piątek, 9 marca 2018

CXCI


       Spoglądałam na jego twarz, jakbym na niej próbowała dostrzec więcej, niż w rzeczywistości tam było. Jego odpowiedź, chociaż taka prosta, to jednak zdążyła już sama w sobie zrodzić pytania. Czy był rozczarowany, że zasnęłam? Jakoś nie pasowało mi do niego coś takiego, więc szybko odsunęłam od siebie tą myśl. Poza tym nawet, kiedy odpowiadał półsłówkami, nie mogło to zmącić mojego dobrego nastroju. Odcięłam się gdzieś od całego trudu, z jakim przyszło mi się zmierzyć minionego dnia. Wystarczyła świadomość, że do mnie wrócił. Podobna była myśl, że oto znów przyjdzie mi zasnąć w jego ramionach. Kolejna taka noc, już trzecia. Czy mogę zacząć się do tego przyzwyczajać? Wolno mi pozwolić sobie na coś takiego? Kolejne pytanie, nad którym nie zamierzałam za długo się głowić. Wolałam zająć się tym, co tu i teraz, a żeby w pełni cieszyć się spokojem, musiałam mieć pewność, że nic mu nie jest. Powiodłam spojrzeniem po jego ciele, oglądając je dokładnie, szczególnie wtedy, gdy pozbył się koszuli. Ulga, jego pierś unosząca się przy oddechu nie była ozdobiona żadną raną. Chciałam go obejść, upewnić się, że plecy są w tym samym stanie, ale nie zdążyłam się ruszyć z miejsca. Sapnęłam cichutko, kiedy moje stopy przestały dotykać podłoża. 
       Uśmiechnęłam się delikatnie, bo chociaż moje poliki zakwitły rumieńcem, a ta nagła bliskość była zaskakująca, to nie mogłam wyzbyć się myśli, że jest też bardzo przyjemna. Był lekarstwem, nawet taki opanowany, był lekarstwem na wszystko, na trud, strach, zmęczenie. 
       Ułożyłam się wygodnie, na boku, spoglądając na jego profil. Uśmiech jednak coraz bardziej się rozmywał, coś mi tutaj nie pasowało. Przeciągająca się cisza, jakby napięcie. To, jak przymknął powieki. Niemalże wszystko mówiło, że coś jest nie tak, jak powinno, a jednak mimo podpowiedzi byłam na tyle otumaniona jego powrotem, że nie skojarzyłam żadnych faktów. Mimo, że przecież sama przeżyłam ten dzień, to wydawało mi się, iż do chwili, w której się w końcu odezwał, nie pamiętałam chyba wcale, co dzisiaj się wydarzyło. Obrazy jednak powróciły bardzo szybko, a ja poczułam, jak mięśnie mi sztywnieją. Nagle nie było już tak lekko i radośnie. Niepewność. Więcej i więcej. Zwilżyłam wargi, mimo, że na mnie nie patrzył, to ja opuściłam spojrzenie. Myślałam. Bardzo intensywnie, a on musiał mieć tego świadomość. 
       Wiedział? Na pewno już wiedział. Dlaczego wcześniej nie wpadłam na to, że się dowie? Tylko ile dokładnie wiedział? Co chciał ode mnie usłyszeć? Musiałam mu mówić wszystko? Był zły? Dlaczego jego głos nie wyrażał żadnych emocji, jakbym miała błądzić w labiryncie po omacku. O ile na mnie nie patrzył, to było jeszcze w miarę łatwo, ale po chwili poczułam, jak przechyla głowę w moją stronę. Zaskoczona zmianą tematu odruchowo spojrzałam na jego twarz i tak jak zawsze, tak i teraz to sobie zrobiłam. Sama zagoniłam się w pułapkę jego spojrzenia. Nigdy się nie nauczę. 
       - Dobrze - powiedziałam niepewnie, odnośnie nauki szermierki. W zasadzie to nawet się cieszyłam, brakowało mi tych zajęć, ale w tej chwili istotniejsze było to, skąd u niego nagle pojawił się ten temat. Bez wątpienia nie pokazało się to znikąd. Poza tym rozmowa o lekcjach wydawała się łatwiejsza od tej, której dotyczyło jego wcześniejsze pytanie. Dlatego też pozwoliłam sobie jeszcze chwilę pociągnąć obecną rozmowę. - Tylko z kim miałabym ćwiczyć, skoro ciebie nie ma całe dnie? - to była istotna kwestia, bo sama raczej ćwiczyć nie mogła, a wizja tego, że moim nauczycielem miałby być ktoś inny, niż on sam wcale nie była taka cudowna. Wróciłam wspomnieniami do naszych wspólnych treningów. Teraz wydawały się one tak odległe. 
       Nie mogłam już dłużej udawać, że nie słyszałam jego wcześniejszego pytania. Wiedziałam też, że złą odpowiedzią byłaby decyzja o pójściu spać. Było we mnie tyle rozsądku, by wiedzieć, iż tej opcji wybrać mi nie wolno. 
       Chociaż cały czas uważałam, że postąpiłam słusznie, to teraz zaczęły nachodzić mnie obawy. Miałam być grzeczna, a zadziało się tak wiele podczas jego nieobecności. Czasami patrząc na niego zapominałam o tym, że patrzę na tutejszego dowódcę i najpewniej był to błąd z mojej strony. Nie wiem, co myślałam... że nie zwróci uwagi? Może widział już tamtego żołnierza. Może ktoś przyszedł do niego z raportem, a może zapytał tylko tak profilaktycznie i nie wiedział jeszcze nic, więc to ja będę źródłem wszystkich informacji? Która z dróg była odpowiednia? 
       - Jeśli nie jesteś zmęczony, to oczywiście chętnie ci powiem, co dzisiaj robiłam - zaczęłam neutralnie, z lekkim wycofaniem. Ważyłam słowa, jak chyba jeszcze nigdy. Udawałam być może, że moje myśli wcale nie krążą wokół całej tej sytuacji z Milą i jednym z jego ludzi. Tak, jakbym myślała, że po prostu pytał, jak minął mój dzień. Wzięłam jeszcze jeden głęboki wdech, jakby ostatecznie się przygotowując na to, co niebawem nastąpi. - Tak, jak to z tobą ustaliłam, pomagałam Febiaszowi z rannymi. Mieliśmy dużo pracy, ale nie była ona uciążliwa - może tutaj nieco nagięłam fakty, ale teraz zależało mi na tym, aby panować nad emocjami. Nie chciałam wypełniać nimi powietrza między nami, dopóki nie wyczuję, jakie stanowisko w kwestii tego, co zamierzam powiedzieć ma mężczyzna. - Później chciałam poszukać Mili - zawahałam się, mimo wszystko nie było łatwo, ale o dziwo te uczucie pozwoliło mi odwrócić spojrzenie i teraz wlepiłam je znacznie niżej, niż wysokość na której znajdowały się jego oczy. Moje czoło nie było już takie gładkie, jak na początku, ale poza tym udawało mi się zachować spokój. - Jeden z twoich ludzi próbował ją zhańbić. Powstrzymałam go. Zawołałam straż. - krótkie zdania. Jak na mnie bardzo rzeczowe. Pomijanie wszystkiego, co wydawało mi się informacją mogącą zmącić spokój. O samej sobie też nie wspomniałam. O mojej nie tak brawurowej akcji ratunkowej, jakbym chciała. O tym, jak mężczyzna z łatwością rzucił mną o skrzynię. Teraz ucieszyłam się, gdy dotarło do mnie, że ta informacja nie mogłaby zostać przemilczana, gdybyśmy faktycznie zdecydowali się na wspólną kąpiel, tak jak mówił o tym wczoraj. Nie robiłam nic złego, nie wspominając o tym. Nie kłamałam, prawda? Nigdy nie powiedziałam, że w tym wszystkim nic mi się nie stało, po prostu pominęłam to, jako sprawę mniej istotną. - Uważałam, że ten człowiek zasługuje na karę. Niewiele mogłam w tym temacie zrobić, ale nakazałam go przywiązać do pala i ograniczyć mu dostęp do wody i jedzenia. - Teraz się lekko zawahałam. Nie wytrzymałam, spojrzałam ponownie w te czerwone oczy, szukając w nich odpowiedzi na wiele pytań, jakie narodziły się w mojej głowie. - Twoi ludzie nie chcieli mnie słuchać. Zmusiłam ich - dziwne, ale te słowa powiedział już z wyczuwalną pewnością. - Cała odpowiedzialność ciąży na mnie i nie żałuję. Gdyby miało się to powtórzyć, postąpiłabym tak samo. 
     Koniec. Tutaj opowieść się urywała. Dopyta o szczegóły? Która część najbardziej go interesowała? Nie chciałam, aby cisza trwała zbyt długo, więc dlatego dość szybko postanowiłam dodać coś jeszcze. Nie tak pewnie, jak ostatnie słowa raportu, jeśli tak mogłam nazwać swoją wypowiedź. Teraz mój głos był normalny, tak bardzo mój, jak to tylko możliwe: 
       - Jesteś zły? - chciałam wiedzieć. Wcześniej nie myślałam szczególnie o konsekwencjach. Zawahałam się. - Zostanę ukarana za tą samowolę? - zamrugałam dwa razy, zaciskając i rozluźniając przy tym wargi. Śmieszna sprawa... oczywiście śmieszna w dość ponury sposób. Zwykle rozróżniałam jego osobowość na swojego Nevana i oficera Tealvaha, a teraz miałam wrażenie, że oto leży obok mnie mieszanka, esencja ich obu. 
       Pierwszy raz ukuła mnie myśl, że cokolwiek rodzi się między mną, a tym mężczyzną, nie rodzi się między mną, a kimś zwyczajnym. Owszem, ja byłam kapłanką, zwracano na to uwagę bardzo często, ale on nie był po prostu żołnierzem, po prostu człowiekiem. Był potężny i budził respekt. Daleki od miłych, prostych chłopców, o których w prawdzie wiedziałam niewiele, ale jednak wiedziałam. Był silny, silniejszy ode mnie. Nie potrzebował do tego żadnych symboli na skórze, owszem, miał tytuł, ale ostatecznie... sam zapracował na pozycję. Niezależnie od tego, z jaką łatwością potrafił poruszyć moje serce, nie powinnam zapominać o tym, z jaką łatwością kiedyś je zamrażał strachem. 
       - Nie żałuję - powtórzyłam. Chcąc najpewniej dodać sobie animuszu, ale ten... och, przy tym człowieku tylko głupiec nie odczuwałby strachu.      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/