Jego złośliwości, pewność siebie, uśmiech i wszystko co dość jasno dawało mi do zrozumienia co ma na myśli, byłam jeszcze w stanie wyciszyć. Nie chciałam o tym myśleć, bo póki co te tematy w żaden sposób mnie nie dotykały, póki byłam z Nevanem. Chociaż może właśnie przez niego, moje ciało pchało się do nieznanych sobie reakcji. Wiąż jednak bałam się o tym myśleć, nie przyznając się przed samą sobą, że jestem zdolna kogoś pożądać. To był temat dalece zakazany, samo to słowo źle mi się kojarzyło i wracały wspomnienia, których wolałam nie pamiętać. Te z kolei boleśnie wyciągały na wierzch i ten fakt, że gdzieś tam, na całe szczęście daleko, ale jednak gdzieś tam jest mężczyzna, który ma zostać moim mężem. Nie znam go, a on mnie, mimo to rości sobie do mnie prawa, może w myślach już nazywa mnie swoją. Nie jego wina, że się spóźnił, widocznie los tak chciał, a może raczej to ja tego chciałam, podobnie jak Tealvash.
Skrzywiłam się lekko, czując ugryzienie na palcu. Zabolało, ale w sposób całkiem fascynujący, może nawet upajający. Jakby coś w tyle mojej głowy pragnęło, aby jeszcze mocniej zacisnął zęby. Nie rozumiałam i nie czułam potrzeby, aby było inaczej. Byłam po prostu oczarowana kolejnym nowym doznaniem, jak i całą tą chwilą, jaka miała między nami miejsce.
Uniosłam brwi, słysząc jego zapewnienie. To takie nieodpowiednie, tamta dziewczyna, kimkolwiek była niczemu nie zawiniła. Mimo to rozmawialiśmy o jej życiu, jakbyśmy co najmniej mieli do niego prawo. Taka pewność siebie, taka pycha nie była dla mnie czymś normalnym, kolejne nowe doświadczenie, jeżące włosy na karku. Chociaż wiedziałam, że powinnam, nie oburzyłam się. Z resztą sama to zaczęłam, to nie on, to ja. Tym razem ode mnie wyszły słowa przesączone okrucieństwem, chociaż mój spokojny ton nie potrafił ich dodatkowo nim zabarwić. Była to więc luźna pogawędka dwójki ludzi rozprawiających o ewentualnym morderstwie, którego byliby się w stanie dopuścić. Miałam nawet odpowiedzieć na to jego przekorne pytanie, ale ubiegł mnie kolejnymi słowami, które sprawiły, że zastygłam na moment.
- Och - powiedziałam jedynie i przyznaje, żałowałam, że nie zdobyłam się na nic lepszego. Zdałam sobie jednak sprawę z tego, że to chyba najcudowniejsze słowa, jakie w swoim życiu usłyszałam, a przecież nie były wcale taką nowością. Ile razy słyszałam, że jestem cudem? Świętością, skarbem, czymś wyjątkowym? Zawsze jednak nie mówiono o mnie, a o tym, jaką pełnie rolę, a on? On nie dbał o mój znak, miałam nawet wrażenie, że wolałby może, żeby go nie było. Liczyłam się ja, czułam to nieskromnie i jednocześnie sama chciałam, by już zawsze patrzył na mnie, jak na zwykłą dziewczynę.
Moja twarz się rozpromieniła, gdy wspomniał o bracie. Tutaj mógł się wywyższać, a ja cieszyłam się, że poniekąd jestem powodem dla którego to robi. Pisnęłam głośno, lecąc do boku, ale było w tym głównie rozbawienie, śmiech, który zaraz rozbrzmiał w powietrzu, przymknięte oczy, słońce, ciepły piasek pod plecami. Otworzyłam je dopiero gdy przestaliśmy się turlać, ale nie przestałam od razu się śmiać. Jak na siebie i tak długo pozwalał mi udawać, że mam w tym wszystkim władzę. Jednocześnie czułam, że od teraz częściej będę chciała przechylać ją na swoją stronę, skradać takie momenty, gdy to ja jestem wyżej, ja patrzę z góry, a potem upadać znów miękko w dół, bądź niedelikatnie. Przy nim każde doznanie było cudowne.
Oddalam jego pocałunek, a następnie sapnęłam niezadowolona, gdy podniósł nas do pionu. Nie omieszkałam zaprezentować naburmuszonej miny, pozwalając sobie na taką niedojrzałość.
- Obdarto nas ze wstydu, oficerze... dałeś się, jak szeregowy... - rzuciłam, tym razem chcąc mu się odgryźć, ale kiedy przypomniałam sobie z kim mam do czynienia, zaraz zrobiłam większe oczy i uśmiechnęłam się do niego jak niewiniątko. - Już się ubieram! - zawołałam potulnie i sięgnęłam po swoje rzeczy, wciągając je z miejsca. Żeby go udobruchać swoim szybkim tempem, wsiadłam na siodło jeszcze z rozwiązanym gorsetem, co ostatecznie okazało się bardzo złym pomysłem, bo i na stojąco wiązanie go nadal nie było moją mocną stroną. Przygryzałam wargę z całych sił, aż w końcu poczułam na udzie bliskość Helikaona i podskoczyłam, gdy dotarło do mnie, jak zbliżył się Nevan. Opuściłam dłonie, kiedy wyciągnął własne i poczułam, jak się rumienię, a potem sapnęłam głośno. Sprawnie mu poszło i czułam, że specjalnie zacieśnił materiał tak mocno. Oczywiście nie dałam mu satysfakcji, już wystarczająco dużo dawało moje zażenowanie.
- Imponująca wprawa, oficerze. Nie wiedziałam, że tak umiejętnie ubierasz niewiasty - rzuciłam pod nosem złośliwe, ale błysk w jego oczach podpowiedział mi, że nie chcę tego ciągnąć. - Stop, już nic nie mów... - i zaczerwieniona jak burak wprawiłam Amalteę w ruch, zostawiając go zaledwie na sekundę w tyle. Miał za szybki czas reakcji.
Tego dnia, odkąd spędzałam noce z Nevanem, pierwszy raz obudziłam się przed nim. Dookoła panował półmrok, a ja ani myślałam o tym, aby się ruszać. Poza tym byłam całkiem sprawnie przygnieciona jego ramieniem, obejmującą mnie przez biodra. Leżał niżej niż ja, z głową wtuloną pod moją pachę, z oddechem, który omiatał prawą pierś okrytą delikatną tkaniną halki. Palce dłoni bezwstydnie wkradły się pod materiał mojej koszuli, obejmowały udo, koniuszkami zahaczając o bok pośladka. Od godziny ta pozycja się nie zmieniła. Tylko na samym początku, kiedy się poruszyłam, nieco zacisnął rękę i czułam, że każdy mój ruch zbudzi go niechybnie. Dlatego leżałam, patrząc w sufit. Materiał namiotu lekko się poruszał. Miałam wrażenie, że oddycha wraz ze mną. Przymknęłam oczy. To dziś. Dziś miałam wydać wyrok na forum wszystkich. Miałam skazać na śmierć tego człowieka i wziąć go na swoje sumienie.
Nie byłam szczególnie zmęczona. Chociaż było to oznaką słabości poprosiłam Febiasza o zioła na sen, spodziewając się, że będę miała z tym problem. Czarka nadal leżała na stoliku obok. Mimo to nie dotrwałam w nieświadomości do świtu. Ten jednak powoli nadciągał. Odetchnęłam głęboko, wspominając rozmowę z Milą. Kiedy jej się przyznałam...
- To dobrze, najświętsza. Zasłużył na to - powiedziała jedynie, smarując moje biodro maścią, przez co ja byłam dość zażenowana. Mimo to moje rozkojarzenie było na tyle duże, że mogła podmienić maść na cokolwiek i nawet bym tego nie zauważyła. Nie wiedziałam co powiedzieć, wyczuła to. Odkąd wszystko między nami się pozmieniało, nabrała pewności siebie, częściej się odzywała. - Powinien cierpieć katusze. Nie możesz pokazywać, że wolno ciebie krzywdzić, a ty będziesz wybaczać - zauważyła, zakręcając słoiczek. Musiałam leżeć, aż się nie wchłonie, by nie zetrzeć specyfiku materiałem.
- Nie pokazuję tego, wie tak naprawdę tylko Nevan i ty - zauważyłam niezbyt głośno, a ona spojrzała na mnie bystrym głosem.
- No właśnie...
- Przecież on nie zamierza mnie wykorzystać - zauważyłam, a ona pokiwała głową i zaczęła sprzątać papiery, które leżały na moim stoliku.
- Wiem o tym, najświętsza. Jednak też widzi takie zachowanie. Musisz mu pokazać, że nie pozwolisz nikomu siebie skrzywdzić, wówczas będzie ci bardziej ufał - zauważyła, wzruszając ramionami.
- A nie ufa? - poderwałam się do pozycji siedzącej. Mila zrozumiała, że nie nadążam za nią, jej twarz złagodniała. Przestała zajmować się papierami i spojrzała na mnie.
- Nie w tym rzecz, najświętsza. Oficer to człowiek bezwzględny, dba o ciebie i sądzę, że jest gotowy zapewnić ci bezpieczeństwo za wszelką cenę. Nie możesz zbyt często dawać mu do zrozumienia, że ty o siebie tak nie dbasz... wówczas wystąpi konflikt interesów - wyjaśniła. Nadal łapałam się na myślach, od kiedy była taka bystra. Trochę to z mojej strony niegrzeczne.
- Okrutnie prawdziwe te słowa - uznałam po chwili, krzywiąc się lekko. sprawdziła stan biodra, a uznając, że maść się wchłonęła, naciągnęła na nie materiał, a ja wstałam z posłania.
- Prawda bywa okrutna, ale to dlatego, że sam świat taki jest. Ty jednak, wydając wyrok na tego mężczyznę nie staniesz się okrutna. Po prostu dasz mu karę za grzechy, jakich się dopuścił, a przy tym myślę... że oficerowi nieco ulży - skinęła głową i wyszła, nie tłumacząc już nic więcej.
Kiedy w końcu przestałam analizować jej słowa po raz tysięczny, spojrzałam w dół, prosto na czerwone tęczówki. Podskoczyłam, a serce mi zabiło, jakbym została przyłapana na gorącym uczynku.
- Nie śpisz już - zauważyłam. Dookoła było jasno. Znów straciłam poczucie czasu. Przygryzłam dolną wargę. Uniosłam delikatnie głowę, odrywając nieco górną część pleców od posłania. Wsparłam się na łokciach, patrząc na niego wygodnie.
- Ciężki jesteś, oficerze - zauważyłam, chcąc od razu wyjść z jakimś tematem. Nie myślałam o tym, że niebawem egzekucja, że już nie cofnę swoich słów. Uśmiechnęłam się do niego lekko, ale ciepło. - Mam zbyt mocny sen przy tobie. Wydawało mi się, że zawsze po prostu koło siebie leżymy, a tym czasem pełnię ci rolę poduszki - zaśmiałam się cicho, coraz dalej i dalej odsuwając od siebie złe myśli. Przechyliłam lekko głowę na bok.
- Rozumiem, że to zabezpieczenia, jakby ktoś w nocy miał przybyć i mnie wykraść, bardzo to zapobiegawcze, chociaż w balladach kochanki uciekają nad ranem, nikt jednak tam nie wspominał, że kochankowie mają takie ciężkie ramiona i bez mięśni pomysł z wymknięciem się jest niemożliwy - mówiłam dalej. Cokolwiek, po prostu mówiłam. Swoboda, z każdym dniem budzenie się obok niego było naturalniejsze. - Chyba zacznę potajemnie ćwiczyć, by dorównać ci siłą - zakończyłam, uśmiechając się przebiegle, chociaż ten rodzaj uśmiechu nie był dla mnie łatwy, ani naturalny. Bardziej był parodią tego gestu, w wykonaniu Nevana.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz