Milczenie przeciągało się i zaczynało
oscylować na granicy, na której było bardziej niż podejrzane. Mimo tego jednak
nie odezwałem się już i nie pospieszyłem jej, żeby mówiła szybciej. Byłem
prawie pewny, że nie zapomniała o tym zdarzeniu tak po prostu – cholerstwo było
naprawdę duże i musiało dotkliwie boleć – a raczej w tej chwili po prostu zapomniała,
żeby się z tym kryć. Nie podobały mi się tajemnice i takie próby, nie wiadomo na
co komu potrzebne. Zastukałem dwoma palcami w czubki swojej nogi i był to
jedyny wyraz emocji, który w tym momencie ode mnie emanował.
Gdybyśmy znaleźli się w podobnej
sytuacji jeszcze niespełna miesiąc temu, jak bym zareagował? Jak reaguję teraz,
kiedy między nami zaszło już tak wiele? I skąd wynika właściwie taka różnica?
Może wtedy po prostu od razu bym się zdenerwował, a teraz… Teraz jeszcze
tkwiłem w jakiejś przestrzeni pomiędzy, w której z jednej stronu złościła mnie
ta sytuacja, a z drugiej wcale nie chciałem jej jeszcze dodatkowo za nic karać.
Jeśli zrobiła coś głupiego, to czy ten okropny krwiak nie był wystarczającym
wynagrodzeniem? Coś we mnie względem tej osoby zmiękło i sam nie potrafiłem
realnie ocenić, czy to dobra zmiana, czy zła. Teraz jednak twarda materia, jaką
było pokryte całe moje serce, roztopiła się znacznie, choć jej tego pokazać nie
zamierzałem. Może nawet… Może było we mnie coś w rodzaju czułości, którą za
wszelką cenę chciałem jeszcze ukryć. Było za wcześnie. I nadal, gdzieś wewnątrz
siebie, gdzieś głęboko, gdzie nie sięgałem od dawnych czasów, nadal kryło się
przeczucie, że każda dobroć będzie wykorzystana. Tak zostałem nauczony przez
życie.
Podniosłem się i wolno rozprostowałem
nogi. Praktycznie bezszelestnie, moje ciało było tak przyzwyczajone do nie
wydawania żadnych dźwięków, że żaden kamyczek nie zgrzytnął pod moimi stopami
nieproszony. Uniosłem lekko brew. Jeśli już chciała coś ukrywać, niech nie
przeprasza. Niech tego nie robi, chociażby dlatego, że to sprawia, że od razu
wiem, że miałem rację. Jej poczucie winy opowiada całą historię za nią i
najwyraźniej pokazuje też, że było coś, co mogłoby mi się wcale nie spodobać.
Na moment przymknąłem oczy, lekko pokręciwszy głową. Nie tędy droga.
Przeprosiny były bez znaczenia.
— Boisz się? — zapytałem po prostu,
zamiast w jakikolwiek sposób najpierw skomentować jej historię. Właściwie to
pytanie jako pierwsze przyszło mi na myśl. Skulona sylwetka i cichy głos, to
odwracanie spojrzenia, jak osaczone, dzikie zwierzę. Jakże szkoda, że niewiele
miałem z takimi w swoim życiu do czynienia. — Dlaczego się boisz?
Mimo tych słów, nie odsunąłem się, nie
postąpiłem kroku do tyłu. Teraz przyszła pora na szybką analizę tego, co należy
zrobić, jak zachować się w takiej sytuacji wobec zarówno niej, jak i tamtego
żołnierza. Skłamałbym, mówiąc że już zapomniałem o tej sprawie, ale faktycznie,
po wczorajszym wieczorze jego los przestał mnie znacząco interesować. Mogłem go
poświęcić, dla przykładu i przestrogi dla innych. Jeden żołnierz nie był wielce
wartościowy, ale kiedy mógł wzbudzić w innych wątpliwość, albo nawet rebelię,
stawał się niebezpieczny. Dobrze będzie się go pozbyć, teraz jednak
zastanawiałem się, z jakich powodów to zrobić. Bo znieważył służącą Esji? Nie
wiedziałem na pewno, jak to zostałoby odebrane. Wyjaśnienie, że zostanie
ścięty, bo skrzywdził kapłankę było o wiele bezpieczniejszą opcją… Ale na
której uda się mi – nam – zyskać więcej?
Na mojej twarzy wyrysował się wyraz
zamyślenia, ze zmarszczką na czole, a to już być może dobitnie świadczyło o
tym, że mój gniew ukrywaniem prawdy minął. Zamiast tego założyłem dłonie na
piersi i intensywnie przyglądałem się blondynce. Teraz nawet odpowiedź na
wcześniejsze pytanie stała dalej w hierarchii ważności. Co zrobić ze zdobytą tu
wiedzą i jak mądrze ją wykorzystać?
Przypomniał mi się ojciec. Był zawsze
ważną i szanowaną osobą, chciał, żebym odziedziczył jego majątek. Zawsze mówił,
że muszę działać roztropnie, ale nigdy nie powiedział, żeby robić to mądrze. On
sam nie był mądry – roztropny może, jeśli przez to rozumieliśmy spryt i
smykałkę do oszukiwania. Czy to jeszcze była chęć udowodnienia mu czegoś, a
może sobie? Albo coś zupełnie innego, własne doświadczenia, które mogą
zadecydować później o moim losie, bo to, co być może zasieję teraz, na pewno
wyda plon i należało przemyśleć, jaki on będzie.
— Skrzywdził cię więc, ale nie
powiedziałaś o tym nikomu, nawet zarządca o tym nie wiedział. — Od razu
odrzuciłem opcję, w której mnie okłamał, albo powiedział coś nierzetelnego. On
bał się o swoje życie bardziej, niż o życie całego własnego oddziału, nie
działałby tak nieroztropnie. Zawsze śpiewał wszystko, niczym cnotliwa panna na
spowiedzi. Wszystko, co wiedział. — Dla mnie to nie zmienia sprawy rzeczy.
Decyzja nadal jest twoja, podobnie jak cały jego los, a więc i kara za to, co
ci zrobił. Mimo wszystko powinnaś udać się do namiotu medyka, możesz powiedzieć
Febiaszowi, że to sprawa wagi państwowej, a on nie zada ci żadnego pytania —
poinstruowałem, teraz przenosząc ponownie spojrzenie na nią. Wcześniej
zapomniałem praktycznie, że ona także jeszcze tutaj stoi, w dodatku zupełnie
naga.
Moja twarz się rozjaśniła, powróciła do
tej neutralnej, normalnej. Podniosłem dłoń i ułożyłem ją na głowie dziewczyny,
a potem zjechałem niżej, łapiąc w przelocie między palce jeden kosmyk jej
włosów. To musiało być wystarczające zapewnienie, że mimo wszystko, nawet
pomimo ukrycia tej prawdy, zrobię wszystko, żeby była bezpieczna. Później
schyliłem się po porozrzucane przez nią dookoła ubrania, podniosłem spodnie i
gorset, które leżały najbliżej mojej nogi i podałem jej obie te rzeczy na wyciągniętej
ręce. Nadal przypominała zagonione w kąt zwierzę, prychnąłem cicho, w okazaniu
swojej drobnej irytacji. Tak naprawdę jednak wcale nie byłem zły. Wiedziała,
jaki jestem, ja też przed sobą nie miałem wcale niepotrzebnych złudzeń. Los i
ludzie ukształtowali mnie takiego, jakim jestem, ulepili taką postawę, a jej
zmiana graniczyła z niemożliwością, niezależnie od wszelkich innych uczuć. Może
z Esją było podobnie.
Poszukałem w głowie tematu, który
sprawiłby, że oboje przeniesiemy myśli na coś innego. Ale najpierw… Pochyliłem
się do przody, drastycznie zmniejszając dystans między naszymi twarzami, a
później z odrobiną zawahania dotknąłem jej nos swoim, dokładnie tak samo jak
ona wcześniej. Może jedynie zdecydowanie mniej uroczo.
Byłem w dobrym nastroju. Ta wycieczka i
ta beztroska sprawiały, że myślami dryfowałem do dawnych czasów, do swojego
dzieciństwa i nie były to wędrówki tak bolesne, jak zwykle. W jakimś stopniu
dzisiejsza zabawa w wodzie i wcześniej, na koniach otworzyły we mnie dawno
zatrzaśnięte drzwi. Drzwi, które zamkną się wraz z ponownym przekroczeniem
granic obozu, nie wiadomo na jak długo. Teraz jednak… Miałem na tyle dobry
humor, żeby zdradzić coś więcej, coś, czego nigdy wcześniej Esji nie powiedziałem.
— Pamiętasz, co mówiłem ci w wannie
ostatnim razem? — zapytałem, wyprostowawszy się już. Odetchnąłem głębiej,
nieświadomie. — O moim bracie. — Chwila niepokoju. Powiedziałem jej wtedy o
bracie? Czy tylko o tym, że w naszej rodzinie będzie kapłanka? Nie potrafiłem
sobie przypomnieć, ale to było bez znaczenia. Na pewno pamiętała. — Miałem być
na jego miejscu — dodałem, a później… Później stało się coś dziwnego.
Uśmiechnąłem się krzywo. Taki wyraz
praktycznie nigdy nie pojawiał się na mojej twarzy. Teraz uznałem całą sytuację
za wyjątkową ironię losu. Gdyby stało się tak, jak planowali rodzice, nigdy nie
poznałbym Esji. A tego nie chciałbym wymienić na wszystkie kapłanki z całej
wielkiej, jebanej świątyni któregokolwiek z tych oszustów, których ludzie
nazywają bogami. Zaiste… Okropna byłaby to ironia, gdyby właśnie stało się tak,
jak zaplanowano dla mnie tuż po moim urodzeniu. Zacisnąłem dłoń na materiale
jej koszuli i czekałem, zastanawiając się jaka będzie jej reakcja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz