wtorek, 13 marca 2018

CCV



       Czy naprawdę sądziłam, że to będzie takie łatwe? Że usłyszę taką odpowiedź, jaką chciałam usłyszeć? Nevan nigdy nie karmił mnie czczym gadaniem, ale nadal gdzieś we mnie zawsze była nadzieja, że tym razem to zrobi. Może jednak, mimo wszystko nie byłam rozczarowana? W końcu właśnie taki on był, a ja właśnie takiego go zaakceptowałam. Wiele zmieniło się w naszej relacji, ale on był sobą i poniekąd mnie to cieszyło. Opuściłam na moment twarz, dając sobie czas, aby się nad tym zastanowić. Czy może zdarzyć się tak, że okazja już się nie powtórzy? Taka myśl nie była przyjemna, a ja nie mogłam poświęcić jej wystarczająco dużo czasu. Drgnęłam lekko, od jego dłoni na polikach, które były mocno nagrzane słońcem. Patrzyłam na niego bacznie, z lekko uniesionymi brwiami. Wiedziałam, że to co mówił było ważne, że nie były to słowa, którymi chciałby wypełnić jakąś niezręczną ciszę. Były koniec końców dość ciężkie, może gdyby oficer mnie nie trzymał to znów zagłębiłabym się pod wodę pod ich wagą?
       Gdy powiedział o bólu, znów siłą rzeczy wróciłam do wczorajszego dnia. Do mężczyzny, który tam wisi i czeka na mój wyrok, chociaż być może o tym nie wie. Do Mili, która miała twarz wykrzywiony w ten okrutnie ujmujący sposób. Do mojej rozmowy ze służką, do posiniaczonego biodra, do łez, jakie wylałam, słysząc o pomyśle Nevana. 
       Skrzywiłam się, ale patrzyłam na niego, na ponury wyraz twarzy, teraz tak szybko, jak nieprzyjemne wizje przyszły, odsuwając je od siebie. Powróciły te dobre. Nasza zabawa, kiedy w obozie był występ tancerek, to jak uczył mnie walczyć, kiedy w świątyni dał mi do zrozumienia, że nie pozwoli mi zginąć, gdy tam w jaskini pocałował mnie, wykrzywiony obawą o moje życie, nasza kąpiel, poznawanie nowego i każdy pocałunek, każdy dotyk dłoni. On był człowiekiem. Po prostu. Niezależnie od tego, ile miał w sobie tej władczej potęgi, ile sił nieczystych mu przypisywano, był człowiekiem. Jak łatwo mnie samej było czasem o tym zapomnieć. Nawet jego trapią różne kwestie, nawet jego serce przyspiesza w ekscytacji. 
       Ponaglił mnie, może powinnam przez to poczuć się niepewnie, ale o dziwo rozbawiło mnie to lekko. Pomachałam głową na boki i ujęłam, tak jak on, jego twarz w dłonie. 
       - Znów to robisz, nie składasz mi takich obietnic, o jakie proszę, a potem sam wymagasz własnych - wytknęłam mu całkiem pewnym siebie głosem. Kciukiem lekko potarłam jego polik, lekko szorstki. Zajrzałam w oczy, te krwisto czerwone, które tak lubiłam i których tak często się bałam. Nie było to może zbyt rozsądną mieszaniną uczuć, ale właśnie to czułam przy tym mężczyźnie. - Przecież ja zawsze na siebie uważam - wypuściłam jeszcze z ust. Jeśli się nie myliłam, poczułam, jak jego mięśnie się spinają. Igrałam z ogniem i przeciągałam strunę, wiedząc, że póki co jest spokojny, ale to tylko pozory, które w każdej chwili mogą ulec zmienia. Mimo to wyjątkowo czułam się ten jeden raz panią sytuacji i może jedynie głupi by nie skorzystał? Chociaż... może to właśnie głupiec decydowałby się nie przepuścić takiej okazji. 
       Odczekałam jeszcze chwilę, nie tak długą, jak być może mogłam, ale mimo wszystko, aż tak szalona nie byłam. Kierowana czymś, czego teraz nie próbowałam nazwać, może jakimś instynktem, zbliżyłam swoją drobną, dziecięcą buzię do tej męskiej, która przeżyła już niejedno. Delikatnie przejechałam czubkiem nosa po jego nosie, zaskoczona tym, jak ten niewielki gest, taki błahy, może niedojrzały może zmienić wiszące w powietrzu emocje. 
       - Nie zapomnę o niczym. Będę w głowie odtwarzać każdy moment, żyć wspomnieniami, jeśli twoją obecnością nie będę mogła - odpowiedziałam w końcu. Nie chciałam by atmosfera między nami była ponura, nie teraz. Nawet jeśli te słowa napawały mnie żalem, to w tej chwili nie chciałam, aby to dostrzegł. Przywołałam uśmiech na twarz i znów potarłam go nosem, uznając, że ten gest jest moim ratunkiem. - Kto wie, może nawet będę odtwarzać samotnie nasze kłótnie z nudów? Przynajmniej będę miała większą szansę w nich wygrać, gdy druga strona nie będzie miała możliwości korzystania z podstępów - zażartowałam, a cichy chichot zawtórował wypowiedzi. 
       Wiem, że przyjdzie czas, gdy nie będzie go na wyciągnięcie ręki, gdy nie wystarczy wyjść z namiotu i odnaleźć go w obozie. Wiem, że będzie to dla mnie ciężkie, niemożność spotkania się, dotknięcia. Nagle, mimo swoich wielkich planów naprawdę ciężko było mi odegnać od siebie nieprzyjemne myśli. Musiałam się czymś zająć, a tutaj, na całe szczęście było o to łatwo. 
       - W każdym razie, obiecuję - ostatni raz wracałam do tego ciężkiego tematu i miałam wrażenie, że oboje mieliśmy tego pełną świadomość. Moje oczy w końcu już błyszczały, zdradzając, że w głowie narodził się jakiś pomysł. Byłam zbyt szczera, by nie przejawiać swoich takimi drobnymi oznakami. - A ty teraz w nagrodę nauczysz mnie pływać - skwitowałam. Chyba oboje mieliśmy świadomości tego, że w końcu wyjdę z tym tematem na wierzch. 
       Puściłam jego twarz, łapiąc jego dłonie, ale wizja, w której miałam przestać obejmować go już w biodrach nogami aż taka przyjemna nie była. Trochę to trwało, nim dałam się przekonać i w pierwszej chwili dość panicznie zaczęłam nimi machać. Tealvash miał łatwiej, bo po prostu dosięgał jeszcze dna. Próbowałam więc uspokoić swoje ruchy, tak jak mówił utrzymywać ciało w dobrej pozycji, a kiedy czułam, że faktycznie udaje mi się unosić, dotarło do mnie, że luzuje uścisk na mojej dłoni i to zadziałało, jak natychmiastowy impuls. 
       - Nie! - pisnęłam i przylgnęłam do niego w jednej chwili, silnie go oplatając, a moja twarz wyrażała oburzenie. - Chciałeś mnie puścić! Czułam, że mnie puszczasz! - rzuciłam oskarżycielsko. W pędzie po prostu znalazłam się przy nim, więc nie patrzyłam czego się łapię. Ostatecznie byłam przyciśnięta do jego pleców, czując ciepło jego ciała na swoim ciele. Zarumieniłam się, znów przypominając sobie, że jestem naga, a on w tym czasie po prostu odpłynął głębiej, czego oczywiście ja nie zauważyłam, płynąc sobie na jego plecach. Dotarło to do mnie ze sporym zanurzeniem, gdy usłyszałam jedno słowo "oddech", a może to była moja wyobraźnia. Cokolwiek z tego, nieistotne, bo posłuchałam z paniką i zaraz poczułam, jak ciało pode mną się wykrzywia, jak wpływa pod wodę, a ja wraz z nim. Woda w uszach, w nosie. Oczy zamknięte, odruchowo i niechętne do tego, aby to zmienić. Ilość nabranego do płuc powietrza nie była wystarczająca. Odruchowo odepchnęłam się, wypłynęłam na powierzchnię, trzeci raz tego dnia się krztusząc. Oddychałam ciężko, a kiedy nad taflą wody pojawił się też Tealvash, spiorunowałam go wzrokiem tak nienawistnym, jak chyba jeszcze nigdy, nieszczególnie dbając teraz o to, jaką potęgą dysponował ten człowiek. 
       - Cofam obietnicę! - burknęłam, rozdrażniona. Co on sobie myślał? Że wszystko mu wolno? Zawsze będę na wszystko pozwalała? - Może dla ciebie to jest śmieszne, ale ja pierwszy raz mam do czynienia z taką głębokością. Jak chcesz się pozbyć biednej kapłanki, można to zrobić w milszy sposób, a nie! Chcesz, żebym się utopiła? - wylewałam z siebie, oburzenie rosło, ale jego mina... hmm, coś w tej minie kazało mi się poczuć głupio. Patrzył tak, jakby coś mi umknęło. Zmieszałam się i wtedy... otworzyłam szerzej oczy, a twarz w jednej chwili wykrzywiła się od tak szerokiego uśmiechu, że jeśli chwilę temu faktycznie byłam zła, to teraz nie było o tym mowy. Zaśmiałam sie perliście, nie wychodząc z podziwu. 
       - Pływam! Patrz, sama! - jakby na potwierdzenie tych słów podpłynęłam do niego. - Widzisz? - byłam podekscytowana, nie dało się tego ukryć. Może dla niego nie znaczyło to tyle, co dla mnie, ale nie zamierzałam przez to rezygnować z emocji, jakie aktualnie mnie przepełniały. Kolejna salwa śmiechu, kółko przepłynięte dookoła mężczyzny, obrót, na tyle pokraczny, by znów zatopić głowę, ale tym razem w sposób kontrolowany. Po tym popisie zatrzymałam się przed nim, zwyczajnie szczęśliwa. - Dziękuję, brakowało mi takiego dnia - przyznałam bez skrępowania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/