być może miał być to najlepszy poranek w moim życiu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz