piątek, 9 marca 2018

CXCIII



       Patrzyłam z rosnącym lękiem na to, jak się podnosi. Byłam przygnieciona jego spojrzeniem, tym, jak nade mną górował. Przełknęłam odruchowo ślinę, starając się wyglądać na kogoś, kto jest pewien własnych racji. Przy nim nigdy nie byłam. Wmawiałam sobie uparcie, że nie muszę się go obawiać, nie teraz gdy wiąże nas coś, czego nie nazywamy, ale co oboje akceptujemy. Nieprawda. Wiedziałam, że to nieprawda, że jeśli będzie trzeba, to sprawi, że pęknie mydlana bańka, że spadnę w realia świata. Wiedziałam, że jest do tego zdolny, bo nie jest z tego typu ludzi, którzy zadowalają się obłudą i mnie też nie chciał nią karmić. Czasami nachodziła mnie myśl, że za punkt honoru wybrał sobie pokazanie mi, jak niesprawiedliwe i ciężkie potrafi być życie. Mimo to... nie czekała mnie kara. Ulżyło mi, ale tylko na tej płaszczyźnie, bo aktualnie na szyi miałam kilka pętli, spadła dopiero pierwsza. 
       Wiedziałam, że oficjalnie i tak by mnie nie ukarał. Byłam kapłanką, a chociaż nie lubiłam o tym mówić, to jednak cieszyłam się pewnymi przywilejami. Gdyby jednak faktycznie chciał, to mógłby to zrobić na wiele sposobów. Nie był więc zły? Kolejna pętla siłą rzeczy opadła. Uspokajałam się, moja twarz nie była już taka napięta, a oddech stawał się równy. Jego uśmiech sam w sobie zawsze wyrównywał grunt pod moimi stopami, ale coś było nie tak. Dlaczego tak skakał, tu się uśmiechał, tu odzyskiwał powagę. Niepokoiło mnie to, nie pozwalało na dobre uznać, że nie mam się czego bać. Mimo to chciałam, może dość dziecinnie, wierzyć, że jest wszystko dobrze, że ta sytuacja zakończy się łaskawie. Nie doprowadzi do żadnych przykrych konsekwencji. 
       Próbowałam wyglądać hardo, tak jakbym faktycznie niczego się nie bała i uważała nas za równych sobie. Chwila ciszy, a potem informacje. Pogratulowałam sobie w głowie tego, że powiedziałam mu o wszystkim. Czyli faktycznie rozmawiał już z zarządcą. Kolejna pętla z szyi, a właściwie dwie, bo jego łagodna twarz wpływała na mnie kojąco. Będzie dobrze, naprawdę będzie dobrze. Powtarzałam to sobie cały czas, podczas gdy on mówił, a moje serce waliło boleśnie w piersi. Cisza... znów ta cisza. Pytanie, które może i powinno mi się nie podobać, bo oznaczało, że zdążył już podjąć jakąś decyzję, ale z drugiej strony, mimo niepewności ostatnia pętla opadła. Wydał rozkaz i nie był zły, czyli kwestia żołnierza była zamknięta. Jeśli nie był zły, to na pewno spoglądał na sprawę z tej samej perspektywy, co ja, prawda? 
       Posłusznie odsunęłam nieco twarz, aby ułatwić mu dostęp do szyi. Kiedy się pochylił, opadł na mnie, jak opada kamień rzucony w wodę, odruchowo położyłam się na plecach, nieświadomie zmniejszając jeszcze bardziej swoje szanse na jakąś ucieczkę. O czym ja myślę, przecież ta nie będzie potrzebna. Musiałam patrzeć mu w oczy, a cisza wręcz mnie spalała. Chciałam, żeby już wszystko wyjaśnił, żeby klamka zapadła, żebym mogła oddychać pełną piersią i uciekła od niepewności. 
       W końcu się odezwał, a wraz z każdym jego słowem, wraz z tym, jak docierało do mnie ich znaczenie moja twarz przechodziła bardzo swobodnie ze zdecydowanego wyrazu, w praktycznie przerażony tym, co ten mężczyzna opowiada. Pętle, które pozrzucałam właśnie ożyły i zaczęły krępować całe moje ciało. 
       Okrutny. 
       Czekałam, jakby miał jeszcze dodać coś, co zmieni tą sytuację, zabierze ode mnie tą ciężką odpowiedzialność. Nie chciałam jej! Nie chciałam decydować o ludzkim życiu! Nie chciałam czuć się winna, on zawinił, nie ja! Nagle dotarło do mnie, że mój oddech przyspieszył, że klatka piersiowa podnosi się i opada, jak po ciężkim wysiłku. A przed oczami tylko te krwiste oczy. Brakowało mi powietrza, był za blisko, nie moja wersja jego osoby, tylko ta druga, ta przerażająca, bezwzględna, nieugięta. 
       - Nie chcę... - powiedziałam w końcu, cicho, jakby sama do siebie. Skrzywiłam się, oparłam dłonie na jego torsie, chciałam go z siebie zepchnąć, chciałam nie patrzeć w te oczy. Byłam zmęczona, więc moja siła nie powalała. Stęknęłam, czując się jak w potrzasku. Chciałam uciec od decyzji, po prostu uciec, schować się i poczekać, aż wszystko samo się wyklaruje. Chciałam uciec. Po prostu. Znów go pchnęłam i nic. Dłoń na szyi uświadamiała mi, że nigdzie się stąd nie ruszę. Wierzgnęłam jeszcze, syknęłam z bólu, gdy biodro naparło na udo mężczyzny. Ten ból miał być kolejnym okrutnym żartem. Gdybym powiedziała o tym, że tamten człowiek podniósł na mnie rękę, gdybym pokazała biodro sine, z brzydkim krwiakiem, jeszcze dziś straciłby życie. Tylko nie byłoby to moją decyzją, a decyzją kogoś, kto i tak pozbył już życie wiele istot. Jeśli natomiast teraz bym mu o tym powiedziała, zdenerwowałby się bez wątpienia. Głowa mnie rozbolała od tego wszystkiego. 
       - Powiedziałeś, że nie zostanę ukarana! - jęknęłam i uderzyłam go w tors. Wiedziałam, że nie zrobi to na nim wrażenia, pewnie nawet nie zada bólu. Mimo to po chwili poszły kolejne ciosy, mające na celu wyładowanie frustracji. - Kłamca! To właśnie jest karą! - dodałam po chwili, ale prawda była taka, że nie miałam siły na wielkie awantury. Nienawidziłam tego, bólu, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Ten dzień miał się inaczej skończyć. Twarz wykrzywiła mi się okrutnie, w wyrazie smutku, przerażenia... w wyrazie osoby, którą przytłoczyło coś, co jest zwyczajnie niewspółmierne do jej możliwości. 
       Próbowałam jakoś odwrócić przynajmniej głowę, nie patrzeć w te jego oczy, nie czuć tego, z jaką łatwością przychodziło mu górowanie nade mną, nawet teraz, gdy boje byliśmy zmęczeni. Ja przeżywałam załamanie, a on? On był spokojny, jakby to nie było nic wielkiego. Nie miał wyrzutów sumienia, wiedział do czego mnie popycha i na pewno wiedział, jakie to będzie dla mnie trudne. Nie chciałam takiej lekcji! 
       - Zezłość się na mnie, ale odwołaj to! - poprosiłam, znów zaczęłam się szamotać i bolało mnie to, że nie robi to na nim żadnego wrażenia. Był jak bryła lodu, jakby wcale nie kazał mi splamić swoich dłoni. W imię czego? Mógł to zrobić sam, z łatwością i bez zawahania. Każdy zrobiłby to za mnie, każdy chciałby ściągnąć ze mnie ten ciężar, a on? On jeszcze go przytrzymywał, bym nie wyślizgnęła się bokiem. - Błagam, zrobię wszystko, tylko nie to, wiesz, że nie dam rady, to dla mnie zbyt wiele, jestem tylko młodą kapłanką, nie jestem tobą, nie potrafię tak jak ty - w końcu udało mi się przynajmniej odwrócić głowę, a za nią cała przewróciłam się na brzuch, tym samym mając go teraz za plecami. Ta zmiana pozycji miałam i plusy i minusy. Jego spojrzenie już mnie nie świdrowało, ale przy tym czułam jego obecność, ale go nie widziałam tak dobrze. To było nieco przerażające i zaczęłam się zastanawiać, czy taka zmiana pozycji, aby na pewno była mi na rękę, jednak o powrocie do wcześniejszej nie było mowy. 
       - On dobierał się do Mili! Nie wiadomo do ilu innych kobiet już zdążył! To miała być lekcja i nauczka dla niego, a nie dla mnie! Dlaczego mi to robisz? - Schowałam na moment twarz w dłoniach, jednak w obecnej pozycji tylko bardziej utrudniało mi to oddychanie. Dlatego zaraz zgięłam ramiona i podłożyłam je skrzyżowane pod własne czoło, wierząc, że w takiej pozycji poczuję się bezpiecznej. Nie działało. - Gdyby to do mnie się dobierał nikt z was by się nie wahał! Zostałby ukarany natychmiast, bez mojej ingerencji. Postąpiłam przecież słusznie, tak jak mnie uczyłeś, użyłam swojego tytułu do zdobycia tego, czego chciałam. Dlaczego to ci nie wystarczy? - frustracja, łzy, którymi zaszły mi oczy. Niemoc. Jego oddech, który czułam na karku. Dreszcze, gęsia skórka. Zbyt wiele. 
       Czekałam na wybuch gniewu. Chciałam wybuchu gniewu, złości, która i mnie by zdenerwowała. Która odwróciłaby moją uwagę od tego, czego ta rozmowa dotyczyła. Może wówczas wyśmiałabym go i powiedziała, że nie ma prawa ode mnie czegoś takiego oczekiwać? Może zwyczajnie byłoby łatwiej, po prostu. Liny zaciskały się... jak on to robił? Jak bogowie mogli w jednego człowieka przelać tyle mrocznej potęgi, którą władał z łatwością. 
       I dlaczego właśnie ten człowiek sprawiał, że chciałam oddać mu siebie całą? Cóż to za ironia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/