poniedziałek, 12 marca 2018

CCIII

       Podobała mi się taka odmiana, dawno nie mieliśmy okazji odciąć się we dwoje od obozu, od jego ludzi. Słowem, nie pamiętam kiedy ostatnio było między nami aż tyle swobody. Całkowicie odcięłam się od problemów, bawiąc się wodą, jakbym była zwykłą dziewczyną, nie kapłanką, która zdradza swoje śluby. Szybko zrozumiałam, że mimo wszystko nie powinnam aż tak zapominać o całym świecie. Usłyszałam, że wchodzi do wody, ale specjalnie to ignorowałam i naprawdę nie wiem, co miałam w głowie decydując się na takie zagranie. Obejrzałam się na niego z anielskim uśmiechem, a ten w jednej chwili pozbawił mnie ostatniego ubioru i wciągnął pod wodę. Wszystko działo się tak szybko. Zdążyłam jedynie pisnąć, a potem poczułam, jak zanurzam się w lodowatą wodę. Panika, mimo, że wiedziałam, że jest obok, to jednak wystraszyłam się siłą rzeczy.
       Kiedy w końcu mogłam nabrać powietrza do płuc, doceniłam czym tak naprawdę jest oddychanie. Chętnie nabierałam kolejne porcje tlenu, ale jeśli w pierwszej chwili byłam zła, to słysząc jego śmiech z miejsca mi przeszło. Mimo to nie chciałam tak od razu pokazywać, że wszystko uszło mu na sucho.
       - Prześmieszne - burknęłam, odsuwając włosy z twarzy, które teraz były całkowicie mokre. Zapomniałam chyba nawet o tym, że nie miałam na sobie nic, zbyt przejęta tym nagłym upadkiem w wodę. Przechyliłam lekko głowę w bok i zauważyłam, z niemałym zaskoczeniem, że Nevan w tej chwili wyglądał znacznie młodziej, niż zwykle. Było to bardzo świeże odkrycie i to już samo w sobie czyniło mój humor lepszym. Pewnie dlatego zaraz się uśmiechnęłam i darowałam już sobie udawanie obrażonej.
       Pomachałam głową na boki, słysząc jego słowa.
       - Doprawdy, już nic złego nie mogę tobie zarzucić oficerze - odpowiedziałam luźno, ale widząc jak się do mnie zbliża dla pewności wycofałam się nieco w tył. Odruchowo zanurzyłam ramiona w wodzie i ochlapałam go sporą ilością. - Stój! Jak mnie utopisz, to z kim będziesz się wymykał z obozu?! - zawołałam, zaraz jednak śmiejąc się perliście z tego, jak to brzmiało. Odeszłam nieco dalej, ale nie na płytsze wody, po prostu na bok, co chyba nie było zbyt mądre. Noga mi się poślizgnęła na gładkim kamieniu i z kolejnym tego dnia głośnym piskiem wpadłam pod wodę. Zamachałam panicznie rękami, czując, jak woda wpływa mi do ust. Szybko jednak poczułam silne ramiona i nie myśląc nawet o tym, że to Nevan, po prostu oplotłam jego ciało, krztusząc się i wiesząc na nim. Jeszcze kilka kaszlnięć, podczas których odsunął mi mokre włosy z twarzy i mogłam na niego spojrzec. Uspokoiłam się, zażenowanie przeplatało się z niepewnym rozbawieniem.
       - No dobrze, z dwojga niebezpieczeństw ty jesteś mniejszym zagrożeniem... - powiedziałam nieszczególnie głośno. Moje włosy oblepiały moje ciało, teraz też jego ramiona. Przywarliśmy do siebie, dotarło do mnie, że w biodrach obejmuję go nogami. Zarumieniłam się, ale nie dało się ukryć, że podoba mi się to wszystko, że cieszy mnie ta chwila. - Nie tak daleko... - mruknęłam, gdy dotarło do mnie, że oddalamy się od brzegu. Spojrzałam za siebie, w stronę naszych koni, które też wydawały się zadowolone z tej swobody. Uznałam, że moje protesty na nic się nie zdadzą, więc znów spojrzałam na niego, przywarłam do jego ciała mocniej. - Tylko mnie nie puszczaj - to nie był rozkaz, prośba może już bardziej. Oddychałam już spokojniej, ale nadal głęboko.
      Wiedziałam, że sama na tej głębokości nie dotykałabym podłoża, ale strach wywołany moim kolejnym tego dnia zanurzeniem już minął. Ufałam mu. Jaki nie był, ile przeszkód mi nie stawiał, ile lekcji nie planował, czułam się przy nim bezpiecznie. To wystarczało.
      Niepewnie odkleiłam od niego ręce, chociaż w pasie nie poluzowałam uścisku. Przejechałam dłońmi po tafli wody, zanurzyłam je nieco, smakując to uczucie. Nigdy tak głęboko nie miałam okazji wejść do żadnej rzeki, czy jeziora. Smakowałam to nowe, jakże miłe uczucie. Byłam bardzo skupiona, może nawet za bardzo, a oczy błyszczały mi z każdym pociągnięciem kończynami. Uśmiech rósł co sekundę i dopiero po chwili zajrzałam mu w oczy. Teraz w słońcu nie tak przerażające, ale zawsze czujne.
      - Widzisz? Pływam - powiedziałam nie przejmując się tym, że ta teoria była nieco naciągana. Było mi dobrze, za dobrze, bo robiliśmy coś złego. Gdyby ktoś nas zobaczył, ale nie zobaczy... Gdyby mój mąż wiedział o takich zbliżeniach, ale się nie dowie. Widzieli jedynie bogowie, a ich zdanie może poczekać. Po śmierci przyjdzie zapłacić, jednak nie teraz, jeszcze nie teraz.
       - Stolica to zimne miejsce, prawda? - zapytałam niepewnie, na mięśniach nóg przybliżyłam się do niego. Odsunęłam mu kosmyki z czoła i wsparłam na nim własne. - Obiecaj, że to nie jest ostatni raz, kiedy tak pływamy. Obiecaj - powiedziałam z mocą, a nasze usta prawie się stykały. - Chcę z tobą robić wszystko to, co przyjdzie mi do głowy... Bym miała do czego wracać, gdy cię przy mnie nie będzie - zakończyłam i przełknęłam ślinę, czekając na jego odpowiedź.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/