sobota, 30 czerwca 2018

CCXXXI



       Jak przystało na dziewczynę wychowaną w zamknięciu, pozbawioną dostępu do wiedzy, jaką można uznać za nieprzyzwoitą, nie zrozumiałam jego słów. Skrzywiłam się lekko, przechylając odrobinę głowę na bok, a jego znaczące spojrzenie, chociaż tak osłabione przez stan zdrowa powolutku zaczęło układać wszystko w całość, jednak w dalszym ciągu opartą jedynie na domysłach. Tak czy inaczej to był moment, w którym oczy otworzyłam o wiele szerzej, niż zwykle i poczułam, że robię się czerwona, być może wspomogły też to wszystko urywki rozmów, jakie mimo wszystko słyszałam w obozie, a z których z każdym dniem rozumiałam siłą rzeczy coraz więcej. Tak, czy inaczej zrobiło mi się gorąco i złożyłam samej sobie gorącą obietnicę, że słowa "kolana" nigdy już przy Nevanie nie użyję, choćby nie wiem co! Kolejne słowa mężczyzny też zdawały mi się nie spotkać z założeniami, które mną kierowały, gdy rozpoczęłam ten temat. Oczyściłam taktycznie gardło, odwracając spojrzenie na bok, jak gdyby nigdy nic. Cóż, skoro jednak wraca do zawstydzania mnie, to najwyraźniej szybko odzyskuje siły, a to akurat powinno mnie cieszyć. Muszę zachowywać się jak przystało na dojrzałą, świadomą swojej roli kapłankę, nie dałam się wybić z tej roli Febiaszowi i tobie także na to nie pozwolę, oficerze. 
       - Doprawdy niegodziwym, oficerze - sięgnęłam po miskę z ciepłym płynem skupiając na niej spojrzenie, jakby to miało ukryć fakt, że nawet w takim stanie, bez większego problemu mnie speszył. - A przecież oboje wiemy, że taki nie jesteś - dodałam jeszcze i mimo całego zawstydzenia, nawet ja się uśmiechnęłam, ostrożnie nabierając płyn na łyżkę, skrycie rozpierana duma, że oto pierwszy posiłek zapowiada się bez większych problemów. 

       Mijały dnie i paradoksalnie zmęczenie doskwierało mi mniej, niż wcześniej. Powodem tego musiały być tak widoczne postępy w zdrowieniu mężczyzny. Każda nieprzespana noc wydawała się owocować powrotem sporej części sił Tealvasha, a emocje jakie mi towarzyszyły znacznie częściej związane były ze zwykłym ludzkim szczęściem. Uśmiechałam się bez problemu, nie było to już wymuszone, a napięcie zdawało się mnie opuszczać, oczywiście stopniowo, bo skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie martwiłam się już o niego. 
       Właśnie dlatego nadal odmawiałam opuszczania namiotu i cieszyło mnie to, że Tealvash nie wtrąca się w rozmowy moje i medyka. Napawało mnie to pewnego rodzaju niezdrową satysfakcją, bo miałam podejrzenia, że Febiasz specjalnie rozmawia ze mną o tym przy dowódcy. Szukał jego poparcia, ale niestety musiał się mierzyć z moją przekorą sam i niestety na tym polu odnosił ciągłe porażki. Ja natomiast wymyślałam coraz to nowsze znaki od bogów, które rzekomo otrzymywałam, a po każdym wyjściu medyka co najmniej dwadzieścia minut unikałam spojrzenia oficera, co jasno świadczyło o tym, że nie zamierzam spowiadać się ze swoich kłamstw. Oczywiście tylko mężczyźnie, bo noce nadal spędzałam na przepraszaniu bogów. 
       Teraz też, będąc u siebie, siedząc w wanie próbowałam jak najlepiej ograniczyć czas spędzany bez Nevana. Dlatego w dłoniach miałam miskę z kaszą, którą pochłaniałam, gdy Mila szorowała moje plecy, nieco mną przy tym trzęsąc, gdyż nauczyła się już, że naprawdę zależy mi teraz na szybkości, a nie delikatności. 
       - Schudłaś pani - mruknęła z przekąsem. Nasza relacja w ostatnim czacie zacieśniła się jeszcze bardziej, a ja nie miałam w nikim takiego wsparcia, jak w niej. Była przyjaciółką i czułam, że i ona powoli zaczyna w to wierzyć, pozwalając sobie na więcej uwag, również tych nieproszonych. 
       - Przytyję - mruknęłam, pakując do ust kolejną porcję. - Mogę już wychodzić? 
       - Zjedz proszę do końca,pani. Oficerowi nic się nie stanie, jeśli przez chwilę ciebie nie będzie, najświętsza - dodała, pozwalając sobie na słowa, które mogły być uznane za przykaz, ale wiedziałam, że i ona się martwi. Kiwnęłam więc głową, kontynuując jedzenie. Dawno nie miałyśmy okazji, żeby porozmawiać, a skoro już musiałam grzecznie czekać, postanowiłam zacząć rozmowę. 
       - Mogę cię o coś zapytać? - zaczęłam, jak zawsze grzecznie, w chwili, w której Mila sięgała po kostkę mydła. Oczywiście, jak zawsze skinęła grzecznie, więc wlepiłam wzrok w kaszę i po chwili wahania postanowiłam odezwać się jak najszybciej. - Jakie sytuacje może mieć na myśli mężczyzna mówiący kobiecie o zdzieraniu przez nią kolan? - wyrzuciłam, oczekując rzetelnej odpowiedzi, a zamiast tego pisnęłam, bo mydło z rąk Mili wypadło z pluskiem do wanny, a woda prysnęła mi w oczy. - Jeśli ciebie to krępuje, to nie musisz mówić - powiedziałam szybko, widząc, że jest zaskoczona. Samej zrobiło mi się głupio, przecież wiedziałam o co pytam. 
       - Nie, nie, pani... nie wiem tylko, czy aby na pewno jesteś gotowa usłyszeć moją odpowiedź - skłoniła lekko głową, a ja prychnęłam. 
       - Bez przesady, nie pytałabym o coś, na co nie jestem gotowa - rzuciłam pewnie. 

       Myliłam się. Gotowa bez wątpienia nie byłam i w namiocie pozostałam dłużej, niż planowałam, świadoma tego, że muszę uspokoić się do czasu, w którym będę miała zobaczyć Tealvasha. Przede wszystkim nie mogłam rumienić się, jak podlotek. Jak tylko uznałam, że jest już ze mną dobrze, wyszłam ze swojej kwatery, przemierzając uliczki obozu, kierując się do namiotu, jaki zajmował dowódca. Oczywiście idąc tak ledwo docierały do mnie bodźce z otoczenia i machinalnie odpowiadałam na każde powitanie, aż do chwili, w której mój wzrok nie napotkał na sylwetkę, której poza namiotem nie spodziewałam się zobaczyć. 
       Z miejsca przyspieszyłam, a w tej chwili w głowie miałam już tylko obraz Tealvasha, stojącego dumnie, mimo problemów zdrowotnych. Czułam, jak serce bije mi mocniej, a równocześnie doskwiera mi pewnego rodzaju konflikt wewnętrzny. Z jednej strony cieszyłam się, że był na tyle silny, aby utrzymywać się w pionie, z drugiej denerwowało mnie to, że nikt nie zapytał mnie o zdanie, nawet jeśli... ostatecznie nie mnie było tutaj decydować. Wiedziałam o tym, a jednak ignorowałam ten fakt. 
       - Nie spodziewałam się ciebie spotkać już przed namiotem, oficerze - powiedziałam w chwili, w której byłam już wystarczająco blisko, a zaraz po tym zatrzymałam się obok niego, zadzierając nieco głowę do góry, by móc spojrzeć na jego twarz. Moja mina jasno wskazywała na to, że szukam jakiś oznak zmęczenia, bólu, czegoś, co mógłby próbować ukryć. Zmrużyłam nieco oczy, a kiedy uznałam, że nic podobnego nie dostrzegam, odetchnęłam cicho. - Mogłeś na mnie poczekać - mruknęłam nieco ciszej, wcześniej się upewniając, że nikt mnie nie słyszy. Musiałam się pilnować, bo żołnierze w mało dyskretny sposób uciekali wzrokiem na sylwetkę dowódcy. Nie można im się było dziwić. Cały obóz cieszył się poprawą zdrowa Tealvasha. 
       Ochłonęłam już nieco, po niespodziewanym widoku i było widać, jak przejęcie opuszcza moją twarz. Uśmiechnęłam się swobodniej i spojrzałam na obóz. 
       - Wybierzesz się ze mną na mały spacer, oficerze? - zapytałam, a to, że słowo "mały", jakoś tak naturalnie podkreśliłam, to już nie moja wina. Poza tym, wraz z pogodzeniem się z takim stanem rzeczy, powrócił temat rozmowy z Milą i gdy następnie napotkałam na jego oczy, na moment cała skamieniałam, a słowa służki odżyły. Poczułam ciepło na polikach i skrzywiłam się lekko, czego on nie mógł zrozumieć, w końcu minęło kilka dni od jego słów. Może nawet nie pamiętał. Uspokój się Esjo. Szybko spojrzałam przed siebie, udając, że wcale nie czuję lekkiego spięcia. Może to i lepiej, że nie będziemy we dwoje zamknięci w namiocie. 
       - Dobrze cię widzieć ubranego, mój panie - powiedziałam grzecznie, luźno, rozpoczynając wędrówkę. Wydało mi się to dobrym tematem na pogawędkę. - Teraz rozumiem dlaczego zostałam odesłana. Następnym razem możesz powiedzieć wprost, że potrzebujesz męskiej pomocy, rozumiem, że podczas zmiany odzienia moja pomoc ci nie będzie odpowiadać - rzuciłam swobodnie, niezbyt głośno i chyba niezbyt też przemyślałam to na jaki temat się decyduję. 
       Oczyściłam gardło, szukając w głowie jeszcze lepszego tematu. 
       - Obóz świetnie sobie radził w ostatnich dniach, Eliah stanął na wysokości zadania - och, od razu lepiej. Taka rozmowa o niczym. - Wydaje mi się nawet, że wszyscy przyzwyczaili się już do tutejszego klimatu. Nawet mi już nie brakuje lasów, mogłabym powiedzieć, że mi się tu podoba - uśmiechnęłam się delikatnie poprawiając włosy. - Koniecznie musisz szybko wydobrzeć, bo chciałabym lepiej poznać otoczenie - mówiłam dalej, uznając, że taki temat nie jest niebezpieczny. W rzeczy samej nie kłamałam, przyzwyczaiłam się do tego miejsca, do klimatu, wszechobecnego piasku, ciepła. Było mi tu dobrze, może nawet lepiej, niż w tym wielkim, głównym obozie, bo tutaj czułam się lepiej zintegrowana z ludźmi. Jakbym była w odpowiednim dla siebie miejscu.                   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://pietno-bogow.blogspot.com/