Miałam wrażenie, że miał zły humor. Nie, nie tylko dziś, jakby już wczorajszego wieczora coś było nie tak. Czyżby był zmęczony walką? Może stało się coś, o czym nie chciał mi mówić? Może to przez dzisiejszą egzekucję, a może... może wiedział o czymś, o czym miał nie wiedzieć. Miałam świadomość, że taka sprawa istnieje, ale przecież nie ukrywałam przed nim tego specjalnie, czekałam na dobry moment, a każdy... wydawał się nieodpowiedni. Teraz jednak speszyłam się, odgrzebując wspomnienia z kilku minionych dni. Faktycznie, najczęściej to właśnie mówiłam na dzień dobry. Może miał dość mojej obecności? Odsunęłam tą myśl od siebie tak szybko, jak się pojawiła. Nie chciałam dopuszczać takiego pomysłu do siebie, wizji, że miałby powiedzieć, że chce się wyspać sam, że wolałby, abym na chwilę zniknęła. Przecież to na pewno nie tak, to była moja nadinterpretacja, którą powinnam zniszczyć w zarodku.
Chęć odbycia z nim lekkiej, żartobliwej rozmowy szybko prysła. Sapnął, poruszał się raczej mozolnie. Źle spał? Coś go męczyło? Tyle pytań, których raczej nie będę miała odwagi zadać. Skrzywiłam się lekko, a przywołany na moją twarz uśmiech przygasł znacząco. Wzruszyłam ramionami, obracając się nieco na bok.
- Po to by kochanek zastanawiał się, czy wspomnienia są prawdziwe, czy może są to jedynie senne marzenia - mruknęłam niebyt głośno, chyba nawet bardziej sama do siebie. Ballad znałam wiele, co nie było dziwne, biorąc pod uwagę, że pochodzę ze świątyni Arethora. Prawda była jednak taka, że w ostatnich tygodniach niewiele miałam czasu na muzykę. Zawsze nam mówiono, że to nasz wielki atut, którym będziemy mogły wielu sobie zjednać, a teraz kiedy to wspominałam, zaczęłam się zastanawiać, czy Nevan w ogóle gustuje w takiej rozrywce. Jaką sztukę lubi? Czy muzyka jest mu miła, odpręża go, czy jest obojętna, a może wręcz odpychająca? Nie wiem czemu, ale nie spodobała mi się ta myśl szczególnie.
Na moment patrzeliśmy na siebie, nie lubiłam, gdy po takiej niezabarwionej emocjami wypowiedzi wpatrywał się we mnie w ciszy. Zawsze mnie to peszyło i przywodziło do głowy obawy, iż uczyniłam coś złego. Miałam wtedy ochotę wykrzyczeć mu w twarz wszystkie grzechy, każdą nawet najmniej niegodziwą myśl, by dać mu do zrozumienia, że przecież nic nie ukrywam. Co, znów musiałam zauważyć, prawdą aktualnie nie było. Traciłam cały animusz, który był mi potrzebny to emanowania postawą daleką od zgodnej z tym, co aktualnie czułam. Frustrowało mnie to w pewnym stopniu.
Opuściłam spojrzenie na jego tors. Ucieczka od tych krwistych oczu była zbawienna. Zaraz jednak brew drgnęła mi niebezpiecznie.
- Coś ostatnio chętnym się zrobiłeś, do rozporządzania moim czasem! - odgryzłam się, nie panując na moment nad językiem. Stał już na nogach, ja nadal leżałam na boku. W prawdzie to on zaczął z tym praniem, ale kiedy dotarło do mnie co powiedziałam, przygryzłam wargę i odwróciłam spojrzenie, czując, że lekko się zarumieniłam. Odchrząknęłam, jakby chcąc przykryć tą wypowiedź, oddalić ją nieco od nas. - To znaczy, jeśli oficer sobie życzy, mogę skupić się na praniu, chociaż pewnie i to zostałoby niechybnie skrytykowane po kilku dniach - no dobrze, miałam naprawić wydźwięk tej wypowiedzi, a tym czasem był on jeszcze gorszy. Teraz, kiedy wybił mi z rąk taktykę zarzucania go różnymi zdaniami, mój stres szukał ujścia, a on miałam wrażenie, specjalnie mnie tylko podpuszczał, nie pozwalając pozostać w swoim małym przedstawieniu, w którym przecież było mi tak dobrze.
Poderwałam się nagle do prostego siadu, z nogami nadal ułożonymi pod przykryciem. Gotowa byłam jednak do niego podskoczyć, zaraz po tym, jak się zachwiał. Otworzyłam szeroko oczy. To nie było do niego podobne. On był jak skała, a skały się nie uginają, nie chwieją. Nim cokolwiek powiedziałam, zrzucił winę na czarkę. Spojrzałam na nią, ale nieszczególnie się uspokoiłam. Wiedziałam, że między nami panował niespisany podział. On jest tym silnym, ja jestem tą słabą. On ryzykuje, ja nie mam prawa robić głupot. On może się o niego martwić, ja mam wierzyć, że wie doskonale co robi. Nie było to sprawiedliwe i w tej chwili bardziej, niż wcześniej to poczułam.
- To nie chcę wiedzieć, co by było, gdybyś tak jak ja miał je wypić - powiedziałam cicho. Faktycznie, listki, które zostały na dnie czarki roznosiły się w powietrzu. Czy to możliwe, że był tak podatny na działanie ziół, czy może faktycznie coś za tym stało? Oprócz obaw w mojej głowie pojawiło się coś jeszcze, sam mnie nauczył zwracania uwagi na szczegóły, zapamiętywania ich, rozpatrywania przydatności każdej informacji. Czułam więc wstyd, bo nie wiem skąd u mnie taka myśl, jednak nie mogłam zignorować pytania, jakie narodziło się w mojej głowie. Gdyby była potrzeba go otumanić, czy nawet zmusić do zapadnięcia w sen, ile musiałabym użyć do tego ziół? Przechyliłam lekko głowę na bok, już obliczając dawkę. Zdałam sobie z tego sprawę nagle, zaskoczona i gotowa sama siebie skarcić. Nie zrobiłam tego jednak, po prostu ponownie spojrzałam na mężczyznę, który wiązał teraz swoją koszulę.
No i stało się nieuniknione. W takich chwilach bardziej, niż zwykle czułam różnicę wieku, jaka była między mną, a nim. Przynajmniej ucieszył mnie fakt, że nigdzie nie jadą. Zmartwiło mnie to jego osłabienie. Powinien wykorzystać ten dzień, aby odpocząć, ale z drugiej strony, jeśli mu to zaproponuję, to może się rozgniewać, a potem pokazać mi, że chyba zapominam, jaki jest potężny. Takie ryzyko zawsze występowało i to była wielka trudność w obchodzeniu się z tym mężczyzną. Nie lubił przyjmować pomocy.
Jeśli wcześniej się stresowałam, to teraz czułam, jak coś niewidzialnego igra, wręcz znęca się nad moimi wnętrznościami. Ceremonia? Nie podobało mi się to słowo w tym kontekście. Powtarzałam sobie, że to nie jest kara wmawiałam, że miałam wybór. Podjęłam decyzję, wiedziałam z czym się to wiąże. On ubierał się spokojnie, a ja nogi miałam jak z waty i nawet nie próbowałam póki co wychodzić z łóżka. W zasadzie to chciałam się w nim bardziej zakopać. Zatrzymałam bezwiednie spojrzenie na jego odznaczeniach, które położył na biurku. Zawiesiłam się, słuchałam, a jednocześnie byłam gdzieś daleko i nic nie mogłam na to poradzić. Dopiero cisza, jaka zapanowała dała mi do zrozumienia, aż skończył mówić. Ocknęłam się niedyskretnie, w głowie jeszcze raz analizując, aby przynajmniej pokazać, że słuchałam.
- Sam mnie poznałeś z Dyfarem - mruknęłam, w tak prosty sposób łapiąc się najłatwiejszego tematu z całej jego wypowiedzi. Poza tym chłopak był młody, mówił dużo, więcej niż ja. Rozmowa się nam zawsze kleiła i przy nim łatwo było mi nie myśleć o rzeczach nieprzyjemnych. - Poza tym już wczoraj mu powiedziałam, że przyjdę - dodałam po chwili, już nieco ciszej.
Mogłam milczeć, ale ucieczka od tematu egzekucji nie była dobrym wyjściem. W dodatku teraz ponownie uznałam, że nie jest to dobra chwila powiedzieć mu, że Mila wie o naszej... zażyłości. Nie wiem, czy tak mogę to nazwać. Usiadłam bokiem do niego, zgięłam nogi w kolanach i objęłam je ramionami, opierając o nie polik, tak że mogłam na niego spoglądać, ale... patrzyłam mu gdzieś pod nogi.
- Dobrze będzie, jak zobaczą. Widowisko godne zapamiętania - powiedziałam powoli, specjalnie nie zabarwiając tych słów większą ilością emocji, niż było to konieczne. Pocierałam jedną dłonią swoją stopę, która była całkiem chłodna w dotyku, skupiając się na tym, co ma się dzisiaj wydarzyć. Powinnam mieć już przygotowane jakieś słowa, nie miałam nic. Tylko ogólny zarys, który był raczej oczywisty. - Bardzo pięknie ci w tym stroju, wielkie sceny wymagają piękna, prawda? - znów nie zapanowałam nad językiem. - Chyba, że powinnam milczeć, może lepiej było, jakbym jednak wymknęła się od ciebie, teraz już wiemy po co kochanki to robią. By nie rozczarować kochanków swoim paplaniem - kącik ust lekko mi zadrżał, a potem prychnęłam w pustym rozbawieniu. Upadłam do tyłu, na plecy, z impetem, spoglądając teraz tylko w sufit namiotu, jak wtedy, gdy spał.
Przez chwilę nic nie mówiłam. Po prostu oddychałam, co jakiś czas krzywiąc brwi. Ostatecznie zwilżyłam usta.
- Mogę jednak nie iść do Dyfara - zmieniłam nagle zdanie, sama zaskoczona swoją nową decyzją. - Zostanę w namiocie, aż do egzekucji, jeśli wolisz - wyrzuciłam z siebie, po czym zamknęłam oczy. - Nie przemęczaj się proszę, nawet po tobie widać oznaki zmęczenia, poza tym.... co takiego użytecznego jest w wąwozie? Sceneria, która doda temu romantyczności? - prychnęłam, nie rozumiejąc tej części. Oczu jednak nie otworzyłam. Znów mówiłam za dużo? Jeśli będzie chciał, mogę milczeć. Miałam dużo na głowie, ale on też. Oboje mieliśmy, ale w przeciwieństwie do niego, ja byłam przerażona. Po prostu się bałam i nie potrafiłam z tym sobie poradzić. Pierwszy raz stresowałam się czymś, aż w takim stopniu. Wcześniej nie znałam tak silnego wydania tego uczucia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz