Z mojej perspektywy zabawa mogła się nie kończyć, szczególnie teraz, gdy odkrywałam nową zdolność, jaką było unoszenie się nad wodą. Gdy mogłam pokonywać odległości i czuć się tak, jakbym niemalże latała, gdy woda nie czyniła większych oporów. Idealne uczucie, które teraz zamierzałam przeciągać w czasie, wygłuszając zdrowy rozsądek, który przypominał mi o tym, że nie mamy nieskończoności czasu.
Wyjście z wody było nieprzyjemne z wielu względów. Po pierwsze ta dawała przyjemny chłód, po drugie jeśli opuszczaliśmy rzekę, wiadome było, że niebawem będzie trzeba wracać, a po trzecie, jeśli będzie trzeba wracać, to również w najbliższej przyszłości Tealvash pojedzie na kolejną wyprawę, zostawiając mnie samą w obozie. Pełno negatywnych odczuć, których nie dało się zagłuszyć, mimo, że wciąż miałam dobry humor, przepełniona dawką cudownych wspomnień, jakie udało nam się zebrać podczas tej wycieczki. Wiedziałam, że te ze mną zostaną.
Wzrokiem namierzyłam moją koszulę, wiedząc, że tą założę już na mokre ciało. Wraz z końcem zabawy powróciło tak normalne zawstydzenie. Oficer jak zwykle do skrępowanych nie należał. Przede wszystkim on sam nie był całkowicie nagi. Z drugiej strony zaczęłam się zastanawiać, czy dla mężczyzn nagość nie stanowi żadnego problemu. Czy to dla kobiet jedynie jest ona wstydliwa i czy dla wszystkich. Tak mnie nauczono, ale może gdzieś były panny, które teraz nie rumieniłyby się, w pośpiechu prostując materiał koszuli i przygotowując rękawy do założenia.
Cały mój pośpiech w jednej chwili zdawał się zostać strawiony. Zamarłam w połowie drogi. Dotarły do mnie jego słowa, a wraz z nimi świadomość własnej głupoty. Zapomniałam. Sama zapomniałam o biodrze, przez całą tą naszą zabawę, nie myślałam, że przecież nic na sobie nie mam, że cały czas jestem odsłonięta. To był mój błąd, niedopatrzenie, lekkomyślność. Poczułam potrzebę, aby ubrać się jeszcze szybciej, ale dłonie mi się lekko zatrzęsły. Owszem, jego ton nie miał w sobie cienia pretensji, cienia irytacji. To było najgorsze. Coś strasznego musiało się kryć pod tym spokojnym sposobem wypowiedzi, nie byłam tak głupia, by tego nie wyczuć. Moje serce instynktownie zabiło szybciej, ale nie drgnęłam z miejsca, wiedziałam już, że do mnie idzie i wiedziałam, że uniknięcie konsekwencji tego wszystkiego będzie niemożliwe. Miałam ochotę uderzyć się w pierś. Wcześniej naprawdę sądziłam, że uda mi się to przed nim ukryć i wiedziałam, że on już ma świadomość, że właśnie to planowałam zrobić. Kto, jak kto, ale Nevan Tealvash nienawidzi, gdy coś się robi za jego plecami, gdy ktoś ma czelność knuć, a chociaż nie była to sprawa wagi państwowej, to za knucie w jego odczuciu mogło być uznane.
Zacisnęłam usta, aby spomiędzy nich nie wydobyło się sapnięcie, kiedy mnie złapał. Byłam lekko zażenowana tą bliskością, wcale nie czułą. Jak na jakimś badaniu, czułam się niezręcznie, stojąc bez żadnego okrycia, kiedy on kucał i przyglądał się sinym i bordowym plamom. Nade wszystko jednak musiałam wyglądać jak dziecko, które złamało pewne zasady i teraz stało w obliczu kary, kiedy winy wyszły już na jaw. Opuściłam głowę, wlepiłam wzrok we własne stopy, a w głowie próbowałam znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie własnego zachowania. Z tym było bardzo ciężko.
Obawiałam się, że gdybym powiedziała mu prawdziwe powody mojego postępowania, to zwyczajnie bym go rozzłościła. Z drugiej strony z każdą mijającą sekundą docierało do mnie, że chyba nie ma sposobu, odpowiedzi, która zapewniłaby optymistyczną reakcję mężczyzny. Sama zapędziłam siebie w ślepy zaułek.
Drgnęłam, kiedy mnie dotknął. Mimo to nie powiedziałam nic, czując się jeszcze bardziej niepewnie. Mogłam po prostu powiedzieć, że upadłam. Czy będę miała na tyle odwagi, aby zrobić to w sposób nie wzbudzający podejrzeń? Jeśli nawet byłam gotowa spróbować, to jego słowa wydały mi się swoistym ostrzeżeniem. To będzie podejrzane, że upadłam akurat wtedy, gdy w obozie odgrywała się cała ta sytuacja z Milą i jednym z jego żołnierzy. Odetchnęłam nieco głębiej. Ponownie drgnęłam, w chwili wypowiadanego przez niego pytania. Te niby swobodne, a jednak zmroziło krew w moich żyłach i już zaczynało dziać się to co zawsze, czułam moc jego spojrzenia i to, jak mnie przyciąga w swoim kierunku. Zwyczajowo, robiłam co mogłam by swoje jasne tęczówki nadal wlepiać w palce od drobnych stóp.
Nic jeszcze nie powiedziałam. Na pytanie odnośnie Febiasza pomachałam jedynie przecząco głową. Niepewnie. Czułam, że ta informacja na pewno mi nie pomoże, ale kłamstwo również szybko wyszło by na jaw. Lubiłam Febiasza, ale nie udałoby mi się go przekonać, aby okłamał Tealvasha. Miałam tego świadomość, że znajdujący się obok mnie mężczyzna ma większą potęgę w tym obozie, niż mi mogła dać moja świętość.
Jego westchnięcie wcale mnie nie zachęcało do mówienia, ale wiedziałam, że przeciąganie ciszy da mu tylko dowód na to, że szukam wyjścia z tej sytuacji, zamiast zdecydować się na szczerość. Nie potrafiłam z nim tak sprytnie pogrywać, jakbym chciała. Poza tym roztaczana przez niego aura skutecznie odradzała innym ludziom wszelkich zagrywek.
- To nic takiego... - przerwałam w końcu ciszę, która wydawała się trwać stanowczo za długo. Jednocześnie zaraz po wypowiedzeniu tych słów wręcz boleśnie dotarło do mnie, że nie tego oczekiwał, że nie odpowiedziałam na żadne z jego pytań i nie zadowoli się czymś takim. Mimo to... - Przepraszam - dodałam pokornie, chociaż i to dalekie było od wyjaśnień. Słońce ogrzewało moją skórę, a mimo to nie potrafiłam wyzbyć się wrażenia pewnego chłodu. Znów nastała cisza i wiedziałam, tak, jak wczoraj, że nie uniknę odpowiedzi, że ucieczka ponownie nie była możliwa.
Każda chwila, którą marnowałam na opracowanie strategi, paradoksalnie działa na moją niekorzyść. Skrzywiłam się lekko, opuściłam ramiona.
- Upadłam wczoraj - powiedziałam. Mało, zbyt mało. Czułam to, nie musiał mówić. Czekał. - Jak znalazłam Milę - dodałam, ale to wciąż było za mało. Miałam wrażenie, że się kurczę. - Obiłam się o skrzynie z zaopatrzeniem - kolejna informacja, a z każdą z nich mój głos zdawał się mniej pewny siebie, nie tak głośny, jak przy pierwszych dwóch słowach. Jeśli teraz zakończę, to on zada pytanie. Jeśli zada pytanie, to wyjdzie na to, że sama z siebie nie powiedziałam. Jeśli nawet nie odpowiem, to i tak wszystkiego się dowie. Było tylko mniejsze zło, nic innego nie pozostawało. Znów nabrałam powietrza, a teraz mój głos już w ogóle był cichy. Jakże szybko atmosfera z dziecinnej zabawy przeszła do poważniejszych, chłodnych tonów. - Doskoczyłam do tego żołnierza, a on mnie odepchnął. Przypadkiem. Nie wiedział wówczas, że ja to ja. Odruchowo. - wyrzuciłam z siebie, krzywiąc się po raz kolejny. Nie myślałam też o tym, że może to głupie, że może nie powinnam go bronić, ale taka była moja natura, to wydawało mi się takie oczywiste.
Zwilżyłam lekko wargi. Możliwe, że nawet bardziej opuściłam swoją głowę.
- Nie chciałam ci mówić, żebyś się nie musiał denerwować - zaznaczyłam, licząc, że może ta informacja chociaż trochę odciąży moje poczucie winy. Znów przypomniały mi się jego słowa. "Bądź grzeczna" i chociaż wtedy wydawały się całkiem przyjemną prośbą, to teraz zdałam sobie sprawę, że chyba nico z nich zakpiłam. Mimo, że łączy nas coś więcej, że jesteśmy zdolni do bliskości, momentów takich, jak te czułe w wannie, czy podczas pływania w rzece, to wciąż Tealvash w pierwszej kolejności jest oficerem. Czasem miałam wrażenie, że traktuje mnie, jak jednego ze swoich podwładnych, tylko wymagania dostosował do mojej osoby. Jeśli więc kobiecą naturą było marzyć o delikatnym, romantycznym kochanku, to ja powinnam być świadoma, że czując przyciąganie do oficera, jednocześnie skreśliłam takie wizje. Nie żałowałam mimo to. Jaki był, wiedziałam doskonale.
Nic już na tym świecie nie zmieni tego, że byłam jego. Ja sama nie chciałam tego zmieniać, lubowałam się w tym stanie rzeczy, nawet jeśli życie miało mi dosadnie pokazywać, jak trudną ścieżkę obrałam. Zagarnął mnie dla siebie, a ja po cichu i może wbrew zdrowemu rozsądkowi, od dawna już go w tych poczynaniach wspierałam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz