Zacisnęłam mocniej ręce, słysząc jego słowa i cóż, nie mogłam nie przyznać mu racji. Faktycznie wyjaśnienie tego byłoby dość trudne do realizacji, ale równocześnie nie chciałam pokazywać, że mój plan zakłada jakieś luki, czy niedociągnięcia. Osobiście byłam z siebie dumna, bo nie pozwoliłam na to, by ktoś mi się sprzeciwił, kiedy Nevan był niedysponowany i teraz, gdy oficer odzyskiwał siły, wcale nie zamierzałam rezygnować z posmakowanej już władzy. Przynajmniej do czasu, w którym mężczyzna wróci do pełnej sprawności i moja pomoc nie będzie już potrzebna. Właśnie dlatego, mimo wyraźnego speszenia z którym walczyłam cały czas, otworzyłam usta świadoma tego, że nie mam sensownych argumentów, które mogłyby poprzeć moje słowa.
- Dałabym radę - oznajmiłam z fałszywą pewnością siebie, ale przecież w operowaniu nią w ostatnich dniach stałam się swojego rodzaju mistrzem. Nevan jednak, chociaż nie chciałam tego przyznawać otwarcie, nie był tak podatnym na moje gierki materiałem, jak Febiasz. - Wyobraź sobie, mój panie, że nie takie rzeczy tłumaczyłam boską ingerencją w ostatnich dniach - prychnęłam odwracając głowę na bok. Niby było to bardzo personalne, więc ściszyłam głos, aby zapewnić tej wypowiedzi bezpieczeństwo, ale z drugiej strony, świadoma tego, gdzie jesteśmy, tytułowałam go oficjalnie, co w połączeniu dało dość dziwną mieszankę. Uznałam, że najlepiej będzie, jeśli ten temat nie będzie kontynuowany.
Musiałam się rozluźnić. Przede wszystkim odsunąć od siebie rozmowę z Milą, a może nawet usunąć ją całkowicie z pamięci. Nie wiem po co w ogóle pytałam, w dodatku teraz myśląc o tym, przed oczami stanęła mi postać służki, tłumaczącej to, wspomagającej się sugestywną gestykulacją. Aż jęknęłam bezgłośnie, zawieszając spojrzenie na mijanej grupce żołnierzy, jakbym w ich twarzach miała znaleźć ukojenie. Oni jednak nie na mnie, a na swojego dowódcę skupiali uwagę. Nic dziwnego, zdrowie Tealvasha w ostatnich dniach było największą sensacją obozu. Widać było, że ludzie czują się lepiej, że na ich twarzach maluje się ulga. Teraz jednak, gdy zerknęłam kątem oka na twarz Nevana, zauważyłam, że w nim nic takiego nie ma. Żadnego ciepła, żadnej miny, którą można podciągnąć pod chęć uspokojenia swojego oddziału. Chociaż w pierwszej chwili mnie to zaskoczyło, szybko uniesione brwi opadły, a twarz mi złagodniała, bo znałam go już nieco lepiej, niż ktoś postronny. Nie chciał robić ze swojego ozdrowienia cudu... to miała być formalność, potwierdzenie tego, że nie ma takiej rany, która mogłaby go zabić. W końcu był silnym dowódcą, którego potędze nic nie może zagrażać, nawet otarcie się o śmierć. Ktoś mógłby powiedzieć, że brak mu empatii, ale być może właśnie taką postawą zapewniał swoim ludziom spokojny sen, w końcu zawsze to lepiej iść na front za kimś, kogo nic nie jest w stanie złamać, niż kto cudem ocalał.
Jakiś dziwny uśmieszek przykleił się do moich ust, może przez to, że byłam z siebie dumna, z tego, jak rozumiałam tego mężczyznę, jak dostrzegałam w nim więcej człowieczeństwa, niż być może on sam w sobie dostrzegał. Zawieszona w tym stanie nieco pobieżnie przysłuchiwałam się formalnym zdaniom dotyczącym Eliaha, aż nie dotarło do mnie, że Nevan zakończył wypowiedź pytaniem. Ocknęłam się natychmiast, próbując przywołać cały sens wypowiedzi.
- Proszę? - zagadnęłam nawet, teraz dochodząc do wniosku, że nawet nie zauważyłam kiedy przeszliśmy taki kawałek. Za bardzo bujałam głową w chmurach i przez to rozpraszałam się zanadto. Nie chciałam, aby mój towarzysz to zauważył i na całe szczęście doszłam do tego, o co pytał. Nie zmieniało to jednak faktu, że sens tej kwestii był mi całkowicie obcy. Dałam sobie chwilę, jakby miało mnie olśnić, delikatnie marszcząc przy tym nos. Ostatecznie doszłam do wniosku, że lepiej zaprzeczyć, niż niepotrzebnie go martwić. - Ależ skąd - zaśmiałam się cicho, jednakże wyszło to bardzo niezręcznie, bo zbyt męczyło mnie to, że gdzieś pogubiłam się w tej rozmowie. Sama jednak uznałam, że nie jest to tak istotną kwestią, aby zaprzątać nią sobie głowę, która i tak już mi ciąży od natrętnych myśli.
Powoli namioty zaczęły się przerzedzać, aż ostatecznie przestały pojawiać się całkowicie. Zastanawiałam się czy to dobry pomysł, żeby iść tak daleko. Może powinniśmy już zawrócić? Dookoła nikogo nie było, jeśli Nevan mi zasłabnie, będę musiała głośno wołać o pomoc, bo sama nie dam rady. Należy być zatem podwójnie czujnym, aby skrócić czas ewentualnej interwencji. Planowałam więc sobie wszystko, co do najmniejszego szczegółu, znów tym samym tracąc koncentrację, o czym zdałam sobie sprawę w chwili, w której poczułam uścisk mężczyzny, na który odpowiedziałam cichym sapnięciem.
Natychmiast odnalazłam spojrzeniem parę czerwonych oczu i z miejsca przełknęłam ślinę, bo wpadłam tym samym w znane mi już sidła. Przez ostatnie dni zapomniałam o tym, z jaką łatwością wpadłam pod panowanie jego wzroku. Chyba nawet byłam gotowa uwierzyć, że w chorobie stracił tą moc, a teraz proszę... stoję i wiem już, że łatwo odwrócić głowy nie będzie. Dobrze więc, że dookoła nikogo nie było, chociaż z drugiej strony, dla kogo dobrze? Dla mnie czy dla niego? Czułam, że w obecnej sytuacji nie mam mowy, by mogło być dobrze równocześnie dla nas obojga.
Otworzyłam nieco szerzej oczy, łapiąc się na tym, że ma rację. Miałam sztywne nogi, ale nie sądziłam, że to widać. W ogóle nie sądziłam, że cokolwiek zauważy, chyba rzeczywiście przeceniając jego zły stan. Niby sobie żartował, co pozwalało mi samej nadal się uśmiechać, ale ostatnie pytanie zabarwił w sposób niepozostawiający wątpliwości. On nie zachęcał mnie do zwierzeń, tylko oczekiwał informacji, a teraz, kiedy już tak patrzyłam mu w oczy, czułam, że robię się czerwona. No i co mu miałam powiedzieć? O rozmowie z Milą? Bogowie, nie odwracajcie się teraz ode mnie, bo sama przez to nie przejdę.
Patrzyłam na niego przeciągając ciszę i szukając w głowie czegokolwiek, co byłoby odpowiednie do wypowiedzenia w takiej chwili, albo nawet licząc na to, że ktoś akurat będzie tędy przechodził i oficer się zreflektuje. Na szybko odmówiłam modły, aby ktoś naprawdę się tu pojawił, zaciskając usta w linię, jednakże... koniec końców była tylko nasza dwójka, a Nevan jakoś tak nie był już w moich oczach tym samym, pozbawionym sił mężczyzną, co w swoim namiocie. Może miał więc rację, może swobodniej czułam się, gdy był taki... statyczny na swoim łóżku. Wtedy, w kłopotliwej sytuacji mogłam odwrócić się bokiem i byłam bezpieczna, poza jego zasięgiem, teraz natomiast... znów musiałam się liczyć z tym, że nasze szanse nigdy nie były równe, albo też nawet do siebie zbliżone, a to, że przez jego wypadek ta kwestia na moment się zachwiała... niczego ostatecznie nie zmieniało.
- Ni... c - odezwałam się, wiedząc, że jakbym nadal ciągnęła ciszę, to mężczyzna nie byłby zadowolony. Z drugiej strony moja wypowiedź zabrzmiała jak najprostsze do przejrzenia kłamstwo, a to bez wątpienia gotowe będzie zdenerwować go jeszcze bardziej, więc natychmiast otworzyłam usta, gotowa powiedzieć cokolwiek, byleby go pierwszego do głosu nie dopuścić. Nie dopóki nie naprawdę swojego błędu. - Naprawdę nic się nie stało, nic czym powinieneś się przejmować. To znaczy w ogóle nic, bo to z kolei zabrzmiało, jakby stało się coś, o czym nie chcę ci mówić, a naprawdę coś takiego nie miało miejsce - no to powiedziałam, rzeczywiście wszystko, byleby jakoś wyjaśnić tą sytuację, tylko, że z kolei miałam świadomość, że tym czasem skomplikowałam ją jeszcze bardziej.
Twarz mnie piekła, przygryzłam dolną wargę, chciałam znaleźć jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji przy możliwym zachowaniu większości szczegółów dla siebie. Patrzyłam jeszcze przez moment na niego błagalnie, licząc, że może odpuści, ale ostatecznie poczułam, jak nieco spięte ramiona opadają nieznacznie w dół, a ja przestąpiłam z nogi na nogę.
- To nie tak, że czuję się niezręcznie, bo nie leżysz już na posłaniu, przecież wiesz, że cieszy mnie twój powrót do zdrowia, po prostu - wzięłam głębszy wdech, odruchowo łapiąc w palce materiał mojej sukni i skupiając się na zaciskaniu go. - Rozmawiałam o czymś z Milą i mogę być nieco rozkojarzona, to dlatego - wyjaśniłam i w zasadzie... zabrzmiało to na tyle dobrze, że wróciła mi odrobina pewności siebie. Do tego stopnia, że sama byłam gotowa na ten sam żartobliwy ton głosu, co on.
- Zapewniam cię jednak, że moje kolana zginają się, jak należy - zachichotałam wesoło i tak szybko, jak zaczęłam, tak szybko przestałam. Spojrzałam na niego wyraźnie zszokowana, a w moich oczach musiało czaić się jakieś przerażenie, którego powodem oczywiście było to jedno słowo. Jak mogło mi wcześniej umknąć. Wolną dłonią zasłoniłam sobie usta, pod palcami czując gorąc policzków. Z miejsca zaschło mi w gardle. Dlaczego niby interesował się stanem moich stawów kolanowych? Czemu to właśnie na nie zwrócił uwagę? - To znaczy, musisz uwierzyć mi na słowo - powiedziałam pospiesznie, a mój głos zabrzmiał tak piskliwie, że natychmiast oczyściłam gardło, odruchowo robiąc kroczek w tył, jakby taki zabieg miał mi pomóc się opanować. - Poza tym nie byłoby na co patrzeć, są w kiepskim stanie - kolejne słowa, które nie zabrzmiały tak, jak powinny. Skrzywiłam się, przełykając głośno ślinę. Dlaczego serce mi tak waliło? Powinnam się natychmiast uspokoić. - Przez modły oczywiście, co innego miałabym robić na kolanach? - zaśmiałam się cicho, chociaż na taktykę obrócenia wszystkiego w żart chyba już nieco za późna.
Było mi niesamowicie gorąco i już czułam, że polegałam na tym polu, w dodatku teraz już w ogóle plan odsunięcia od siebie tej rozmowy poszedł w krzaki. Na nowo wyjaśnienia Mili odżyły w mojej głowie, ale przecież całkiem ładnie wszystko zatuszowałam, prawda? Tealvash jest osłabiony i bez wątpienia nie posądza kapłanki o tak grzeszne myśli, w końcu sam taki pomysł to świętokradztwo. Teraz wystarczy tylko zmienić szybko temat i nawet nie zwróci uwagi na to co mówiłam, jeśli ten nowy będzie wystarczająco interesujący, albo po prostu istotniejszy. Dalej Esjo, jakikolwiek, dasz radę.
- Dobrze się czujesz? - zapytałam głupio, ale brnęłam w to uparcie. - Może powinniśmy już wracać? Nie ma co tak szarżować, pewnie po wysiłku jesteś głodny, bądź spragniony... - zdobyłam się na kolejny uśmiech, który miał zakryć to, jaka speszona jestem i już nawet odwróciłam się z powrotem w stronę obozu, gotowa podjąć wędrówkę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz