środa, 14 marca 2018

CCIX


    Może znałam go lepiej, niż kogokolwiek innego, może łączyło mnie z nim więcej, niż z kimkolwiek innym, ale nie oznaczało to bynajmniej, że potrafiłam przewidywać, co też kryje się w jego głowie, jakie myśli go męczą i jak zareaguje na rewelacje, których siłą rzeczy musiałam dostarczać mu całkiem sporo. Teraz należało czekać, a ja bałam się zrobić cokolwiek, jakby świadoma tego, że owszem, mogłabym polepszyć atmosferę, ale równie dobrze mogłabym ją jeszcze pogorszyć.
       Zauważyłam, że się podnosi, a potem dotarł do mnie jego głos. Pytanie, którego na pewno się nie spodziewałam, z jednej strony odpowiedź wydawała mi się oczywista, a jednak dotarło do mnie, że nie tak łatwo będzie mi odpowiedzieć. Dlaczego się boję? Bo jesteś przerażający, bo potrafisz zdecydować się na środki, po które nikt inny by nie sięgnął, a ty robisz to bez wahania. Bo w twoich oczach czai się mrok, silniejszy od światła, które znajduje się we mnie. Bo gdybyś chciał, mógłbyś zgnieść w swoich dłoniach nie tylko mnie, ale rosłych mężczyzn, którzy być może mają się za panów tego świata. Ostatecznie... Boję się, bo nie chce cię stracić, bo nie chce cię zawieść. Nie chcę byś zabrał mi tą część siebie, którą wbrew prawu zdążyłam już zagarnąć, jednak nie na tyle mocno, abyś nie miał jej siły wyrwać, jeśli uznasz, że tak będzie dla mnie lepiej, lepiej dla nas. Nawet wówczas nie zapytasz, podejmiesz decyzję wierząc, że masz prawo sam wybierać. Całą tą wypowiedź, której nigdy miałam mu nie powiedzieć, nie w takiej wersji. Może w kawałku, który wystarczy, za którym będzie kryło się wszystko, czego nie mam odwagi wypowiedzieć na głos.
       Próbowałam wyczuć jego emocje. Nie wydawał się wściekły, jego głos nie sprawił, że chciałam uciec czym prędzej, więc już to samo w sobie pomogło mi się uspokoić. Mało tego, szybko się okazało, że naprawdę miałam się nie spotkać z jego złością. Nic to nie zmieniło? Upiekło mi się? Nie usłyszę, że źle postąpiłam? Nie zamierzał się wtrącać. Chciał, żebym udała się do medyka i to mu wystarczy. Musiałam to sobie wszystko ułożyć, nadal nie zamierzałam triumfować, świadoma tego, że gdzieś tam może czaić się podstęp. Ten jednak uparcie nie chciał nastąpić.
     Dotyk. Niespodziewany gest, który miał dać mi pewność. Siłą rzeczy poczułam, że strach zaczyna mnie opuszczać i on też musiał mieć tego świadomość. Może było w tym coś, co sprawiało, że czułam ciepło, jakiego jeszcze niedane mi było poznać. Jedynie jego prychnięcie sprawiło, że lekko drgnęłam, ale przynajmniej zauważyłam, że podawał mi moje rzeczy. Zwilżyłam lekko wargi, nadal ważąc każdy gest. Nawet miałam już od niego zabrać rzeczy, kiedy jednak oficer się poruszył. Nagle miałam go przed twarzą, zamrugałam dwa razy, otworzyłam szeroko oczy i chyba jeszcze nie wierzyłam w to, co właśnie się stało. Na nosie nadal czułam jego dotyk. Byłam w szoku i jednocześnie, trudne do opisania ciepło rozlało się po moim ciele. Ulga, jaką poczułam była niesamowita. Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. Był to inny rodzaj czułości, niż ten, który już mi pokazał. Taki, o którego bym Nevana nie posądzała. Chyba z trudem docierało do mnie, że naprawdę to zrobił. Już nie potrafiłam unikać jego spojrzenia, nie chciałam. Miał dobry humor, mimo tego, co mu powiedziałam i w pierwszej chwili, och jakie to głupie, miałam ochotę się rozpłakać i w niego wtulić. Emocje opadły, na całe szczęście obyło się bez łez. 
       Na jego prośbę powróciłam pamięcią do naszej kąpieli, ale nie do końca wiedziałam czego się tyczyły jego słowa. Korzystając z chwili wznowiłam próby przygotowywania koszuli, ale mężczyzna nadal ją trzymał, jakby zapomniał na chwile o tym, co działo się tutaj, a myślami był w innym miejscu. Mimo wszystko stanie przed nim w całkowitym negliżu było zawstydzające, więc zamierzałam jak najszybciej coś na to poradzić.  
       Skrzywiłam się lekko. Nie musiałam posiadać wielkiej puli informacji, by wiedzieć, jak mam to rozumieć. To on miał dostać za żonę jakąś kapłankę. Skrzywiłam się. W zasadzie było to logiczne, w końcu był starszy od swojego brata. Powinien więc mieć pierwszeństwo do takich przywilejów, był w końcu pierwszym dziedzicem, przyszłą głową ich rodu. Przygryzłam lekko wargę, uznając, że cisza z mojej strony trwała stanowczo za długo. Unikanie kontaktu z nim również. Jego mina ukuła mnie w serce, te zabolało nieprzyjemnie, ale nie dałam tego po sobie poznać. Widziałam, jak zaciska dłonie na materiale mojej koszuli i tych, jako pierwszych postanowiłam dotknąć. Pogładziłam jego skórę, czekając cierpliwie, aż zrozumie, że ma rozluźnić uścisk. Kiedy to zrobił, zbliżyłam się bardziej, jedną dłoń przeniosłam na jego polik, na twarz, której mina była czymś nowym, może nawet do niego niepasującym. 
       - Szykuje się dłuższa wypowiedź, postaraj się na niej skupić... ale najpierw - zabrałam mu z rąk swoją koszulę i szybko przełożyłam ją przez głowę, pozwalając by materiał opadł mi na uda. - nie mogę tak bezwstydnie chodzić bez ubrań - wyjaśniłam i złapałam jego dłoń, a potem go pociągnęłam, w stronę jego koszuli, na której wcześniej siedział. Twarz miałam spokojną, gestami dając mu do zrozumienia, że ma usiąść, a kiedy to zrobił, ja sama usiadłam na jego kolanach, przodem do jego twarzy, rumieniąc się, nawet nie przez to, że w takiej pozycji materiał halki znów się podwijał, a przez samo to, na ile już sobie potrafiłam pozwolić. 
      Delikatnie objęłam dłońmi jego twarz, była większa od mojej, więcej przeszła, pamiętała ogrom grymasów, których moja jeszcze nie poznała. Oczyściłam ją z włosów, patrzyłam przez chwilę, gładząc kciukami skórę pod jego oczami. Uspokajałam się, oddychałam spokojnie. 
       - Jeśli taka jest twoja wola, pójdę do Febiasza - zaczęłam, zastanawiając się, czy aby na pewno nie chcę skorzystać z okazji i przejść od razu do innego tematu. Ucieczka zawsze kusiła, tym bardziej, że pierwszy raz od dawna sam mi na nią pozwalał, może właśnie dlatego nie zamierzałam z niej skorzystać. Na sekundę, może dwie zacisnęłam usta w wąską linię. Ostatecznie uniosłam brwi, wtuliłam się w niego na tyle, na ile było to możliwe przy stałej obserwacji jego twarzy. - Boję się, że kiedyś zrobię coś, co mi ciebie odbierze. Dlatego się boję. Boję się, że gdy raz wyślizgniesz się z palców, już nigdy nie wrócisz do mojego uścisku. Bo to wszystko jest ciężkie, bo jesteśmy całkiem inni i mamy tylko siebie, bez wsparcia i pomocy otoczenia - wyrzuciłam to z siebie lekko zbolałym głosem, ale zaraz delikatnie przyłożyłam mu palce do ust, gdyby chciał coś powiedzieć. Pokiwałam głową przecząco na znak, żeby tego nie robił. Sama jednak też przez chwilę nie przerywałam ciszy, nie miałam punktu zaczepienia, więc odsunęłam dłoń i delikatnie pocałowałam jego wargi. 
       Takie gesty, zdążyłam już zrozumieć, że mi się podobają, że mnie fascynują, ale przede wszystkim, że ich potrzebuję. Łaknęłam jego bliskości, niezależnie od zawstydzenia, coraz częściej miałam ochotę na jego bliskość, na czucie go w jak największym tego słowa znaczeniu. Sapnęłam cicho, naparłam na niego, czułam, że to ostatecznie pozwoli mi odegnać złe myśli. Przy nim zwyczajnie odczuwałam płynącą do mnie, prosto z jego ciała siłę, z której chciałam czerpać jak najwięcej. Pierwszy raz zaatakowałam jego wargi tak łapczywie. Nie planowałam tego, to miał być delikatny pocałunek, ale wszystko działo się szybko, pchnęło mnie do tego samo z siebie. Nie poznawałam się i nie chciałam poznawać. Kiedy w końcu położył się na plecach, ja wsparłam się na łokciach i kolanach. W pewnym momencie zabrakło mi tchu i ostatecznie oderwałam się od niego. Twarz miałam zaczerwienioną, oddech mocno przyspieszony, a oczy lekko nieprzytomne. Byłam zaskoczona własnym zachowaniem. 
       - Wybacz, nie wiem co we mnie wstąpiło - wyszeptałam, robiąc jeszcze wielkie oczy. Faktycznie chciałam zrozumieć skąd u mnie taka zmiana i całkiem szybko to do mnie dotarło. To ta czułość. Ta kiedy dotknął mojego nosa, gdy zrozumiałam, że nie jest zły, gdy zobaczyłam krzywy uśmiech na jego twarzy. To wszystko razem, uczucie bezpieczeństwa, jakie roztaczał. No i jeszcze coś... Wypuściłam powietrze z płuc, omiatając nim jego twarz. 
       Teraz obierałam się nieco wyżej, na prostej lewej dłoni, przenosząc przy tym ciężar ciała na tą stronę. Nadal wisiałam nad nim, moje włosy otaczały gdy z każdej strony. Kciukiem wolnej dłoni, z pewnym zafascynowaniem przejechałam po jego ustach, delikatnie je otwierając, wsuwając czubek do środka. Skrzywiłam się, ale patrzyłam uważnie na to, co robię. 
       - To dobrze, że ostatecznie to twój brat poślubi kapłankę - powiedziałam w końcu to, co tak naprawdę chciałam powiedzieć od razu. Tutaj jednak nie skończyła się moja wypowiedź. - Gdyby któraś z moich sióstr miała zostać twoją żoną... myślę, że bym ją zabiła - powiedziałam to z takim spokojem, z taką szczerością. Byłam w szoku, bo wiedziałam, że nie kłamię. Moja mina mimo targających mną emocji nie uległa zmianie. Nie, nie kłamałam. Byłam tego taka pewna. - Zabawne, bo powinnam jak ty powiedzieć, że sprawiłabym, żebyś o to sam błagał, ale nie... nie musiałbyś tego robić. Nie zniosłabym takiej niesprawiedliwości, już dość jej doświadczyłam w życiu - wyjaśniłam, a w tym wszystkim, mimo wagi tych słów, mimo, że nigdy nie powinnam nawet myśleć o takich rzeczach, uśmiechnęłam się. Delikatnie, ale pewnie. - Dlatego chcę też sprawiedliwości dla Mili, nie wspomniałam o moim biodrze, by ten mężczyzna został ukarany jedynie za jej sprawę - wyjaśniłam jeszcze. Palcem delikatnie zahaczyłam o jego zęby, drgnęłam. Przeniosłam w końcu spojrzenie na te krwiste oczy. 
       - Dla własnej satysfakcji, w tym życiu wystarczysz mi ty, oficerze Tealvash - dokończyłam, czując, że w żaden sposób nie jest to naciągana teoria. - Ja natomiast, mam być jedyną kapłanką w twoim życiu i jeśli kiedykolwiek spojrzysz na żonę swojego brata z żalem, że nie jesteś na jego miejscu, złamiesz mi serce. Masz na nią patrzeć i kpić w myślach, że nigdy nie będzie dla swojego męża tym, czym ja jestem dla ciebie... - uśmiechnęłam się już znacznie swobodniej, a moje oczy rozbłysły ciepłem, które do tak okrutnych poniekąd słów mogły nie pasować. Mimo to chciałam, by czuł ten sam rodzaj czułości, który mi okazał, tylko teraz płynący ode mnie. Chciałam, by dzisiejszy dzień był po prostu milszy, niż inne, bo nasz, bo nie musieliśmy udawać. 
       Taki dzień może się szybko nie powtórzyć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/